#Q1yMs

Muszę zostawić narzeczonego i zacząć życie od nowa, w inny sposób nie odzyskam równowagi psychicznej. Zdradziłam go i nie potrafię już z nim być. Musiałam tak zrobić. Kariera stanęła przede mną otworem. Gdybym zachowała się inaczej, inna dostałaby tą posadę. Poświęciłam coś, żeby coś osiągnąć. Nie jest to moralne, ale nie miałam wyjścia, taka okazja mogła się więcej nie powtórzyć. Nie szukam akceptacji, chcę to tylko z siebie wyrzucić. W Internecie mogę sobie pozwolić na szczerość. To wszystko.

#tOjDJ

Jak byłam mała, byłam bardzo ciekawska i nie wiedzieć czemu postanowiłam sprawdzić dokładniej swoją anatomię. Z ciekawości chciałam zobaczyć jak głęboko włożę palec w pupę. Były to czasy podstawówki, więc nie miało to żadnego podtekstu.

Podczas tego eksperymentu dotknęłam czegoś bardzo twardego i wystraszyłam się, że to kręgosłup. Pochwaliłam się potem koleżance, że dotknęłam kręgosłupa od drugiej strony... Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to była kupa.

Koleżance się nie przyznałam do błędu poznawczego.

#y3U1V

Kiedyś pojechałam na protest ws ACTA do Warszawy, mówiąc przy tym rodzicom, że idę spać do koleżanki parę bloków dalej. Takie małe kłamstewko...

Jestem już w Warszawie, wszędzie aparaty i kamery. Nagle słyszę, że dzwoni mój telefon - ''Mama''. Odbieram i mówię, że jestem u koleżanki. Dawno nie słyszałam tylu przekleństw przez telefon. Okazało się, że byłam na Polsacie...

#10ifp

Kiedyś pracowałem w laboratorium fotograficznym. Jednego dnia przyszedł koleś, którego znam z liceum. Wyjął z aparatu kartę pamięci, podał mi ją i mówi, że jest tam 6 zdjęć jego dziewczyny nago i żebym mu zrobił po 10 odbitek każdego. Dodał, że jak chcę mogę sobie zrobić też kopie dla siebie, bo dziewczyna to szmata, która właśnie z nim zerwała i wkrótce gorzko tego pożałuje.

Faktycznie, takie zdjęcia były na karcie... Ale po chwili wewnętrznych rozterek skasowałem całą zawartość i wróciłem do kolesia z informacją, że "Niestety system plików na karcie był uszkodzony, próbowałem odzyskać zdjęcia, ale się nie udało, wszystkie są stracone". Koleś się wpienił, zaraz cały czerwony, jak nie zaczął rzucać kur*ami, no ale w końcu poszedł.

Nie znam tej laski, więc w sumie powinno mi być wszystko jedno, ale tak sobie pomyślałem wtedy - co jakby padło na moją siostrę?

#h1i9b

Byłem z dziewczyną przez ponad 2 lata. Było pięknie, dogadywaliśmy się we wszystkim. Jak to w związku - zdarzały się i kłótnie. Przez pewien czas była bardzo nerwowa, co mi zaczęło przeszkadzać. Rozstawaliśmy się, potem do siebie wracaliśmy i tak w kółko, jednak byliśmy pewni, że kochamy się na zabój. Przez około 2 tygodnie coś między nami się psuło, jakoś nieszczególnie brałem to do siebie byłem pewny, że i tak jest moja i nie muszę się już starać jak na początku. Ba, jakiż ja byłem głupi. Pewnego dnia po kłótni postanowiłem się z nią ostatecznie rozstać, byłem zdecydowany jak nigdy. Nie wiem dlaczego tak naprawdę to zrobiłem, ale zrobiłem. Płakała długo, obiecała, że się zmieni. Ja byłem jak ze skały - koniec. 

Mijały dni, tygodnie. Kontaktu zero. Wiele razy chciałem napisać, ale jakoś brakło mi odwagi, mając przed oczami ją zapłakaną i to z mojej winy. Uciekałem w imprezy, nowe znajomości, pracę. Jednak coś we mnie pękło, oprócz widoku jej zapłakanej zaczęły przewijać mi się obrazy nas. Kiedy byliśmy szczęśliwi, kiedy każdej nocy wtulała się we mnie, kiedy mówiła jak bardzo mnie kocha, kiedy pragnęła ze mną dziecka... zawsze miała iskierki w oczach i cudowny uśmiech. Postanowiłem do niej zadzwonić, jednak nie od razu, odkładałem to na następny dzień. W końcu któregoś dnia wieczorem dostałem telefon. Zginęła w wypadku.

