#qyoWO
Generalnie jestem młodą osobą, niby w grupie ryzyka, ale od początku twierdziłam, że nawet lepiej, jak się zarażę - przejdę chorobę, uodpornię się i będzie spokój, jak po każdej chorobie.
Oczywiście świat oszalał. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda. Ale dzisiaj uświadomiłam sobie ludzki debilizm tak dosadnie, że rzygać mi się chce.
Dwa dni temu pradziadek mojej przyrodniej siostry poczuł się cholernie źle. Dziadek miał już lat 80. Jego żona wezwała lekarza rodzinnego, który stwierdził, że nie przyjedzie, ponieważ "koronawirus" (nikt w tamtym domu nie miał nawet objawów).
Dziadek dostał zawału.
Wczorajszy dzień spędził w szpitalu.
Dzisiaj rano jego córka zadzwoniła do mojej mamy z płaczem, w rozsypce przekazując złe wieści. Dziadek zmarł. Zawał był zbyt rozległy.
Nie znałam go dobrze. Widziałam tylko raz, za to moja siostra, jej ojciec, babcia, prababcia i mnóstwo innych osób z rodziny byli z nim związani.
Może nie pożyłby już długo. Był stary. Ale nie musiał umierać dzisiaj. Gdyby tylko ten złamas-lekarz przyjechał i dał mu leki przeciwzakrzepowe... Mógł jeszcze żyć.
Więc oto mój apel do lekarzy, jeżeli tu są, lub jeżeli ich znacie, to przekażcie im:
Jebnijcie się w te puste łby, zaślepieni debile. Koronawirus to wirus jak każdy inny. Lekarze powinni to wiedzieć najlepiej ze wszystkich i panować nad strachem. W dupach Wam się przewraca od dobrobytu. Po cholerę idziecie na studia, jeżeli nie leczycie ludzi? Jeżeli przeraża Was wirus, który zmutował, tak jak grypa? Jeżeli powołujecie się na klauzulę sumienia i swoje "bezpieczeństwo"? Dla dobra wszystkich wypierdalajcie na misje i tam spróbujcie odmówić leczenia.
Ten ww. lekarz ma na sumieniu człowieka. Bo nie chciało mu się zajrzeć DO ZDROWEGO starszego człowieka bez objawów tego "strasznego" wirusa. Mam nadzieję, że już do niego dotarła ta wiadomość, ponieważ miejscowość, w której żyje jest mała.
Mam nadzieję, że dzisiaj w nocy sumienie nie da mu spać. Bo doprowadził do śmierci osobę, która mogła żyć.
Dziecko drogie, nie wypisuj głupot, bo jeszcze ktoś uwierzy:
1. Zawał to KONIECZNOŚĆ wezwania pogotowia. Wydzwanianie do lekarza rodzinnego jest stratą czasu.
2. W zawale, zwłaszcza rozległym, nie wzywa się lekarza by dał leki przeciwzakrzepowe- po pierwsze ich nie ma przy sobie, po drugie leczeniem jest angioplastyka wieńcowa (czyli poszerzenie tętnicy wieńcowej, której zatkanie odpowiada za zawał.
Używając Twojej stylistyki- gdyby Twoja rodzina postępowała logicznie- to Dziadek by żył. O ile cała historia nie jest wyssana z palca.
Plus +
Może miał stan przedzawałowy, dlatego czuł się źle, ale nikt jeszcze nie pomyślał o zawale, więc nie dzwonili jeszcze na pogotowie. Przecież objawy mogą być różne, np. ból barku jak u mojego taty. I my też najpierw umówiliśmy go do lekarza rodzinnego, bo co to takiego ten ból barku? Boli to boli, coś sobie może zwichnął, ale od tego nie umrze. Umarł.
Mówią, że nie ma czegoś takiego jak stan przedzawałowy
@jawiem u mnie w rodzinie podobny przypadek lat 38 nikt by sie nie spodziewal ze wujek umrze na zawal, przeciez sie tylko troche gorzej poczuł :/
Pomimo pół roku trwania pandemii nadal jeszcze nie zachorował 1% ludności świata, śmiertelność to 3-5% zakażonych, przy czym śmiertelność osób nie znajdujących się w grupie ryzyka jest znikoma ok 0,1%. Tyle że koronapanika podsycana przez media, debilne zarządzenia poszczególnych rządów, lockdowny, obostrzenia itd. wywołały nieporównywalnie większe szkody. Co z tego że dzięki obostrzeniom iluś tam ludzi przeżyło, jak drugie tyle umrze z powodu zarządzeń wprowadzonych z powodu koronapaniki.
Ludziom po prostu odp... i wszystko sprowadzają do jednego. Koronawirus jest pretekstem i uzasadnieniem do wszystkiego, nawet najbardziej nieracjonalnych i debilnych pomysłów. Jakby nic innego nie istniało.
W Polsce umiera codziennie ponad 1000 osób, z czego na koronawirusa średnio 1-2%, natomiast ok 70% zgonów jest powodowanych przez choroby układu krążenia i nowotwory. Codziennie średnio ok 7-8 osób ginie w wypadkach samochodowych, ok 15 popełnia samobójstwo, ale to nikogo (poza rodziną i bliskimi) nie obchodzi.
https://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,173954,26349448,koronasceptycy-antycovidowcy.html?#s=BoxOpMT
Wszystko spoko tylko powiedz mi czy jesteś lekarzem lub jakims specjalistą od wirusów, że wysuwasz tezy, że to tylko zwykły wirus? Skoro lekarze owinni to wiedzieć to powiedz skąd Ty to wiesz, chcetnie zapoznam się ze źródłami.
Poza tym ta "panika" nie jest spowodowana głupotą tylko strachem przed czymś czego nie znamy, bo tak naprawdę nie wiem praktycznie nic o tym wirusie. Nie wiemy jak go leczyć, jakie może mieć powikłania...
PS. Mówisz, że chciałabyś się zarazić, przejść korone i mieć spokój z tym, że nie wiesz czy przechodizlabys ją łagodnie, bo równie dobrze mogłabyś wylądować pod respiratorem.
Do zawału wzywa się pogotowie, nie lekarza rodzinnego, który i tak nic nie zrobi.
Wzywanie lekarza rodzinnego do domu jest bez sensu. Przy zawale wzywa się karetkę. Rodzinny by przyjechał, zobaczył i wezwał karetkę, czyli nie zrobiłby nic, co mogła zrobić Twoja rodzina.
Tak z ciekawości. Czy gdyby lekarz przyjechał do Twojego pradziadka, ten przeżyłby zawał, ale zmarł na covid, który złapał od lekarza, to nadal covid byłby zwykłym wirusem, a lekarz leniwym konowałem?
Sporo lekarzy i tak "wypierdala" do innych krajów, a Ty serio zachęcasz do tego, tych którzy zostali? Ciekawe kogo będziesz obwiniać jak następnym razem nie będzie do kogo dzwonić po pomoc...
Lekarze, jebnijcie się w te puste łby. Przecież przypadkowy człowiek z internetu wie lepiej. 😀
Nie wiem za kogo się masz autorze, że myślisz że Twoje darcie ryja spowoduje, że lekarz grzecznie przybiegnie.
Gdyby tylko ten złamas dziadek lepiej o siebie dbał to by zawału nie było. Fajnie tak rzucać oskarżeniami?
Tą historią pokazujesz tylko, że nie masz pojęcia o medycynie i o procedurach. Naprawdę myślisz, że wszystkie procedury koronawirusowe zależą od strachu konkretnego lekarza?
Potem się lud dziwi, że lekarzy nie ma, że kolejki. Osobiście wolę wyjechać do narodu, który będzie szanował moją pracę, a nie traktował mnie jak śmiecia. Tyle nienawiści bije z tego, że się niedobrze robi.
Pora chyba zacząć ruszać makówą i uświadomić sobie, że to nie lekarze odpowiadają za takie sytuacje, tylko system służby zdrowia.
Moja babcia dostała zawału w przychodni, tuż przy szpitalu, a i tak zmarła, więc czasami nic się nie da zrobić
Do 80 latka, który czuje się cyt. "cholernie źle" nie wzywa się lekarza rodzinnego, bo nie wiadomo kiedy będzie miał czas podjechać, tylko pogotowie.