#Lp209
Jakiś czas później zdechł mój chomik, a ja chciałam zrobić mu zrobić pożegnanie godne przyjaciela. Więc mama dała mi pojemnik po lodach i pozwoliła go pochować. Ale ja byłam „sprytniejsza” i wiedziałam, jak ma to wyglądać, więc po kryjomu schowałam pojemnik z chomikiem do lodówki. Niestety incydent bardzo szybko wyszedł na jaw i mama nakrzyczała na mnie i próbowała wytłumaczyć, że tak nie wolno i że mam iść do taty na dwór i chomika zakopać.
Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale pomimo wszystko chciałam schować chomika do lodówki. I schowałam – w innym pojemniku, nakrywając go mrożonym koprem.
Na następny dzień przyjechali na obiad dziadkowie, mama zawsze ziemniaki sypała koperkiem, więc kiedy wszyscy siedzieli już przy stole, mama zaczęła posypywać ziemniaki nałożone już na talerz koprem...
Do dziś nie zapomniałam miny i krzyków wszystkich przy stole, kiedy mama z pudełka wyciągnęła chomika... Obiadu nie było, ja dostałam manto, a chomik skończył w ogródku.
Rozbawiło mnie to schowanie chomika drugi raz tylko tym razem po kryjomu :))
Ale zastanawiam się, czemu mama Ci nie wytłumaczyła, że do lodówki się ciało chowa tylko po to, żeby przetrwało do pogrzebu, a jak nie trzeba czekać do pogrzebu to nie ma to sensu. Za drugim razem też bym po prostu dopilnowała, że chomik zostanie zakopany.
Dosyć zabawna historia i smutna. Przykro mi, że dostałaś manto czyli użyli przemocy fizycznej, przykre jak rodzice sobie z emocjami czasem nie radzą.
Mama wyciągnęła pojemnik po lodach z mrożonym koprem i ceremonialnie przy wszystkich gościach kruszyła ziele przy stole.