#ETvYh

Mój ojciec był nieprzytomny, umierał. Wszyscy do mnie dzwonili, żebym go pocieszał i wspierał, żeby choć trochę mu się poprawiło. Ale wiedziałem z moich wcześniejszych rozmów z nim, że już się poddał, to były jego ostatnie godziny. Byłem mocno sfrustrowany całą tą sytuacją, jakbym stał między życiem a śmiercią. W pewnej chwili, zmęczony, rozczarowany, powiedziałem na głos "Jeśli masz odejść, to po prostu idź teraz, kurwa".
Tata odszedł o 3 nad ranem następnego dnia.

Czasami mam wrażenie, że go przekląłem, że odszedł, bo się poddałem i "już go nie chciałem", czasami myślę, że dałem mu pozwolenie, aby wreszcie w jakiś sposób poszedł, nawet jeśli bezpośrednio tego nie słyszał.

#hG70U

Zbliżam się do 30 urodzin. W moim życiu wydarzyło się wiele złych, jak i dobrych rzeczy, ale najbardziej mnie boli... właśnie życie. Życie ze świadomością, że nic nigdy nie osiągnę. Przez rodziców, którzy na wszystkie moje talenty, które się ujawniały mówili "nie", a poniżej przykłady.

W podstawówce miałem predyspozycje do bycia muzykiem, nie umiałem jeszcze czytać ani pisać w stopniu wzorowym, ale odczytywanie nut i granie na pianinie szło mi najlepiej. Zauważyła to nauczycielka, która wzywając moich rodziców zaproponowała, żeby zakupić mi jakiś instrument, namawiała ich na jakieś lekcje dodatkowe itp. itd. Na co moi rodzice stwierdzili, że za drogie instrumenty, za drogie wszystko, nie przyda ci się to w życiu, kupisz sobie instrument za swoje kiedyś.

W gimnazjum lubiłem oglądać tenisa, więc wiadomo, chciałem zacząć trenować jak najszybciej, bo jeśli nie zacząłeś trenować mając 10 - 15 lat, to już dupa. Na co moi rodzice mówili, że za drogie rakiety, za drogie treningi, nie przyda ci się to w życiu, skończ szkołę,  jak będziesz miał pracę, to zaczniesz sobie chodzić.

Był jeszcze "talent" do majsterkowania, malowania, historii i robienia animacji. Każda z tych rzeczy została zrujnowana przez rodziców mówiących, że mi się to nie przyda w życiu. A nic nie jest gorsze od rodziców, którzy nie wspierają twojej pasji, a jeszcze je negują. Na wieść, że chcę iść do technikum informatycznego stwierdzili, że to strata czasu, bo mam iść na studia po 3 latach, a nie 4, bo moi kuzyni już chodzą i będą magistrami i kurde nie wiadomo kim jeszcze. Jako że nie miałem żadnego zainteresowania w ostatnich 2 latach liceum, zacząłem imprezować, zacząłem nałogowo palić fajki i powoli wpadałem w marazm przez brak jakiegokolwiek zajęcia sprawiającego mi jakąś radość, bo miałem w głowie, że wszystko jest bez sensu. Nie zaliczyłem 3 klasy, rodzice wściekli, że nie tak mnie wychowali i mam powtarzać 3 klasę jeszcze raz. Wstyd na całą rodzinę, wyzywanie od debili, straszenie kopaniem rowów itp.

I wtedy poznałem moją obecną narzeczoną, z którą złapałem od razu świetny kontakt, szybki związek i jesteśmy ze sobą do dziś. Mimo że jest wspaniałą osobą i wspiera mnie w każdym moim pomyśle, to dla mojego spaczonego przez rodziców umysłu to za mało. Nie umiem się niczym zainteresować, jak już to mam słomiany zapał i porzucam to po bardzo szybkim czasie myśląc, że to nic mi nie da. Chodziłem na różne terapie, ale coś za bardzo nie pomagały. Objąłem za cel w swoim życiu, że moje dziecko będzie miało we mnie pełne wsparcie i mentalne, i finansowe na swoje zainteresowania, żeby nie skończyło jak ja... W poczuciu straconego potencjału, straconych marzeń, ze straconą nadzieją na jakikolwiek sukces życiowy i bez zainteresowań... A to wszystko przez własnych rodziców.

