#PQ8XW
Czym jest SED? Cóż, najprościej będzie napisać, że osoba chora zwyczajnie brzydzi się jedzeniem, do którego nie jest przyzwyczajona. I nie, niestety nie jest to nic wymyślonego, nie jest to jej własne "widzimisię", a niestety przymus, gdzie człowiek paradoksalnie staje się więźniem swojego własnego umysłu.
Dla lepszego zobrazowania tego problemu dam wam przykład: nigdy nie jadłem spaghetti. Miałem okazję wiele razy, ale za każdym razem gdy widzę tego typu jedzenie od razu czuję jakiś lęk, niepokój. Niestety, jedzenie mnie brzydzi, a gdy patrzę jak ktoś je to spaghetti, to po prostu chce mi się wymiotować. A najgorsze jest to, że to nie tylko z tym biednym spaghetti tak mam. Nigdy w życiu nie jadłem pierogów, nigdy w życiu nie jadłem kebaba czy nawet dań na Wigilii. Mam spis swoich "lubianych" potraw do jedzenia, jak np. kanapki z szynką (ale tylko z nią) czy np. rosół, ale nie jest ich wiele.
Ciekawym zjawiskiem jest też to, że nie odczuwam głodu. Jem tylko dlatego, że jestem przyzwyczajony do tego, że rano jem śniadanie, w południe obiad itd. Z tego co czytałem to jest to częste zjawisko wśród osób chorujących na tę przypadłość.
Zawsze stresującą sytuacją było dla mnie to, gdy znajomi zamawiali jakieś jedzenie, albo wiecie, wycieczki szkolne i wizyty w jakichś restauracjach/fast foodach. Zawsze w takich sytuacjach mówiłem, że nie jestem głodny, wymykałem się na zewnątrz albo prosiłem o jedzenie na wynos.
Pewnie ciekawi Was czy zawsze taki byłem? Czy zawsze miałem taki problem? Cóż, nie. Jak byłem młodszy, to nie miałem takiego problemu. Według rodziców jadłem wszystko (np. ser) i mi smakowało. Więc co się stało? Cóż, urodziłem się z rozszczepem obustronnym wargi i podniebienia. Miałem kilka operacji jak byłem młodszy, z czego jedna poszła dość źle. I to właśnie po niej wróciłem odmieniony...
Pewnie zastanawiacie się po co to piszę. Otóż chciałem tylko zwiększyć popularność tego problemu. Słyszałem o wielu akcjach walczących z anoreksją czy bulimią. Dlaczego zatem nie możemy porozmawiać o SED? O osobach chorujących na tę przypadłość? Szczególnie, że nas traktuje się jak małolatów-niejadków. Jest to bardzo bolesne, ponieważ chcemy być normalni, ale jesteśmy więźniami własnego umysłu. Sam byłem ofiarą takiej przemocy werbalnej, czy to na spotkaniu rodzinnym, czy to chociażby podczas Wigilii klasowej. Mam nadzieję, że za kilka lat osoby z takimi problemami jak mój nie będą wyśmiewane, nie będą uznawane za szaleńców i dziwaków.
Kto wie, może sami macie jakiegoś znajomego, który cierpi na ten problem. Może ktoś taki bardzo potrzebuje pomocy? Niestety nie mam pojęcia ile osób mogłoby mieć taki problem w skali całej Polski, ale myślę, że każdy zasługuje na pomoc.
Dzięki. :)
Czy próbowałeś jeść z zasłoniętymi oczyma?
Do tego byc karmiony. Powaznie.
Jedzenie z zamkniętymi oczami raczej odpada. Bo mimo iż nie widzę danej potrawy, to jednak wciąż wiem, że będzie to coś nowego, coś innego. Wciąż czuję zapach, wciąż w głowie mam jakieś odczucie, że coś jest nie tak, wciąż czuję obrzydzenie...
A z karmieniem jest taki problem, że jest to raczej wstydliwe, zarówno dla mnie jak i dla osoby mnie karmiącej.
Współczuję Ci autorze. A jak wygląda sytuacja z różnymi szejkami? Albo np z zupą- kremem? Nie jesteś w stanie zobaczyć, co tam naprawdę jest w środku. Próbowałeś może iść w tym kierunku?
