#xxOvn
Jestem dobrą wnuczką i kilka razy w tygodniu odwiedzam moje babcię i prababcię, które mieszkają razem. Pijemy kawę, jemy ciasta, rozmawiamy o pierdołach i jak to w każdej rodzinie bywa - zdarza nam się plotkować także o innych jej członkach. Któregoś dnia siedziałyśmy z prababcią przy stole, gdy nagle zaczęła opowiadać mi historię o jej nieżyjącym już bracie, który w latach osiemdziesiątych wyjechał do Stanów i tam w Las Vegas prowadził "rozwiązłe" życie. Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
PRABABCIA: A ten Teodor to już w ogóle gałgan był, tylko latał za babami, cały czas pił, nie wiadomo, czy przypadkiem nie brał też narkotyków, Bóg wie, co w tej Ameryce wyprawiał...
JA: Ale babciu, przecież to nie Teodor...
PRABABCIA: Teodor, Teodor! Mówię ci, że Teodor. Takiego braciszka miałam, nic nie podobny do mnie.
JA: Ale twój brat to był Teofil...
W tym momencie prababcia zasępiła się, ściągnęła okulary i z największą powagą powiedziała:
- I w dodatku pedofil! Boże uchowaj...
Minęło dobre pół godziny, zanim sytuacja przestała mnie śmieszyć, wyprowadziłam ją z błędu i wielkiego szoku, tłumacząc, że pomyliły jej się imiona.
Życie ze starszymi osobami czasami też bywa zabawne :D
#M2KuE
Dlaczego?
Kiedy miałam 12 lat, wyjechałam do babci na wieś. Był tam taki duży las z jeziorkiem i paroma strumykami. Uwielbiałam tam przesiadywać i czytać książki, które dostawałam od babci z jej domowej biblioteczki.
Pewnego dnia standardowo siedzę sobie przed jeziorem. Aż tu nagle ktoś łapie mnie od tyłu i gdzieś ciągnie! Jako dwunastoletnia dziewczyna namiętnie czytająca kryminały wiedziałam, że jest kilka opcji:
1. Zabije mnie
2. Zgwałci
3. Porwie
Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć - i nic. Po chwili zostałam pozbawiona górnej części garderoby. No i masz. Wpadłam na cudowny pomysł...
Kojarzycie tę sztuczkę, która polegała na podniesieniu gałek ocznych do góry, żeby było widać tylko białka? Kiedyś starszy brat nauczył mnie tego bez podnoszenia górnych powiek palcami.
Wiecie co zrobiłam? W pewnym momencie przestałam się wyrywać, opuściłam głowę, wstrzymałam oddech (przy czym nabierałam jak najwięcej śliny w ustach, zrobiłam powyższą ''sztuczkę'' i zaczęłam się trząść jak przy napadzie padaczki. Przy okazji uzbierana ślina ciekła po całej mojej buzi.
Facet tak się wystraszył, że przez pierwszą chwilę próbował mnie obudzić. Ale to nie koniec. Chciałam, żeby jeszcze bardziej się wystraszył i zaczęłam coś krzyczeć po łacinie (zwroty, których uczyła nas nasza polonistka. Coś typu: Polska jest moją ojczyzną, czy coś takiego). Krzyczałam, trzęsłam się i zwijałam, żeby wyglądało to jak najbardziej przerażająco. Po chwili słyszałam z oddali tylko krótkie: "KUR*AAAA!''.
Takim sposobem uniknęłam napaści na tle seksualnym... NIGDY nikomu o tym nie powiedziałam, ponieważ babcia dostałaby opieprz od mamy, że mnie nie pilnuje, a tego nie chciałam.
#pRA8J
Wielkie było jej zdziwienie, gdy chłopak okazał się niesłyszący...
