#44mbE

Moja historia wydarzyła się, kiedy miałam około 6 lat. Mieszkałam wtedy z kuzynką, którą traktuję jak siostrę.

Któregoś razu złapałyśmy muchę i postanowiłyśmy uczynić ją naszym zwierzątkiem, nadałyśmy jej nawet imię. Włożyłyśmy ją do słoika z papierem i traktowałyśmy jak domowego zwierzaka. Po kilku godzinach stwierdziłyśmy, że nasza mucha na pewno jest głodna. Po chwili namysłu moja kochana kuzynka powiedziała, że owad ten lubi po prostu gówno. Niewiele myśląc poszłyśmy do toalety. Ja wymuszałam zrobienie kupy, a kuzynka trzymała rękę z papierem toaletowy pod moją pupą, aby łatwiej było włożyć zawartość do słoika.

Posrany pomysł... Nie mam pojęcia jak na to wpadłyśmy, opowieścią nie dzielimy się ze znajomymi, ale między sobą nadal się z tego śmiejemy ;)

#QR0nu

Jakiś czas temu w moim życiu miał miejsce onkologiczny incydent. Przyjechałam do wrocławskiego szpitala pociągiem, potem tramwajem, zostało mi przejść tylko przez ulicę i byłabym u celu. Pojawił się jednak problem.

Stanęłam przed pasami – a samochody jechały, jechałyyyy, jechałyyyyyy… Patrzyłam bezradnie i nie mogłam znaleźć dogodnej sytuacji, aby w końcu wejść na ulicę. Zaczęło mi się robić gorąco… Nagle poczułam, jak ktoś mnie chwyta pod ramię i mówi: 
- Tu trzeba szybko i zdecydowanie, bo i tak nikt się nie zatrzyma. 

Otóż przez pasy przeprowadziła mnie DZIARSKA STARUSZKA rodem z Wrocławia. Ślicznie się uśmiechnęła i zapytała retorycznie:
- Pani przyjezdna? 
- Tak – wykrztusiłam i podziękowałam. Super Babcię pamiętam do dziś.

#JPBwo

O tym, jak pozory mogą mylić.
Tego dnia czułam się potwornie źle. Ból brzucha był nie do zniesienia. Jak na złość byłam sama w domu, a żaden znajomy nie odbierał telefonu, więc postanowiłam sama udać się na SOR. Ledwie dotarłam na przystanek, a ból nasilił się tak bardzo, że uznałam, że nie jestem w stanie sama kontynuować tej podróży i zwróciłam się do dziewczyny siedzącej obok czy może mi pomoc dostać się do szpitala (w tej historii ważne jest to że owa dziewczyna była bardzo ładna i w dodatku wystrojona jak milion złotych, widać było, że idzie na jakąś randkę). Bez wahania powiedziała, że nie ma najmniejszego problemu i zadzwoniła do chłopaka, że następuje zmiana planów. Później pomogła mi dojechać na SOR i została do momentu, kiedy mnie przyjęto. W międzyczasie pojawił się jej chłopak. Mieszanka Brada Pitta i Leonardo DiCaprio. Krzyczał na dziewczynę, że ma już tego dość i ma przestać zgrywać Matkę Teresę z Kalkuty, bo przepadła im rezerwacja w drogiej restauracji. Dziewczyna uderzyła go w twarz i oznajmiła, że to koniec, nie ma zamiaru być z samolubnym bucem.

PS. Zostałam w szpitalu na kilka dni.
PS2. Nie mam kontaktu z tą dziewczyną, więc jeśli to czytasz, to dziękuję ci serdecznie za pomoc!

#hTjfm

Opowiem wam o pewnym mokrym pocałunku. Zdarzyło się to w dzień imprezy integracyjnej w pracy. Ja i pewien chłopak z owego miejsca pracy wpadliśmy sobie w oko, ciepłe uśmiechy, ukradkowe spojrzenia trwały od jakichś dwóch miesięcy. Czułam, że coś jest na rzeczy, ale nie było okazji spotkać się poza pracą. Tego dnia było inaczej, posiadówka trwała w najlepsze, alkohol już zaczynał szumieć w głowie, jak to zwykle bywa, człowiek staje się trochę śmielszy. W głowie powstał plan jak wreszcie zagadać, a mianowicie pod pretekstem bólu brzucha spytałam towarzystwo, czy ktoś mógłby zamówić mi taksówkę. Kolega jako jedyny niepijący (kierowca) zaproponował mi podwózkę.

Wszystko szło po mojej myśli, ale niestety byłam troszkę wstawiona... Jedyna taka okazja, sam na sam, a ja przecież wstawiona... Pijany umysł podpowiedział mi, że przecież jest na to sposób - pić dużo wody, podobno człowiek szybciej trzeźwieje. Wychodząc z pracy zabrałam ze sobą butelkę wody 1,5 l.

Jesteśmy w aucie, cud, miód, gadka się klei, piję wodę cały czas, co chwilę, i modlę się, żeby już wytrzeźwieć, żeby nie palnąć głupoty. Podjeżdżamy pod dom. Ja wypiłam już z litr tej wody, nie wiem, czy faktycznie coś to daje, ale poczułam się lepiej. Zatrzymaliśmy się, już chciałam iść, bo czułam ciśnienie na pęcherz, ale złapał mnie za rękę i zaczął mówić, że od dawna coś do mnie czuje. Myślę - nie, w takim momencie nie mogę wysiąść, a ciśnienie na pęcherz rosło coraz bardziej. Czułam, że zaraz po prostu się posiusiam. Nie wytrzymałam, wysiadłam, on za mną, spytał, czy może mnie odprowadzić chociaż pod drzwi. Mówię, że pewnie, zaciskając nogi i idąc powoli. Stoimy pod drzwiami, ja nerwowo ściskam klucze, modlę się w duchu, żeby już poszedł. Niestety stety miał inny zamiar - pocałował mnie.
Nie wiem, czy w przypływie emocji czy z braku stalowego pęcherza, ale posiusiałam się podczas pocałunku. Mój adorator nie zauważył, szybko powiedziałam dobranoc i schowałam swoje zażenowanie za drzwiami.

PS Do tej pory jesteśmy razem, ukochany nie wie, że dałam plamę...

#u45Hu

Zawsze miałam bardzo dobre relacje z moją mamą. Kochała mnie, dbała, mogłam z nią porozmawiać o problemach i rozterkach. Bawiła się ze mną, uczyła czytać i pisać jeszcze zanim poszłam do szkoły (sama chciałam), woziła na lekcje fortepianu do sąsiedniego miasta, pomagała spełniać wszystkie pragnienia i marzenia, jednocześnie mnie nie rozpieszczając. Taka mama idealna. Jedynym zgrzytem w naszej relacji była religia. Mama była mocno wierząca, w każdą niedzielę chodziłyśmy do kościoła, modliłyśmy się rano i wieczorem, czytałyśmy razem Biblię i dużo rozmawiałyśmy o Bogu. Mimo to w pewnym wieku postanowiłam iść swoją drogą i wybrałam ateizm. Mama bardzo ciężko to przeżyła, widziała w tym swoją osobistą porażkę, dużo wtedy płakała, modliła się, pościła w mojej intencji. Ale nigdy do niczego mnie nie zmuszała.
I wszystko było wspaniale, jakoś przez to wspólnie przebrnęłyśmy, wzmocniłyśmy więzi i zaakceptowałyśmy różnice i odmienne poglądy. Starałam się omijać tematy wiary w rozmowach z mamą. Aż kilka miesięcy temu przeczytałam książkę "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie" i podsunęłam ją mamie. Jeśli ktoś nie wie o czym ona jest, to jest to dokument o sierocińcu prowadzonym przez siostry, które znęcały się psychicznie i fizycznie nad podopiecznymi. Dochodziło tam do gwałtów i ciężkich pobić.