Tak więc chciałem tylko powiedzieć nie tylko mężczyznom, ale i kobietom. Doceniajcie swoją drugą połówkę, kiedy jest źle naprawcie to! Pamiętajcie o sobie nie tylko w walentynki. Nie poddawajcie się, jeżeli naprawdę się kochacie. Nie zwlekajcie, bo naprawdę czasem może być już za późno.

#xjMKa

Rok 1997, miałem 15 lat, byłem 1 klasie LO i zostałem wykorzystany / uwiedziony przez matkę koleżanki z klasy.

Na początku roku poznałem Adę i od razu miedzy nami zaiskrzyło.

Niby na razie koleżeństwo, ale może coś więcej. W każdym razie wrzesień był gorący, a ja poszedłem odwiedzić Adę. Jak się okazało jeszcze nie wróciła od babci, ale przed sekundą dzwoniła, że za 20 minut ma autobus i za godzinę no półtorej powinna być, to mam poczekać.

Ok. Nie wiem wtedy jak to się stało i wstęp jak z jakiegoś pornosa. Ale mama Ady 38 letnia, bardzo atrakcyjna kobieta jakoś podając mi wodę tak się nachyliła iż widziałem iż nie ma stanika. Na reakcję nie trzeba było czekać i w ciągu chwili namiot w spodniach. Nie uszło to jej uwadze i powiedziała wprost dobierając się do mnie "Pokaż czym się będzie bawić moja córka". Nie wiem czemu, czy podniecenie, czy szok, ale się nie broniłem i po chwili ona naga i ja też. Jej kolejne słowa " No masz fajnego, ale muszę przetestować czy dobrze mi córkę wyru...sz"
I tak po prostu doszło do zbliżenia. Rozprawiczyła mnie starsza o prawie 20 lat kobieta.
Zero magii pierwszego razu, po prostu zostałem wykorzystany.
Po wszystkim powiedziała  Ada będzie zadowolona, rób jej dobrze i nic jej nie mów".

Kilka dni potem przeżyłem pierwszy raz z Adą i to był jej pierwszy raz, a ja skłamałem, że mój też. Dodatkowo jej jama i moja jako, że były w trójce klasowej szybko się zaprzyjaźniły i do tej pory się kumplują. Z Adą nie jestem, wyjechała na studia do innego miasta niż ja i tak się los potoczył.

#UiuqL

Sytuacja z dzisiaj. Wybrałam się z mamą na typowy miejski bazarek z ubraniami, butami itd. W pewnym momencie zauważyłam mężczyznę (około 30 lat) z synkiem na rękach. Chłopczyk miał około 5 lat. Ewidentnie wzrokiem szukali mamy dziecka pomiędzy straganami. W pewnym momencie popatrzyli się na siebie znaczącym wzrokiem i tata powiedział do dziecka: "Wołaj mamę". Młody przytaknął, po czym mężczyzna podniósł go na rękach do góry i chłopczyk zaczął płakać. 

Tata zadowolony ze swojego sposobu wołania małżonki kręcił chłopcem w górze, niczym syreną strażacką. Sposób zadziałał, gdyż dosłownie kilka sekund później przybiegła młoda kobieta i powiedziała spokojnym głosem: "No przecież już idę". Gdy chłopczyk ją dostrzegł momentalnie przestał płakać i z naburmuszoną miną powiedział: "No nareszcie!".

#qIVx8

Byłam gruba, jestem gruba i prawdopodobnie zawsze będę gruba. W dodatku jestem niska i masywna. Taka kula. Ale akceptuję kulistość mojej sylwetki. Nie musiałam pracować nad akceptacją, po prostu wszystko mam w mojej wielkiej dupie. Wyznanie będzie dotyczyło ubioru.

