#cr0rE

Pewnego dnia z koleżanką postanowiłyśmy, że zapiszemy się na wolontariat do schroniska dla zwierząt. Moja mama nigdy nie chciała się zgodzić na psa, więc postanowiłam, że chociaż w ten sposób uzupełnię u siebie brak czworonożnego przyjaciela. Wszystko fajnie, spacerki i te sprawy. Po dwóch miesiącach w schronisku pojawiły się cztery owczarki. Zostały one odebrane właścicielowi ze względu na nieodpowiednie warunki, w których je trzymał.

Niestety nie mogliśmy ich wyprowadzać, były szczególnie chronione, bo ich właściciela czekała jeszcze rozprawa. Pewnego dnia jednak jakiś pracownik schroniska powiedział, że jedna z suczek ma cieczkę, więc została przeniesiona do innej klatki. Poprosił, abym ją wyprowadziła. Poszłam po smycz, a piesek od razu ucieszył się na mój widok. Od tamtego czasu Sunia nie dała się już nikomu innemu wyprowadzić. "Zakochałyśmy" się w sobie po uszy. Wychodziłyśmy ze schroniska i wracałyśmy po pięciu godzinach.

Nieważne, jaka była pogoda, czy temperatura. Śnieg, deszcz, słońce... Brałam ją z tego schroniska, miejsca które ją tak bardzo przerażało, zapominałyśmy o wszystkim, a kiedy był czas na powrót, Sunia zapierała się łapkami, widząc bramę. Nie chciała wracać. 

Powiedziałam dość... Zapoznałam rodziców z Sunią, wyprosiłam ich i się zgodzili. Mogłam ją wziąć! Mimo, że sprawa sądowa jeszcze się nie wyjaśniła, pracownicy schroniska pozwolili mi na to, widząc naszą relację. 

Trzeciego lipca minęły trzy lata, jak Sunia ma swój wymarzony dom. Przepiękne, kolorowe trzy lata. Niestety kilka dni temu się dowiedziałam, że mój ukochany, najcudowniejszy piesek ma chłoniaka - nieuleczalnego raka. Ale będę robiła wszystko by jej pomóc, nie oddam jej chorobie bez walki. Bardzo ją kocham, myśl, że może jej już ze mną nie być, rozrywa mi serce. Trzymajcie za nas kciuki.
ad13 Odpowiedz

Dawno temu - ciekawe czy pies jeszcze żyje (chłoniaki to nowotwory złośliwe ale nie to samo co raki, jest ich wiele rodzajów i niektóre udaje się całkowicie wyleczyć, nawet u psów).

Dodaj anonimowe wyznanie