#bgxb7
Raz przyszedłem do domu z laską 10/10, aż się dziwiłem, że z kimś takim mogę przyjść do domu. Niby nie jestem brzydki, ale nie jestem też jakoś wybitnie przystojny. Puściłem muzykę, było super i zabawnie. Poszła do łazienki, a ja dalej się zastanawiałem, jak to jest możliwe, że ona jest ze mną.
Przy którejś kolejnej wizycie zapytała się, jak to jest, że zawsze mam czysto w domu i zadbanie, że się dostojnie ubieram i ładnie pachnę. Dodała później, czy nie męczy mnie to czasami. Powiedziałem jej prawdę, że tak szczerze, to nie przeszkadza mi brud i nieład – zrozumiała to, a ja jeszcze bardziej się zdziwiłem...
Raz poszliśmy do niej. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ona mnie zrozumiała... Ja rozumiem, można mieć porozwalane ciuchy w pokoju, bo się nie chce ich ułożyć normalnie i umieścić w szafie, zrozumiem nawet, że wszystko jest porozwalane i tak dalej. Nie rozumiem jednej rzeczy... Jak można nie umyć sufitu z dwutygodniowego jajka... Dosłownie, na suficie było jajko i już było tak zaschnięte, że wydawałoby się, że to kawałek sufitu... W całej kuchni jebało jajem. Nie mówiąc o tym, że cała kuchnia była zastawiona brudnymi naczyniami.
Może i mogę czasem mieć burdel u siebie, ale jej syfu nie wytrzymałem. Więcej się nie spotykaliśmy.
#z1Nj4
Znalazła go na oko 40-letnia kobieta, która postanowiła być uczciwa. Równie dobrze mogła zabrać wszystkie pieniądze, a resztę wrzucić do śmieci, robiąc mi tym niemało problemów. Gdy w podzięce chciałem wręczyć tej pani pieniądze za uczciwość, to jeszcze się oburzyła.
Jestem szalenie wdzięczny tej kobiecie, że pofatygowała się i oddała mi portfel, takich ludzi szanuję. Wiara w ludzkość odzyskana :)
#HHBsz
Facet przesiaduje u nas non stop. Punkt szósta rano – przyjeżdża na kawę przed robotą, po pracy przyjeżdża na obiad i siedzi do wieczora, przy okazji łapiąc się na kolację. Jeśli akurat ma nocki, to przyjeżdża prosto po robocie, zajmuje łazienkę przez przynajmniej godzinę (jeśli tego dnia mam zajęcia na uczelni na 08:00, to nie mogę się wyszykować), idzie spać, wstaje na gotowy obiad, siedzi kilka godzin i łaskawie wychodzi do pracy. Ktoś może teraz powiedzieć, że po prostu chcą spędzać razem czas. Sprzeczałabym się, ale ostatecznie mogłabym przyjąć takie wyjaśnienie. Problem w tym, że facet przychodzi nawet pod nieobecność mojej mamy, ba!, ma własne klucze do mieszkania i przychodzi pod nieobecność kogokolwiek.
Jestem w fatalnym stanie psychicznym. Jestem bardzo „terytorialna”, a jakiś obcy facet pomieszkuje sobie w moim domu i czuję się przez to strasznie niekomfortowo. Wstaję rano – Iksiński, przychodzę z zajęć – Iksiński, siedzę w wannie – do mieszkania wchodzi Iksiński. A dla mnie to kompletnie obcy facet, równie dobrze mogłabym wziąć losowego przechodnia z ulicy i „wprowadzić” do domu...
Próbowałam rozmawiać o tym z mamą. Facet nie jest bezdomny, z powodzeniem mógłby odświeżyć się w domu, wyspać i przyjechać do mojej mamy. Do niej, nie do mnie albo do pustego mieszkania. Mogliby czasami spędzać czas w jego domu (NIGDY tego nie robią, zasada jest taka, że do niego się nie jeździ). Mama na wszystkie moje słowa reaguje płaczem, że rzekomo chcę, żeby była nieszczęśliwa i jej nie kocham, bo gdybym kochała, toby mi Iksiński nie przeszkadzał. Jedyne co udało mi się wynegocjować, to żeby facet nie sypiał w naszym domu (poza sytuacjami, kiedy rano przychodzi prosto z nocki) i to tylko dlatego, że ją „przepłakałam” i histeryzowałam bardziej niż ona.
Dodatkowo facet ma bardzo wulgarny i prostacki dowcip, a przy tym jego bezpośredniość ociera się wręcz o chamstwo. Facet potrafi „w żartach” stwierdzić, że wyskoczyły mi na twarzy jakieś krostki, bo za mało się rucham. Kiedy przymierzam jakieś nowe ubrania, to niewybrednie komentuje. Wszystko niby w żartach, wszyscy się śmieją, więc ja też udaję, że mnie to bawi i nie komentuję, bo wtedy mama się obraża i robi awantury.
Planuję się wyprowadzić, ale jestem studentką, mam mocno ograniczone możliwości i finanse, więc nie mogę zbytnio przebierać w mieszkaniach. To, które wybrałam, zwolni się dopiero za kilka miesięcy. Facet non stop mi mówi, że nie może się już doczekać, aż się wreszcie wyprowadzę i może wreszcie znajdę kogoś, kto mnie dobrze... no.
Jest mi potwornie przykro, że obcy wyrzuca mnie z mojego mieszkania z aprobatą mamy, a ta bezsilność, że nic nie mogę zrobić, mnie dobija.
#Tvloc
Niestety przy drugiej wiedziałam już, że nic z tego nie będzie.