Już skończyłam liceum, ale do dziś pamiętam, jakie miałam problemy w szkole przez to, jak wyglądam. W czerwcu, czyli pod koniec roku szkolnego, temperatury sięgały czasami ponad trzydziestu stopni i logiczne, że w taką pogodę ciężko wytrzymać w długich i ciepłych ubraniach (zwłaszcza będąc takim ulańcem jak ja). Do szkoły ubierałam to, co osoby z mojej klasy. W naprawdę upalne dni wskakiwałam w krótkie spodenki, zdarzało mi się ubierać też bluzki lub sukienki na ramiączkach. Regulamin tego nie zakazywał, większość dziewczyn ubierała się tak jak ja. Ale zawsze po lekcji musiałam zostawać tylko ja. I tylko mi tłumaczono, że rozpraszam chłopców, że inni ludzie się na mnie patrzą i następnym razem mam ODSŁONIĆ MNIEJ CIAŁA. Heloł, tego ciała się nie da schować (przynajmniej nikt mnie z tego powodu nie zabije).

W klasie oczywiście robiono sobie ze mnie rozmaite podśmiechujki, chłopcy robili zdjęcia moich ud lub ramion na lekcji albo na przerwie. Komedia życia - gruba ubrała spodenki, bo jest upał. Szczerze? Bardziej przykry byłby widok zapoconego, czerwonego grubasa w długich spodniach i bluzce z rękawem. Lałoby się ze mnie tak, że nie pomógłby hydraulik.

Dosłownie taki sam problem był na wychowaniu fizycznym. Mieliśmy zajęcia z młodą panią, która nie dość, że cały czas pytała, czy ćwiczę w domu to jeszcze zwracała uwagę na mój ubiór. Zaleciła mi kupno szerszej koszulki („dziecko, udusisz się, a masz czym oddychać”) i dobór stanika sportowego. Kobieto, ja mam 90F i lepiej nie będzie.
Dziwi mnie takie podejście. Dlaczego jesteśmy stygmatyzowani z powodu ciała? Skoro już to ciało jest to wiadomo, że nic się nie da zrobić z dnia na dzień. Mam sobie odciąć udo, brzuch?
Można mówić, że to dla zdrowia, dla chudnięcia. Tyle, że ja nie chcę chudnąć i pasuje mi mój wygląd, ale ludziom najwyraźniej przeszkadza.

#qdhh0

Właśnie kończę liceum i... Jestem samotna.

Mam super osoby w klasie, od tych dwóch lat bardzo chcę się z kimś zakumulować, ale nikt nie chce ze mną. Rozmawiam z nimi na przerwach, czasem się pośmiejemy, ale jakby wszyscy na początku wspólnie stwierdzili, że nie chcą się ze mną zadawać. Wiele razy próbowałam się z kimś spotkać po szkole. Z jedną osobą albo z grupą. Umawiałam się na pizzę, koncerty, kino, basen, kręgle, co tylko przyszło mi do głowy. Za każdym razem kiedy wyjście było już umówione na dzień przed dostawałam jakąś wymówkę typu składam meble i nie mam czasu. Przyjmowałam odmowy spokojnie i z uśmiechem tłumaczyłam, że nic się nie stało. Bo chyba wkurzenie się mojej sytuacji nie poprawi. Znajomi z gimnazjum o mnie już zapomnieli i kontaktu odnawiać nie chcą. Mam 18 lat i nie byłam na żadnej osiemnastce, imprezie czy sylwestrze. Rodzina pyta o co chodzi, a mi jest zwyczajnie wstyd, że wszyscy mnie unikają. Cały czas widzę tylko zdjęcia z mediów społecznościowych moich znajomych, którzy świetnie się razem bawią na imprezach, na które nie byłam zaproszona. Myślałam, że coś we mnie musiało ich ode mnie odrzucać, ale przecież codziennie witają mnie przytuleniem i rozmową. Może zwyczajnie są zbyt mili żeby kazać mi spadać na drzewo i tylko nie chcą żeby mi było przykro?

Tak się tylko chciałam wyżalić, bo mam już dość. Po raz kolejny siedzę w domu po odwołanym spotkaniu. Dwa lata już spędziłam siedząc w domu. Dla wszystkich szkoła średnia to najlepszy czas w życiu i ponoć przyjaźnie tu zawarte mają być na całe życie. Kurwa mać, ja pierdole.
Dodaj anonimowe wyznanie