#OPq7r

Kilka dni temu zakończyłam długoletni związek bez perspektyw. Byliśmy parą przez 8 lat, nie mogłam dłużej tolerować jego braku ambicji. Bardzo pragnę mieć kiedyś swój domek z ogrodem, gdzie będą bawiły się moje dzieci. On niby podzielał moje marzenia, ale nie robił nic w kierunku ich realizacji.

Poznaliśmy się w wieku 19 lat, od tamtego czasu dużo zmieniło się tylko u mnie. Jestem po studiach, kilku zawodowych kursach. On ma dalej wykształcenie zawodowe i pracuje od zawsze na najniżej opłacanych stanowiskach. Zaczęły mnie irytować sytuacje, kiedy całe nasze towarzystwo tj. paczka znajomych rozwijała się w różnych dziedzinach zawodowego życia, a mój były trafił na myjnię samochodową, oczywiście za najniższą krajową. Brak pieniędzy u dorosłego faceta naprawdę męczy i irytuje. Nie mogliśmy sobie pozwolić na wakacje, nawet na wyjście jak cywilizowani ludzie do klubu czy pubu, bo mu drogo. No jasne, że będzie mu drogo, kiedy zarabia 1900 zł, gdzie jeden tysiąc odchodzi mu na dzień dobry na jego część opłat za mieszkanie. I nie chodziliśmy, bo nie zamierzałam być wieczną sponsorką nieporadnego życiowo faceta. Chodziłam z koleżankami.

Jak przy takim mężczyźnie planować życie? Co stałoby się, gdybym zaszła w ciążę i pozostała jakiś czas bez pracy? Włożę jego miłość do garnka i ugotuję? Kupię za jego miłość jedzenie i opłacę mieszkanie?

Najgorszy był czas, kiedy zrozumiałam, że zaczęłam się go wstydzić. Faceci moich koleżanek to zadbani, dobrze ubrani i coś sobą reprezentujący mężczyźni. Jak miałam im przedstawić swojego byłego, ubranego w tanie, schodzone ciuchy? Co on by im opowiedział? Że pracuje jako nikt w jakimś Januszexie? Od tego czasu już wszystko zaczęło mi w nim przeszkadzać.

Cholernie szkoda tych 8 lat, ale ten związek nie miał przed sobą przyszłości. On by mnie powoli ściągał na dno.

#ZExnI

Moja mama to wzór wszelkich cnót. Zawsze elegancko ubrana, zaznajomiona z zasadami savoir-vivre’u - w moich oczach była wręcz wzorem doskonale wychowanej kobiety z wyższych sfer. Ostatnio jednak przypomniała mi się pewna historia z dzieciństwa. Do rzeczy.

Gdy miałam jakieś 8 lat moja rodzicielka odbierała mnie ze szkoły. Kiedy już siedziałyśmy w aucie, ja patrząc przez okno na moje rówieśniczki wychodzące z budynku całkiem szczerze zapytałam:”Czemu inne mamy wyglądają tak młodo, a ty przypominasz babcię?”.
Matula mruknęła wówczas pod nosem: „Może to dlatego, że mając siedemnaście lat nie grzmociłam się po krzakach jak jakaś dziw#a...”.

Przypomniałam mamie tę historię, ale zrobiła poważną minę i rzekła, że w życiu tak by się nie zachowała. Ja jednak doskonale pamiętam…

#x4adE

Kiedy miałem mniej więcej 12 lat, mój ojczym wyrzucił mnie z razem mamą z domu i zmuszeni byliśmy do mieszkania po znajomych. Kazał nam wyjść, dał 5 minut na zebranie wszystkich rzeczy. Oczywiście niewiele dało się zabrać.

Po około 3 tygodniach zdecydowałem, że chcę odzyskać resztę swoich rzeczy, więc włamałem się do garażu, wziąłem z niego drabinę, wdrapałem się na dach i zakradłem do okna górnej sypialni. Wziąłem trochę rzeczy z mojego pokoju, ale kiedy schodziłem z dachu, ojczym zrzucił mnie z drabiny na ziemię i popatrzył na mnie surowym wzrokiem pełnym tak wielkiej pogardy i morderczej nienawiści, że poczułem paraliżujący strach, jakiego nigdy w całym moim życiu nie poczułem. Nawet kiedy to piszę, wciąż to trochę czuję.
Nigdy wcześniej nikomu o tym nie powiedziałem. Nikomu nie życzę takiego wspomnienia.

