#WAjst

Dzisiaj moja mama wyznała mi, że kiedy się urodziłam, nie wiedziała jeszcze jak mnie nazwać i razem z tatą wymyślili coś „na szybko”. Kiedy jednak poszli do Urzędu Stanu Cywilnego, pracownik zasugerował, żeby rodzice przemyśleli swój wybór, bo imię, które chcieli mi nadać jest dość mało popularne i w przyszłości mogę mieć z jego powodu nieprzyjemności, np. w szkole. Urzędnik powiedział, że w takich sytuacjach często nazywa się dzieciaka imieniem mamy ze strony ojca. Mama i tata uznali, że to dobry pomysł.
Zastanawiam się teraz, czy dziękować rodzicom, że ostatecznie nie nazwali mnie Bridżit, czy też może być na nich wściekłą, że mam na imię Lodzia...

#oXvdJ

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ludzie sprzedali z kretesem resztki bezinteresowności i wrażliwości na krzywdę innych.

Wracałem ostatnio z kolegą z siłowni. Stoimy sobie full kulturka w tramwaju na przegubie, coby nie wadzić ludziom naszymi torbami. Na którymś przystanku wsiada dziewczyna, młoda, na oko z 19 lat. W widocznej, zaawansowanej ciąży. Ledwo stoi na nogach, widać, że słabo się czuje, ale nikt nie zwolnił jej miejsca. Za to komentarze w stylu "taka młoda, a już bachora będzie mieć", "W tym wieku się puszczać? Kto by pomyślał" oczywiście paść musiały z ust tzw. "moherowych" babć. Dodam, że dwie z nich zajmowały 4 miejsca siedzące, bo zakupy nie mogą się zmęczyć. Obok dziewczyny stała grupka licealistów w jej wieku. Oczywiście podśmiechiwania, poszturchiwania, głaskania po brzuchu darować sobie nie mogli.

Co przeżyłem kilka lat temu, to przeżyłem, ale jedno się nie zmieniło. Nie jestem obojętny na ludzkie cierpienie. Więc kiwnąłem do kolegi, by zerkał na nią, bo ja stoję tyłem i niewiele widzę.

Kiedy dziewczyna zemdlała, od razu poszliśmy jej pomóc. Reakcja otoczenia? Zerowa. Położyliśmy ją na plecach, udrożniliśmy drogi oddechowe. Ale przydałoby się jej ułożyć nogi w najwyższym punkcie, by lepiej dotlenić mózg. Widzę babcię, obok niej zakupy, więc podchodzę i mówię:
- Proszę ściągnąć te tobołki, bo chcemy dziewczynie położyć nogi na fotelu.
- Ale ja nie mam najmniejszego zamiaru!
- Kobieto, za chwilę to będziesz je zbierała po całym tramwaju, więc masz do wyboru.
Z wielkimi oporami zabrała co jej. Ba, nawet się przesiadła stamtąd.

Dziewczynę ułożyliśmy jak trzeba, karetka wezwana, by czekała na najbliższym przystanku. Innej opcji nie było, gdyż tramwaj musiał przejechać odcinek, gdzie nie ma normalnej drogi, wyłącznie trakcja tramwajowa i torowisko. Ratownicy zabrali dziewczynę. Po wstępnym badaniu stwierdzili, że to prawdopodobnie zwykłe omdlenie okołociążowe, ale wolą ją dla pewności zabrać na oddział, by zrobić badania. Zostawiliśmy dla pewności w jej kurtce spisane na kartce nasze numery telefonu.

Reakcji otoczenia chyba komentować nie muszę, bo szkoda słów na taką znieczulicę. A ludzie później się dziwią, że nikt nie chce im pomóc...

PS Dziewczyna odezwała się do nas 2 dni temu. Zaprosiła w ramach podziękowania na kawę. I gdy tak rozmawialiśmy we troje, nie wiem, czy to w przypływie emocji, czy nie, wygadała się, że dziecko nie jest wpadką. Jest wynikiem gwałtu, którego doświadczyła na dyskotece. Ojca nawet nie zna. Chciała je usunąć, ale gdy zobaczyła pierwsze zdjęcia z USG, rozryczała się i postanowiła, że choćby miała stanąć na uszach, to dziecka nie zabije, tylko je wychowa, najlepiej jak potrafi.

#dt3bd

Mam problemy zdrowotne. Jestem wyjątkowo podatna na obrzydzenia i reaguję na nie silnymi mdłościami. Czasem wystarczy, że zobaczę reklamę pizzy z oliwkami (których nienawidzę!) i od razu mam odruch wymiotny. Ta sytuacja ciągnie się już parę miesięcy i postanowiłam pójść na konsultację z lekarzem, bo jak się dowiedziałam – tego typu problemy wcale nie są rzadkością wśród ludzi i są skuteczne sposoby na leczenie.