Co prawda na koncert nie poszli, ale determinacja Gosi zaimponowała chłopakowi i niedługo potem zaczęli się spotykać. A wczoraj poprosili mnie, żebym została matką chrzestną ich synka :)
#xXdWe
Mieszkamy razem z dziadkami i rodzeństwem mojego ojca. Tata całymi dniami pracuje na nas, a matka zupełnie nic nie robi, nie pracuje, siedzi w domu, potrafi całymi dniami leżeć i narzekać, że nic nie jest zrobione, pomimo tego, że chodzę szkoły, a raczej uczę się zdalnie, wykonuję jej obowiązki, sprzątam, gotuję, pomagam bratu w jego lekcjach, przy okazji pilnując drugiego brata, który ma 2 lata. Staram się jak najlepiej, a gdy mam chwilę spokoju, lubię sobie poczytać książkę lub po prostu wyjść na rower i odciąć się od nich. Mam jedną przyjaciółkę (jestem bardzo nieśmiałą osobą, mimo tego, że niektórzy mówią, że na taką nie wyglądam i nie mam żadnych innych znajomych), której nie chce ciągle obarczać moimi problemami, chociaż czuję, że jak komuś się nie wygadam, to będzie tylko gorzej. Odkąd skończyłyśmy podstawówkę widujemy się raz do roku ze względu na odległość, która nas dzieli. Chciałabym ją zaprosić do siebie, ale po prostu się wstydzę tego, że mieszkam w jednym pokoju z rodzicami.
Wiecie jak to jest być małym dzieckiem i przyłapać rodziców na seksie i mieć traumę do końca życia? Ja co najmniej raz w tygodniu muszę wysłuchiwać tego, co robią w środku nocy, płacząc po cichu, bojąc się nawet oddychać, żeby nie wiedzieli, że ich słyszę. Boję się im o tym powiedzieć, zawsze kiedy się przełamię, paraliżuje mnie strach, obrzydzenie i znowu im nic nie mówię. Chciałabym zamieszkać w jednym pokoju (jest znacznie większy od mojego) z ciotką, ale wiem, że ona chce mieszkać sama ze względu na to, że całe życie mieszkała w jednym pokoju z siostrą.
Odkąd skończyłam 9 lat cięłam się i marzyłam o śmierci, robiłam tak przez 4 lata, planowałam idealne samobójstwo, jednak nie odważyłam się tego zrobić. Pomimo tego, że nikt nie wyrządził mi żadnej krzywdy fizycznej, boję się ludzi i dotyku. Wiem, że gdybym komuś pokazała moje rany czy powiedziała o swoich uczuciach, wyśmialiby mnie i odsunęliby się ode mnie.
Nie wiem co mam zrobić, żeby chociaż przez chwilę poczuć radość życia.
Przepraszam, że nie jest poprawnie stylistycznie, chciałam streścić większość swojego życia, co raczej mi nie wyszło i jestem pełna burzliwych emocji. Wiem, że to wyznanie może nie bardzo się tutaj nadaje, ale już nie mam komu powiedzieć o moich problemach.
#xOonM
Wyobraźcie sobie teraz, że w środku nocy stoi na warcie dwoje uczestników - jesteśmy w lesie, więc mają na sobie obowiązkowe "moro". Nagle do bramy głównej podchodzi kilku nieznanych nam mniej lub bardziej nastoletnich chłopców z pobliskiej wsi, niezwykle kulturalnie przekazując chęć wejścia na podobóz. Nie da się ich przekonać, że bez przepustki nie wejdą. Co robią wartownicy? Uruchamiają syrenę alarmową, błyskający kogut, do megafonu krzyczą "Ogłaszam alarm...". Przybiegają do nas i krzyczą "Towarzyszu, intruzi w komitywie! Towarzyszu, szpieg!". Tymczasem reszta dzieciaków, obudzona, wychodzi z namiotów na środek placu, każdy obowiązkowo w kaloszach (strój ochronny), a najstarszy stażem krzyczy "Obywatele i obywatelki, ogłaszam stan wyjątkowy..."
Panowie zrezygnowali z odwiedzin.
#RIgFA
Po gimnazjum, wybierając zawód, wiedziałam, że musi być to coś związanego z jedzeniem, zostałam więc kucharką. Lata minęły, a ja, choć nie chodzę już głodna, to nie potrafię przestać się objadać, tak jakbym jutro po otwarciu lodówki znów miała zobaczyć puste półki jak 20 lat temu. Widzę, że moja miłość do jedzenia zaczyna przeszkadzać mojemu mężowi i staram się to przed nim ukrywać. Opracowałam nawet swój mały "system" - będąc na spacerze z dzieckiem, kupuję co chcę, po powrocie do domu zjadam, a opakowania po wafelkach czy puszki po napojach gazowanych wkładam w zużyte pieluchy synka i tak zawiniętą "roladkę" umieszczam w koszu na pampersy, żeby mąż przypadkiem nie znalazł niczego.
