Czekałem na ważny list, więc gdy dziś rano usłyszałem pukanie do drzwi, czym prędzej wyskoczyłem z wanny, naciągnąłem majtki i pobiegłem odebrać moją upragnioną przesyłkę. Zerknąłem przez wizjer. Z wielkim smutkiem stwierdziłem, że nikogo na korytarzu nie ma i najwyraźniej przesłyszało mi się. Na wszelki wypadek otworzyłem delikatnie wrota, aby wystawić ucho i upewnić się, czy przypadkiem nie usłyszę uciekającego listonosza. Mój gruby kot postanowił wykorzystać tę okazję i dał dyla przez szparę. Instynktownie rzuciłem się za nim zapominając, że jestem cały mokry i mam na sobie tylko gacie.
Kota złapałem na półpiętrze, bo grubas nie ma zbyt dobrej kondycji. Natomiast pojawił się inny problem – zatrzaśnięte drzwi. Przez godzinę siedziałem goły na schodach w towarzystwie drącego się kota i czekałem na powrót mojego współlokatora ze sklepu. W międzyczasie chyba każdy możliwy mieszkaniec tej klatki schodowej, wliczając sąsiadkę, która bardzo mi się podoba, zdążył przejść koło mnie. Nikt nie zapytał czemu właściwie tkwię rozebrany do rosołu z otyłym kotem na kolanach. Każdy rzucił standardowe „Dzień dobry”, mijając mnie na schodku.
Dodaj anonimowe wyznanie
Widocznie sąsiedzi już tyle widzieli, że nic nie jest w stanie ich zaskoczyć
Albo nie chcieli go krepowac głupimi pytaniami.
A to samemu nie mogłeś poprosić kogoś z przechodzących osób o pomoc?
@ibanez albo, no nie wiem, jakiś koc pożyczyć. Ale to by było za proste...
... albo łom.
Poprawne zdanie:Sam nie mogłeś poprosić o pomoc? Coś takiego jak "samemu" nie istnieje, no chyba ,ze w jakiejś gwarze.
Skoro miałeś majtki, to nie byłeś głowy/rozebrany do rosołu.
Ja też często chodzę po domu jak lump, latem rozebrana itp. Ale jeśli na kogoś czekamy, warto zawczasu się uszykowac, zarzucić coś na siebie :) ciekawe też są drzwi, których nie da się otworzyć od zewnątrz xD
@DeMonica69 ja też mam zamek z zatrzaskiem, możesz wyjść, ale bez klucza nie wejdziesz
takie coś się zdarza:) sąsiedzi rozumieli sytuację.
Co to za drzwi, które się same zatrzasnęły?
Nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech chyba nie spotkasz innych niż takie, gdzie z jednej strony masz klamkę, ale z zewnątrz tylko uchwyt i potrzebujesz klucza by otworzyć, mimo że nie przekrecałeś go w zamku. Jak zapomnisz, to ślusarz się ucieszy bo to dość droga impreza - zależnie od pory, ale jak weekend to poniżej dwóch stówek nikt palcem nie kiwnie. Chore jak dla mnie.
Miałam takie w akademiku. Były na zamek elektroniczny i automatycznie się zamykały. Na szczęście jakimś cudem udawało mi się zapominać o kluczu tylko wtedy, kiedy współlokatorka była w środku.
To tam spoko, bo na pewno były zapasowe na recepcji i raczej nieodpłatnie. Ale jednak, wkurza brak klamki, bo zmienisz spodnie przed wyjściem i zapomnisz albo coś...i skucha.
Ot, koloryt lokalny i tyle. Ciekawe tylko, skad to sie wzielo.
U mnie zapasowe były, owszem. W administracji, czynnej wtorek - piątek od dziewiątej do piętnastej XD W recepcji mogli co najwyżej ci powiedzieć, że im przykro