#3Wom6

Jak miałam 9 lat, to umarł mój dziadek. Pamiętam wszystko z tamtego popołudnia, mimo że minęło już 17 lat.
To była środa, dostaliśmy w szkole zadanie domowe, aby z patyków i bawełnianej waty zrobić sztuczne bazie. Było dosyć ciepło jak na marzec, więc zadowolona wróciłam do domu. W domu zastałam tylko babcię, która zdenerwowana powiedziała mi, że dziadek pojechał do szpitala.

Tutaj muszę dodać, że byłam bardzo mocno związana emocjonalnie z moim dziadkiem, byłam jego ulubioną wnuczką, potrafiliśmy spędzać ze sobą czas godzinami. Dziadek miał raka prostaty i wiedział, że umrze, a mimo to w ostatnich miesiącach życia nauczył mnie grać w szachy. Pamiętam, że troszkę nieswojo czułam się widząc jego cewnik, ale starałam się czerpać z jego obecności ile mogłam. Dziadek był moim "ulubionym człowiekiem".

No ale wracając do tamtego popołudnia, gdzieś tam w środku wiedziałam, że dziadek tym razem nie wróci ze szpitala, więc zaczęłam robić zadanie domowe. Myślałam nawet, że zrobię więcej tych bazi, żeby wziąć je na pogrzeb.
Nagle zadzwonił telefon (stacjonarny), babcia odebrała, coś tam powiedziała i poszła do siebie. Poszłam za nią, ale zamknęła mi drzwi przed nosem. Podeszłam wtedy do lustra i pożegnałam się z dziadkiem. Wiedziałam, że był za mną, czułam to. Wróciłam do robienia zadania domowego.

Wrócił zapłakany tata ze szpitala i powiedział, że dziadek nie żyje, odparłam, że wiem. Mocno mnie przytulił, a wtedy ja zapytałam o to, gdzie dziadek teraz jest. Tata zaczął mówić coś tam o niebie, ale nie o to pytałam. Musiałam doprecyzować pytanie "czy dziadek jest teraz w kostnicy?".

Byłam spokojna, bo wiedziałam że jego już nie boli. Z drugiej strony moje serce rozpadało się na milion kawałków każdej chwili. Zadzwoniłam do koleżanki, poprosiłam, aby przekazała następnego dnia w szkole, że mnie nie będzie przez kilka dni, ponieważ mój dziadek zmarł. Jednak przed wypowiedzeniem tych słów zastanawiałam się jak to powiedzieć, żeby to odpowiednio zabrzmiało.

Dzień pogrzebu wspominam jednak najgorzej. Mama i jej matka kazały mi usiąść w trzeciej ławce, nie pozwoliły mi podejść do trumny i się pożegnać ostatni raz. Byłam wściekła. Pamiętam zwłoki dziadka widziane z daleka. Nie wyglądał już jak dziadek, tylko jak figura jakiegoś człowieka. Chciałam podejść bliżej i się upewnić, czy to on, ale nie pozwoliły mi.

Dalej za nim tęsknię.

Piszę o tym, ponieważ ostatnio moja matka zwróciła mi uwagę na to, że mój syn nie płakał po tym, jak umarła jej mama, za to przez rok przeżywał śmierć naszego kota i tak mnie naszło na przemyślenia dotyczące śmierci i żałoby. Że każdy przechodzi to po swojemu i szkoda, że czasem ktoś wywiera na nas presję nawet w odbiorze śmierci.

Pozdrawiam Was ciepło.
metalingus Odpowiedz

Dzieci najmocniej przeżywają żałobę jeśli emocjonalna strata jest duża. Jeśli młody żył razem z kotem, a babcie widział raz na ruski rok to oczywiste, że strata jest bardziej odczuwalna w przypadku tego istnienia, z którym jesteśmy bardziej związani.
Pogrzeby to generalnie cyrk. Od małego rodzice mnie na nie ciągają, byłam na około 15, prawdziwie płakałam może na 3-4.

A twoja matka nie koniecznie chciała wywrzeć na twoim synu jakąś presje, po prostu zirytowało ją, że ważniejszy okazał się futrzak niż osoba tak dla niej bliska. Nie powinna tak mówić, ale przecież emocje robią swoje.

Vito857 Odpowiedz

Każdy przeżywa żałobę na swój sposób. Niektórzy płaczą, niektórych zżera od środka. Ja jestem z tych, którzy nie okazują emocji na zewnątrz, ale w środku się pojawia pustka i przygnębienie.

Hypnosis

@Vito857 a ja uwielbiam te cyrki na pogrzebach gdy ktoś kto zmarłego nienawidził i jeszcze w drodze na pogrzeb obgadywał a na samym pogrzebie najwięcej wyje bo przecież tak wypada...nienawidzę tej sztuczności a jeszcze bardziej nienawidzę gdy ktoś komuś wmawia jak ma się zachować i co czuć bo tak.

Potworkowa781

Hypnosis, jak zmarła moja kochana babcia to pękłam na sam koniec pogrzebu i zaczęłam płakać. Druga - znienawidzona babka walnęła na pół cmentarza do mnie "czego ryczysz, to jej życia nie wróci, uspokój się!". Dobrze, że tata ją zaraz wyprowadził...

Dodaj anonimowe wyznanie