#sEid9

Działo się to 7 wiosen wstecz, w gimnazjum na lekcji biologii. Wszyscy z niecierpliwością wypatrywali przez okno błogich wakacji. Brakowało jednak jeszcze paru tygodni, a czas dłużył się i dłużył. Jeden z moich kolegów, słynący z gadulstwa, chcąc nieco pobudzić towarzystwo, podzielił się z nami swoją mądrością. Zaczepił więc nauczycielkę:
- A wie pani, że jak się je deski, to się sra wiórami?
Na co nauczycielka, nie odrywając wzroku od okna, westchnęła:
- Taaak? To zacznij jeść książki - może zaczniesz srać wiedzą.

#bsood

Kilkanaście miesięcy temu miałam ogromny dylemat. Miałam zaproszenia na dwie różne imprezy jednego wieczora. Pierwsza to osiemnastka koleżanki, a druga urodziny mojego dziadka. Muszę dodać, że wypadało to w Walentynki i na osiemnastkę miałam się wybrać razem z chłopakiem. Rodzina pozwoliła mi wybrać, nie mieliby nic przeciwko, gdybym odpuściła rodzinną imprezę. Długo biłam się z myślami, ale w końcu wybrałam 70 urodziny dziadziusia. 

Niestety były to jego ostatnie urodziny. Tydzień później zmarł. Bardzo cieszę się z podjętej wtedy decyzji.

#HSWMl

Wiosną zeszłego roku, przed Dniami Otwartymi Szkoły, zostałam poproszona, wraz z koleżanką, o pomoc w przygotowaniu tego arcyważnego wydarzenia. Brakowało rąk do pracy, ponieważ akurat trwał sezon praktyk zawodowych. 

Oddano nas do dyspozycji nauczycielowi, którego średnio lubimy, no ale zwolniono nas ze wszystkich zajęć tego dnia, więc kto by nie poszedł? Pan umieścił nas w jednej z sal, w której tego dnia nie odbywały się żadne lekcje. Wewnątrz było dużo elektroniki (telewizor, rzutniki, laptopy, etc.), więc "dla bezpieczeństwa" zostałyśmy zamknięte od zewnątrz. Robimy swoje, gadu-gadu, muzyczka gra. Tak beztrosko mija jedna godzina, potem druga, trzecia... piąta. Zaczynamy się zastanawiać dlaczego jeszcze nikt do nas nie zajrzał, ale szybko dochodzimy do wniosku, że nauczyciele nas lubią, ufają nam i nie czują potrzeby kontrolowania nas. Upajamy się naszą "władzą" i jedziemy dalej z pracami. 

Godzina siódma, po dzwonku mamy wychodzić do domu, a my wciąż zamknięte. Przecież o nas nie zapomnieli, prawda? Możemy tego nauczyciela nie lubić, ale to jednak nauczyciel. Zaczyna się ósma godzina. A my w sali. Zaczynamy się zastanawiać, czy krzyczeć, walić w drzwi... no ale przecież to tak głupio, nauczycielowi widocznie coś na przerwie wpadło, a my zrobimy z siebie nienormalne idiotki.

Zaczyna się godzina dziewiąta (!). Do sali, razem z drzwiami, futryną oraz kawałkiem ściany, wpada Pan Nielubiany. Fryzura niczym piorun w pietruszkę, lico koloru dorodnego buraczka, łachy rozwiane wieczornym wiatrem... I rzecze do nas te oto (pamiętne) słowa:
- O ku*wa! Dziewczyny! Zapomniałem o was! W domu mi się przypomniało!

Kurtyna.

#WtWO8

Studiuję w Warszawie i dojazd do miasteczka rodzinnego zajmuje mi około 4-5 godzin. Tego dnia było strasznie gorąco i duszno. Ja, biegiem z ostatniego egzaminu z wielką walizką, która ważyła połowę mniej niż ja, chciałam zdążyć na jedyny pociąg, dzięki któremu mogłabym być w domu o w miarę normalnej porze. Żadnych korków na mieście, na Wschodnim też mało osób. Byłam jakieś 20 może 15 minut przed czasem i o dziwo, pociąg już czekał. Konduktor pomógł mi z walizką i szukałam swojego przedziału.