Dzięki. :)
Tak, myślę, że mogłoby to przejść, tylko musiałbym przywyknąć do takiego rodzaju jedzenia i jakoś przetrawić to, że znajdują się tam produkty których z jakiegoś powodu się "obawiam". Później, gdybym poczuł i nauczył się smaku danego jedzenia może łatwiej byłoby mi się przełamać w normalnym jedzeniu... W każdym razie dziękuję za pomysł. Nie pomyślałem o tym nigdy. :)
Wszystko małymi kroczkami :) nie ma sensu rzucać się na głęboką wodę. Możesz też sam robić tego typu dania, kontrolować to, co znajduje się w środku :) żebyś zdążył się oswoić z nową formą, konsystencją, zapachem :) a z czasem dorzucić np. małego ziemniaka (tak na marginesie, to fajnie zagęszcza zupę-krem), a w smaku na pewno go nie wyczujesz, bo jest on dość neutralny.
Jakby autor zapalił sobie jointa to by miał takie gastro że i kebab i pierogi wjechałyby zanim się spostrzeże 😂
Ja nigdy nie mialam gastro. Nidgy, po żadnej ilości
Paliłam, aby właśnie nie jeść. Na trzeźwo, jaki mi się nudzi to mam ochotę coś wszamać (bo czuję niedosyt w najedzeniu się), po zapaleniu mogę cały dzień siedzieć głodna bez ochoty podjadania. A jak pachnie wtedy czekolada! Wystarczy zapach, nie trzeba memłać gębą :D
Doskonale Cie rozumiem autorze 😉
Mój syn mimo, że ma dopiero 7 lat też na to cierpi.
Na początku jadł, ale wybrzydzał. Od jakiś 2 lat ma bardzo wąska grupę tego co zje i nie wyjdzie poza to.
Mógłby jeść ciągle frytki, kiedyś kiedy nie wiedziałam o tym jeszcze i myślałam że to jego wymysły, postawiłam sprawę twardo i powiedziałam że nie dam mu tych frytek, ma zjeść coś innego. I biedny nie jadł nic przez dwa dni bo nie dostał frytek. A nic innego nie chciało mu przejść przez gardło.
Wszyscy mówią że wymyśla, że to moja wina. Ja go tak nauczylam.
Kiedyś teściowa próbowała mu dać na siłę nutelle bo jakie dziecko nie lubi nutelli i jak poczuł jej smak w ustach to po prostu na nią zwymiotował.
Także to walka każdego dnia z nadzieją że może dzisiaj spróbuję czegoś innego.
Powodzenia autorze!
Polecam ośrodek Neurmind we Włocławku- specjalizują się w terapii neofobii żywieniowej od lat. Pani Malgosia, właścicielka ośrodka jako pierwsza w Polsce opracowala nowatorska metodę terapii KREBS, ma bardzo dużo pozytywnych opinii. Ośrodek organizuje turusy rehabilitacyjne właśne ta metodą. Pozdrawiam
Z wybiórczością pokarmową pracuję, może spróbuj znaleźć odpowiedniego terapeutę. Metodą małych kroków - najpierw ekspozycja, nie zmuszaj się do jedzenia. Samo przebywanie w jednym pomieszczeniu to już jest duży krok:). Potem spróbuj cos przyrządzić - dla kogoś. Jak bedziesz już gotowy na to, to dopiero możesz podjąć próbę spróbowania.
To z głupich porad, ale skoro się nie leczysz, a miałam podobny problem tylko o zdecydowanie mniejszej skali, co gdybyś do już znanego i lubianego dania dodał troszeczkę czegoś nowego? Na przykład do kanapki z szynką rozsmarował na ilość gryza keczupu, bardzo cieniutko tak niemal nie wyczuwalnie? A potem powąchać czy pachnie jak należy i po prostu nie myśleć lub odliczyć do pięciu i ugryźć? nawet nie musiał byś zjeść, tylko sobie przegryziesz dwa razy i wyplujesz? Albo też moi rodzice niesamowicie zaniedbali moją dietę i w sumie w pewnym momencie po prostu wymieniali składniki które lubię na takie których nie lubię, i nawet nie wiedziałam, zaczęli kupować inny ser i nagle myślałam, że już nie lubię sera a ser lubię ale tylko niesłony i nie pachnący jak stopa, na przykład ser salami. Ale musiałam się do niego przekonać najpierw będąc super głodną i wąchając go pierw bardzo intensywnie. Mówisz, że nie czujesz głodu co jet niepokojące, może lekarz pierwszego kontaktu lub internet coś zasugeruje? Rozumiem, że jest to połączone. I jeszcze może poszukaj innych youtuberów i forum, może bardziej psychologiczne podejście zamiast hipnozy?
