#9mtha

Jak byłem mały mama powiedziała mi, że miałem braciszka, ale umarł przy porodzie. Po paru latach spytałem, jak miał mieć na imię i dowiedziałem się, że Kacper. Rodzice zawsze poświęcali mi wiele uwagi, dbali o mnie i zapewniali wszystko, czego dziecko może potrzebować. Nie wiem czemu, ale całe życie często myślałem o moim bracie i o tym, jak wspaniałe by było nasze życie, gdyby on był z nami.

Teraz jestem dorosły, z narzeczoną czasami rozmawiamy o dzieciach, ustaliliśmy już nawet, że jak będziemy mieli syna, to damy mu na imię Kacper.

#OfNZF

Robiłem ostatnio zakupy w moim osiedlowym markecie, gdy na taśmie za mną wyłożył się nowy mieszkaniec naszego osiedla. Kolczyk w wardze, jeden kosmyk długich ciemnych włosów farbowany na zielono. Wśród jego zakupów jakieś korzonki, tofu, ciecierzyca. OK, pomyślałem, każdy jada to, co lubi. On jednak spoglądał co chwila to na mnie, to na moje zakupy, wyraźnie zbierając się, żeby coś powiedzieć. Nie zdążyłem jednak nawet wyjść ze sklepu, aby przekonać się, co chodziło mu po głowie - wykrzyknął za mną: "SMACZNEGO, MORDERCO".

Oho, pomyślałem, kolejny wegeterrorysta. Nic nie mam do żadnych wegetarian/wegan, dopóki nie narzucają mi swojej ideologii. A tak się składało, że akurat szykował mi się grill za miastem, na który się tego dnia po części zaopatrywałem.
Daj spokój, mówiłem sobie w głowie, odpuść. Zignorowałem go i wyszedłem, ale zaraz potem naszła mnie myśl: Nie. Zrobię mu kawał, i oduczy się wtrącać nos w nie swój talerz.

W drodze ze sklepu na osiedle idzie się między garażami, było już po zmroku, więc zaczaiłem się w przejściu. Nasz nowy sąsiad przechodził tamtędy chwilę później, podszedłem do niego, spojrzałem w oczy i powiedziałem:
- Skąd wiesz? Kto ci powiedział?
- O co ci chodzi, człowieku? - wyraźnie wpadł w moje sidła.
- Posłuchaj, nie wiem, kto mnie sprzedał, ale przysięgam ci, jeszcze jedna taka odzywka, a będziesz następny, rozumiesz, śmieciu?
Zmroziło go, zbladł na twarzy, nie potrafił wydusić słowa. Postanowiłem dokończyć dzieła:
- Tej rozmowy nie było. Dobrze wiem, że jesteś tu nowy, nie węsz, gdzie nie trzeba.

Kolegi od tamtego dnia nie spotkałem, poza jednym razem, kiedy mijając mnie na schodach bardzo silnie wpatrywał się w swoje buty i przemknął obok mnie zaskakująco szybko. Na "dzień dobry" nie odpowiedział.

#jHiL2

Jako dziecko kradłam pieniądze dziadkom, okłamywałam rodziców w wielu poważnych kwestiach, brałam narkotyki, później je sprzedawałam, prowadziłam auto bez prawa jazdy, bardzo często pijana i naćpana. Nie wiem jak udało mi się nie zabić siebie, ani nikogo innego. 


Zdradzam swojego partnera, z którym jestem od 10 lat. Próbowałam trójkątów, czworokątów, orgii, wszelkich możliwych kombinacji. Na studiach sypiałam z ludźmi za pieniądze, żeby się utrzymać (byłam na trudnym i wymagającym kierunku). Mojego partnera też poznałam na studiach i przez cały ten czas jesteśmy razem, a on o niczym nie wie. Kocham go i nigdy go nie zostawię, ale seks i pociąg seksualny to u mnie zupełnie oddzielna kwestia.

Umiem kłamać i manipulować ludźmi tak dobrze, że moja rodzina i bliscy przyjaciele do dziś nie wiedzą prawdy o mnie. Mają mnie za dobrego człowieka, który udziela się charytatywnie, jest wolontariuszem w schronisku dla zwierząt, organizuje zbiórki, pomaga innym. Rzeczywiście to wszystko robię, głównie po to, by utrzymywać pozory. Gdybyście zapytali o mnie moich bliskich, to każdy, całkiem szczerze by wam powiedział, że nie znają drugiej tak dobrej, ciepłej, uczciwej i kochanej osoby.
Nie czuję żadnych wyrzutów sumienia. Wiem, że byłabym w stanie zabić kogoś i nie czuć się z tym źle. Nawet gdyby było to dziecko lub całkiem niewinna osoba. Dwa razy dokonałam aborcji i nie wywołało to we mnie żadnych emocji. Gdy zmarł mój dziadek, którego bardzo kochałam, nie uroniłam ani jednej łzy, nie było mi smutno. Nigdy w życiu nie płakałam.
 
Nie jestem socjopatką, mam uczucia. Nie krzywdzę zwierząt, mam trzy psy, które adopotowałam i bardzo je kocham, do tego stopnia, że oddałabym za nie własne życie. Oddałabym też życie za swojego partnera, ale nie mam wyrzutów sumienia, gdy go zdradzam. Wizja własnej śmierci też nic dla mnie nie znaczy. Zostałam kiedyś zaatakowana z nożem i zgwałcona. Nie bałam się ani trochę, przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nie zgłosiłam nigdzie, nie obchodzi mnie, że chodzi na wolności i może skrzywdzić kogoś innego.
 
Jestem szczęśliwa. Pomimo mojego patologicznego sposobu życia bardzo dużo w życiu osiągnęłam. Mam wysokie IQ, bardzo dobre wykształcenie, pracuję na wysokim stanowisku, dobrze zarabiam. Nie jestem atrakcyjna fizycznie, jestem bardzo chuda i mam przeciętną twarz, ale nadrabiam intelektem, oczytaniem i pewnością siebie, dlatego zawsze dostaję to, czego chcę. Przespałam się nawet z pewną znaną osobą, która ma rodzinę i gdyby wyszło to na jaw, to jego kariera mogłaby legnąć w gruzach. Przez pewien czas płacił mi za milczenie i dzięki temu mogłam odłożyć pieniądze i przestać się prostytuować. I tak nikomu bym nie powiedziała, bo taka afera wpłynęłaby na moją opinię wśród rodziny.
 
Wiem ile zła wyrządziłam, ale jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno.

#ibBS1

Jakiś czas temu byliśmy z moim mężczyzną na nartach, przewróciłam się i pech chciał, że upadlam tak niefortunnie, iż złamałam dwie ręce. Nie obyło się bez gipsu. Oznacza to tyle, że każdą czynność związaną ze mną musiał przejąć mój partner. Tak... musiał mnie kąpać, karmić, ubierać...

I tak to siedzę z koleżanką z tym gipsem na łapach. Gadamy, śmiejemy się... Nagle w drzwiach pokoju pojawia się luby i mówi: "Chodź do łazienki, ale szybko, zaraz muszę wyjść, a musimy to jeszcze zrobić". Wstaję więc posłusznie i idę za nim.

Wracam po dłuższej chwili. Moja przyjaciółka patrzy na mnie z zażenowaną miną i pyta: "Dlaczego mu na to pozwalasz? Nie dość, że jesteś połamana, to nie może poczekać, aż chociaż ja wyjdę? Wiedziałam, że jeżeli dużo starszy facet wiąże się z młodszą dziewczyną, to tylko w jednym celu" (jest między nami 20 lat różnicy). Monolog koleżanki trwał jeszcze dość długo.
Spojrzałam na nią ze spokojem. I odpowiedziałam: "Mam okres. Musiał mi zmienić tampon".

#RdoHE

Możecie mnie przekląć. Sama po trochu wstydzę się swojego zachowania, ale Bóg mi świadkiem, ze drugi raz tez bym tak postąpiła. A mianowicie.... Czas:
Parę lat wstecz, kiedy to moja starsza córka miała 12-13 lat. W sąsiedniej bramie mieszkała dziewczyna o dwa lata od niej starsza i nie mam zielonego pojęcia, dlaczego to dziewczę uwzięło się na moją córkę, która po dziś dzień jest osoba spokojną, niewadząca nikomu.

Początek był taki, że owe dziewczę (z nazwiska XYZ) podeszła do mojej młodej z tekstem: "NO I CO SIĘ TAK GAPISZ. JA CI PRZYPIE... TO WŁASNA MATKA CIĘ NIE POZNA". Akurat moja leciwa teściowa była świadkiem tego monologu i jak mi powiedziała, od razu pojawił się w mojej głowie obraz jak to owa młodociana XYZ morduje mi dziecko, bo często z takimi obrazami spotykam się w miesięczniku "Detektyw". Postanowiłam baczniej obserwować sąsiadeczkę. Do czasu.

Pewnego zimowego wieczoru moje córki wróciły do domu (nie pamiętam skąd) i już na progu mieszkania oznajmiły, że XYZ będąc z czterema kumplami, znów zaczęła ostro podskakiwać do starszej. No nie wytrzymałam. W trzy sekundy miałam buty na nogach, kurtkę na sobie i rura z czwartego pietra w dół. XYZ stała z owymi chłopakami pod swoją bramą, a ja z ryjem na pół osiedla "XYZ!!! KU*WA!!! JESZCZE RAZ PRZYPIER… SIĘ DO MOJEGO DZIECKA, TO JA CIĘ ZAJE...!!! NAŚLĘ GÓWNIARO NA CIEBIE RUSKICH (przepraszam za to, że posłużyłam się tą nacją, ale to był impuls) I PÓJDĘ ZA TO SIEDZIEĆ, ALE TY SKOŃCZYSZ KU*WA W GIPSIE!!!! WIĘC OD TERAZ MÓDL SIĘ, ŻEBY MOJEJ CÓRCE WŁOS Z GŁOWY NIE SPADŁ, BO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!!!”

Słowem się dziewczę nie odezwało (chłopaki z jej obstawy też nie), a ja wróciłam do domu. Od tamtej pory spokój. Jak niechcący miniemy się na chodniku, XYZ zawsze mówi mi "dzień dobry", a ja grzecznie odpowiadam.

#ahKwy

Mój mąż pracuje w zakładzie pogrzebowym, więc gdy trzeba, to ubiera zmarłych. Nie przeszkadza mi to, jakoś się przyzwyczaiłam.
Gdy jednak coś mu się przytrafi, to po powrocie do domu zawsze mi opowiada.

I tak wysłuchuję, jak to mój mąż:
1. Wpadł do grobu na pogrzebie, bo padał deszcz i było ślisko.
2. Czyta podziękowania, a z nerwów plącze mu się język.
3. Ubierając pana, rozdarł mu marynarkę albo koszulę, czy nawet spodnie.
4. Jak to pewnego dnia wszedł do domu zmarłej i siedziała sobie staruszka przy stole, a on jej "dzień dobry" mówi, a pani nie odpowiedziała, bo to właśnie ona zmarła.

#yBzGI

Jestem 30-kilkuletnim facetem i razem z dziewczyną, właściwie narzeczoną, żyjemy sobie życiem człowieka poczciwego. Tworzymy związek już od ponad 6 lat. Nie jest to typowa relacja, ponieważ śpimy w dwóch różnych pokojach, każde z nas ma swoją dietę pudełkową, więc siłą rzeczy nie gotujemy ani nie jemy ze sobą.

Nasz charakter pracy jest taki, że nieraz musimy wyjść bardzo wcześnie lub wrócić bardzo późno w nocy. Wspólnie spędzamy coraz mniej czasu i nawet piątki spędzamy wedle własnego uznania tj. zazwyczaj każde z nas osobno. Niewątpliwie troszczymy się o siebie, wspieramy w ciężkich chwilach w pracy etc.

Kiedyś planowaliśmy ślub - ona miała schudnąć, ja zmienić pracę na lepiej płatną, lecz przyszedł covid-19 i tym samym ja straciłem połowę zarobków w starej pracy, ona natomiast znacznie przytyła.


