#XsdoB

Mam 19 lat. Po śmiertelnym wypadku mojej najlepszej przyjaciółki wyprowadziłam się do Anglii. W rodzinnym mieście wszystko mi o niej przypomniało, kompletnie nie mogłam się ogarnąć. Znałyśmy się odkąd pamiętam, była moją prawą ręką... We wszystkim mi pomagała, zawsze mogłam znaleźć w niej oparcie. Przenigdy w życiu się nie pokłóciłyśmy. Jak to przyjaciółki, miałyśmy swoje zwyczaje, w każdy czwartek kupowałyśmy pizzę, po piwku i szłyśmy na plażę. Siedziałyśmy tam do nocy, rozmawiając o dosłownie wszystkim.

Tydzień temu wróciłam do Polski i po raz pierwszy odważyłam się pójść w "nasze" miejsce. Kupiłam jak zwykle małą hawajską, dwie warki i usiadłam tam, gdzie to zwykle miałyśmy w zwyczaju. Dziwnie to zabrzmi, ale nie czułam się samotnie. Czułam się, jakby tam była. Opowiedziałam jej o Anglii, o problemach i o tym, jak mi jej brakuje. Za każdym razem, kiedy płynęły mi łzy, wiał silny wiatr - jakby to ona chciała mi je zetrzeć.
 
W dniu wypadku wracałyśmy z imprezy. Nie było chodnika, szłyśmy ulicą. Szłam po stronie drogi, po ok. trzech kilometrach, tuż przed tym, jak miałyśmy skręcać w naszą ulicę, wypadł jej telefon, dlatego zamieniłyśmy się miejscami. Chwilę później wjechał w nią samochód - do tej pory jestem w ciężkim szoku, nie mając pojęcia uratowała mi życie. Choć nie wiem, co gorsze, życie bez niej czy śmierć. Kocham ją i cholernie tęsknię...
Pokrzyk Odpowiedz

Ci kochamy nigdy nie odchodzą...moj kochany dziadek zmarł 10 lat temu A ja gdy poczuje zapach perfum których używał uśmiecham się

Mieszkam koło cmentarza i miejsca w które nie zabierał gdy byłam mała dalej z nim rozmawiam tam, czy to nad grobem czy w naszym miejscu.

W domu mam widelec, który należał do niego. Nikomu nie wolno nim jeść...to.dziadek

Wacos Odpowiedz

Zabiłaś ją.

PiratTomi

Nie, zabił ją typ, który w nią wjechał.

Dodaj anonimowe wyznanie