#h7XOa

Taka głupia rzecz sprawiła, że mimo upływu lat wstyd mi mówić o moim muzycznym guście. A to tylko przez sytuację, która miała miejsce, gdy byłam w 5 klasie podstawówki.

Była luźna lekcja muzyki, pan pozwalał każdemu chętnemu włączyć piosenkę, którą lubi, do końca pierwszego refrenu. Większość klasy coś włączyła, wszyscy słuchali, pan też, i nikt nie komentował w trakcie trwania piosenki.
W końcu przyszła moja kolej. Włączyłam moją ulubioną piosenkę i po chwili pan ją wyłączył, bo nie chciał tego słuchać. Nie było to w żaden sposób wulgarne, na filmiku były pokemony, a do dzwonka było jeszcze trochę czasu. Tak naprawdę w piosence mogła odrzucać ilość autotune.
Dodam tylko, że pan nie miał nic przeciwko piosence kolegi z wulgaryzmami i skąpo ubranymi kobietami.

#upsug

Początkowo myślałam, że to tylko zbieg okoliczności, ale sytuacja z poniedziałku pokazała mi, że chyba jednak coś ze mną jest nie tak.

22 lipca 2016, w czasie powrotu z praktyk ze Szwajcarii postanowiłam zatrzymać się i pozwiedzać Monachium. Jako że nigdy nie byłam w McDonaldzie w Niemczech (podobno smakuje inaczej), to poszłam do jednego z nich. O 16 chciałam ruszać w dalszą trasę, więc wyszłam z niego kilka minut przed tą godziną. Już w trasie dostałam kilka telefonów od zaniepokojonych rodziców, znajomych, wszyscy byli bardzo zdenerwowani. Na postoju dowiedziałam się, że może 5-10 minut po moim opuszczeniu tej restauracji doszło do strzelaniny.

19 grudnia 2016, wracam do Polski po odwiedzinach u chłopaka, który studiuje w Berlinie. Jako, że miałam pociąg z dworca głównego, a on mieszka w zachodniej części stolicy Niemiec, to musieliśmy przejechać S-Bahnem przez dworzec ZOO. Nie miałam dużo bagażu, a do odjazdu pociągu jeszcze nieco ponad godzina - pójdziemy na Weihnachtsmarkt, kupię rodzicom pamiątkowe kubki na grzaniec. Wybraliśmy ten koło Gedächtniskirche, był po drodze. Po ok. godzinie, jadąc pociągiem, dostałam znów setkę telefonów od zaniepokojonych rodziców i znajomych. Kolejny raz byłam na miejscu zamachu kilkanaście minut przed nim. Wszyscy pytali o chłopaka, czy wszystko w porządku.
Chyba przestanę gdziekolwiek jeździć, sprowadzam nieszczęście na ludzi.

A z chłopakiem dobraliśmy się idealnie - rok temu był na Erasmusie w Paryżu - tak, był na tym koncercie.

#55eA8

Zacznę może od tego, że wczoraj rozstałam się z chłopakiem. Od jakiegoś czasu nam się nie układało, przez ostatnie 1,5 tygodnia chodzi jakiś struty. W odpowiedzi na pytanie co go tak trapi, usłyszałam "parę osób dało mi coś do zrozumienia, muszę to przemyśleć", no OK.

Wczoraj jednak nie wytrzymał i wypomniał mi, że ze mnie dzieciak i wiecie jaki miał JEDEN JEDYNY argument?
Brzmiał tak: "bo zawsze jak do ciebie przychodzę, to oglądasz bajki na kanapie, ja szukam poważnej kobiety, nie dziecka". Lekki szok.
Tak, zawsze leżę ma kanapie i oglądam bajki, bo mam 2 młodszych braci i gdy chcę odpocząć na kanapie, to wiadomo, że pierdki 8 i 11 lat nie włączą dramatu obyczajowego, tylko bajki. Zrozumiałam po tym, że niestety to nie "mężczyzna" dla mnie.

Laski uważajcie, żeby czasem wasz chłopak nie przyłapał was na oglądaniu bajek!

#1n9gQ

Niektórzy twierdzą, że dzieci w podstawówce nie wiedzą, czym jest śmierć.
Powiem na swoim przykładzie – jest inaczej.

Jak miałam osiem lat, zostałam pierwszy raz sama w domu – wlazłam na parapet, otworzyłam okno na oścież, wyszłam na zewnątrz i byłam gotowa do skoku z 4. piętra (czułam się strasznie przez kłótnie i krzyki rodziców). Jednak nie skoczyłam. Uratował mnie pan z placu budowlanego. Jego potężny, arcygłośny gwizd na pół osiedla tak mnie rozśmieszył, że postanowiłam zejść i pobawić się lalkami. I od tamtej pory ciągle gwizdałam.

