#Dn7K8

Jako mężczyzna tylko raz zawiodłem w sypialni.

Poznałem pewną kobietę, dogadywaliśmy się, było miło. Zaliczyliśmy kilka randek, powiedziałem jej szczerze, że mimo wieku (oboje ok. 35 lat) nie szukam teraz stałego związku, stwierdziła, że ona też. Po kolejnym spotkaniu zaczęła nalegać na wspólną noc, więc poszliśmy do mnie. Było bardzo miło i przyjemnie, atmosfera gorąca, byliśmy właśnie w trakcie, gdy nagle ona powiedziała, że chciałaby ze mną wpaść i mieć ze mną dziecko...

W tym momencie mój sprzęt szybko odmówił posłuszeństwa i było po sprawie. Nigdy więcej się z nią nie spotkałem.

#DOZm8

Mojego męża poznałam jeszcze w liceum, znamy się 10 lat, w tym roku mamy 5 rocznicę ślubu. Pochodzi on z patologicznej rodziny, jego ojciec pił i robił awantury w domu, matka niejeden raz od niego dostała, a zamiast go zostawić i wychować normalnie dzieci, tkwiła w tym związku 25 lat. Rozwiodła się dopiero na początku tego roku.

Kiedy poznałam mojego męża (był on moim pierwszym chłopakiem), nie byłam pewna tego związku. On zapewniał o swojej miłości, o tym, że jestem najlepszym co mogło mu się trafić. Chodziliśmy ze sobą 5 lat, zaszłam w ciążę - a jak później się dowiedziałam, zrobił to specjalnie - i czuję, jakby mnie złapał na dziecko. Presja ze strony rodziny i ten pieprzony ślub...

Kiedy już zamieszkaliśmy razem okazało się, że mój mąż ma poważne problemy z alkoholem. Znalazł sobie w nim rozwiązanie na wszystkie problemy, nawet te według mnie wyimaginowane.

Pierwszy raz tak dosadnie dał o sobie znać 2 tygodnie po narodzinach naszego syna. Napił się, zwyzywał moich rodziców i wsiadł do samochodu. Złapała go policja, zabrała prawo jazdy, więc zadzwonił do mnie, żebym po niego przyjechała. Nie mogłam, miałam dwutygodniowe niemowlę w domu, zawsze mój syn jest dla mnie na pierwszym miejscu. Stwierdziłam, że może się ocknie, jak go rzeczywistość dopadnie, niech się uczy na błędach. Ale do dziś się nie nauczył.

Co jakiś czas zaczął robić akcje w domu, uderzył mnie nie raz, później przepraszał, identyczny scenariusz, jak u jego rodziców. Z tą różnicą, że naszego syna kocha ponad życie i nigdy go nie skrzywdził. Prosiłam, żeby nie pił, powiedział, że nie będzie dla rodziny. Wierzyłam. Akcje były nadal, a ja wybaczałam. Szkoda mi było dziecka, bo kiedy nie pije, to jest dobrym człowiekiem i potrafi okazywać miłość.

Ostatnio jak się napił, zażądałam rozwodu. Dostał ataku paniki, płakał, zaszył się w kącie... Powiedziałam, że mu pomogę i przez jakiś czas było dobrze. Ale wczoraj znowu się napił i uderzył mnie, znowu. Całą noc nie było go w domu, rano wrócił pijany, wyzywał na wszystkich od najgorszych, bo go nie rozumieją, a ja nie mam już siły. Pozwoliłam mu dopić to co jeszcze miał, żeby się nie rzucał, zaprowadziłam pod prysznic, umyłam i poprosiłam, żeby się położył. Skomlał, że na mnie nie zasłużył, że mam znaleźć naszemu dziecku nowego ojca (mały go naprawdę kocha), a ja dla świętego spokoju powiedziałam, żeby nie opowiadał głupot i poprosiłam, żeby się zaszył. Zgodził się. Nie wiem, czy jak wytrzeźwieje będzie się tego trzymał.

