Witam, piszę z pewnym problemem. Problemem dotyczącym mojego męża.
Opiszę sytuację od początku...
Jakiś czas temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie staraliśmy się o dziecko, ot, taka niespodzianka. Wszystko było w porządku, bardzo się w całą sytuację wkręciliśmy - wiadomo: plany, przemeblowania, cuda wianki...
Ale życie, jak wiadomo, śmieje się z naszych przedsięwzięć. Tym razem zweryfikowało je, niestety negatywnie. I poroniłam.
Ja z sytuacją poradziłam sobie w miarę poprawnie, w odróżnieniu od mojego męża. Ten, niestety, zaczął bardzo się bać kolejnej ciąży. Z jednej strony rozumiem jego ból, z drugiej wiem, że jak będzie kisił w sobie emocje, to prędzej czy później nabawi się jakiejś fobii.
Chcę podkreślić jedno: nie mam ciśnienia na dziecko i nie chcę na siłę próbować dalej. Chcę po prostu znowu zacząć cieszyć się seksem, zbliżeniem i nie bać się - bo ta atmosfera wychodzi mi już bokiem.
Wiem, że muszę wesprzeć męża, ale nie mam już motywacji. Może ktoś z was mi wytłumaczy jego emocje, nawet po to, by lepiej byłoby mi go zrozumieć i mu pomóc.
Jestem kierowcą ciężarówki. Zazwyczaj moje trasy trwają ok. miesiąc. Moja żona jest kosmetyczką. Dobrze nam się powodzi, tylko ona zostaje w wielkim domu zupełnie sama. Jest bardzo odważna i zaradna, ale i tak miałem wyrzuty sumienia, że zostawiam ją tak na pastwę losu... Tak przynajmniej myślałem.
Miałem wrócić dopiero na święta. Wszystko poszło jednak szybciej i już 22 stanąłem pod drzwiami z niespodzianką.
To co zobaczyłem na miejscu sprawiło, że zaniemówiłem.
Po domu kręciło się sporo obcych ludzi. Jedni siedzieli w salonie przy kominku, inni w jadalni jedli późny obiad...
Okazało się, że żona otworzyła sobie "pensjonat". Mieszkamy w górach, a wielki dom, który dostałem w spadku przyciągał turystów, więc żonka, która czuła się samotna, zaczęła wynajmować pokoje po taniości :)
Przynajmniej wiem, że w razie czego zawsze sobie poradzi :D
Było jakiś czas temu wyznanie o dziwnych prezentach świątecznych - wnuczek dostał od dziadków skarpety, które wyglądały na używane, i metalowe części jakichś urządzeń, żeby sprzedał na złom i sobie zarobił.
W związku z tym przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. Święta miałem wtedy połączone z dyżurami w pracy. Ale nie ma tego złego, jak to mówią... Dzięki temu mogłem się wymigać od wizyty u wujostwa, największych nudziarzy w rodzinie. Ciotka jednak wierciła dziurę w brzuchu, żebym wpadł choć na chwilę. No dobrze - jak na chwilę, to mogę zajrzeć.
Podjechałem wieczorem w drugi dzień świąt, kilka minut porozmawialiśmy co kto robił w święta, wujek pokazał świeżo wyremontowaną łazienkę (pewnie głównie o to chodziło, żeby się pochwalić), wymieniliśmy się prezentami, a że wiedzieli, że się śpieszę, to nie nalegali, żebym swój otwierał od razu.
Ponieważ następnego dnia na ósmą znów musiałem być w pracy, prezenty na razie odstawiłem i trochę o nich zapomniałem. Jakoś na trzeci dzień po przebudzeniu poczułem, że coś śmierdzi. Ale to nie to, co myślicie... Po prostu ciotka spakowała mi jako prezent resztki wędlin ze świątecznego śniadania. Tego już chyba nikt nie przebije. A może się mylę?
Opowiem Wam o najbardziej żenującej sytuacji w moim życiu. Uwaga: będzie obrzydliwie!