Gdy moja mama przeczytała tę książkę, stwierdziła, że... ona nigdy nie powinna zostać napisana. Że takie rzeczy nie powinny wychodzić na światło dzienne. Że to tylko niszczy dobre imię kościoła, a nie zmieni tego, co się stało. Że ludzie popełniają błędy i że to Bóg ich osądzi. Opowiedziała mi historie ze swojego dzieciństwa, gdy ksiądz, który jej udzielał komunii, molestował małe dziewczynki, w tym ją, ale nigdy nikomu nie powiedziały i jakoś z tym żyją. Że księża to też tylko ludzie i grzeszą. I więcej tego typu gówna.

Płakałam całą noc po tej rozmowie. I już nie potrafię patrzeć tak samo na moją mamę. Jest dla mnie na równi z tymi wszystkimi gwałcicielami, chcąc ich chronić. Jednocześnie zawsze była dla mnie najukochańszą i najwspanialszą na świecie mamą. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Kocham ją i czuję wstręt jednocześnie. Czy tak samo by myślała, gdyby to mnie molestował ksiądz? Tak bardzo mnie to boli. Nie wiem co mam myśleć, co robić, jak mam dalej żyć. Nie chcę stracić mamy, jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Ale nie potrafię zaakceptować jej poglądów.

#LoaNd

Dzisiaj, po zakończeniu lekcji matematyki z naszą wychowawczynią, nagle wszyscy uczniowie z klasy wstali i zaczęli śpiewać "100 lat", a nauczycielka wyciągnęła spod biurka mały tort.

Zaskoczony i wzruszony, że pamiętali o moim urodzinach, wstałem. Okazało się, że to wszystko nie było dla mnie, tylko dla kolegi z sąsiedniej ławki, który też miał dziś urodziny...

#Hj24X

Polowa lat 90. Ja, uczeń podstawówki, wracałem po szkole do domu. Przez cały dzień myślałem o kasecie VHS, na którą nagrałem kawałek filmu porno z kablówki, z jakiejś niemieckiej stacji ZDF czy Kabel1. Oczywiście chciałem to oglądać w wiadomym celu. Rodziców nie ma w domu, siostra miała na 10 do szkoły, więc spokojnie mam z 1,5 godziny. Drzwi bez "naciskanej klamki" na zewnątrz, szybko otworzyłem, plecak w kąt. Kaseta do video i jadę.

Po dwóch minutach otwierają się drzwi od balkonu i wchodzi ojciec, który tam palił. Przełazi koło mnie i rzuca "Nie tak mocno, bo sobie urwiesz".
Kurtyna.

Do dziś nie wiem, dlaczego był wtedy w domu. Nigdy więcej o tym nie gadaliśmy.

#5r5x6

Chciałam Wam opowiedzieć historię osoby, która, jak jedna z wielu, ma problemy z tarczycą. I jak to zniszczyło mi życie.

Zaczęło się niewinnie, chora tu, chora tam, bezsenność. Nagle karetka i diagnoza: nadczynność z powodu Gravesa-Basedows. Chudło się super, ale po lekach zaczęło się tycie z powietrza. Nie jadłam, ale tyłam, jak jadłam, to tyłam z prędkością światła. Zawitałam w progi dietetyka, trenera i psychologa. Trenowałam do upadłego, by wyglądać,jak człowiek. Skończyłam u psychiatry, wywalona z pracy za błędy, które robiłam i za "nastroje", które mną targały. A te były najgorsze. Problemy z tarczycą to była próba, której moje małżeństwo nie przetrwało. I choć mąż wiedział, wspierał i rozumiał, to nie dał rady. Bo ile można słuchać wyzwisk i obelg rzucanych bez emocji od osoby, którą się kocha? A ja mogłam płakać na reklamach, ale jak darłam ryja na męża, to nie czułam nic. Zamieniałam się w Królową Lodu, którą też byłam na rozprawie rozwodowej. I nie zrozumcie mnie źle, on był i jest miłością mojego życia, ale od kiedy zaczęły się problemy z tarczycą, zostałam sama. Rodzina, przyjaciele, mąż. To są wspomnienia.

Przyszedł czas, kiedy wyniki były w normie, psychiatra w końcu dobrał dobre leki i się obudziłam... Co ja robiłam, co ja mówiłam, na co ja sobie sama zapracowałam? Przerosło mnie to, Boże, to było tak okropne uczucie, że próbowałam się od tego odciąć, więc zaczęłam pić. To było tak durne, że nie wiem do dziś, jak ja mogłam na to wpaść. Tak jak na pomysł skończenia ze sobą, po wypiciu jednego piwa za dużo. Nikt mnie ratował, nikt nie pukał do drzwi. Nie ma tu bohaterów. To jedno piwo wypite więcej sprawiło, że zwróciłam tabletki na bezsenność, chociaż tyle, że sporo spałam.

Czas mija, raz jest lepiej a raz gorzej, ogólnie wszystko mi jedno. I tak sobie siedziałam ostatnio w przychodni, czekając na wizytę u endokrynologa. Z nudów zaczęłam słuchać rozmowy starszej już kobiety z młodą, na oko 20-letnią dziewczyną. Młoda mnie zaciekawiła, bo chyba jej potrzeba wygadania się osiągnęła apogeum i zaczęła starszej narzekać. A starsza stwierdziła, że "no przecież problemy z tarczycą to teraz co druga osoba ma, a po pani to już w ogóle nie widać, że chora, za dobrze pani wygląda i za młoda pani jest"... Eh, dlaczego ja nie wpadłam na na to, żeby w wieku 30 lat nie wyglądać na choroby, rozwód i próbę samobójczą? Może wtedy by mi się odechciało chorować. Bo przecież to tylko problemy z tarczycą, teraz co drugi na to choruje. Szkoda tylko, że ten pierwszy nie rozumie. Dopóki nie stanie się tym drugim...

#AP91P

Mam 17 lat. Kilka dni temu rzeczy, które do tej pory wydawały mi się dziwne, stały się jasne po jednej rozmowie. Pokłóciłem się o coś z moją 14 lat starszą siostrą. Czasami tak mieliśmy, że się o coś pogryźliśmy. Zwykłe darcie kotów między rodzeństwem. Wkurzona siostra poszła do mamy, żeby "zrobiła w końcu ze mną porządek", bo w końcu jest moją matką. Odparła jej, że chyba o czymś zapomniała.

Ja to usłyszałem i zacząłem drążyć. I wydrążyłem. Coś, czego może nigdy nie chciałem się dowiedzieć.

Moja matka jest tak naprawdę moją babcią, a siostra matką. To jeszcze byłbym w stanie przeżyć. Ale fakt, że z moją prawdziwą rodzicielką mamy wspólnego ojca, napawa mnie obrzydzeniem. Ten skurwiel będąc nachlany po jakiejś imprezie, zgwałcił własne dziecko. Potem tak ukręcili sprawę, że nie została zgłoszona na policję, "dla dobra ofiary". Potem urodziłem się ja. Adoptowali mnie.

Teraz już wiem, dlaczego "siostra" prawie nigdy nie rozmawiała z ojcem. Dlaczego do mnie zwracała się w specyficzny sposób. Dlaczego nigdy nie miała chłopaka, nie wychodziła na imprezy.

Mój świat się zawalił. Od 3 dni nocuję u mojej dziewczyny. Powiedziałem jej część prawdy. Reszty nie byłem w stanie wydusić z siebie. Do domu nie mam zamiaru wracać. Bo wiem, że jak to zwierzę spotkam, to go zabiję jak psa. A potem siebie.
Dodaj anonimowe wyznanie