#oOYOT
Problem rozwiązany, zdradziła mnie z kolegą.
#CkD5i
Do tej pory zastanawiam się, co mi strzeliło do głowy...
Otóż znalazłam jakiś worek foliowy i napakowałam do niego zabawek. Pamiętam do dziś te plastikowe lalki piszczące i inny badziew! Wtf?! Miałam taką w domu i to niepomazaną długopisem! Worek za okno, po worku moja kolej. Daleko nie uciekłam. Tylko na przedszkolny plac zabaw. Stałam, jak ta sierota i darłam japę: „Mama! Mama!”. No na pewno mnie słyszała! To tak blisko domu przecież! W planach było późniejsze oddalenie się przez dziurę w ogrodzeniu... udaremnione przez wychowawczynię ze starszej grupy. Dostałam klapa w zadek i zaciągnięto mnie do przedszkola. Nikt się nie zorientował, że jedno dziecko im zwiało! Ale dolne okna już zawsze były zamknięte...
PS Mój syn, lat 3, i jego pierwsze dni w przedszkolu. Czym się wsławił? Próbą ucieczki. Łapałam go ja plus trzy babeczki z personelu przedszkolnego. Tylko nie miał worka z zabawkami! ;)
#LgZsg
Co denerwuje mnie najbardziej? Za każdym razem, kiedy jest z nim (widują się głównie w weekendy lub czasem w tygodniu, bo ona studiuje w większym mieście), blokuje mnie na FB oraz mój numer! Po prostu nie chce, abym pisała do niej cokolwiek lub dzwoniła, kiedy są razem. Rozumiem, że nie chce go wkurzać, ale... gdybym potrzebowała jej pomocy? Gdyby coś mi się stało? Albo gdybym zwyczajnie miała chęć na rozmowę z przyjaciółką? Zazwyczaj cały weekend jestem zablokowana, a w poniedziałek rano wita mnie wiadomością: „Hej co tam?”.
Czy to normalne, że mnie to wkurza i myślę, czy by nie zakończyć tę znajomość?
#lrDT4
Przez moją rodzinę nie potrafię cieszyć się tym związkiem. Potrafią powiedzieć mi wprost, że to tylko taki chłopak na chwilę i krótkie zauroczenie. Często słyszę teksty typu: „ciekawe ile jeszcze z tobą wytrzyma?”, „co on w tobie widzi?”. Nigdy się nie akceptowałam. Byłam zdziwiona, że się mną zainteresował. Przez pewien czas myślałam nawet, że to żarty. Może się z kimś założył... Nie lubię swojego ciała, ale gdy widzę się z nim, potrafi sprawić, że zaczynam być pewniejsza siebie. Jednak gdy wracam do domu, to mija. Zaczynam czuć, że nie jestem odpowiednią osobą dla niego. Że się ze mną męczy i na pewno prędzej czy później skończy to, co jest między nami.
Jest tylko jedna osoba, która naprawdę się z tego cieszy – moja kuzynka. Uważa, że to wspaniale i jest w tym ze mną. Chłopak też wie, co się dzieje u mnie w domu. Często mówi, że mam się tym nie martwić. Że my wiemy, jak jest między nami i to jest ważne. Czasami wspomina, że musi mnie jak najszybciej stamtąd zabrać, ale ja się boję. Nie znamy się aż tak długo. A jak nie wyjdzie, to rodzina nie da mi spokoju... Będą wypominać, że mieli rację. Razem moglibyśmy się utrzymać, ale jak się rozejdziemy, to nie będę miała wyboru i będę musiała wrócić do domu.
Zaczynam myśleć, że oni nie chcą, abym była szczęśliwa. Przez całe życie byłam dla nich. Tylko rzadkie wyjścia z koleżankami. Teraz chcę spędzać jak najwięcej czasu z chłopakiem. A im się to chyba nie podoba.
I zaczynam się zastanawiać, czy może oni nie mają racji? Może faktycznie to ja się mylę?
Chłopak mówi, że jestem za bardzo od nich zależna. Że za duży mają na mnie wpływ. A rodzice mówią, że to on mnie zmienia i chce zabrać dla siebie. Nie wiem, co myśleć.