W poczekalni obok mnie siedziała matka z ośmioletnim dzieciakiem, który wyraźnie stresował się wizytą u lekarza. Rodzicielka malucha wytłumaczyła mi, że jej synek miewa mdłości, które są wynikiem stresu – gówniak puszcza pawia, kiedy jest zdenerwowany, czyli na przykład kiedy nauczycielka woła go do tablicy, albo gdy młody musi zagrać króla Baltazara podczas kościelnych jasełek. Wywód opiekunki chłopca, którego twarz w trakcie maminego monologu zmieniła kolor z blado-różowego na sino-zielony, przerwał tubalny dźwięk: „Burgulbul-błeeeeeech…!”. Dzieciak zwymiotował wprost na moją sukienkę... Zapach nie do końca przetrawionej treści żołądka małolata momentalnie wywołał u mnie silny atak obrzydzenia, którego nie mogłam w żaden sposób opanować i dosłownie parę sekund później stało się, to co miało się stać… „Burgulbul-błeeeeeech…!”. Zrzygałam się wprost na głowę dzieciaka, który jeszcze nie zdążył odsunąć się znad mojej kiecy.

W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się i przez szparę w nich wychynęła głowa lekarza, który zaalarmowany niepokojącymi dźwiękami z poczekalni spojrzał na mnie – obrzyganą od stóp do głów – i uśmiechnąwszy się szczerze rzekł: „Pani się nie przejmuje. To się często tutaj zdarza!”.

#FpHSA

Kiedy dostałam swoją pierwszą wypłatę, pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do sklepu z zabawkami i kupiłam swoją pierwszą lalkę Barbie. W wieku 22 lat spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Zawsze chowam ją przed moim narzeczonym (mieszkamy razem), a gdy wracam z pracy, to ją wyciągam. Bawię się nią, żalę się jej jaki to miałam okropny i męczący dzień w pracy, rozmawiam...
Ale nie martwcie się - lalka mi nie odpowiada :D
Poza tym wszystko ze mną w porządku ;)

#fkZjl

Janka urodziła się na wsi, w największej możliwej patoli. Głód, zimno, awantury i bicie - to była jej codzienność. Skończyła tylko gimnazjum, bo dalej jej rodzice nie pozwalali się uczyć. Miała prać, sprzątać w domu i harować w polu, by oni mogli pić. W zamian ją głodzili i bili. Nie miała dokąd pójść, nie miała perspektyw.
Gdy miała 18 lat, dogadała się z właścicielką wiejskiego sklepu - za pomoc przy dostawach właścicielka dawała jej trochę żywności. To jedzenie zabierali jej rodzice, ale część zawsze zdążyła zjeść po drodze do domu i choć raz w tygodniu nie była głodna.

Przy dostawach pracował Rafał, któremu Janka wpadła w oko. A wręcz zakochał się na zabój. Rafał wyciągnął Jankę z patoli - zamieszkali w pobliskim miasteczku, załatwił jej pracę w sklepie, wzięli ślub. Zrobiła zaoczne liceum, a później studia. Nie kochała go, ale była przy nim szczęśliwa. Dbała o niego, o - pierwszy raz w jej życiu - normalny dom. On traktował ją jak księżniczkę. To z nim miała swoje pierwsze razy - w kinie, w restauracji, na koncercie. Zmieniła pracę, tam poznała mnie i stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami.

Żyli spokojnie, prosto, szczęśliwie. Bez kontaktu z patologiczną rodziną - tak było lepiej. A potem Janka urodziła Wiktora. Fajnego, dobrze rozwijającego się chłopca, który wymaga pełnego zaangażowania. Janka wstaje o 5 rano, by przed pracą zrobić śniadanie swoim chłopakom i ugotować dwudaniowy obiad - Rafał nie lubi, gdy jest więcej niż raz odgrzewane. Musi mieć zupę, mięso, ziemniaki i domową surówkę (bo kupna mu nie smakuje). Potem Janka budzi Wiktora, karmi go i zawozi do żłobka. Następnie jedzie do pracy. Po pracy gna odebrać dziecko i z małym pod pachą robi zakupy. Z pełnymi siatami i dzieckiem wspina się na 4 piętro bez windy. A potem sprząta (Rafał ciągle marudzi, że jest bałagan), pierze, przygotowuje kolację. Po kolacji kąpie dziecko, usypia. Gdy młody śpi, kąpie się, płaci rachunki, załatwia sprawunki. Chodzi spać po 23. Choć Wiktor budzi się w nocy wielokrotnie, tylko ona do niego wstaje, bo "Rafał musi być wyspany do pracy".
Gdzie w tym wszystkim jest Rafał? Na piłce, na siłce, na piwie z kolegami.