Dzięki, za podzielenie się historią. :)
To co napisałaś na początku o powolnym próbowaniu to właśnie mój sposób walki z tym. Jest to ciężkie i męczące gdy musisz zmagać się z własnym sobą, ale cóż, trzeba wstać, walczyć i próbować od nowa. :)
Jeśli chodzi o szukanie na YT czy na różnych forach, blogach itd, to raczej ciężko coś znaleźć. Sam niedawno odkryłem, że to co mam to nie jest tylko jakaś moja dziwaczność, ale coś z czym boryka się x ludzi na całym świecie. Teraz pytanie, ile jeszcze gdzieś tam jest osób, które też zmagają się z czymś takim, a nie wiedzą, że są inni cierpiący? Właśnie dlatego postanowiłem się z tym podzielić. Kto wie, może ktoś to przeczyta, może dam komuś siłę do walki, do dzielnego stawienia czoła swojej słabości? Mam nadzieję...
oooo Klara rozumiem ;) ja sie przekonalam do sera zoltego jak kiedys przypadkiem zjadlam go na pizzy, nie wiedzac o tym
mialam z 13 lat
ale do dzis zolty ser tylko po podgrzaniu np. w pizzy, toscie itp, taki w plasterkach odpada
Leczysz się w jakiś sposób? Skoro jak piszesz jesteś więźniem umysłu?
Czy już się przyzwyczaiłeś i jedynie z tego co czytałeś czerpiesz wiedzę o tej chorobie?
Znalazłem na internecie filmiki i artykuł na temat jakiegoś amerykańskiego psychologa który leczy to za pomocą hipnozy. Ponoć to pomaga. Jeśli chodzi o mnie to niestety, gdy byłem u jednego takiego, to jedyne co mi powiedział to to, żebym otworzył się i wyszedł bardziej na świat. W ostateczności mógłbym brać jakieś psychotropy... I tu możliwe, że byłoby jakieś wyjście z problemu, ale obawiam się konsekwencji brania tego typu "leków" i czy na 100% by mi pomogły.
Na początku zastanawiałam się co to za magiczny skrót... Po polsku też ma to swoją nazwę - neofobia żywieniowa. Gdy byłam mała i rodzice prowadzali mnie do psychologów to słyszeli, że wyrosnę z tego (i rzeczywiście w większości przypadków z neofobii się wyrasta, ale u mnie coś poszło nie tak, bo aktualnie jestem trochę starsza niż Ty). Rozumiem Cię świetnie, jedzenie na mieście (nie daj boże jakiejś wspólnej pizzy), czy pójście do domu kogoś to mała trauma, bo człowiek się martwi co mu podadzą i jak się wykręcić (nasza kultura jednak sprowadza do goszczenia ludzi przygotowując im jedzenie, więc ciężko jest pogodzić swoje dziwactwa i nie urazić kogoś). Jeśli ktoś jeszcze ma taki "nieodkryty" problem to mi pomogło zobaczenie, że coś takiego istnieje, że nie jestem taka wyjątkowa jak się wydawało. No i dzięki temu prościej jest być asertywnym i przedstawiać ludziom swoje "jedzeniowe granice". Mam neofobię żywieniową brzmi lepiej niż "nie lubię", jest to też bezpieczniejsza opcja niż odruch wymiotny przy próbie zjedzenia "zakazanego" produktu. Najgorsze jest to, że ciężko znaleźć sensowne informacje, bo przypadłość ta nie jest zbyt popularna. Natknęłam się na rady dla rodziców, jak walczyć z neofobią żywieniową u dzieci (w stylu najpierw jakieś dotykanie produktu, wąchanie, trzymanie na talerzu, aby obyć się z nim, jedzenie jest na końcu). Dodam jeszcze, że nie zawsze sam produkt jest problemem, ale może nim być np. konsystencja i ta sama rzecz podana w różnych formach może być akceptowany bądź nie. Ogólnie zabawna rzecz. Czasami się nad tym zastanawiam i sama się dziwie jak to wszystko działa. Co mają więc powiedzieć osoby, które tego nie doświadczyły? Ja się nie dziwię, że dziwnie na mnie patrzą. W każdym razie do wszystkich "niejadków". Spokojnie, nie jesteście sami! Poczytajcie, może znajdziecie jakiś działający sposób na poradzenie sobie z problemem? Może uda się znaleźć sensownego specjalistę? Albo po prostu będzie łatwiej pogodzić się ze swoimi dziwactwami.
