#cb2EY

Powiem bez ogródek - miesiąc temu zostałam zgwałcona przez kumpla mojego brata.

Nie, nie załamałam się po tym, nie wpadłam w depresję, nie miałam myśli samobójczych. Przyjęłam to na klatę, nikomu nie powiedziałam, nic nie dałam po sobie poznać. Nawet gdy ostatnio mój oprawca pojawił się w moim domu, zachowywałam się jak gdyby nigdy nic. Do czasu, aż do mojego brata przyszli pozostali jego koledzy, a ja ogłosiłam to przy nich.

Jak się to skończyło? Dwa złamane żebra, nos, wybity ząb i połamane dwa palce, lekki wstrząs mózgu oraz dwa tygodnie w szpitalu.

Ani mój brat, ani jego koledzy nie poniosą konsekwencji. X nie wniesie oskarżenia, a ja mam świadomość, że sprawiedliwości stało się zadość.

#ScwOk

Byłem z żoną na wakacjach na Gran Canarii. Wzięliśmy auto z wypożyczalni i pojechaliśmy zwiedzać.

Dojechaliśmy do mniej turystycznych rejonów, bo chcieliśmy zobaczyć jak żyją mieszkańcy wyspy. I tu następuje scena: godzina sjesty, na ulicy małego miasteczka pusto jak 1 stycznia o 8 rano. Tylko żona i ja. Żona zapragnęła skorzystać z porcelany i oddaliła się celem poszukiwań. Ja rozwaliłem się na ławce niczym renault laguna na autostradzie i spoczywam w pokoju. Cisza, spokój, słońce, luz.

Nagle podniósł się gwar. Idzie mały tłumek, osób koło ośmiu, mówią, wszyscy naraz, po polsku. Że to jakaś wiocha, że ludzi brak, że wszędzie zamknięte, że ulice jednokierunkowe i nie ma jak samochodem wyjechać i w ogóle do dupy. Jak na plażę się dostać? Nagle zostałem dostrzeżony, jako jedyna osoba na placu. Na mój widok mózg operacji wskazał mnie palcem i głośno rzekł:
- Spytajcie tego chuja!
- Ale po jakiemu? - odparła niewiasta. - Kto zna angielski? Może coś zrozumie.

No i oni do mnie ponglishem, jak stąd wyjechać na plażę. Ja im englishem z udawanym akcentem espaniol, który pewnie i tak brzmiał bardziej na wuj wie co, odpowiadam, że tu, tu, tu i tam. Oni zadowoleni jak 17-latek po pierwszej kopulacji stwierdzili, że taki wsiór z zapadłej nory, a po angielsku coś wydukał, po czym z uśmiechem wyglądającym na dziękuję usłyszałem "Spierdalaj".

I wtedy wchodzi moja żona. I mówi:
- Kochanie, znalazłam czynną kawiarnię, chodźmy se usiąść.

Wtedy właśnie ośmioro ludzi zmieniło się w karpie... :-)

#zeWLB

Pewnego razu poznałam przez Internet chłopaka. Rozmawiało mi się z nim wyśmienicie. Jednak do końca nie wiedziałam jak wygląda, gdyż w jego galerii znajdowały się może z trzy zdjęcia, w tym dwa grupowe na których został oznaczony i jedno z zamierzchłych czasów, może nawet podstawówki. 

Po kilku dniach postanowiliśmy się spotkać.Umówiłam się z nim w dość trudnym do opisania miejscu- obok świateł przy głównym skrzyżowaniu mojego miasta. Co było wiadome-pierwsze spotkanie, chciałam wyglądać jak najlepiej, a co za tym idzie wychodziłam z domu już 10 minut spóźniona. Gdy wreszcie dotarłam na miejsce zauważyłam osobę w długich, ciemnych włosach, koszuli w kratę że słuchawkami na uszach siedzącą na schodach(przez moje spóźnienie).

