#oA7bN

Wracałam w piątek do domu i jak nigdy usiadłam sobie bliżej przodu autobusu. Siedzę, a tam taka starsza kobiecina kupuje u kierowcy bilet. Pierwsze co usłyszałam, to:
- Panie, ja w maju 88 lat skończyłam. Niech pan będzie trochę wyrozumiały.
Ale nic. Kierowca sprzedał kobiecie bilet, a ona usiadła na pierwszym siedzeniu.
- Panie. A dał mi pan bilet?
- Tak, razem z resztą.
- Co? Panie, ja w maju 88 lat skończyłam! 
Mężczyzna powiedział nieco głośniej, by babcia usłyszała. 
Dwie minuty nie minęły, a babcia znowu:
- Panie, a pan mi wydał z 50 zł?
Gościu już wiedział, że babcia niedosłyszy i niedowidzi, to powiedział głośno:
- Tak. Wydałem pani 2x po 20 zł i reszta drobne. 
Na co babcia:
- Bo ja panie w maju 88 lat skończyłam i pamięć już nie taka. Niech pan będzie trochę wyrozumiały. 
Jedziemy dalej przez kolejne wioski i po jakimś czasie babcia pyta:
- Panie, a pan wie, gdzie moje rękawiczki?
- Jak pani wsiadała, to położyła je pani na siedzeniu i pewnie na nich usiadła.
Na co babcia:
- Dupa w maju 88 lat skończyła, to już nie taka czuła.

#j1cmb

Jakiś czas temu babcia opowiadała mi historię o wojnie, a dokładniej o tym, jak szturm przebiegał prosto przez moich pradziadków dom.

Do tej pory miałam jakiś wewnętrzny żal do Niemców, bo przecież bez litości mordowali Polaków. Ale wszędzie są wyjątki i tak właśnie było w 1941 r. Niemiecki żołnierz dokładnie wyjaśnił mojemu pradziadkowi, gdzie mają uciec, żeby przeżyli wojnę, powiedział również o tym, że za mniej niż godzinę zjawią się Niemcy i ich zamordują. Moi pradziadkowie spakowali choć trochę majątku i uciekli we wskazane przez żołnierza miejsce. Razem z moją babcią było dziesięcioro dzieci, wszyscy przeżyli wojnę razem z pradziadkami.

Taka przypowieść o tym, że zawsze znajda się dobrzy ludzie :)

#CMAWH

Moi rodzice nigdy nie mieli zbyt wiele pieniędzy, ale nigdy niczego mi nie brakowało. Nie byłam rozpieszczana, ale gdy o coś ich poprosiłam, zawsze to dostawałam. Gdy miałam 16 lat, przypadkiem dowiedziałam się, że tak naprawdę są bardzo zadłużeni, na ponad 50 tysięcy. Od tamtej pory nigdy więcej nie poprosiłam ich choćby o złotówkę, zaczęłam sama pracować. Na wakacjach zbierałam maliny i wiśnie, później jabłka i ziemniaki, w weekendy dorabiałam jako kelnerka i hostessa, opiekowałam się dziećmi, udzielałam korepetycji. Za zarobione pieniądze chciałam dorzucać się do jedzenia lub rachunków, ale rodzice mi na to nie pozwolili. Gdy skończyłam szkołę, postanowiłam wyjechać za granicę.

Mieszkam w Anglii od kilku lat, pracowałam po 12 godzin, 7 dni w tygodniu. Za 3 tygodnie lecę do domu i mam dla rodziców prezent w postaci 15 tysięcy funtów. Mam zamiar spłacić ich długi (które są już większe niż kilka lat temu). Oni dali mi wszystko czego potrzebowałam, więc ja chcę dać im to, czego oni potrzebują najbardziej. Spokojną starość bez zmartwień.

#OnykG

Jako szesnastolatka, chcąc dorobić do kieszonkowego, poszłam zbierać wiśnie. Wyglądało to tak, że zbieram dwie kobiałki i odnoszę je do punktu, gdzie zostaję zapisana, a na koniec dnia miała być wypłata dniówki - w zależności od ilości zdanych kobiałek.

Pracowałam już jakiś czas, kobiałki pełne, czas je zdać i wziąć puste. Gdy szłam z dwoma kobiałkami do miejsca, gdzie zostają one odkładane, zobaczyłam JĄ.
Jakaś kobieta w podeszłym wieku, na samym środku ścieżki, za przeproszeniem srała i sikała równocześnie. Wypięła się prosto w moją stronę, gdzie wszystko było widoczne. Jej cały tył i to, co z niej wychodziło...
Wysypałam wszystkie wiśnie i zrzygałam się w tej samej sekundzie, a gościówa wystraszona wywaliła się do przodu, wypinając się jeszcze bardziej, gdzie ja znowu zwymiotowałam, i uciekłam z tego miejsca.

