#4UHUM

Święta Bożego Narodzenia kilka lat temu, ale teraz mi się przypomniało.

Wraz z mamą, siostrą i jej chłopakiem pojechaliśmy do dziadków w odwiedziny. No i jak to bywa, ciasta pojedliśmy, ryby pojedliśmy, opłatkiem się podzieliliśmy, to dziadek pac - wódeczka na stół. No i wszyscy sobie gadamy, pomału pijemy (tu zaznaczę, że mam skończone 19 lat), ale babcia jak to babcia, co dwie minuty z tekstem "córciu, weź sobie jeszcze tego ciasta… albo rybę zjedz, bo się zmarnuje". A po chwili znowu mówi: "Mateusz, tej rolady ci nałożę, bo kto to będzie jadł… albo rybę zjedz, bo się zmarnuje!". I tak babcia co chwilę do każdego z takim tekstem. Ja już byłem po paru kieliszkach, a babcia zirytowana, że pełno jedzenia na stole, nikt nic nie je, bo my już nażarci…

W końcu wzięła mój talerz, nałożyła mi jakiejś rolady czy ryby, podstawiła pod nos i srogim głosem, jakby do dziecka, powiedziała: "Jak tego mięsa nie zjesz, to więcej wódki nie dostaniesz!" :D

#HGQej

W moim domu rodzinnym nie jadało się warzyw. Rodzice ich nie lubili. Tolerowali tylko ziemniaki, buraki ze słoika i od czasu do czasu marchewkę z rosołu. Przekonana o tym, że warzywa są niedobre (w końcu rodzice ich nie lubią) unikałam warzyw jak ognia. Z owocami było to samo, a jak już, to pojawiały się w plackach. Moja dieta do 19 roku życia opierała się głównie na nabiale, tłuszczu, mięsie i węglowodanach. Nic więc dziwnego, że miałam dosyć duża nadwagę, pomimo tego, że sporo się ruszałam. Znałam mniej więcej zasady prawidłowego odżywiania, bo wielokrotnie omawiano je w szkole ale to i tak nie zmieniło mojego nastawienia.

Gdy wyjechałam na studia, zaczęłam więcej wychodzić do ludzi, czy do restauracji i zorientowałam się, że warzywa są ok. Pamiętam jak pierwszy raz spróbowałam u koleżanki zupy kalafiorowej. Żeby nie było jej przykro, wzięłam małą łyżkę do buzi, modląc się żebym dała radę to zjeść i pojawiło się wielkie zaskoczenie. Bardzo mi to smakowało. Poszłam za ciosem i starałam się wprowadzać więcej warzyw i owoców do diety. Musiałam sporo się naczytać jak je przygotowywać, wybierać w sklepie i jak obrabiać żeby były smaczne. Bardzo powoli uczyłam się ich smaków i nigdy się nie zawiodłam. Są warzywa, które lubię mniej, wiadomo, ale nie rozumiem jak rodzice mogli je wykluczyć z jadłospisu całkowicie.

Po roku takiego odżywiania ważyłam 10 kg mniej, miałam lepsze samopoczucie, ładniejszą cerę i mniej chorowałam.

Gdy jechałam do rodziców w odwiedziny, to robiłam jakieś surówki na miejscu albo brałam jakiś warzywny posiłek żeby ich poczęstować. Liczyłam, że może oni też odkryją to, że warzywa i owoce są smaczne, ale bardzo się myliłam. W ogóle nie chcieli ich próbować, od razu mówili, że na pewno są obrzydliwe i mam dać im spokój. Po jakimś czasie zrezygnowałam, choć mam wyrzuty sumienia, bo obydwoje są chorobliwie otyli i już pojawiają się tego konsekwencje. Wiem, że nie uratuje nikogo na siłę, ale aż przykro patrzeć jak nawzajem siebie niszczą przez swoje głupie przekonania.

#6vsvY

Wyszedłem dzisiaj z dziećmi (1 i 3 lata) wyrzucić śmieci. Pracuję, więc rzadko bywam z dziećmi sam na sam poza domem, ale wiem co i jak (żeby nie było ;)).

Najpierw szukanie butów: 10 minut (jeden był w jednym pokoju pod szafą, drugi między zabawkami w drugim), potem zbieranie worków (te lżejsze i mniejsze dla pociech). Już miałem wyjść, ale młodsze dziecko trzeba było przekonać, że balon to nie najlepsze towarzystwo na schodach.
Potem schody. Powolutku w dół. Drzwi otworzyć i opanować, żeby nie przebiegły przez drogę (a trzeba przejść, bo śmietnik po drugiej stronie). Otwarcie śmietnika, wyrzucenie śmieci (oczywiście trzeba podnieść dzieci pojedynczo, żeby same wyrzuciły). No i droga powrotna.
Po powrocie obowiązkowe mycie rąk i rozebranie butów (nie bez krzyków, bo jak to tak bez butów?).
Całe przedsięwzięcie: 20 minut. Stwierdziłem do żony (która akurat czymś innym się zajmowała i mi nie towarzyszyła):

- Wyjście ze śmieciami jest jak zdobycie Mt Everest.
A ona:
- Ciesz się, że nie byłeś z nimi w piaskownicy.

Racja.

#eLNwr

W przedszkolu miałem przyjaciółkę - nazwijmy ja Hermenegilda. Była mi bardzo bliska, no wielka miłość aż po grób.

Pewnego dnia, kiedy bawiliśmy się na dworze, powiedziała, że chciałaby zobaczyć, jak chłopcy robią siusiu.