Matka ma na niego wywalone, bo ma już dość alkoholików, brat to samo. A ja... ja chcę rozwodu pomimo wszystko. Nie chcę, żeby mój syn na to patrzył, nie mam już siły się kajać i pozwalać na brak szacunku. Boję się, że sobie z tym nie poradzi i coś sobie zrobi, ale podjęłam decyzję i zamierzam się jej trzymać.

#R3w4x

Gdy byłem nastolatkiem, sporą popularnością cieszył się sposób na walenie konia w skarpetkę. Z logistycznego punktu widzenia miało to sens, ale chyba nie przemyślałem, co po wszystkim zrobić ze skarpetą. Miałem jakieś 14 lat, siedziałem w swoim pokoju i uprawiałem rękodzieło, gdy uznałem, że czas przetestować metodę ze skarpetką. Fakt, problem sprzątania po zabawie był rozwiązany, ale wciąż miałem skarpetę pełną dowodów moich uniesień. Nie mogłem jej wrzucić do kosza na brudy, bo pranie robiła mi mama. Na pewno by ją znalazła i odkryła, że jestem dorastającym chłopcem i robię to, co wszyscy dorastający chłopcy. Rzecz miała się podobnie ze śmieciami, bo wtedy chyba żyłem w przeświadczeniu, że mama jest jakimś podejrzliwym śmiecionurkiem i przeczesuje wszystkie domowe odpadki.

Nasz dom od tyłu wychodził na las, więc uznałem, że skarpetce najlepiej będzie na łonie natury. Poszedłem na skraj naszego podwórka i cisnąłem ją między drzewa. Tylko że wtedy była zima i na drzewach nie było w ogóle liści. Skarpeta zahaczyła się o gałąź bardzo wysokiej wierzby. Wisiała na wysokości ok. 10 metrów, biała jak śnieg i powiewała niczym flaga kapitulacji przez następnych kilka miesięcy, aż zwiały ją letnie burze. Oczywiście moja mama od razu ją zauważyła. Pytała każdego w domu, o co chodzi z tą skarpetką, a ja twardo się wszystkiego wypierałem.
Chyba nikt się nie domyślił.

#Dxm3T

Niedawno zmarła moja mama. Po długiej batalii, seriach chemioterapii i operacjach odeszła. Ból po tej stracie jest po prostu nie do opisania, ale z drugiej strony było to jedyne rozwiązanie, które niosło ulgę dla niej.

Wszyscy robiliśmy co mogliśmy, kiedy już nie było lekarzy, do których mogliśmy pójść i leków, których mogliśmy zakupić dla niej po prostu trwaliśmy przy niej. A Elvis razem z nami. 24 godziny na dobę.

Moi rodzice byli wielkimi fanami Elvisa. A w szczególności tata. Wydał majątek na nagrania, płyty, winyle. Cała kolekcja była niezwykle obszerna, za niektóre płyty czy pamiątki tata mógłby spokojnie kupić nowy samochód. Rodzice śpiewali nam do snu "Love me tender", żadne kołysanki podobno tak nie działały. Kiedy tato stracił pracę, przez pewien czas było naprawdę źle finansowo, nawet nie było mowy o sprzedaży choćby jednego winyla, każdy to rozumiał. Chociaż pracował 12 godzin dziennie łapiąc się wszelkich robót, kolekcja pozostała nienaruszona. Trzy lata temu tata spełnił swoje marzenie i zabrał mamę w rocznicę ślubu do Memphis- rodzinnego miasta Elvisa. Wkrótce potem zachorowała.

Kiedy mama wróciła ze szpitala do domu, tata robił wszystko by było jej dobrze, gotował wszystkie jej ulubione potrawy, chociaż nic już nie jadła, czytał książki, kupował nowe ozdoby do domu żeby się cieszyła, a przede wszystkim śpiewał i słuchał z nią Elvisa. Serce nam pękało widząc, jak rozpaczliwie próbuje ją tym wszystkim uratować. Mogliśmy mu tylko w tym pomagać.