#gmuc8
Pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szok, zawsze robiliśmy to z gumką i bardzo uważnie, bo ciąża byłaby dla mnie jak istny koniec świata. Powiedziałam mu o ciąży. Tak szczęśliwego nigdy go nie widziałam. Zanim zdążyłam się odezwać, że ja tego nie chcę, zaczął snuć plany, jak to będzie wspaniale, zaraz weźmiemy ślub i już zawsze będziemy razem we trójkę. W tamtej chwili byłam przerażona. Myślałam, że to sen, to nie mogło się dziać naprawdę. Tym razem w końcu ja wpadłam w histerię. Wyraziłam się bardzo dosadnie, że ja wcale tego nie chcę i chcę się rozstać już od jakiegoś czasu. K zachowywał się, jakby w ogóle nie rozumiał, co mówię, próbował mnie obejmować i mówił, że teraz ze względu na dziecko musimy być razem. Kolejne kilka dni spędziłam, rycząc w łóżku, za to K chodził wielce uradowany i cały czas „pocieszał mnie” swoimi nowymi pomysłami na nasze wspólne życie w przyszłości. Czułam się, jakby właśnie ktoś próbował na zawsze zamknąć mnie w klatce. Powiedziałam mu bardzo dosadnie, że to naprawdę koniec, żadna ciąża mnie nie obchodzi i nie chcę być z nim ani sekundy dłużej. Chciałam wstać i wyjść z domu, a wtedy jemu odbiło. Zaczął płakać, krzyczeć, szarpać mnie. Padły słowa, że jak odejdę, to on się zabije, bo tak bardzo mnie kocha. Dodał, że celowo przebijał gumki od jakiegoś czasu, z miłości, żeby czymś na stałe nas połączyć. Myślałam, że śnię. Naprawdę się go bałam.
Uciekłam do siostry na drugi koniec Polski. Tam już zostałam. Ciążę usunęłam. A K nękał mnie i moją rodzinę jeszcze przez kolejny rok. Odpuścił, gdy zagroziłam mu policją.
#NXf5z
Nauczyciel zgłosił mnie do gminnego konkursu warcabowego, bo dość dobrze szło mi w tej grze. Zawody odbywały się w naszej szkole. Zagrałam już dwie partie, które wygrałam, więc nastał czas na trzecią. Wraz z moim przyszłym konkurentem szukałam wolnego stołu z planszą. Wszystkie były zajęte, nagle patrzę, jeden się zwolnił! No to podeszłam do niego, ale na stole była jeszcze nieskończona gra. Zastanawiałam się, co to znaczy, ale mój mały móżdżek pomyślał, że pewnie ktoś zrezygnował, zanim przegrał. Strąciłam wszystkie pionki i ułożyłam grę na nowo. Zagrałam z przeciwnikiem, potem zaczęłam z następnym, gdy do sali weszła jakaś dziewczynka z nauczycielem i pytaniem, co się stało z tamtą niedokończoną grą. Okazało się, że po prostu źle się poczuła i wyszła na chwilę do łazienki, ale wróciła po chwili, by dokończyć prawie już wygraną partię.
Siedziałam cichutko, do niczego się nie przyznając, tak mi było wstyd swojej głupoty. Tamtej dziewczynce nie przyznano punktów za wygraną partię, a ja dzięki temu zajęłam drugie miejsce w konkursie.
Pięć lat później znalazłyśmy się w jednej klasie w liceum, ale na szczęście nie poznała mnie.
#359ek
Tak spędziłam dzieciństwo, razem z setkami innych dzieciaków z pokolenia betonowych lasów.
W moim domu zawsze były bardzo niezdrowe relacje z jedzeniem. Każda odmowa była traktowana jako kaprys, wymysły, naśladowanie nowoczesnych amerykańskich rodzin. Szkodliwe i niebezpieczne.
W domu zawsze były tradycje. Na święta piekło się ciasta, robiło sałatki, mięsa, których potem nikt nie jadł. Na niedzielę dwudaniowy obiad, ciasto i kawka.
Mama i ciotka zawsze miały nadwagę. Pracowały nad tym skutecznie przez całe lata, spędzając wieczory przed telewizorem. Ja od małego byłam niejadkiem. Śniadanie było dla mnie wręcz abstrakcją, wojna o kromeczkę trwała zawsze ze dwie godziny. Mama i babcia załamywały ręce. „Wodę będziesz piła? Dolej sobie soku z malin albo herbatki ci zrobię. A soczku może chcesz?”, „Ciocia tyle się przy pieczeniu wystała, a ty nawet kawałka nie zjesz?” itp., itd.
I tak mieszkając w domu, ważyłam ok. 65 kg przy 170 cm. Niby okej, ale raczej byłam „okrągła” niż szczupła, zwłaszcza brzuch wiecznie mi wystawał.
Myślę, że takich ludzi jak moja rodzina jest dużo. Ich dzieci powielają wyniesione z domu wzorce i nie do pomyślenia jest, by robić coś inaczej. I stąd ta cała epidemia otyłości. Ciekawe zjawisko obserwuje się też w USA. Im biedniejsze społeczeństwo, tym więcej jest w nim ludzi z otyłością. Wynika to po części z niewiedzy, po części z wygody, no i fast food jest bardzo tani. Paradoksalnie ludzie majętni częściej o siebie dbają.
Dziś mieszkam daleko od mamy i ważę 57 kg. Jestem zdrowa i sprawna. Mama i ciotka mają cukrzycę, problemy z nadciśnieniem. No ale ciasto na niedzielę musi być!
#herln
Córka była obok, też piła.