Jako dobry przyjaciel oczywiście zademonstrowałem pod drzewkiem - Hermenegilda była zachwycona, po wiadomej czynności zaczęła oglądać mój sprzęt, bawiła się nim, głaskała...
Następnie dumnie zademonstrowała, jak to robią dziewczynki, oczywiście ja zaciekawiony również przystąpiłem do oględzin.

Tak, w wieku czterech lat dziewczyna robiła mi dobrze, a ja robiłem dobrze jej.
Nie, nie jesteśmy razem - mamy swoje drugie połówki, są one rodzeństwem. :D

#3qS7h

Wiecie, co jest niesprawiedliwe? Że poświęcam na naukę dużo więcej czasu niż jakikolwiek inny student, którego znam, a i tak finalnie kończę z gorszymi wynikami niż inni. Siedzę nad materiałami od rana do wieczora. W czasie roku akademickiego jeszcze dodatkowo pracuję, ale każdą „wolną” chwilę wykorzystuję na naukę. Zaniedbuję przez to moje zdrowie psychiczne i fizyczne. Nie mam żadnych pasji ani zainteresowań poza nauką. Uczę się w weekendy, święta, nawet wakacji nie mam, bo mimo wszystko zdarzają mi się poprawki we wrześniu. No cóż, nie posiadam wrodzonej umiejętności szybkiego przyswajania wiedzy, tylko potrzebuję na to zdecydowanie więcej czasu niż inni. Przez naukę nie mam życia, bo właśnie z ostatnich czterech lat pamiętam tylko podręczniki. Oczywiście, to jest w zupełności mój wybór, żeby ukończyć studia, bo dla rodziny mogłabym pracować na kasie w sklepie. Zrobiłabym chętnie doktorat, ale na marzeniach pewnie się skończy, bo nie mam żadnych publikacji ani ocen, które gwarantowałby mi miejsce w szkole doktorskiej...

Ale nie myślcie sobie, że ten czas, jaki poświęcam na naukę, świadczy o tym, że będziecie mieli w społeczeństwie kolejną lekarkę, prawniczkę czy inżyniera, tylko nauczycielkę, której obecnie oferowana jest niewiele ponad najniższa krajowa. Wybrałam tę ścieżkę, bo w tamtym momencie nie miałam na siebie innego pomysłu. Nie kierowałam się wizją długich wakacji itd., bo ja nienawidzę nicnierobienia i muszę coś robić, a bardziej chęcią pogłębiania wiedzy i jej przekazywania... Ale na tym na pewno już nie polega praca nauczyciela w dzisiejszym świecie.

To jest naprawdę głupie, że w wieku 16 lat (albo nawet mniej), wybierając przedmioty szkolne w liceum, obieramy sobie ścieżkę na całe życie... Żałuję, że ktoś we mnie nie uwierzył i nie pokazał mi innej ścieżki niż human.

#rbLPC

Mam czasem myśli, przez które czuję się jak zły i podły człowiek.

Moi dziadkowie mają psa, kundelka. Jest już stary, ma około 10 lat, jest spasiony i ma problemy ze zdrowiem, głównie z płucami. W tym momencie nie może nawet biegać, bo zaraz staje zmęczony.

Niedawno podczas odwiedzin odkryłem, że część jego paznokci jest tak długa, że wbija się mu w łapę, a spora część futra to jeden wielki ubity filc. Zwróciłem uwagę o tym dziadkom, podziękowali za uwagę i powiedzieli, że wezmą go do weterynarza.

Wciąż myślę, czy nie powinienem zgłosić tego gdzieś indziej, do fundacji na przykład. Szkoda mi psa, bo widać, że się tylko męczy. Z drugiej strony nie wiem, czy byłbym w stanie to zrobić rodzinie.
Wybory moralne nigdy nie były moją specjalnością.

#sDZ7J

Nie jest to wyznanie, a bardziej prośba.
Ostatnio wracałam z koleżanką autem, niby spokojny dzień, nic się nie działo, jednak zwróciłyśmy uwagę na auto przed nami. Jechałyśmy za nim już jakiś czas, jechał szybko, nie za bardzo w linii, ale rozmawiał przez telefon, więc myślałam, że skończy i wszystko będzie okej. Jednak było coraz gorzej, mężczyzna rzucał się na fotelu kierowcy i to dość bardzo. Uznałyśmy, że to akurat już niezbyt normalne, patrząc na całość, i zadzwoniłyśmy na policję. Za kawałek go złapali i sprawdzili, nie wiem, ile miał dokładnie, nie pytałyśmy, ale autem już dalej nie pojechał.
Nie mogę sobie wyobrazić, co by było, gdybyśmy nie zareagowały albo by dojechał lub zrobił komuś krzywdę. Błagam was, jeśli widzicie coś podejrzanego, reagujcie, może ocalicie czyjeś życie bądź zdrowie.

#RaWEb

Mieliśmy kolegę... Zakończył swój żywot przez Tinderówke, która oskarżyła go o g... Sąd uniewinnił naszego kolegę, jednak spędził on w areszcie 2 miesiące. Wyszedł inny z tamtego miejsca.... zmienił się, z nikim nie rozmawiał... Teraz go nie ma, rodzice stracili dziecko, my kumpla.... A lampucera nie poniosła żadnych konsekwencji za fałszywe oskarżenie.

Unikajcie takich portali jak Tinder....

#xPKlE

Kiedyś oglądałam „W11” i był odcinek o tym, że kobieta wyrzuciła noworodka na śmietnik, a oni go znaleźli i uratowali. Mój mały mózg też chciał znaleźć takiego noworodka, żeby mieć rodzeństwo, więc wpadł na pomysł chodzenia po śmietnikach i szukania. Jak pomyślał, tak zrobił. Rodzeństwa niestety nie znalazłam.
Dodaj anonimowe wyznanie