#QNa2h

Do mojego ślubu przygotowywałam się przez niemalże rok. Dzięki rygorystycznym treningom schudłam kilkanaście kilogramów, zadbałam o cerę, nauczyłam się tańczyć (co szczególnie wielkie dla mnie osiągnięcie, bo z natury jestem straszliwą łamagą) i udało mi się opanować sztukę chodzenia w butach z nieco większym obcasem. Ostatnie miesiące spędziłam przed lustrem, powtarzając tekst przysięgi małżeńskiej.

Kiedy przyszło mi stanąć przed ołtarzem, a ksiądz podsunął mi pod nos mikrofon, tak bardzo się zestresowałam, że na oczach zebranej w kościele rodziny i znajomych ordynarnie narzygałam na garnitur mojego przyszłego męża oraz sutannę zszokowanego moim nieoczekiwanym zachowaniem duchownego.

#xhu4e

Lata gimnazjum, o ile dobrze pamiętam - 2 klasa. Lekcja matematyki, geometria. Po omówieniu prostopadłościanów i sześcianów nadszedł czas na nieco bardziej skomplikowane bryły. Nauczycielka zdjęła z półki walec i stożek, a następnie przystąpiła do prezentowania ich cech, wzorów na powierzchnię, objętość itp. W tym czasie pewna niewiasta - nazwijmy ją Mariolka - o tlenionych blond włosach i półkilogramowej gładzi szpachlowej na twarzy, mając, delikatnie rzecz ujmując, w nosie całą geometrię, trajkotała w ostatniej ławce jak najęta. 

Gdy po kilku bezskutecznych prośbach o zamknięcie jadaczki Mariolka nadal utrudniała nauczycielce prowadzenie zajęć, ta poprosiła ją o podejście do tablicy i powtórzenie wszystkich informacji o stożku i walcu. Matematyczka podała dziewczynie drugą z brył i pyta:
- Mariola, co to jest?
Mariola cicho. Nauczycielka widząc, że dziewczę nie kojarzy zbytnio nazwy bryły, kontynuuje:
- Jeszcze chwilę temu miałaś tyle do powiedzenia. Proszę więc wszystkim przypomnieć, jak nazywa się ta bryła.
Na co dziewczę:
- Stolec, proszę pani.
- Co, proszę? Nie dosłyszałam..
- No stolec no, przecież wiem...
Klasa prawie umarła ze śmiechu, a blondi niespecjalnie wiedziała, dlaczego wszyscy rżą jak konie. 

Innego dnia natomiast, na lekcji wf-u, Mariola spytana przez wf-istę o powód braku stroju, odpowiedziała że nie będzie ćwiczyć, ponieważ ma problemy masturbacyjne. Tak, chodziło jej o bóle menstruacyjne.

#rJN9s

Kiedyś, jak jeszcze byłem spasionym licealistą, pomogłem odrobić pracę domową dziewczynie, która bardzo mi się podobała. Powiedziała mi, że da mi w zamian za poświęcony czas coś „bardzo przyjemnego”. Wiecie, w tamtym czasie jedyny bliższy kontakt z płcią piękną miałem dzięki filmom dla dorosłych i tak się złożyło, że obietnica „czegoś przyjemnego” idealnie wpisywała się w scenariusz takiej produkcji. Nie dziwcie się więc, że miałem bardzo duże oczekiwania…
Następnego dnia dziewczyna podbiegła do mnie na korytarzu i wręczyła mi bombonierkę dziękując za pomoc i wyrażając nadzieję, że słodycze przypadną mi do gustu, bo jak to powiedziała „dobrze wie, jak bardzo grubi ludzie lubią czekoladę”.

#BMIta

Jestem ze swoją żoną już od 6 lat, mamy 5-letnią córeczkę. Ogólnie w związku jesteśmy od lat ośmiu, mieszkamy razem od siedmiu. Zdane studia, wielka miłość, dobra praca i puchate kulki.

Historia sprowadza się do owych kulek. Od kiedy razem mieszkamy mieliśmy koty, oba były moje, jeszcze z czasu gdy mieszkałem z rodzicami. Niestety, po roku zdechły, były dosyć stare. Postanowiliśmy pójść do schroniska i przygarnąć dwa nowe! Nie będę wspominał o tym, co tam zobaczyliśmy, ale po dobrej godzinie namysłu wybraliśmy dwa koty, już prawie wychodzimy... Nagle jeden kotek wyrywa się i biegnie do jednej z klatek. Pan ze schroniska wytłumaczył nam, że kotka, która była w owej klatce to wielka miłość kociaka, którego chcieliśmy. Serce nas zabolało, więc wzięliśmy i trzeciego. 

