#GoyPk

Jednego pięknego dnia wracałam z tatą ze szkoły, po drodze zajechaliśmy do sklepu i kupiliśmy Tymbarka. W samochodzie chciałam go otworzyć, ale nie mogłam więc dałam tacie... On też nie mógł. Próbowaliśmy przez kilka minut, aż w końcu tata się wkurzył, wyciągnął kombinerki i nimi otworzył butelkę.

Pod zakrętką było napisane "I co? Ciężko było?".

#vkOxZ

Moja mama kiedyś mi powiedziała, że siedziała już pod gabinetem ginekologa, żeby mnie usunąć. To była normalna rozmowa, nie kłótnia. Po prostu się przyznała. Po tym, jak z tego zrezygnowała, postanowiła stanąć na rzęsach, żeby zapewnić mi przyszłość i udowodnić wszystkim, że da radę jako samotna matka. Wielokrotnie opowiadała mi, jak jej było ciężko, jej facet ją zostawił, jak dowiedział się o ciąży. A że zarabiała całkiem nieźle jak na tamte czasy, podróżowała, lubiła sobie coś kupić itp., to tak jakby dawała mi do zrozumienia, że zabrałam jej to wygodne życie. Była przed trzydziestką, więc stwierdziła, że da radę sama mnie wychować i poprzysięgła sobie, że postawi mi dom i da wszystko co najlepsze. Pomogła mi też opłacić studia. I wiecie co... Ja właśnie teraz mam 30 lat, swoją rodzinę i ja muszę w tym domu mieszkać teraz. Bo mi głupio, że dla mnie to zrobiła.

Wychowali mnie dziadkowie, ona całe życie w pracy i tak szczerze, to ja jej z wczesnego dzieciństwa nie pamiętam za bardzo, może kilka epizodów. I dziadkowie zrobili to tak, że jako jedynaczka nie jestem rozpieszczona, roszczeniowa, dużo pracuję, od kiedy zarabiam nie wzięłam od mamy ani złotówki, sama wszystko opłacam - mamy rzeczy też. Ale ciąży na mnie takie fatum, że muszę być jej wciąż wdzięczna. Ona zresztą lubił się chełpić tym, że sama postawiła dom i tak świetnie sobie poradziła. Często mi to wspominała - zwłaszcza jak wypiła - co by było, gdyby nie ja. Poza tym dopiero koło trzydziestki uświadomiłam sobie, że nie mam do końca odciętej pępowiny. Wszystko z swoim życiu konsultowałam z nią, ze wszystkiego się tłumaczyłam i zrobiła się z tego toksyczna więź.

Teraz trochę zaczynam się buntować, jak tłumaczy mi, jak mam kroić koperek. Nikogo sobie nie znalazła, bo twierdziła, że jestem dla niej wszystkim. I teraz właśnie moim marzeniem jest się z tego domu wyprowadzić i kupić własne mieszkanie. Ale chyba nie potrafię, mimo że nie jest ona osobą schorowaną, nadal pracuje zawodowo i ma się świetnie.

Ciężko jest żyć z takim brzemieniem dziecka, przez które ktoś swoje życie zamienił w pasmo wyrzeczeń i które miało to potem wypominane.

#bndxF

Denerwuje mnie męża siostra. Wszystko po nas papuguje bez zastanowienia. My zaręczyny, ona ze swoim szybciutko zaręczyny. My ślub, oni za trzy miesiące swój. Moja teściowa sama chcąc podołać i pomóc zorganizować dwa wesela w jeden rok musiała brać jako pielęgniarka dodatkowe dyżury. Przepracowanie odchorowała zwyrodnieniem kręgosłupa i operacją. I kolejno: my dziecko, oni na wyścigi z nami dziecko, my nowy samochód, oni też. My budujemy dom, oni też. Ciągle powtarzali, że nie chcą drugiego dziecka, a tu ona mówi, że jest w ciąży – dwa miesiące po tym, jak my ogłosiliśmy, że spodziewamy się drugiego dziecka. My nad morze, oni też (w tym samym terminie), my do zoo, oni zaraz za nami. Ja sobie kupiłam bujany fotel, ona bach to samo, buty dla dziecka też te same. Kupują to co my, jeżdżą tam gdzie my, robią to co my.

Ja jakaś nienormalna jestem czy co, po co tak konkurować ? My prowadzimy normalne życie, nikomu się nie chwalimy. Nie żyjemy na pokaz, nie konkurujemy z nikim i takie zachowanie nas trochę irytuje. Męża siostra jeszcze bezczelnie potrafi coś u nas skomentować. Po czym i tak spapuguje... Kretynizm. Nie mają własnego życia czy co...?