A czy sam przygotowujesz sobie jedzenie, czy zawsze wszystko mamusia? Może jakbyś sobie sam ugotował to spagetti to by cię nie obrzydzało. Mógłbyś tam wrzucić tylko te znajome, bezpieczne składniki.
Zależy. Czasami sam, czasami rodzice. Ale masz rację, zawsze warto spróbować. Chociaż problem nie leży w tym, że brzydzę się tego, że ktoś coś mi ugotował bo nie tutaj jest problem. Przykładowo, brzydzę się pomidorem. Dlaczego? Nie wiem. Nie umiem ci logicznie wytłumaczyć dlaczego się nim brzydzę, ale tak jest. Przykładowo brzydzę się też ziemniakami czy kapustą. I tak samo, nie jestem w stanie logicznie stwierdzić co jest z nimi nie tak, ale gdy tak patrzę na nie, i wyobrażam sobie, że to jem (niezależnie od formy czy na przykład jako jakieś frytki czy inne sałatki) to odczuwam lęk.
Nie jestem pewien czy mnie rozumiesz. Staram się to wytłumaczyć najprościej jak się da, ale myślę, że lęk ciężko opisać słowami. To jest coś, co się po prostu czuje, a czasami trudno je opisać słowami.
Domyśliłam się że chodzi o konkretne składniki a nie o to że ktoś obcy przygotowuje. Ale gotując samemu będziesz miał kontrolę nad tym z czego się składa danie. Możesz też eksperymentować i tworzyć nowe potrawy ze znanych składników. Albo możesz zacząć gotować z tych zakazanych składników, ale dla innych. Np. Co niedzielę ugotować obiad dla całej rodziny z tymi ziemniakami, czy pomidorami. Może jak się przyzwyczaisz do ich konsystencji, zapachu i będziesz obserwował co się z nimi dzieje podczas gotowania i jak smakuje potem rodzinie, to sam nabierzesz jednak ochoty żeby spróbować. Tylko uważaj z przyprawianiem, trzymaj sie przepisów, żeby np. nie przesolić.
Piszesz że nie lubisz pomidora, a przecier pomidorowy? Sok pomidorowy albo ketchup?
Ketchupu nie lubię, reszty nie próbowałem. Kiedyś zmusiłem się do spróbowania ketchupu, ale nie posmakował mi. Wydawał mi się zbyt mocny i w mojej opinii zabijał smak jedzenia, które jadłem (choć to może też być wina firmy jaka robiła ten ketchup, w sensie, mógł być mocny. Ja niestety nie pamiętam co to było). Może też dlatego jakoś utrwalił mi się negatywny stosunek do pomidorów?
Dziękuję za wyjaśnienie i odpowiedź. Tak, ma to sens i kto wie? Może mi pomoże. :)
Cześć! Też z tym walczę, w sumie od dziecka. Ogarniałam terapię u Felixa o którym wspominasz i rzeczywiście była jakaś poprawa, tyle że wróciłam do starych nawyków z obawy o reakcje ludzi. W pracy to też problem, jakieś wigilie firmowe i inne takie to koszmar. Omijałam wycieczki klasowe ze względu na SED/ARFID. Rodzina nigdy nie rozumie, większość znajomych też. Randki były stresem jak cholera. Chciałam tylko bardzo Ci podziękować za to wyznanie. Poczułam się trochę mniej sama dzięki Tobie i komentarzom. Trzymaj się, nie forsuj się. Jeśli chcesz to kup wideoterapię ale tylko jesli czujesz sie mentalnie gotowy. Może ktoś w Polsce kiedyś zainteresuje się leczeniem nas i pomocą i przestaniemy traktować zaburzenia odżywiania jako jedynie anoreksja i bulimia.
Jeszcze raz dziękuję anonimowi :)