Dwa drapaki, pełno rzeczy dla kotów zapełniły nam dom, było ciepło, przytulnie. Minęły dwa lata. Kociaczki wyrosły, pokochaliśmy je, a one nas (tak myślę... z tymi małymi szatanami nigdy nic nie wiadomo). Oczywiście koty to koty, rozpuściły się niemiłosiernie, ale za to się je kocha. Prócz Murzyna (całego czarnego kota, nie człowieka!) mieliśmy tych "zakochanych"... Samiczka uwielbiała się wtulać w moją żonę, samiec we mnie. Zauważyliśmy, że Kerrigan wtula się nie w nogi czy w brzuch, a coraz częściej w piersi mojej ukochanej. Zaśmiałem się i powiedziałem, żeby poszła do lekarza, bo malutka coś wyczuwa.

Wzięła to na poważnie - poszła. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć co się stało. Wykryto u niej nowotwór piersi we wczesnym stadium, co szybko pozwoliło na zwalczenie choroby. Przeżyłem wtedy wiele nieprzespanych nocy, płaczu i wydanych pieniędzy na wszelkie dobroci dla naszej wybawicielki. Dzisiaj z tego już żartujemy, ale Kerrigan nadal dostaje najsmakowitsze kąski. Sam nie wiem, co by było, gdyby Raynor wtedy nie pobiegł ku jej klatce i gdybyśmy jej nie przygarnęli...

#YUHb4

Będzie o dotykaniu bez zgody drugiej osoby i o reakcji społeczeństwa.

Zacznijmy od tego, że chodziłam do gimnazjum w czasach gdzie nie mówiło się o tym, że krótka spódniczka nie usprawiedliwia molestowania itd., a dziewczyny, które się tak ubierały, traktowano jak dziwki.
Jak można się domyślić, lubiłam zakładać krótkie spódniczki albo spodenki, zdarzało mi się przyjść do szkoły w topie. Nie miałam na celu prowokowania chłopaków. Po prostu podobałam się sobie i chciałam eksponować swoją figurę, tym bardziej że było gorąco, więc uznałam, że mogę to robić.
W większości kończyło się na gwizdach chłopaków i komplementach, ale to mi nie przeszkadzało.

Pewnego dnia zaprosił mnie na randkę największy frajer w klasie. Żeby wam uzmysłowić dzisiaj byśmy takiego nazwali incel. W tamtym momencie nie miałam ochoty wchodzić w związek, a już na pewno nie z kimś takim. Jednak nie byłam chamską osobą, więc nie chciałam go krytykować i dlatego powiedziałam coś w stylu, że to bardzo miłe, ale na razie nie chcę się z nikim wiązać, że nie mam czasu na randki itd. Kolega powiedział tylko OK i sobie poszedł. Myślałam, że zapomni, no ale rozpętało się piekło. Każda przerwa to wyzywanie mnie przez niego od dziwek i puszczalskich lasek, a także krytykowanie stroju, który według niego noszą tylko prostytutki. Miałam to gdzieś, bo to tylko gadanie. Było mi przykro, ale nic nie robiłam mając nadzieję, że odpuści.
Jednak pewnego dnia miarka się przebrała, koleś jak gdyby nigdy nic klepnął mnie w tyłek. Oczywiście dostał z liścia. Najlepsze, że to on pierwszy z tym poleciał do wychowawczyni. Przedstawiłam swoją wersję wydarzeń. Pani powiedziała, że poruszy ten temat na godzinie wychowawczej. Do tego czasu możemy jedynie się unikać.
O dziwo, przez te dwa dni nie odzywał się do mnie.

Nadeszła godzina wychowawcza, nawet przypomniałam pani o tym temacie. Jak się okazało - niepotrzebnie. Nauczycielka zbagatelizowała problem, dała wykład o odpowiednim ubiorze do szkoły i podkreśliła, że taki ubiór jak mój może prowokować do takich zachowań, stąd właśnie taka sytuacja. Wywiązała się dyskusja, nikt mnie nie poparł. Wszyscy zgodzili się z wychowawczynią.
Powiedziałam o tym rodzicom, ale wzięli stronę nauczycielki i tego chłopaka. Nie mam im tego za złe. Sami byli wychowywani w szacunku do nauczycieli.

Do końca gimnazjum chodziłam w bluzach i jeansach, ale nie obcisłych. Dopiero w liceum wróciłam do ulubionego ubioru.