Pieniędzy (ok. 20 zł) nie odebrałam i nigdy więcej tam nie przyjechałam.
Minęło kilka lat, ale dalej nie zapomniałam tego widoku ;-;

#OoTmm

Leżałam w szpitalu. Na moją salę trafiła też kobieta po wypadku, która miała chwilowy zanik pamięci. Rozmowa z lekarzem wyglądała tak:
Jak się Pani nazywa?
- Nie wiem.
Ile ma Pani lat?
- Nie pamiętam.
Ma Pani męża?
- Nie wiem.
A dzieci?
- Też nie wiem...
A jakim samochodem Pani jeździ?
- CINQUECENTO! 
:)

#tAGLS

Pamiętacie dzień I komunii świętej? Ja pamiętam, i to nie dlatego, że wszystko było pięknie itd.

W rodzinie była taka tradycja, że każdy "komunista" dostawał od któregoś z chrzestnych rower. Jak ja długo czekałem na mój nowy rower od ulubionego wujka... W końcu nadszedł ten dzień, po wyjściu z kościoła prosto do domu (miałem małe przyjęcie w domu).

Nadszedł wyczekiwany przez każdego 9-latka moment - pora przyjmowania prezentów! Od chrzestnej zegarek i hajs - myślę sobie: spokojnie, Łukasz, rower dostaniesz od chrzestnego, który się spóźni na przyjęcie, ponieważ po kościele musiał jechać na chwilę do firmy. Przyjechał chrzestny. Wybiegam radośnie i czekam, aż da mi wymarzony prezent. Nawet nie wiecie, jaki byłem smutny, gdy dostałem komputer... Oczywiście udawałem, że zawsze go chciałem mieć, żeby nie zrobić wujkowi przykrości. Dwie noce przepłakałem, jak nikt nie widział, bo nie miałem wymarzonego roweru. Na szczęście rower dostałem około dwa tygodnie później od rodziców na urodziny.

Możecie pomyśleć, że jestem dziwny, bo kto by nie chciał komputera, ale ten rower to było moje marzenie, chciałem nim szpanować na ulicach i jeździć, dużooo jeździć.

#zxZkh

Zajmuję się sprzedażą elektroniki. Któregoś dnia przyszło do mnie starsze małżeństwo, na oko wiek 70+. Celem ich wizyty był zakup tabletu. Moi klienci wcześniej nie mieli do czynienia z tego typu urządzeniem, zatem długo wyjaśniałem im i pokazywałem co i jak. Mimo pytań typu "Ile kosztuje zrobienie jednego zdjęcia?" zaimponowało mi, że nie odcinają się od rozwoju technologii i dzisiejszej elektroniki. Tablet został zakupiony. 

Następnego dnia starsi państwo wrócili, by nabyć antywirus, bo słyszeli, że "ktoś im może coś ukraść". Po zainstalowaniu, pytam starszego pana jakie chce mieć hasło do antywirusa - "123456, aby było łatwo zapamiętać, bo wie pan, w moim wieku...". Po wyjaśnieniu jeszcze kilku kwestii pożegnaliśmy się.

Kolejnego dnia znowu przychodzą, lekko zaniepokojeni: "Proszę zmienić to hasło, bo jest za łatwe, jeszcze ktoś się nam włamie". Po dokonaniu zmiany spędziłem chwilę na słuchaniu, jak fantastyczne jest to urządzenie i jak wiele ma możliwości. Starsi państwo przez kilka dni nie pokazali się ponownie. 

Przechodząc do meritum opowieści - tym razem przychodzi tylko starszy pan. Jest trochę skrępowany. Witając się z nim pytam, co się stało. Mężczyzna bardzo nieśmiało mówi, że ma nietypową prośbę. "Bo wie pan... w tych googlach, co mi pan pokazywał, że wszystko znajdę... Z ciekawości wpisałem ''filmy erotyczne'' i teraz ciągle się to wyświetla, a ja nie wiem jak to skasować, a przecież z żoną razem korzystamy z tabletu".

Kryjąc rozbawienie, a także będąc pełen podziwu wobec jego szczerości, usunąłem troszeczkę zbereźną historię przeglądarki oraz nauczyłem starszego pana, jak włączyć okno incognito, gdyby chciał coś jeszcze "z ciekawości" sprawdzić.

#vgr5j

Kiedyś miałem dość przypałową sytuację, która po czasie wydaje mi się dość zabawnym zbiegiem okoliczności.
Poszedłem do urzędu miasta, aby załatwić pewną sprawę. Obsługiwała mnie taka gruba pani w okularach, która jąkała się w bardzo charakterystyczny sposób. I tak też jąkając się poprosiła mnie o dowód osobisty, na co ja spełniając tę prośbę rzekłem „P-p-p-p-roszę”. Urzędniczka spojrzała na mnie spod okularów i rzekła: „Cz-czy-czy p-p-pan ro-robi s-s-sobie ze m...m...m...mnie ża-ża żarty?”. Z całą powagą odparłem więc: „A-a-al-l-leż s-s-skąd t...t...t...ten po-po-po-pomysł, d-d-d-r-r-oga p-p-p-ani?”.
Zostałem wyrzucony z urzędu, sprawy, którą miałem załatwić, nie załatwiłem. Wracając do domu pomstowałem pod nosem – czemu akurat mnie, jąkałę, który od lat usiłuje wyleczyć się ze swej przypadłości, musiała obsługiwać babka z identycznym zaburzeniem mowy?

#6lzC9

Byłam przykładną żoną przez ponad dekadę, dopóki ten zupełnie nieudany związek nie ulał mi się po tym, gdy odkryłam wieloletni romans mojego byłego już męża z moją byłą przyjaciółką. Ogólnie - postanowiłam zrzucić ciążące mi podwójne poroże za jednym zamachem.

Przez cały ten pieprzony czas, a przypominam, że czasu i okazji było sporo, nigdy nie otrzymałam od mojego byłego nic z okazji moich urodzin, bez okazji tym bardziej. Żeby była jasność, NIC oznacza w tym przypadku NIC. I spoko, zawsze usprawiedliwiałam to jakoś, życzenia złożone zawsze były, więc pamiętał. Zresztą nie jestem roszczeniowym typem, no i samowystarczalna jestem na tyle, że jeśli coś bardzo mi się podoba, potrafię sobie to wcześniej lub później sprawić.

Może to dziecinne, ale kiedy od wspólnych znajomych dowiedziałam się o tym, że standardem w nowym związku mojego eks prezenty dla nowej są na porządku dziennym, a z okazji urodzin tylko takie na totalnym wypasie, poczułam się po raz kolejny, jakby ktoś walnął mnie w pysk.

Pierwszy raz w życiu zapragnęłam być dla kogoś tak ważna, tak kochana, tak warta czegokolwiek, żeby ten ktoś chciał mi coś dać. Doszłam do wniosku, że pomijając fakt, iż mój były był i jest pod pewnym względem typowym pizdokleszczem, to jednak jego traktowanie mnie było moją winą. Pozwoliłam na to, uległa i wyrozumiała. Samowystarczalna. Wiecznie go usprawiedliwiająca.

Raz jedyny chciałabym umieć odpuścić takie podejście i w jego miejsce stać się wymagającą, roszczeniową panną, której jakiś typek chce zaimponować, pokazać, że mu zależy, czy nawet próbuje kupić drogimi prezentami.

Okropne uczucie. Na tyle nowe i kijowe dla mnie, że mam ochotę tym zwyczajnie rzygnąć.
No i wyznanie anonimowe, bo za nic w świecie nie przyznam się głośno do tego, że jestem zwyczajnie zazdrosna... nawet za te pieprzone prezenty.
:/

#3mMy4

To było w 2004 roku. Byłem wtedy brzdącem, który z chęcią chodził do przedszkola. Jak większość moich rówieśników kochałem bawić się różnymi zabawkami. Pewnego dnia siedziałem sobie z grupą kolegów i układaliśmy takie obrazki z kolorowych kwadracików, coś na wzór mozaiki. Przyłączyła się do nas wtedy koleżanka, ale jako że nie przepadałem za dziewczynami, kazałem jej się od nas odczepić i żeby poszła sobie gdzieś indziej. Ona wtedy powiedziała: "Jesteś dla mnie bardzo niemiły, będziesz się musiał z tego wyspowiadać". Słysząc to słowo pierwszy raz w życiu zapytałem co to.
- Będziesz musiał iść do księdza i powiedzieć mu o tym, inaczej trafisz do piekła.
- Ale jak to, do księdza? Ja się wstydzę - odpowiedziałem.
- Wiesz, możesz po prostu codziennie rano modlić się do obrazka z Panem Jezusem i mówić jakiś jeden grzech.
- Ale ja nie wiem jakie grzechy popełniłem i boję się, nie chcę iść do piekła - odpowiedziałem wystraszony.
- Na pewno jakiś masz, jak np. biłeś siostrę, to musisz za to pokutować bardzo długo. Inaczej trafisz do piekła.

Po tej rozmowie resztę dnia siedziałem bardzo smutny, ukradkiem płakałem i nic nie jadłem, bałem się, że naprawdę trafię do piekła i bałem się też o tym powiedzieć rodzicom, dlatego codziennie rano kiedy wstawałem, odwracałem się do obrazka Pana Jezusa i modliłem się i mówiłem przy tym "Ja biłem swoją siostrę". Trwało to przez 3 lata, do momentu przygotowań do I Komunii Świętej, kiedy zrozumiałem jak bardzo się myliłem. Przez 3 długie lata wyznawałem grzech bicia siostry, której nigdy nie miałem.
Dodaj anonimowe wyznanie