Gdy ten "ktoś" odwrócił głowę i mnie zauważył zdałam sobie sprawę, że to osobą z którą byłam umówiona. Byłam w strasznym szoku, gdyż wyobrażałam sobie kogoś zupełnie innego. Na chwilę przestałam trzeźwo myśleć i pierwsze słowa które do niego wypowiedziałam brzmiały "Wyglądasz jak menel". Chłopak, nieco zbity z tropu, chwilę rozważał to co powiedziałam i zaczął się śmiać.
 
I pewnie się ucieszycie, gdyż zakończenie mojej historii brzmi standardowo - dziś jesteśmy razem już 2,5 roku. Mój chłopak jest bardzo przystojnym mężczyzną, z ogromnym dystansem do siebie. Jego głowę zdobią już nie długie włosy, a 37 dredów. Do dziś wypomina mi, że nazwałam go menelem, a mi jest strasznie głupio.

#UleMf

Zainstalowałem mojemu ojcu Linuxa i powiedziałem mu, że to Windows 11. Łyknął to i jakoś daje radę. Przeglądarka Chrome wygląda tak samo. Menadżer plików jest na tyle podobny, że w praktyce nie ma różnicy. Najgorzej jest z nową wersją Worda, czyli LibreOffice, ale wierzę, że sobie poradzi. Zainstalowałem mu też kilka gierek logicznych typu saper i pasjans, więc jest zadowolony.

Miałem już dość usuwania syfu, który sobie ściągał wchodząc na strony "z paniami". Była to najczęstsza przyczyna, dla której musiałem "naprawiać" mu komputer.

Mój ojciec ma 70 lat.

#gvb5V

Od paru lat jestem pracownikiem opieki społecznej. W mojej pracy zarówno ja, jak i moi koledzy spotykamy się z różnymi sytuacjami rodzinnymi. W związku z ostatnimi debatami aborcyjnymi i walką państwa o odpowiednio wysoki przyrost naturalny chciałabym Wam przybliżyć parę z nich. Nie wiem jak Wam, ale mnie dają do myślenia.

#1. Mieszkanie socjalne. Otwiera mi kobieta przed 40. Raz samotna, raz nie samotna, matka 5 dzieci w wieku od 4 do 17 lat. Głównym problemem tej rodziny jest alkoholizm i zaniedbywanie dzieci. Sprawdzam porządek, przyglądam się dzieciom, rozmawiam z nimi i z matką. Jednak gwiazdą tej wizyty jest najstarsza córka - Sylwia. Mama 2 dzieci (1,5-roczne i 2-miesięczne). Sylwia ma się dobrze, cieszy się, że ma córeczkę, bo ubrania dla dziewczynek są takie słodkie. Pytam jej partnera, z czego się utrzymuje. Odpowiada, że pracuje dorywczo, że się żenią i że "jakoś to będzie", bo 500+, bo opieka społeczna itd. Matce Sylwii na hasło 500+ też się oczy zaświeciły, bo w końcu ma 2 tys. więcej do kieszeni. Wyprawi Sylwii wesele, niech się dziewczyna bawi.

# 2. Dom na wsi, a w nim 8-osobowa rodzina. Ciężki przypadek. Ojciec należy do ludzi agresywnych i nie raz trafiał za to na policję. Matka zahukana, ale chętnie dotrzymuje mężowi towarzystwa przy wódce. Dzieci, które z nimi zostały chodzą obdarte i brudne. Na tle innych dzieci wybija się szesnastoletnia Ania. Świetnie się uczy, w gimnazjum dostała stypendium burmistrza. W papierach jest napisane, że Ania uczy się w szkole w innym mieście, dlatego nie mieszka w domu. Po jakimś czasie wraca... z dzieckiem. Syn Ani - Jaś - jest chorowity i ciągle płacze. Ania nie potrafi się nim zająć, ma depresję. W papierach napisane - ojciec nieznany. Wygląda to podejrzanie, bo Ania to dobre dziecko, inne niż wszyscy. Badamy sprawę. Okazuje się, że ojciec Ani jest też ojcem Jasia. Facet trafia do więzienia za gwałt i kazirodztwo, dziewczyna dostaje zapomogę. Jednak nikt nie zwróci jej godności i szansy na lepsze życie, a Jasiowi zdrowia.