Jak wspomniałem jesteśmy parą dość specyficzną (jak wspomniałem powyżej), dodam jedynie, że przez te wszystkie lata kochaliśmy się może z 3 razy: 1 raz był super, drugi zaś jeszcze lepszy, za trzecim razem mój rycerz się popsuł i skończyło się na śmieszkowaniu - co też było bardzo fajne.

Niemniej nie byliśmy razem już od 3-4 lat. Próbowałem inicjować zbliżenia, ale nigdy do niczego nie dochodziło. I aktualnie straciłem jakąkolwiek ochotę na zbliżenia. Ona natomiast zaczyna myśleć i mówić o dziecku..


To tylko drobny wycinek historii, ale podsumowując, nasz związek się skończył lata temu m.in. przez to, że za bardzo byliśmy skupieni na "ja" niż "my". Teraz mamy po 30 kilka lat i jesteśmy skazani na bycie nieszczęśliwym - razem bądź osobno.

#LeyO1

Już kilka dobrych lat nie mieszkam w domu rodzinnym, jednak systematycznie tam bywam. Niestety, swojego pupilka nie mogłam zabrać ze sobą. Nie muszę chyba mówić, że znalazł sobie nowego ulubieńca w domu - mojego brata.

Jakiś czas temu po długiej nieobecności postanowiłam odwiedzić rodzinę. Po rozmowach i wspólnie spędzonym czasie przyszła pora na dopieszczanie zwierzaków. Przytuliłam swojego pupilka i głaskałam go. Po kilku minutach przypomniało mu się, że chyba jednak mu się to nie podoba i najzwyczajniej w świecie mnie ugryzł. Tak że przeciął mi dolną wargę i kilka milimetrów poniżej. Wielka panika w domu, opatrunek na pół twarzy... Z takim też opatrunkiem i opuchniętą twarzą poszłam do Biedronki.

Spokojnie stoję przy skrzynkach z warzywami, wybieram pomidory. Nagle podchodzi do mnie starsza pani, kładzie dłoń na moim ramieniu i mówi: "Pani, weź go pani zostaw!!! Te chłopy to teraz nic nie warte! Jest pani młoda, ładna, znajdzie sobie pani lepszego".

Troskliwa pani poprawiła mi humor na kilka następnych dni. Jednak w tych czasach znieczulicy znajdzie się ktoś, kto przysłuży się dobrą radą :D :D :D

#onDSF

Miałam jakieś 17 lat, byłam krótko po bardzo burzliwym rozstaniu z moją pierwszą wielką miłością. Na odchodne mocno się zwyzywaliśmy, ogólnie szopka. Wymiana chamskich wiadomości trwała w najlepsze jeszcze po rozstaniu. Pewnego dnia, cała nabuzowana przez teksty mojego byłego, postanowiłam pójść pobiegać, żeby dać upust tej złości. Już wychodziłam, gdy dostałam od niego kolejną wiadomość, która brzmiała mniej więcej tak: "teraz kręcę z super laską, a nie taką grubą świnią jak ty".

Wkurzona do granic możliwości ruszyłam w teren. Gdy mijałam jeden z domów, zostałam zaczepiona przez małego chłopca, miał tak z 5 lat i biegł wzdłuż płotu obserwowany przez swojego ojca, krzycząc do mnie "gdzie biegniesz? Gdzie biegniesz?". Zignorowałam dzieciaka i biegłam dalej, gdy nagle usłyszałam jak gówniarz krzyczy za mną "pytałem gdzie biegniesz, GRUBA ŚWINIO!", a jego tatuś zanosi się śmiechem.

Nie wytrzymałam, obróciłam się na pięcie, podeszłam do płotu i czerwona ze wściekłości powiedziałam dzieciakowi "grubą świnią to jest twoja tłusta matka". Dziecko oczy jak 5 złotych, ojca zamurowało, po czym wydusił z siebie "ale... yyyy... ale on się pytał "gdzie biegniesz, piękna dziewczyno, a nie gruba świnio...".
W życiu nie było mi tak wstyd jak wtedy.
Dodaj anonimowe wyznanie