Bartek był miły, zabawny, niegłupi, fajnie się gadało, no i był przystojny (oj no, nie oszukujmy się i nie ukrywajmy, że to nie ma znaczenia). Osiem lat różnicy wieku to chyba jednak było dla nas za dużo. Mimo wszelkich zalet chłopak był jeszcze bardzo niedojrzały. Inne poglądy na życie, inne cele. Nie wiem, czego ja się właściwie spodziewałam? Za bardzo to wszystko idealizowałam w głowie. Głupia ja. Podobny gust filmowy to za mało, by próbować budować na tym coś więcej.
Szczęście w nieszczęściu, on myślał podobnie. Zakończyliśmy to, zanim jeszcze w ogóle zaczęliśmy. Obyło się bez dramatów.
Nie to, że nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia. Szkoda, wiadomo, ale czasem tak bywa. Teraz skupiam się na pracy i czekam, co dobrego życie przyniesie. Bartka czasem widuję (kolega brata, więc to nieuniknione). O dziwo, nie jest jednak dziwnie. Rozmawiamy normalnie. On nie jest AŻ tak niedojrzały, ale wiem, że to i tak nie „to”.
Brat trochę się na nas wkurzył, no bo jego siostra i jego kumpel? No ale już mu przechodzi. Wczoraj nawet powiedział mi, że w sumie szkoda, że nam nie wyszło, bo przynajmniej miałby fajnego szwagra. Tak czy inaczej, nie żałuję. Przynajmniej nie będę się całe życie zastanawiać „co by było gdyby”. I żałować, że może straciłam miłość życia, bo bałam się zaryzykować i odezwać? Teraz wiem, że nie straciłam :)
#oqa3S
Kolega stwierdził, że w takim razie on bierze tę trzecią, czyli nic nie zapłaci.
#YIDAW
Byłem totalnie zażenowany całą sytuacją. Było mi wstyd jak cholera, chciałem zapaść się pod ziemię. Dokończyłem szybko obiad, moja dziewczyna tak samo i wyszliśmy. Oficjalnie poszedłem zapalić. Pojechaliśmy do siebie. Więcej nie wrócę do tej restauracji, bo mi wstyd. Za siostrę.
#WBAS9
Dziewczyna masturbująca się analnie dziwnymi przedmiotami, mały palec u stopy wkładany w cewkę moczową penisa, wyciąganie odbytów na zewnątrz i bawienie się nimi. Ciągle próbujemy się prześcignąć, która wyśle coś dziwniejszego. Jak uda nam się zszokować i obrzydzić tę drugą osobę, to wygrywamy nagrodę.
Dobre pornosy też sobie przesyłamy, ale to taka norma poza naszą grą 😉.
#G2yBA
Dlatego kasuję wtedy konto, robię sobie kilkutygodniową przerwę, a potem wracam pod nową postacią.
I pierwsze co robię, to szukam ludzi, których polubiłam poprzednim razem, ale ich nie znajduję, więc pewnie nie jestem jedyną, która tak robi.
#DGxZ7
Do tej pory pracowałam dorywczo, potem byłam za granicą. Wcześniej również studiowałam, ale rzuciłam to, nie widziałam sensu. Lubię pracować, nie jestem leniwa, ale nie wyobrażam sobie poświęcać na to ponad ośmiu godzin dziennie przez następne 30 lat. Tak naprawdę chciałabym mieć szczęśliwą rodzinę, chciałabym być żoną, matką, gotować obiady, zajmować się domem, sprzątać, wychowywać dzieci. Mnie to cieszy, to mnie uskrzydla (wiem, bo pracowałam jako opiekunka, gosposia, interesuję się psychologią dziecięcą, różnymi nowinkami dotyczącymi miru domowego itd.). Nie chcę być niezależna finansowo, nie chcę robić kariery (bez studiów to w supermarkecie chyba...). Nie chcę też leżeć i pachnieć. Chcę się poświęcić dla związku i dzieci, chcę zapierdzielać tak, żeby stworzyć dom przez duże D, ognisko domowe, żeby dzieci wychować (włącznie z nauczaniem domowym), a nie wyhodować. Takie mam ambicje. Dla mnie bardziej ambitne jest dbanie o dom niż robienie 8h dziennie czegoś, co nie daje mi radości. Chcę żyć pełnią życia, nie chcę wracać do domu zmęczona po pracy i zarażać tym zmęczeniem resztę rodziny, chcę te domowe obowiązki podzielić w trochę staroświecki sposób (facet w robocie, baba w domu), ale jednocześnie korzystać z życia z moim partnerem (raz na jakiś czas wycieczka, wyjście do parku – nie że cały czas w domu). Chcę przy tym pracować na pół etatu albo dorywczo, żeby mieć kontakt ze światem.
Kilka razy zwierzyłam się znajomym z tego, jakie mam marzenia, ale to było zawsze wyśmiewane. Albo traktują mnie jak pasożyta, który chce siedzieć i pachnieć, albo mają mnie za kogoś, kto nie ma własnego zdania i chce być kurą domową, podporządkować się całkowicie mężczyźnie. Jakby partnerstwo nie mogło się opierać na podziale ról: jedna osoba zajmuje się domem, a druga pracuje. I teraz już sama nie wiem... Czy to, czego pragnę, naprawdę jest takie nienormalne i nieosiągalne? Czy powinnam te marzenia porzucić i stać się kolejnym trybikiem w wyścigu szczurów? I jeśli tak, to nawet nie wiem, jak mam to zrobić. Mnie praca dla kogoś nie jara, ja muszę mieć konkretną emocjonalną motywację w formie faceta, dzieci, a nie pracować, żeby pracować. W takim trybie długo nie wytrzymam. Jestem w impasie.