Ostatnio, po ponad roku, udało nam się spotkać (zmieniłam pracę, już się tam nie widujemy). To było jej pierwsze wyjście towarzyskie od narodzin młodego. Ale Janka ze łzami w oczach powiedziała mi, że nasze 2-godzinne spotkanie (i z jej dzieckiem) wymagało tyle zachodu, że w najbliższym czasie na pewno się nie spotkamy. Próbowałam jej wytłumaczyć, że skoro oboje pracują, obecny podział obowiązków (a raczej jego brak) jest niesprawiedliwy. Że jej praca, jej odpoczynek też są ważne. Ale ona tego nie rozumie. Czuje zmęczenie, wdzięczność do Rafała za wyrwanie z patoli. I strach, bo on naciska na kolejne dziecko. Nie wiem jak jej wytłumaczyć, przekonać i jak pomóc...

#mOZM2

Kilka tygodni temu mieliśmy z kumplami męski wieczór. Czterech facetów, dużo alkoholu i sporo zioła. Skończyło się na tym, że graliśmy w grę, w której jedna osoba podaje 3 informacje na swój temat, a reszta musi zgadnąć, która z nich jest prawdziwa.

Kuba, jako jeden z faktów podał, że ma mikropenisa. I właśnie to okazało się tą prawdą. Byliśmy już dobrze zrobieni, więc wspólnie stwierdziliśmy, że musimy to zobaczyć. Kuba się zgodził i naszym oczom ukazał się trzycentymetrowy penis. Zachowaliśmy powagę, choć wszyscy byliśmy w szoku, że można mieć takiego małego małego.
Podpisaliśmy też pakt milczenia i przysięgliśmy na życie naszych matek, że ten sekret zabierzemy ze sobą do grobu (dostaliśmy pozwolenie na anonimowe historie, tzn. pozwolił nam opowiadać o jego mikropenisie, ale bez zdradzania jego tożsamości).
Kilka dni temu jechałem autem z naszym wspólnym znajomym, którego nie było z nami tamtego dnia. Z daleka zobaczyliśmy, że poboczem idzie Kuba, jakiś taki smutny i zamyślony. Kumpel zwolnił, podjechał do Kuby, opuścił szybę i powiedział "nie smuć się, mały penis to nie koniec świata". Nie wiem czemu mu to przyszło do głowy, po prostu głupio zażartował.

Niestety, Kuba nie uwierzył mi, że nie wygadałem jego sekretu, a nasz znajomy ma po prostu poczucie humoru gimnazjalisty. Obraził się na mnie i przestał odzywać. I tak oto straciłem kumpla i wszyscy mają mnie za paplę, który nie umie dotrzymać tajemnicy.

#txRsa

Właśnie jadę pociągiem do Wrocławia obok niesamowicie miłej starszej pani (ok. 60 lat), która z wielkim zainteresowaniem czyta... ANONIMOWE. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dzieli się ze mną co ciekawszym wyznaniem, śmiejąc się przy tym do łez :) Serdecznie pozdrawiam panią Zosię z Katowic :-)

#dQLZW

Nasza córka nauczyła się masturbować w wieku 6 miesięcy.

Na początku nie wiedzieliśmy co się dzieje: przez parę minut dziwnie się wyginała, a potem na kilka sekund zastygała w bezruchu wstrzymując oddech. Nagraliśmy jedną z takich akcji telefonem i umówiliśmy się córką do neurologa (prywatnie).

Lekarz obejrzał dziecko, obejrzał filmik i powiedział: "Z państwa córką wszystko jest w porządku. Ona tylko tak rozładowuje emocje." Próbowałem się dopytać o co chodzi, ale facet powtarzał tylko "wszystko w porządku, wszystko w porządku" i wizyta się zakończyła. Na początku nie załapałem o co chodzi i poczułem się przez niego bezczelnie olany.

Dopiero kiedy wróciliśmy do domu i już zacząłem szukać innego neurologa, dotarło do mnie co ten pierwszy miał na myśli. No taaaak... Pogóglaliśmy trochę: masturbacja niemowlęca, nic groźnego, przejdzie samo. Skoro nic groźnego i samo przejdzie, to przestaliśmy się przejmować.

Nie przeszło. Teraz córka ma 4 lata, nadal to robi i nie sposób jej oduczyć. U niej jest to zawsze związane z sennością: robi to najczęściej tuż przed zaśnięciem. Mam wrażenie, że nie potrafi zasnąć, dopóki nie dojdzie :-|.

Przy tym zupełnie się z tym nie krępuje, potrafi powiedzieć "idę grzebać w pupie", położyć się na łóżku i przejść do akcji, wszystko przy nas i rodzeństwie. Próbujemy ją zniechęcać, wymyślamy teksty typu "nie grzeb w pupie, bo ci robaczek wejdzie" albo inne tego typu, ale nie pomaga. Nie mówimy jej, że to złe, tylko że to fuj, nieestetyczne, tak jak np. dłubanie w nosie.

Na uświadamianie jej i wyjaśnianie co właściwie robi i dlaczego powinna przestać jest moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie. Cały czas się boję, że odstawi numer i zrobi to gdzieś poza domem, np. w przedszkolu, ale na razie nic takiego się nie zdarzyło.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Kiedy mała wyrosła z łóżeczka niemowlęcego ze szczebelkami, przez pewien czas spała z nami w łóżku małżeńskim. W końcu kupiliśmy jej "normalne" łóżeczko dziecięce i staramy się, żeby spała w nim. Zasypia zawsze we własnym łóżeczku, ale i tak często w nocy przychodzi do nas ("bo ja wolę spać z rodziną"). Nasz nocny rozkład jazdy najczęściej wygląda więc tak: O 23-24 kładziemy się z żoną spać. Potem o 1-2 budzi nas córka wypychając się na środek między nas. Kiedy się już umości, przechodzi do "grzebania w pupie", a ja udaję, że śpię, czekając aż dojdzie i zaśnie, wtedy ja też będę mógł wreszcie zasnąć ponownie.

Czuję się z tym nieco dziwnie.

#1r1CU

Historia miała miejsce, kiedy aparaty cyfrowe zaczęły być dostępne w sklepach, a do gazet były dołączane poradniki "Jak zacząć korzystać z internetu?".

Pewnego pięknego dnia siedziałem sobie w domu, chory, na zwolnieniu lekarskim. Żona była w pracy. Oglądam sobie telewizję i tak naszła mnie myśl, że dawno nie baraszkowaliśmy z żoną z powodu naszej dwuletniej córeczki. Przez tę myśl naszła mnie taka chętka, że myślałem o tym cały czas. Postanowiłem sobie ulżyć.

Przypomniałem sobie, że w aparacie mam nagie zdjęcia żony (zrobiliśmy sobie raz sesyjkę, jak kupiliśmy aparat). Usiadłem przy komputerze i zgrałem wszystkie zdjęcia z aparatu. Znalazłem odpowiednie zdjęcie, rozpiąłem rozporek... I JAZDA!
Tak się skupiłem, że nie usłyszałem jak ktoś wchodzi do domu.

PANIKA!
Próbuję wyłączyć zdjęcie, albo chociaż przełączyć. Jako że komputer nie był demonem szybkości... zawiesił się. No nic, trudno, powiem, że po prostu przeglądam zdjęcia z aparatu. Szybko chowam swojego zaskrońca w spodniach. W panice go przyciąłem zamkiem... w efekcie musiałem rozpiąć rozporek i jeszcze raz upchać to wszystko.
Za późno. Żona stoi w drzwiach. Szok, niedowierzanie, ja panika.
Chwilę sobie stoimy w ciszy i patrzymy na siebie. Cały czas myślę co powiedzieć.
Nagle żona pyta: "Co ty robisz?!". Mój mózg pracuje cały czas na najwyższych obrotach. Pomyślałem "W sumie to robiłem sobie dobrze przy jej zdjęciach, to chyba nic złego, może zrozumie?", a powiedziałem spokojnie "Masturbuję się.". Gdy obróciłem się i spojrzałem na monitor, komputer się odwiesił, a w przeglądarce było zdjęcie naszej córeczki (w aparacie mieliśmy też zdjęcia córeczki, a wszystko zrzuciłem do jednego folderu).

Pomyślicie, przypał? Z żoną przyszła teściowa, bo dowiedziała się, że jestem chory i postanowiła mnie odwiedzić. Wchodzi do pokoju. Szok, niedowierzanie, ja panika x2. Zacząłem się tłumaczyć, że to nie tak, że w panice przełączyłem zdjęcia...
I by to udowodnić, włączyłem z powrotem zdjęcie mojej nagiej żony, jak zgrabnie wypina swoją gołą pupcię.
Teściowa szok, niedowierzanie, teraz żona burak na twarzy.

Teściowa do dziś jest trochę mniej ufna w stosunku do mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie