#4pZQH

Około 6 lat temu, jako uczeń zawodówki o profilu gastronomicznym, miałem praktyki na kuchni w jednym z ośrodków. Pewnego dnia miałem pozornie proste zadanie: wydać obiadokolację dla około 40 osób. Na tę obiadokolację było przygotowane spaghetti bolognese.
Na kuchni zostałem ja i pomoc kuchenna, gdyż kucharze, po moim zapewnieniu, że dam sobie radę, poszli szybciej do domu.
Kolacja prawie w całości wydana, gdy nagle z okienka kelnerka pyta się mnie, gdzie jest kolacja dla dwóch wegetarianek. Jako iż nie miałem wtedy smartfona z internetem, na którym to szybko sprawdziłbym, co wegetariańskiego i dobrego można przygotować na szybko na kolację, wpadłem na wspaniały pomysł. Otóż po prostu przecedziłem cały sos przez bardzo drobne sitko, tak żeby nie było tam ani kawałka mięsa, doprawiłem pieprzem i solą i podałem z makaronem jako „makaron z sosem pomidorowym”. W duchu modliłem się, żeby owe panie nie odgadły, że coś jest nie tak. 
Po jakimś czasie otwiera się okienko, kelnerka na mnie patrzy i mówi: „Panie wegetarianki kazały pochwalić kucharza, bo zrobił bardzo dobry sos”.
HansVanDanz Odpowiedz

Na ogół zostawia się praktykanta samego,w pracy, który de facto nie jest na etacie, a stali pracownicy wychodzą do domu tak jak im pasuje, żeby wyjść przed czasem.
Smak mięsa i tłuszcz zwierzęcy też odcedziłeś?

Dragomir Odpowiedz

Biologia, natura zawsze wygra z ideologią.

wyzwolonaa Odpowiedz

To straszne, mam nadzieję że ci pracownicy ponieśli konsekwencje. Żeby zostawić praktykanta samego i olać klientów. Przecież te babki mogły nie jeść mięsa z przyczyn zdrowotnych

Dodaj anonimowe wyznanie