Po pogrzebie tata zamknął się w sypialni na trzy dni i nie wychodził. Leżał i patrzył się w sufit. Minął tydzień zanim był zdolny do jakiejkolwiek samodzielnej czynności. Kiedy już otrząsnął się z najgorszego, spakował całą kolekcję i powiedział, że mam ją wywieźć na śmietnik albo sprzedać, byłam w ogromnym szoku. Jedyna rzecz na świecie, która tak bardzo przypomina mamę i niezawodnie go pociesza, a on chce się jej tak po prostu pozbyć. Gdy mu to powiedziałam, on odrzekł "Mama zabrała ze sobą sens tych pięknych słów. Te wszystkie piosenki to ona. Po co mi to wszystko, kiedy jej nie ma."

#UCUDl

Dawno temu bo w roku 1998 byłem na koloniach w górach.
Jak to na koloniach - kolonijne zwyczaje, między innymi śluby.
W ośrodku w którym mieszkaliśmy były jeszcze dwie grupy z innych miast. Jakoś tak się złożyło, że nasza grupa zintegrowała się całkiem dobrze z grupą z Łodzi, spędzaliśmy z tamtymi dzieciakami wszystkie "czasy wolne" i "cisze poobiednie". 

Nic więc dziwnego, że kiedy doszło do tych jakże wyczekiwanych ślubów, woleliśmy brać za żony dziewczyny z Łodzi (bo nasze dziewczyny już się nam opatrzyły i w ogóle to nie to samo :)). No i najważniejsze, że podczas ceremonii był buziak w policzek. No po prostu szał. Dla 9-latka to coś niesamowitego.
Takim sposobem ożeniłem się z 10-letnią Anią, dostałem buziaka, po czym wróciłem do Gdańska.

Kilka lat temu spotkałem ją na Przystanku Woodstock. Co najlepsze - po 18 latach od razu się poznaliśmy. Najpierw ukradkowe spojrzenia, uśmiechy. W końcu zapytała czy nie jestem jej mężem. :D Potem przesiedzieliśmy całe popołudnie przy ASP opowiadając o swoich życiach. Nie jesteśmy razem, ani nic takiego. Ale piszę tę historię, bo do dziś ciężko mi uwierzyć w ten przypadek.

#O1nXu

Jestem typem człowieka, który nie stroni od imprez i alkoholu, co nie oznacza, że moje życie tylko na tym polega. Jednak też często piję na tyle dużo, że dochodzi do sławnego urwania filmu, co kończy się wieloma ciekawymi historiami pasującymi do tego portalu.

Rok temu w wakacje przyszliśmy do jednego naszego znajomego na sławną na naszej glebie "gorzołke". I tak pijąc 3 butelkę stwierdziliśmy, że nudno nam w trójkę, więc zadzwonimy do kilku osób, i z kulturalnego posiedzenia stworzyła się równie kulturalna posiadówka :) W czasie gdy już trochę czterdziestoprocentowego trunku było w moich trzewiach, jeden z moich znajomych zawołał mnie na sławne w naszych kręgach zabójcze quatro (Kieliszek spirytusu przepijany kieliszkiem wódki, który zostaje przepity kieliszkiem wódki barmańskiej [Smakowy trunek za 7zł z woltażem 20%] zwieńczony setką piwa 10%). Zaraz gdy podołałem wyzwaniu, doszło do kurtyny w mojej głowie.