A rodzice się dziwili i nie wiedzieli o niczym :)

#hwhhm

Dwa lata temu. Wycieczka klasowa. Wlazłam niechcący w kadr, gdy grupka chłopaka, który mi się podobał, ustawiała się do zdjęcia. Oni mnie nie znają. Chłopak, jego dziewczyna i jeszcze kilku innych ludzi. Gdy zauważyłam sytuację, w jakiej się znalazłam, spanikowałam i zamiast uciekać... stanęłam za nimi i się uśmiechnęłam.

Do dziś brzuch mi wykręca, jak przypomina mi się, co odstawiłam.

Dziewczyna wrzuciła to zdjęcie na FB i mnie nawet oznaczyła. Chociaż tyle, że ładnie wyszłam.

#gwtlF

Historia związana ze świętami. Dla historii ważne jest to, że nasi rodzice przez 20 lat mieszkali w Niemczech i tam się urodziły wszystkie dzieci.

Jest sierpień roku 1998 roku. Wypadek. Okazało się, że tacie wyskoczył na drogę dzik, a chcąc uniknąć zderzenia skosił kilka drzew. Zapięte pasy bezpieczeństwa uratowały mu życie. Niestety auto nadawało się tylko do kasacji. Niestety kasa z autocasco nie wystarczyła na kupno nowego auta dla naszej 6-osobowej rodziny. Tata musiał wyjechać ponownie, by dorobić na nowe auto. Tata wyjechał pod koniec listopada i obiecał, że wróci na święta.

24.12 poranek, tacie nowym autem udaje się dojechać do granicy polsko-niemieckiej. Jest duża kolejka. Jeszcze tylko kontrola i do ukochanej rodziny zostaje tylko ostatnie przeklęte 300 km. Tata jest bardzo zmęczony, w bagażniku prezenty dla całej rodziny. Z racji niemieckich dokumentów (tata ma obywatelstwo niemieckie przez pochodzenie) zostaje przepuszczony. Ostatnie 300 km, tata trzyma prędkość, jest bardzo zmęczony. Z każdą sekundą było mu coraz ciężej... jedzie po polskich dziurawych drogach, by zdążyć na Wigilię do żony i córek.

24.12 wieczór wigilijny...mama robi wigilię z najstarszą córką. Trzy najmłodsze leżą chore w łóżkach, płaczą, że bez taty to nie są święta. Matka i najstarsza córka nie chcą jeść same. Zastawiony stół czeka...

24.12 - 30 km od domu. Padający z sił ojciec rodziny zatrzymuje z bólem serca auto. Nie da rady dojechać. Jest zbyt zmęczony. Zasypia na kierowcy. Po kilku minutach pewna śpiesząca się mama z córką, zauważają auto stojące na poboczu. Udaje się dobudzić śpiącego tatę. Tata opowiada jej dokąd jedzie i skąd. Kobieta każe mu poczekać i razem córką odjeżdża w kierunku najbliższych zabudowań. Wraca po 10 minutach ze swoim ojcem oraz strojem Świętego Mikołaja. Mój tata dostaje strój i polecenie przebrania się w niego oraz przeniesienie się na fotel pasażera. Ostatnie 30 km, za pół godziny tata z pomocą będzie u celu.

Godzina 19:00, w domu rozlega się dzwonek. Mama otwiera drzwi... tata ściąga sztuczną brodę. Mówi nam, że przyjechał do nas gość z daleka... Najstarsza siostra sprawdza, czy mama mówi prawdę. Szybko zabrała nas z łóżek i staje się coś, czego nikt nie może zrozumieć do teraz. Tacie minęło zmęczenie, my poczuliśmy się lepiej. Zjedliśmy kolację i nowym autem pojechaliśmy na pasterkę.

Z rodziną, która pomogła tacie, mamy do dzisiaj kontakt. Przyjadą w drugi dzień świąt.
Magia świąt istnieje :)