Rozumiem, że to jest już problem, ale serio nie wyobrażam sobie zrezygnowania z ziemniaków, makaronów, mięs, czekolady itd. Chęć jedzenia jest silniejsza ode mnie i choć boję się, że mąż będzie miał dość i mnie zostawi, to i tak idę do tego sklepu i kupuję np. chipsy i następną puszkę napoju, choć dzień wcześniej uroczyście obiecywałam sobie, że koniec ze śmieciowym żarciem.
#9YVB7
Sytuacja sprzed roku. Poszedłem ze znajomymi do klubu, żeby w tym zacym gronie uczcić przeżycie sesji.
Impreza trwa, dla mnie - jako abstynenta z wyboru - suto zakrapiana sokiem i colą (żebyście nie zwalili mojego przypału na nadmiar promili).
Nagle widzę piękną dziewczynę i w przypływie odwagi postanawiam ją poderwać. Z racji tego, że na parkiecie jestem niezły, zaczynam tańczyć obok, ona mnie zauważa, gestem zapraszam ją do tańca, ona się zgadza.
Tańczymy, jednocześnie jednak mój mózg pracuje na najwyższych obrotach - zastanawiam się jak zagadać. Zapytanie o imię wydawało mi się zbyt banalne, przedstawienie się zbyt nachalne... Chodziło mi o jakiś neutralny tekst, z którego można wyprowadzić ciekawą rozmowę. OK, wiem, że kombinowałem niepotrzebnie, ale najwyraźniej mam tak słabą głowę, że nawet sok mnie potrafi zamroczyć. I nagle mam! Postanowiłem zapytać, czy dobrze się bawi.
Tak więc patrząc tej piękności w oczy, pytam:
- Jak się wabisz?
Jestem ofiarą losu, tak wiem. Ale dzięki poczuciu humoru tej dziewczyny nie zapadłem się pod ziemię i nie straciłem pewności siebie. Odpowiedziała:
- Reksio, miło mi.
Normalną rozmowę rozpoczęliśmy dopiero po opanowaniu dzikiego napadu śmiechu. Mimo tak przypałowego początku znajomości, zostaliśmy parą. Do tej pory ja mówię na nią Reksio, a ona na mnie Burek i - co najlepsze - nikt z naszych znajomych nie wie dlaczego. O moim boskim podrywie wiemy tylko my :)
#KZBSz
Jeden wyjazd szczególnie zapadł mi w pamięci. Dostaliśmy wezwanie. Dyspozytor przekazał nam wszystkie informacje. Pogotowie wezwała matka duszącego się dziecka. Byliśmy niedaleko, więc w parę minut dotarliśmy na miejsce.
Moim oczom ukazało się 14-letni, siny chłopak. Walczył o każdy haust powietrza, a resztką sił wołał o pomoc. Natychmiast przystąpiliśmy do działania. Udało się. Chłopak został uratowany.
Parę dni później, idąc po mieście, spotkałem właśnie tego chłopaka z kolegami. Podszedł do mnie szczęśliwy i powiedział: "Dziękuję, że wtedy uratowaliście mi życie, dziękuję". Przytulił się do mnie i wrócił do kolegów.
Uwierzcie, że nigdy nie doznałem cudowniejszego uczucia.
#4YxSq
Śpię z nią pewnego razu. W sensie śpię, po prostu. Rano się budzę... na klatce schodowej. Pytam się, co się stało. Współlokator opowiedział, cośmy przez sen zrobili: ona nagle krzyknęła przez sen "WYNOCHA!", a ja, przez sen (ciężko mnie obudzić, oj, ciężko) wstałem, wyszedłem z domu i resztę nocy spędziłem na klatce.
Szczęściem wstałem na tyle wcześnie, że wszedłem do domu, zanim mnie sąsiedzi zobaczyli.
Taki to ja posłuszny :)