Koło okna siedział pan. Wtedy 23-letni student jednej z warszawskich uczelni. Przystojny. Ale nie mój typ mężczyzny. Zawsze miałam słabość do blondynów, a tu brunet z krwi i kości. Skóra biała niczym marmur, a ciało rzeźbione przez samego Michała Anioła. Piękne gęste brwi i długie ciemne rzęsy wokół szarych oczu. Więc po szybkim przeanalizowaniu jego wyglądu weszłam do przedziału. 

Zaczęłam siłować się z walizką, aby nie wyjść na jakieś chucherko, co to sobie rady dać nie może. Ale po tym jak się zatoczyłam pod ciężarem walizki usłyszałam: "daj, pomogę". Cóż... Złapał za walizkę, którą też trzymałam i poczułam jak stanął za mną i pomógł mi z tą walizką. Podziękowałam usiadłam na miejscu - siedziałam naprzeciwko, ale w środku, a nie od okna. 

Posiedzieliśmy chwilkę, pociąg rusza. O dziwo na Centralnym nikt się nie dosiadł. Wyciągnęłam książkę o jakże dorosłym tytule i treści "Mały Książę". No i się chłopak rozochocił. Trochę wyśmiał mój wybór, ale zaczęłam argumentować dlaczego po tylu latach od szkoły nadal ją czytam, potem rozmawialiśmy o innych książkach, a potem już na inne tematy. Podróż zleciała mi bardzo szybko (raz byłam w toalecie) i niestety musiałam wysiadać, a on jechał dalej. Prawie płakałam wysiadając z pociągu, bo głupia nie wzięłam ani numeru telefonu, znałam tylko imię.

W domu chciałam skończyć lekturę i otworzyłam na stronie 28 z zakładką. A tam podkreślona jedna linijka "Zrób mi tę przyjemność: uwielbiaj mnie mimo wszystko" i dopisane 9 cyfr. Jesteśmy ze sobą już 3 lata.

#t7472

Jestem transwestytą fetyszystycznym, ale nie takim zwykłym jak w większości. Nie podnieca mnie samo przebieranie w damskie ubrania, a wychodzenie tak ubranym między ludzi i patrzenie na ich reakcje. Nie tylko na żywo, ale i w internecie, do tego stopnia, że założyłem kanał YouTube, na którym wrzucam filmiki gdzie chodzę po centrach handlowych itp. przebrany za kobietę.
Bardzo lubię czytać komentarze pod moimi filmami, zdjęciami, które zamieszczam w sieci. Podnieca mnie to.

Wszystko zaczęło się dość niewinnie, późna podstawówka, początki gimnazjum. Naszła mnie ochota na przymierzenie damskiej bielizny, stringów. Potem doszły pończochy, buty na obcasie, aż w okolicy szkoły średniej regularnie jak byłem sam przebierałem się w całości. Sukienki, spódniczki, legginsy.

Wtedy przebierałem się jeszcze w domu, ale zawsze chciałem wyjść, poczuć jak to jest spacerować w sukience, mając założone stringi, rajstopy, kozaki. Jak to jest, jak wiatr wlatuje pod sukienkę. Strach jednak nie pozwalał, aż do czasu znalezienia kilku kanałów na YouTube, gdzie to podobne osoby jak ja wychodziły spacerować, robić zakupy. Po obejrzeniu kilku takich filmów zdecydowałem, że pora na mnie. Pierwsze spacery były raczej na uboczu, stopniowo coraz bliżej ludzi. Odwagi coraz więcej, zauważyłem, że w centrach handlowych co najwyżej można spotkać się z krzywym spojrzeniem i wytknięciem palcem.

W ciepłych porach niestety nie mogę zbytnio wychodzić, bo jednak męską sylwetkę muszę jakoś ukryć, a kurtka i czapka sporo ułatwia, więc czekam na chłodniejsze dni, takie jakie będą teraz. Już nie mogę się doczekać kiedy otworzę drzwi samochodu, w którym się przebieram i poczuję wiaterek będąc przebranym za kobietę.
Taki mój fetysz, tajemnica.
Dodaj anonimowe wyznanie