#bWXmU
Następnego dnia poszłam z mamą do apteki, trzymała mnie na rękach i czekała na swoją kolej. Pani przed nami robiła zakupy i nie mogła przypomnieć sobie nazwy maści której potrzebowała, więc ja wypaliłam moim nowo poznanym wierszykiem, który leciał tak:
"Maść na szczury, maść na szczury
smarujemy szczura z góry,
a odwrotnym ręki ruchem smarujemy go pod brzuchem,
po tygodniu szczur ten zdycha, maść kosztuje jedna dycha".
Ludzie w kolejce się śmieją, a moja mama nie widziała, co robić, czy uciekać czy zostać i zapaść się pod ziemię. Po tym incydencie mój tata miał zakaz opowiadania mi wierszyków, które nie zostały autoryzowane przez mamę.
Ehh Ci rodzice coś z tym mają..., moja siostra nauczyła synka wiersza o Żuczku, gdy ten był w wieku przedszkolnym. Brzmiał on mniej więcej tak: "Poszedł Żuczek za chałupkę, za chałupką strzelił kupkę. Och Ty Żuczku! Coś Ty zrobił? Jo żem chałupkę przyozdobił!" Cieszył się, wszystkim gościom opowiadał i chyba w wieku 7 lat ogarnął, że coś nie halo z tym wierszem ;)
Mnie i brata ciocia nauczyła rymowanki, której zaśpiewanie na dozynkach brat uważa za największą żenadę życia, a szła tak: Był sobie raz Felek co chodził bez szelek, 40 butelek w kieszeni miał. Nadeszła niedziela, upity jak bela, a Bela Mu w papę,:”oddawaj wypłatę!” Wypalają przepita, a Bela zabita, a Felek w więzieniu, opala się w cieniu na swoim kamieniu. XD szok, że po tylu latach się pamięta
w wieku 4 lat kilka razy dziennie powtarzałam ,,cholera jasna, spódniczka ciasna,,