#1Tdpt

Kiedyś mama załatwiła mi korepetytorkę. Była to kobieta ok. 40+, uczyła dzieci koleżanki mojej mamy. Stawka była OK, pani miła i fajnie tłumaczyła, ja zadowolona. Jednak jedna sytuacja pokazała jej prawdziwą twarz.
Rano okazało się, że zajęcia dodatkowe będą opóźnione, co kolidowało z korepetycjami. Zadzwoniłam do pani, by je przełożyć, ale numer był niedostępny. Próbowałam jeszcze dwa razy, ale nic z tego, więc wysłałam jej SMS, by do mnie oddzwoniła i poszłam na lekcje. Nie odpisała, znów dzwoniłam, ale bez skutku. Napisałam SMS, w którym opisałam sytuację i zapytałam, czy możemy spotkać się jutro.
Po powrocie do domu dowiedziałam się od babci (mieszka dom obok), że korepetytorka przyjechała i dobijała się do domu. Babcia jej powiedziała, że nas nie ma, pani się wkurzyła i powiedziała, że jestem niewychowana, bo jej nie powiadomiłam o nieobecności. Zdziwiłam się, bo przecież pisałam jej SMS. Zadzwoniłam, ale numer był niedostępny.
Gdy do domu wróciła mama, ktoś zadzwonił do bramy. Była to korepetytorka, która powiedziała, że zachowałam się bardzo nieodpowiedzialnie nie powiadamiając jej o odwołanej lekcji. Pokazałam jej spis połączeń i wysłane SMS-y. Stwierdziła, że zalała telefon i zmieniła go na nowy wraz z innym numerem i że to ja powinnam dowiedzieć się, jaki jest jej nowy numer... Mama powiedziała, że przecież nie miałam o tym pojęcia i to ona powinna nas powiadomić o zmianie numeru. Pani wpadła w szał, nazwała mnie gówniarą i zażądała pieniędzy za paliwo. Mama powiedziała, że nie ma takiej opcji i nie życzy sobie, by mnie obrażano. Wtedy pani pożegnała się i odjechała.
Mama postanowiła, że szukamy kogoś innego. Zadzwoniła do koleżanki i opowiedziała jej o zajściu. Ona na to, że też musi rozważyć, czy ta pani dalej ma uczyć jej dzieci.
Nazajutrz opowiedziałam o sytuacji przyjaciółkom. Okazało się, że jedna z nich miała mieć korepetycje z tą panią, ale w takiej sytuacji stwierdziła, że je odwoła.
Gdy z mamą przyjechałyśmy do domu, okazało się, że bramę zastawiła korepetytorka. Gdy nas zobaczyła, wysiadła i wyjęła czekoladki. Powiedziała, że nerwy były niepotrzebne i nie chciałaby zaprzepaścić współpracy. Mama zaproponowała jej herbatę, a gdy chciała wziąć czekoladki, pani powiedziała, że w zamian chce, żeby mama obdzwoniła koleżanki i powiedziała, że cała sytuacja to pomyłka i wystąpiła z mojej winy. Powiedziałam, że coś jej się pomyliło i że sama zawiniła, a czekoladki niech sobie wsadzi. Oburzona krzyknęła, że jestem niewychowana i chamska, a ona tylko przyszła się pogodzić. Mama podziękowała za wizytę i poprosiła żeby już poszła. Pani rzuciła, że wie po kim jestem chamska, zarysowała kluczykami drzwi mamy auta i ruszyła z piskiem opon.
Zgłosiłyśmy to na policję, podobno przeniesiono ją do innej szkoły. A potem o niej nie słyszałam.

#M37PY

Kiedy byłam młodsza, moi rodzice ze względu na pracę bardzo dużo podróżowali, a ja - chcąc nie chcąc - zwykle im towarzyszyłam. Lataliśmy głównie po Europie, ale zdarzały się też bardziej odległe kierunki, jak Azja czy obie Ameryki.

Przez te wszystkie lata i kontakt z przeróżnymi ludźmi (byłam raczej odważną i gadatliwą osobą, do tego dosyć dobrze znałam angielski) zrozumiałam, jak okropne stereotypy tworzymy na swój temat. Kilka z nich:

1. Najczęściej narzeka się na Polaków w samolocie. Że niby jako jedyni klaszczemy po wylądowaniu albo upijamy się na pokładzie. Co ciekawe, oklaski to "domena" wielu narodów, na przykład niektórych Hiszpanów, którzy zadowoleni po udanym locie cieszą się, że dotarli bezpiecznie na miejsce. Dla obsługi linii lotniczych to dosyć miły gest, sympatyczne docenienie pilota. Co do alkoholu - w swoim życiu widziałam kilkunastu pijanych pasażerów i najczęściej byli to Brytyjczycy... Możecie pytać stewardess, pisała zresztą o tym Olga z "Życia stewardessy" (może ktoś z anonimowych zna) :-)

2. Skarpetki do sandałów. Racja, często noszą je polscy panowie i dla mnie to totalnie nieestetyczne, ale niejednokrotnie widziałam takie połączenie u Czechów, Niemców (do których nieustannie się porównujemy), raz u Brytyjczyka i kilka razy u Amerykanów.

3. Złodzieje, brudasy, zacofani, pijacy... Tego nawet nie chce mi się rozwijać, bo tyle co zobaczyłam w życiu, to można by pisać setki wyznań.

Jak więc widzą nas inni? Z plusów - zwykle kojarzą nas z odwagą, walecznością, bohaterstwem, silnym przywiązaniem do tradycji i naszej historii, zaradnością (wiele razy słyszałam "Polak to ze wszystkim sobie poradzi"), gościnnością (każdy zawsze podkreśla, że jak przychodzisz w gości do Polaka, to tylko z pustym żołądkiem :-)) i pracowitością (pewnie ze względu na emigrację). Z wad - nie wierzymy w siebie, jesteśmy nieufni, porównujemy się do innych, ale często mamy wybuchowy temperament.

Dlatego, kochani Anonimowi, bądźmy z siebie dumni, zamiast - nie wiadomo po co - dopisywać sobie bzdurne cechy.
Pozdrawiam.
Dodaj anonimowe wyznanie