Teraz trochę zazdroszczę dziewczynom, że mogą chodzić do szkoły i każdy je obroni w takiej sytuacji. Przynajmniej takie mam wrażenie.
Po latach najbardziej zabolało mnie to, że ten typ podświetlił mi się na fejsie jako polecany, a na profilowym miał ustawiony piorun. Koleś, który wielokrotnie podkreślał, że ubiór oznacza to, że jestem puszczalska, teraz kreuje się na wielkiego obrońcę kobiet.

#WZHbN

Sytuacja wydarzyła się, gdy byłam w gimnazjum.
Ważne jest to, że byłam bardzo podobna do mamy, wzrost też prawie taki sam. Miałyśmy też takie same szlafroki.

Oglądałam serial do późna, postanowiłam pójść do kuchni napić się wody i iść spać. Akurat nalewałam sobie wody, słyszałam czyjeś kroki, ale olałam to, bo rodzice pozwalali mi się późno kłaść.
W pewnym momencie poczułam rękę na swoim pośladku... Sparaliżowało mnie. Odwróciłam się, to był mój ojciec.
Wydukałam "Tato, co ty robisz?". Usłyszałam tylko "O kur#a mać", a ojciec szybko pobiegł do sypialni.
Prawdopodobnie pomylił mnie z matką.

Nigdy nie poruszaliśmy tego tematu.

#vHXAZ

Było to 7 lat temu. Miałam 18 lat, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Załamałam się, chciałam usunąć ciążę, bo przecież szkołę trzeba skoczyć, praca czeka. Mój chłopak powiedział, że nie pozwoli mi tego zrobić, że on chce tego dziecka, a jak ja nie chcę, to mam je urodzić, a on sam wychowa.

Dziś synek ma 6 lat, jest moim największym szczęściem i jak na niego patrzę, to dziękuję Bogu, że miałam przy sobie wspaniałego faceta, który nie pozwolił mi zrobić największego błędu w moim życiu. Szkołę skończyłam. Teraz jestem szczęśliwa mężatką i mam dwoje dzieci. Nie wiem, jak by potoczyło się moje życie, gdybym wtedy to zrobiła.

Piszę to, bo chciałam powiedzieć, że ciąża w młodszym wieku to nie wyrok. Może i nie biegałam jak koleżanki po dyskotekach, ale za to mogłam co noc przytulić mojego synka i za to jestem wdzięczna mojemu mężowi, że otworzył mi oczy na to, co tak naprawdę jest ważne.

#qAJR9

Jestem kobietą i panicznie boję się krwi. Zapytacie pewnie co ma jedno do drugiego? Otóż boję się nie tylko czyjejś krwi, ale także własnej.

W trakcie każdego okresu straszliwie boję się zajrzeć sobie do majtek. Z tego strachu co chwila wymiotuję, nie mogę nic jeść przez całą miesiączkę. To nie tak, że jakoś straszliwie mnie boli. Nie boli praktycznie wcale.
Wypróbowałam już wszystkiego - kubeczki, podpaski, tampony. Nic na dłuższą metę nie pomaga, zawsze jest ta świadomość, że ta krew tam jest. W trakcie ostatniej miesiączki próbowałam opróżnić kubeczek z zamkniętymi oczami. Zalałam wszystko wokół toalety, a gdy zobaczyłam co zrobiłam, to zwymiotowałam na podłogę. Usiadłam i popłakałam się, a chwilę później przyszedł mój chłopak. Pogłaskał, pocałował, powiedział, że posprząta, że wie, że jestem chora i że to nie moja wina. On jako jedyny wie, że panicznie boję się własnej miesięcznej krwi, a także każdej innej, nawet gdy się zatnę nożem w trakcie krojenia, to też mam odruch wymiotny.

Wiem, że to nie jest portal, na którym ktoś drugiej osobie doradza, jednak proszę powiedzcie mi co mam robić? Jesteśmy za młodzi na dzieci, szczerze to nawet nie wiem, czy chcemy je mieć, tak więc ciąża odpada całkowicie. Czytałam w internecie, że wycięcie macicy może prowadzić do braku miesiączki. Może to jest dla nas rozwiązanie? Naprawdę nie wiem już co mam robić, zbliża się kolejny okres, a ja już bzikuję :/

#mwaSy

Sytuacja sprzed paru tygodni. Późny wieczór, wracam do domu po zajęciach, zmęczona, niewyspana, oczy mi się same zamykają i bach - usnęłam... chłopakowi siedzącemu obok mnie na ramieniu.

Jakie było moje zdziwienie, gdy chłopak nagle mnie obudził i powiedział: "Niestety przykro mi, ale muszę już wysiąść, mam nadzieję, że chociaż trochę się wyspałaś". Uśmiechnął się i wyszedł, a ja byłam w takim szoku, że nie zdążyłam nic powiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie