#avy8I

Związek z moją dziewczyną jest mocno partnerski. Nieco się od siebie różnimy, więc codzienne obowiązki realizujemy z określonym podziałem. Dla przykładu: ja jestem rannym ptaszkiem, więc zawsze robię śniadania w czasie kiedy ona wstaje i się maluje.


Ostatnio dostałem kilka porannych miniwykładów, bo jak ona może jeść tyle samo kromek chleba co ja? Przecież jestem postawnym facetem, a ona wzrostu przeciętnej dziewczyny. Sytuacja zbyt często się powtarzała i nieco mnie denerwowała, więc stwierdziłem, że sprawdzę jej wierność teorii nierównej dystrybucji dóbr. Kupiłem słoik nutelli (uwielbia ją) i następnego dnia z premedytacją podałem jej tylko dwie kromki chleba, samemu zostawiając sobie trzy.  
Jej minę pamiętam do teraz. Najpierw nie chciała dać po sobie poznać niezadowolenia, ale ostatecznie usłyszałem, że to przecież niesprawiedliwe.

Ktoś powiedział, że kobiety trzeba kochać, nie rozumieć. Ja się pod tym podpisuję ;)

#50BAW

Mam prawie 60 lat i chciałbym pozować nago do rysunku. Spytałem się mailowo w szkołach rysunku, czy jest taka możliwość pozowania nago i odpisali, że tak. Wydaje mi się, że z nagością bym nie miał problemu, bo pozowałem ponad 20 lat temu do aktów fotograficznych z modelką. Nikt o tym nie wie.

#IIllV

Od małego dziecka byłam w oczach ojca najgorsza, moja siostra natomiast była jego ideałem. Uczyłam się dobrze, na 4 i 5, ale kiedy przyniosłam do domu 3, to mówił mi, że jest mną rozczarowany, natomiast moja siostra, która się gorzej uczy i przynosi do domu 2 i 3 dostaje jeszcze kasę za takie oceny. Odkąd siostra się urodziła byłam wyzywana w domu, poniżana, bita. Jeśli zrobiłam coś nie po jego myśli, kazał mi "wypierdalać z domu", jeszcze potem trzeba było go przepraszać. Jego cała rodzinka też uważa, że jestem nic nie warta, jego matka jest wredna, potrafi przyjść do naszego domu śmiać się ze mnie i z mamy. Wiele razy kłóciłam się z nimi o to i ich też trzeba było potem przepraszać. Dodam jeszcze, że jego matka kryje jego wszystkie występki - przez 16 lat zdradza moją matkę, babka o tym wie, ale nic mu nie powie, jeszcze ma pretensje do mojej mamy.

Jako nastolatka o chłopakach mogłam zapomnieć, kiedyś miałam przyjść do domu o 22, ojciec był w pracy w delegacji, zadzwonił do mamy specjalnie wcześniej, czy jestem w domu i dał mi szlaban na cały miesiąc, bo spóźniłam się minutę. Swojego narzeczonego poznałam kiedy miałam 18 lat, jego też musiałam ukrywać przez pewien czas, też na początku były problemy, ale narzeczony na szczęście był na tyle wyrozumiały, że rozumiał całą sytuację. Gdy skończyłam 20 lat stwierdziłam, że czas się wyprowadzić i wyjechałam z narzeczonym za granicę, oczywiście nawet za granicą nie miałam spokoju od ojca, wysyłał mi SMS-y o treści "nie masz już ojca", a potem jeździł po rodzinie i mówił, że ja mu tak napisałam.

Po roku spędzonym za granicą zaszłam w ciążę, kiedy powiedziałam to mamie i całej rodzinie ze strony mamy bardzo się ucieszyli, ale nie ojciec. Wydzwaniał i wypisywał SMS-y do tego stopnia, że musiałam zmienić numer. Po przyjeździe z zagranicy zatrzymałam się u mamy, na szczęście ojca nie było, bo był w delegacji, ale jak się tylko dowiedział, kazał mi się do jego przyjazdu wyprowadzić. I nie przyjeżdżać, jak on będzie w domu. Co lepsze, jego matka, czyli moja babka razem z dziadkiem nic nie wiedzą o ciąży, tak się ich ojciec boi, że nie ma odwagi powiedzieć, bo przecież to taki wstyd dla nich, że pojawi się nieślubne dziecko.
Jestem nim bardzo rozczarowana, wiem, że nie zaproszę go ani na chrzciny, ani na nasz ślub. Przez to co przez niego przeszłam czuję do niego tylko nienawiść.

#j93zx

Gdy byłam małą dziewczynką, często spałam w jednym łóżku z babcią. Gwoli wyjaśnienia, babcia była dla mnie najlepszą przyjaciółką, bliższą osobą niż matka. Już w tamtym okresie miała swoje lata (ok. 80).

Raz na jakiś, gdy babcia już leżała w łóżku, mówiłam jej, że idę spać do swojego pokoju. Żegnałam się, po czym szłam do drzwi, gasiłam światło i... zaczynał się show.

Najpierw, przez dłuższą chwilę, stałam nieruchomo. Oddychałam powoli. Moje ciało nie mogło wydać żadnego dźwięku. Później, bardzo powoli, zważając na każdy krok, podchodziłam do łóżka. Była to składana kanapa, pod którą była wnęka. Kładłam się w niej i czekałam. Czasami podczas tego etapu babcia zapalała lampkę, którą miała na stoliku obok łóżka i piła wodę. Gdy przestawała się wiercić i głośno chrapała - wiedziałam, że głęboko śpi. Wtedy straszyłam ją, wydając z siebie głośne "BUU" i dotykając ją.

Nie wiem czemu nikt mi nie wytłumaczył, że tak nie wolno robić. Babcia na szczęście nie doznała żadnego uszczerbku na zdrowiu, żyje do dziś i ma się świetnie (ma 97 lat).

#dFCRh

Gdy byłam w przedszkolu, marzyłam, by zostać baletnicą. Poprosiłam mamę o zapisanie na zajęcia, jednak przedszkolna psycholożka jej to odradziła, bo podobno będę się wywyższać (?). Moja kuzynka została przez ciocię zapisana, ja zamiast tego dostałam pływanie, którego w ogóle nie chciałam i z którym ,,przygoda" skończyła się szybciej, niż zaczęła, bo po prostu nie lubiłam tych lekcji, a do tego bałam się wody.

Dziś kuzynka i chyba również jej młodsza siostra nadal tańczą w balecie, ja rzecz jasna nie. Są dni, kiedy straszliwie się z tego powodu wściekam i zwyczajnie mnie skręca na myśl o tej niesprawiedliwości. Jakaś obca kobieta zabiła moje marzenie. Gdybym wtedy się zapisała, dziś byłabym już tancerką - skoro przez tyle lat tak bardzo mi się to podoba, to znaczy, że nie był to słomiany zapał. One błyszczą na scenie, a ja stoję w cieniu.

Jest jednak coś, co podoba mi się jeszcze bardziej, niż balet - cyrk. Widowiskowe akrobacje i ta niesamowita, magiczna atmosfera. Wczoraj dowiedziałam się o istnieniu polskiej szkoły cyrkowej. Moja kondycja fizyczna leży i kwiczy, ale nie jestem jeszcze zbyt stara, by się tam dostać, dlatego wczoraj napisałam do sekretariatu e-mail z prośbą o wykaz umiejętności, które sprawdzane są podczas rekrutacji.
Dziś dostałam odpowiedź. Szczerze mówiąc szczęka mi opadła. W większości są to rzeczy na naprawdę zaawansowanym poziomie, co do których byłam pewna, że uczą ich dopiero tam.
Ale to nic. Nauczę się każdej z tych aktywności po kolei, opanuję je do perfekcji. Będę ćwiczyć codziennie (poczynając od podstaw i rzeczy prostych, bo na chwilę obecną nie potrafię nawet dotknąć dłońmi podłogi bez zginania kolan), a za dwa lata przystąpię do rekrutacji i przejdę ją pomyślnie. Dostanę się. Zostanę uczennicą tej szkoły, choćby nie wiem co, a potem dołączę do cyrku. Wtedy nie mogłam nic zrobić, ale tym razem mam możliwość zawalczyć o swoje marzenia i nie zmarnuję tego. Uczynię tamtą małą siebie dumną.

Piszę o tym tutaj, bo rodzina chyba by mnie śmiechem zabiła, gdyby usłyszeli, że chcę występować w cyrku. Postawię ich przed faktem dokonanym, gdy (i o ile) się dokona. Wtedy już nikt nic na to nie poradzi, a drwin w objazdach nie usłyszę.

Nie będę apelować, byście spełniali swoje marzenia, szli za głosem serca i ciężko pracowali, bo sama dopiero zaczynam i nie osiągnęłam jeszcze nic, co stawiałoby mnie w pozycji uprawniającej do wystosowywania takich morałów. Pragnę jedynie poprosić Was o to, byście życzyli mi powodzenia. A los o to, by się do mnie uśmiechnął.

#4DH1P

Moja dziewczyna wybrała się do sklepu „po jedną rzecz”. Wydała pół mojej pensji, w efekcie ledwo starczy nam na czynsz i opłaty w tym miesiącu.

Gdy spytałem dlaczego postąpiła tak lekkomyślnie, stwierdziła, że to dla mojego dobra, bo „jak zabraknie kasy na jedzenie, to może w końcu schudnę”. Dodała, że będzie tak robić każdego miesiąca, aż pozbędę się nadwagi.

Chyba faktycznie nie pozostaje mi nic innego jak pozbyć się – dziewczyny.

#Y47RD

Pracowałam przez jakiś czas na tzw. obieraku w firmie cateringowej. Robota ciężka, dłonie bolały, wiele warzyw, które się same nie przerzucały, w niektóre dni byłam naprawdę urobiona; pracowałam na 1/2, czasem pomiędzy 1/2 a 3/4 etatu (często robiłam nadgodziny, stąd wymiar czasu pracy płynny).
Ludzie patrzyli na mnie z nieukrywaną pogardą i pożałowaniem, no bo co to za praca. Znajomi nie patrzyli w ten sposób, ale dało się wyczuć, że mi współczują i kibicują, żebym stamtąd uciekała.
Pracę zmieniłam, pracuję w biurze, siedzę wygodnie, czysto, w klimie, awans społeczny, ble, ble, ble.

Nikomu jeszcze nie przyznałam się, że gdyby nie to, że poważnie zaczęło mi to szkodzić na dłonie, np. nie miałam czucia w trzech palcach już prawie cały czas, a rano ręce bolały tak bardzo, że nie mogłam sobie zrobić śniadania, to bym tam została, brakuje mi tej pracy. Załoga była sympatyczna, miałam darmowe obiady, a przede wszystkim miałam godzinową niezależność – przyjść mogłam, o której chciałam, byle było zrobione, więc przychodziłam na 8:00 bez obawy o spóźnienie i po pracy cały dzień wolny, no bo etat niepełny. Pensja nie była zła, pracowałam sama, nikt mi nad głową nie stał, nie użerałam się z klientem ani z nikim, bo szefostwo było spoko.

Gdyby nie ręce, wróciłabym do tej poniżającej według społeczeństwa pracy.

#oTwYe

Miałam jechać z tatą na zakupy, w samochodzie zobaczyłam, że nie wzięłam portfela, więc dwa kroki do domu, wzięłam co trzeba, z powrotem w samochodzie.
Zostałam zwyzywana od nieodpowiedzialnego gówniarza.
- Przepraszam, że zmarnowałam dwie sekundy twojego czasu.
- Zmarnowałaś go o wiele więcej.

Trzeba było się nie ruchać.

#B3fiN

Spotykałam się kiedyś z chłopakiem, w domu którego żelazną ręką rządziła mamusia. Nieważne, że ktoś z domowników nie lubił np. ryżu, ona uwielbia, jest na obiad, masz zjeść i kropka. Podobnie było z potrawami, których nie znosiła. Nigdy ich nie robiła, nieistotne, że reszta przepadała. Nie pozwalała nawet przyrządzać tych dań komu innemu. Dobierała garderobę całej rodzinie, zajęcia dodatkowe itp.

Mój ówczesny uznawał, że to idealny model rodziny... tylko że na odwrót. Próbował mi dyktować, co mam nosić, jak układać włosy i się malować, z kim się zadawać. Spokojne tłumaczenia, a potem kłótnie, nic nie dawały; próbowałam utrzymać ten związek, bo poza tym był naprawdę wartościowym facetem - niestety, nie docierało do niego, że para = kompromis, a nie poddaństwo. Odeszłam.

Próbował mnie przekonać, bym do niego wróciła, równo pięć lat, imając się różnych sposobów. W końcu dał sobie spokój.
Rok temu spotkaliśmy się ponownie na gruncie zawodowym. On żonaty, ja zamężna, rozmawiamy sobie na luzaku. Opowiada mi o swojej córce (bezimiennie), uważnie mnie obserwując. Ja gratuluję z uśmiechem, no bo co? On mówi, że nigdy nie czuł się tak szczęśliwy. Ja - taka sama reakcja.

Wtedy on pierdzielnął papierami w stół i wyszedł z wrzaskiem: "To powinnaś być ty!".
Szokers.
Siedzę, trawiąc to, co usłyszałam. A on się wraca: "Zapomniałem tabletu. Mam tam wszystkie zdjęcia mojej (imię córki)". I znów wychodzi.
Szokers nr 2. Nazwał córkę moim imieniem.
Nie ogarniam ludzi.

#HyS4r

W weekend byłam z rodzicami w pewnym sklepie. Sklep ten ma drzwi, które otwierają się automatycznie, takie rozsuwane. Jak płaciłam za zakupy, te drzwi przyskrzyniły rękę jakiemuś dziecku. Jego matka przybiegła dopiero, gdy usłyszała krzyk dziecka. Natomiast mi zaimponowała postawa ochroniarza, który włożył w drzwi swoją rękę, aby te się zatrzymały i nie wciągnęły dalej rączki dziecka. Efekt był taki, że matka w złości zabrała dziecko, a ochroniarz został z całą poszarpaną i zakrwawioną ręką.

W moich oczach ochroniarz (był to starszy pan) został bohaterem. Podziwiam takich ludzi. Ja dałabym podwyżkę :)
Dodaj anonimowe wyznanie