# 3. Jak co tydzień odwiedzam Panią Elę. Pani Ela nie wygląda najlepiej, ale uśmiecha się i jest pogodna. Od 20 lat nieprzerwanie zajmuje się chorym synem. Chłopak jest całkowicie sparaliżowany, nie mówi, towarzyszy mu praktycznie nieustanny ból. Ela mieszka razem z nim i córką. Jej mąż odszedł 15 lat temu, bo nie był w stanie zająć się chorym dzieckiem. Pani Ela pozostawiła świetnie rozwijającą się karierę w banku, żeby zająć się chłopcem. Siedzimy sobie przy herbacie, a w tle debata o aborcji. Pani Ela patrzy i ze łzami w oczach mówi, że gdyby mogła, oszczędziłaby swojemu dziecku tego bólu, samotności i wytykania palcami, jaki towarzyszy mu od dnia narodzin. Mówi, że "wszyscy święci" chcą, żeby kobiety rodziły dzieci, ale kiedy urodzi się chore, to nie ma chętnych do pomocy. Poza pożałowaniem, nie dostajesz nic. Nieś ten krzyż sama.

I tak to często wygląda.

#KEBKd

Jak wiadomo, poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia.

Budzę się, sprawdzam fb, widzę nowego posta na grupie klasowej. Okej, sprawdzam. Okazuje się, że odwołali trzy pierwsze lekcje. Jaka ulga, mogę spać dalej, do szkoły dopiero na 10:20...

Budzę się o 10...

...i tutaj plot twist, okazuje się, że to był sen i jednak nikt nie odwołał pierwszych lekcji.

Mama się uśmiała, koledzy z klasy później też.

Pozostaje mi tylko pozdrowić wszystkich śpiochów i niech żyją realistyczne sny :D

#TpMTp

Historia będzie krótka, zwięzła i na temat. Nie ma sensu, żebym się jakoś rozpisywała, po prostu wyobraźcie sobie sytuację.

Siedzicie w kościele (na wsi), nadchodzi czas przystąpienia do komunii świętej, ludzie jeszcze nie zdążyli wyjść z ławek, kiedy świnia wbiega do kościoła prosto przed ołtarz. Prawdziwa chrześcijanka!

#pRHPm

To wyznanie będzie dla wielu raczej mało istotne ale mnie to poruszyło.


Z Powodu pandemii moje praktyki w hotelu zostały przeniesione na wakacje. Odbywać je miałam w jednej z ogólnoświatowych marek.


Z powodu wcześniejszego kryzysu w tej branży wiele osób się przebranżowiło przez co pracowników było niewielu. Praktycznie 2\3 osób to byli praktykanci że szkół.


Nic więc dziwnego w tym że rzeczy które się robi nie do końca zgadzają się z tym co powinno być. Tak też było że mną ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało.


Jednak jednego dnia dobiegła mnie dyskusja jak szefowa kuchni skarży się szefowej z restauracji że praktykantka postawiła się i nie chce zmywać "bo robi to już 11 dni" na co padła odpowiedź "no ale przecież musi, nie ma wyboru".


Sprawa faktycznie jest błaha ale z tego co mi wiadomo to do końca praktyk już tylko zmywała naczynia. A z tego co wiem uczy się na kucharkę.


Jak pomyślałam o tym że wkrótce będzie pisać egzamin zawodowy m.in. z tego czego się tam nauczyła a jedyne co jej pozwolili robić to zmywać cały dzień (250 śniadań dziennie nawet było więc dosyć spory ruch, a tylko ona myła naczynia) to mi jakoś przykro się robi.


Oczywiście zdaje sobie sprawę że przedmiotowe traktowanie praktykantów i wykorzystywanie ich (nie opisałam tego tutaj ale takie sytuację miały miejsce. Głównie chodzi o to gdy pracownicy są zwalniani wcześniej bo płacą im za godziny a praktykanci zostają robić co w teorii jest zgodne z prawem bo musimy przepracować daną liczbę godzin) dzieją się wszędzie. Jednak z drugiej strony szkoda mi ludzi, którzy przyszli się czegoś nauczyć a zaganiani są np jak tu do sprzątania.
Dodaj anonimowe wyznanie