#1gFCW

Gdy zerwał ze mną chłopak, w dość specyficzny sposób, byłam zrozpaczona. Tydzień po naszym zerwaniu zobaczyłam na portalu, że ma dziewczynę. Oczywiście dziewczyna długo się nim nie nacieszyła, gdyż ich związek trwał zaledwie tydzień. Gdy się dowiedziałam, że związał się po raz kolejny, w dodatku z moją znajomą, postanowiłam jej nie ostrzegać. Chwaliła go, mówiła, że mu ufa, bo dał jej swoje hasło do portalu społecznościowego. Zadziwiająco byli ze sobą miesiąc, ale do sedna.

Założyłam konto na portalu, dodałam zdjęcie ładnej dziewczyny z internetu, zaprosiłam wiele osób, żeby nie było to podejrzane, choć on inteligencją nie grzeszy, więc zapewne by się nie domyślił, że coś jest nie tak.
Przyjął od razu, zaczęły się wiadomości, komplementy, aż w końcu prosi o numer. Oczywiście kupiłam nową startówkę, więc SMS-y były codziennie. Zerwał ze swoją dziewczyną po tym, jak zrobiła mu awanturę o to, że pisze z inną.

Tak rozkochałam go w sobie (rzekomej Patrycji), że chłop stracił rozum i przyjechał na umówione spotkanie. Biedak czekał 3 godziny i później pojechał. Wystawiałam go tak 4 razy. Robił dla Patrycji wszystko. Nawet przeprosił wszystkie swoje byłe w zamian za ponowne spotkanie.

Nie doczekał się.

#CRH2g

Mniej więcej miesiąc temu wziąłem do domu kota. Ważne w tej historii jest to, że jest (a raczej był) cały biały.

W karcie adopcyjnej jest napisane, że w terminie 30 dni od adopcji należy przesłać 2 zdjęcia pupila w jego nowym domu.

Tydzień temu rysowałem suchymi pastelami i z lenistwa zapomniałem je zamknąć. Kot w nocy zrzucił pudełko z blatu i postanowił zasnąć na rozsypanych pastelach.

Od tygodnia jest kolorowy, a do wysłania zdjęć zostało mi kilka dni :/

#TadpN

Mam pewien problem. Nie mogę sobie z tym w żaden sposób poradzić, chociaż próbowałam już wszelkich sposobów. Spędzanie z chłopakiem nocy było dla mnie istną udręką, bo wiedziałam, że może się to zdarzyć.
Chodzi o to, że pierdzę przez sen. Nie są to jednak cichutkie bączusie wydostające się subtelnie z tylnej części ciała, a głośne bąkale wydobywające się z mojego tyłka niczym śmierdząca seria strzałów z kałasznikowa.

Kiedy pierwszy raz nocowałam u mojego lubego, robiłam wszystko, aby nie zasnąć. Zacięta walka z ciężkimi powiekami została jednak przegrana i odpłynęłam. Pogrążona w głębokim śnie zostałam nagle wybudzona, jakby trzęsienie ziemi przeszło przez nasze łóżko. Modliłam się, żeby mój kochany się nie wybudził. Tak też się stało. Nie pasowała mi tylko jedna rzecz... Śmierdziało jakoś inaczej niż moje. (Wiecie, każdy pierd ma swój zapach). Zadowolona jednak z tego, że on dalej śpi, postanowiłam położyć się dalej. Powoli już odpływałam, gdy nagle usłyszałam bąka tak głośnego, że wybuch bomby atomowej to przy tym pikuś. Pewnie jak się domyślacie, sprawcą wcześniejszego i drugiego zamachu nie byłam ja, a mój najukochańszy.

Jak się później okazało, oboje mamy taki sam problem, z którym walczymy od dłuższego czasu. Mogę chyba tylko powiedzieć, że dobraliśmy się idealnie.

#vepzz

Niedawno po dwóch tygodniach śpiączki obudził się mój wujek. Wczoraj cała rodzina zleciała się, aby odwiedzić go w szpitalu. Wujek był już całkiem przytomny i nawet dopisywał mu humor. Kiedy jednak zobaczył swoją żonę, a moją ciocię, nadął się i zaczął kontynuować dyskusję, która to wcześniej została przerwana przez wypadek samochodowy, w wyniku którego wuj, w ciężkim stanie, trafił do szpitala...

#3Wom6

Jak miałam 9 lat, to umarł mój dziadek. Pamiętam wszystko z tamtego popołudnia, mimo że minęło już 17 lat.
To była środa, dostaliśmy w szkole zadanie domowe, aby z patyków i bawełnianej waty zrobić sztuczne bazie. Było dosyć ciepło jak na marzec, więc zadowolona wróciłam do domu. W domu zastałam tylko babcię, która zdenerwowana powiedziała mi, że dziadek pojechał do szpitala.

Tutaj muszę dodać, że byłam bardzo mocno związana emocjonalnie z moim dziadkiem, byłam jego ulubioną wnuczką, potrafiliśmy spędzać ze sobą czas godzinami. Dziadek miał raka prostaty i wiedział, że umrze, a mimo to w ostatnich miesiącach życia nauczył mnie grać w szachy. Pamiętam, że troszkę nieswojo czułam się widząc jego cewnik, ale starałam się czerpać z jego obecności ile mogłam. Dziadek był moim "ulubionym człowiekiem".