Rano obudziłem się na ławce przy jakimś polu, wraz z dwoma kompanami obok. Pomyślałem, że po prostu poszliśmy na łąki, które są obok naszego osiedla. Obudziłem moich kamratów i spytałem czy mogą sprawdzić gdzie jesteśmy. Jeden z nich spojrzał na telefon i wytrzeszczył oczy niczym chojrak na widok Eustachego w pamiętnej masce. Ja widząc to spytałem się o co chodzi? On z niedowierzaniem mówi mi:
- Ej stary, jesteśmy w Limanowej! (Jesteśmy z Krakowa).
Ja każę mu powtórzyć, bo nie wierzę. Gdy już doszło do mnie, że jesteśmy ponad 60km od domu, powiedziałem, że sprawdzamy portfele. Po obliczeniu naszych funduszy i zaskórniaków uzyskaliśmy kwotę 15 zł.
Poszliśmy na najbliższy dworzec i powiedzieliśmy kierowcy busa do Krakowa naszą historię. On płacząc ze śmiechu powiedział, że już nas odwiezie, skoro tak skończyliśmy. Gdy wszedłem do domu, mama spytała się mnie dlaczego nie było mnie w domu prawie 2 dni. Powiedziałem tylko, że spałem już u znajomego, bo impreza się przedłużyła.

PS. Okazało się, że chwilę po tym gdy uciął mi się film, jeden z naszego podróżniczego trio zrobił się głodny i powiedział, że chcę na kebaba. Ale nie, on nie chciał kebaba na naszym osiedlu. Powiedział, że jak był młodszy, to jadł najpyszniejszego kebaba w Limanowej i tak właśnie stwierdziłem, że pojadę z nim, bo też zgłodniałem. Gdy ubieraliśmy buty, trzeci znajomy powiedział, że też chętnie zje tak dobrego kebaba.

#3MW0D

Miesiąc temu wracałam do domu "świetnym'' Inter City. Jak zwykle opóźnienie, pełno ludzi na stacji. Jak już wsiadłam wkurzona do przedziału, poznałam miłego kolegę. Od razu wpadł mi w oko. Uśmiechaliśmy się do siebie, aż w końcu zaczęliśmy rozmawiać. Ja jak to ja, zaczęłam się wdzięczyć. Umówiliśmy się, że jakoś się spotkamy.

W tym momencie zaczęła się seria wtop. Najpierw mówiąc coś do niego oplułam go gumą, potem tak nerwowo się śmiałam, że zaczęłam chrumkać jak świnka, a na końcu pierdnęłam... Wtedy on powiedział, że przynajmniej poznał mnie już z każdej strony i sam pierdnął. Nie myślałam, że tak zacznie się nasza przygoda...

PS Jeszcze nie jesteśmy razem, ale działam :)

#eubyL

Gdy miałem 10 albo 11 lat, mój starszy brat zaprosił swoich kolegów do siebie na nocowanie. W tym wieku ludzie chyba po prostu zaczynają gadać o seksie, opowiadać sprośne żarty i w ogóle. Szwendałem się po pokoju z kąta w kąt i starałem się jakoś dołączyć do rozmowy, gdy podsłuchałem, że mówią o masturbacji. Jeden z nich zażartował sobie i zapytał: „Co, będziesz dziś jeszcze walił konia?" i potrząsnął zaciśniętą pięścią na wysokości krocza ‒ ten gest, który naśladuje masturbację. A ja nie wiedziałem, jak się masturbować, więc gdy to zobaczyłem, pomyślałem: „O rany, więc tak to się robi!".

Tej nocy, gdy szedłem spać ‒ a nie miałem erekcji, bo przecież w wieku 10 lat takie rzeczy zbyt często się nie zdarzają ‒ kiedy leżałem już w łóżku, zacisnąłem pięść i zacząłem się nią okładać po moim miękkim ptaku. Chryste, ale to bolało! Na jakieś dwa lata dałem sobie spokój z masturbacją. Myślałem sobie: „nie, to chyba nie dla mnie".

#phTw5

Każdy w podstawówce miał lekcje, na których rozmawiano o zawodach swoich rodziców, rysowano je. U mnie do tego doszedł dzień z rodzicami, na którym każdy z nich opowiadał o swojej pracy itd.
Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden mały szczegół.

Mój tata jest grabarzem, a mama ginekologiem.
Dodaj anonimowe wyznanie