No ale wracając do tamtego popołudnia, gdzieś tam w środku wiedziałam, że dziadek tym razem nie wróci ze szpitala, więc zaczęłam robić zadanie domowe. Myślałam nawet, że zrobię więcej tych bazi, żeby wziąć je na pogrzeb.
Nagle zadzwonił telefon (stacjonarny), babcia odebrała, coś tam powiedziała i poszła do siebie. Poszłam za nią, ale zamknęła mi drzwi przed nosem. Podeszłam wtedy do lustra i pożegnałam się z dziadkiem. Wiedziałam, że był za mną, czułam to. Wróciłam do robienia zadania domowego.

Wrócił zapłakany tata ze szpitala i powiedział, że dziadek nie żyje, odparłam, że wiem. Mocno mnie przytulił, a wtedy ja zapytałam o to, gdzie dziadek teraz jest. Tata zaczął mówić coś tam o niebie, ale nie o to pytałam. Musiałam doprecyzować pytanie "czy dziadek jest teraz w kostnicy?".

Byłam spokojna, bo wiedziałam że jego już nie boli. Z drugiej strony moje serce rozpadało się na milion kawałków każdej chwili. Zadzwoniłam do koleżanki, poprosiłam, aby przekazała następnego dnia w szkole, że mnie nie będzie przez kilka dni, ponieważ mój dziadek zmarł. Jednak przed wypowiedzeniem tych słów zastanawiałam się jak to powiedzieć, żeby to odpowiednio zabrzmiało.

Dzień pogrzebu wspominam jednak najgorzej. Mama i jej matka kazały mi usiąść w trzeciej ławce, nie pozwoliły mi podejść do trumny i się pożegnać ostatni raz. Byłam wściekła. Pamiętam zwłoki dziadka widziane z daleka. Nie wyglądał już jak dziadek, tylko jak figura jakiegoś człowieka. Chciałam podejść bliżej i się upewnić, czy to on, ale nie pozwoliły mi.

Dalej za nim tęsknię.

Piszę o tym, ponieważ ostatnio moja matka zwróciła mi uwagę na to, że mój syn nie płakał po tym, jak umarła jej mama, za to przez rok przeżywał śmierć naszego kota i tak mnie naszło na przemyślenia dotyczące śmierci i żałoby. Że każdy przechodzi to po swojemu i szkoda, że czasem ktoś wywiera na nas presję nawet w odbiorze śmierci.

Pozdrawiam Was ciepło.

#JsNLD

Sam nie wiem, czy to jest anonimowe wyznanie i co z tym zrobić? Mam mieszane uczucia i bałagan w głowie.

Moja siostra i mój szwagier to wzorowe małżeństwo. Dziesięć lat po ślubie, a oni zachowywali się jak zakochane nastolatki. Moja siostra nie mogła oderwać od swojego męża ani wzroku, ani rąk. Nieraz słyszeliśmy, jak kochali się całą noc, np. na wyjeździe pod namiot czy do dziadków na wieś. Jak szwagier wyjechał na tydzień do pracy, to już po dwóch dniach moja siostra nie mogła sobie znaleźć miejsca i chodziła w jego ubraniach, a czwartego wsiadła w samochód i do niego pojechała, żeby się pokochać.

Niestety siostra rok temu miała wylew i jest w stanie wegetatywnym. Mój szwagier zajmuje się nią wzorowo. Jest wypielęgnowana, czysta, pachnąca i wiem, że niczego jej nie brakuje. Kamil nie oszczędza nawet grosza na maściach, opatrunkach i lekach. Raz w tygodniu jest pielęgniarka i raz w miesiącu lekarz.

A teraz anonimowe. Mdli mnie na samą myśl o tym, ale z drugiej strony chyba ona tak żyła i tego by pragnęła. Dziś dowiedziałem się, że Kamil czasem się z nią kocha. Wiem, że krzywdy jej nie robi, wiem też, że gdybym to zgłosił, to zrobiłbym jej krzywdę, bo nikt się tak nią nie zaopiekuje, a z drugiej strony to chyba chore, co on robi. Jestem załamany.

#zPtug

Od dawna podobał mi się pewien chłopak, pracował w kawiarni. Nie wiedziałam, jak flirtować. Więc zaczęłam oglądać filmiki na YT. Znalazłam po długim poszukiwaniu tekst "Cieszę się, że trafiłam na ciebie, dzięki temu wiem, że moja kawa będzie dobra". Nie wiem, czy brzmiał tak dokładnie, ale ucieszona poszłam po kolejną kawę wypowiedziałam te słowa, na co on:
- Cieszę się, że oglądasz ten sam kanał co moja dziewczyna.
 
Miałam wrażenie, że wszyscy się gapią, ale zamówiłam kawę i wyszłam udając, że nic się nie stało.
Dodaj anonimowe wyznanie