Byłam kiedyś w domu rodziców mojego chłopaka i rozmawiałam z jego mamą i siostrą o planach wakacyjnych. Nagle poczułam, że muszę zrobić kupę. Przeprosiłam je i poszłam do łazienki. Nie wiem czym się zatrułam, ale miałam najgorszą sraczkę w życiu. Niestety, zużyłam prawie całą rolkę papieru żeby się dokładnie wytrzeć i zapychałam klozet. Po naciśnięciu spłuczki, cały ten syf wypłynął na podłogę. Zaczęłam szukać przepychaczki, ale nigdzie jej nie było. Wpadłam w panikę, ale napisałam SMS-a do chłopaka, żeby przyszedł mi pomóc, bo kompletnie nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.
Mój bohater nie chciał narobić mi wstydu, więc zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałam: wsadził rękę do tej gównianej zupy i wyszarpał kłąb papieru, który zatkał kibel.
Mówcie co chcecie, ale naprawdę mi zaimponował! Normalnie kocham tego faceta!
Ścieżka kariery stoi przede mną otworem. Wystarczy jedynie przelecieć więcej niż kilka razy szefową. Dużo i niedużo.
Babka, choć grubo po czterdziestce, jest zadbana i potrafi w te klocki. Za kilka miesięcy zmienia firmę i zanim odejdzie, obiecała mnie wypromować. Obecnie jestem szarym zjadaczem chleba, natomiast dzięki niej podwoję zarobki i osiągnę pozycję startową do dalszego rozwoju. Byłbym głupi, jakbym przepuścił taką okazję.
Teraz ciemna strona tego przedsięwzięcia. Musiałem zerwać ze swoją kobietą. Nie chciałem jej zdradzać, bo nie zasłużyła na to. Ona nie wie co się dzieje, że nagle mi się odwidziała. Bez przerwy mnie nachodzi, dzwoni, pisze i ryczy, a ja nie mogę jej powiedzieć prawdy. Myślałem, że to będzie łatwiejsze.
Moja rodzina jest rodziną zastępczą. Moja mama mogła mieć tylko jedno dziecko, którym to jestem ja. Mimo tego, że jestem jedynakiem, miałem jeszcze czworo rodzeństwa, jesteśmy również pogotowiem rodzinnym. Ale do rzeczy.
Jakieś 10 lat temu trafiło do nas dziecko z "interwencji". Matka alkoholiczka, włamywaczka, kilkoro dzieci, każde z innym facetem itp. Jak do nas przyjechał, miał 1,5 roku. Nie umiał nawet siedzieć o własnych siłach, z tego co pamiętam (mogę się nieznacznie mylić) ważył 5 kilo, 5 kilo w wieku 1,5 roku! Przyjechał cały brudny, w śpiochach, od których moja szmata do podłogi lepiej wygląda, z pieluchą niezmienianą od dwóch dni, wszędzie miał odparzenia, jakieś siniaki. Z tego co wiemy matka ciągała go po popijawach i brała go na włamy, wierzcie albo nie, ale dziecko nauczyło się złodziejstwa mimo młodego wieku. Pod jego poduszką znaleźć można było kawałki chleba, które zwijał gdy nikt nie patrzył, plasterek wędliny, jakiś obrazek i kilka różnych innych gratów. Do tej pory ma problemy z ciągotami do złodziejstwa. Kradnie i już, nie ma na to metod wychowawczych.
Od momentu odebrania go matce nie było z jej strony żadnego kontaktu. Zgadnijcie kto się odezwał, gdy wprowadzili 500+... Mamusia obiecywała złote góry, laptopy, smartfony i ch.. wie co jeszcze. Wypisywała na fejsie jak to go bardzo kocha i za nim tęskni. Dostała odpowiedź od sądu, że owszem, widywać się z nim może, jeżeli my na to zgodę wyrazimy, ale żadnej kasy z 500+ nie dostanie, bo ma całkowicie odebrane prawa rodzicielskie do tego dziecka. I co? Już nie było wiadomości na fejsie, ani żadnego telefonu, ani jakiejkolwiek próby kontaktu.
Kończąc muszę napisać, że chłopak wyszedł na ludzi. Nie jest aspołeczny ani zamknięty w sobie - wręcz przeciwnie. Ma oczywiście pewne "odchyły" przez to, co działo się w pierwszych miesiącach jego życia, ale im jest starszy, tym bardziej próbuje nad tym panować.
A ja zawsze gdy o tym myślę, nie mogę zrozumieć, skąd biorą się tacy ludzie...
Ja nieraz szedłem jak w dym za swoim rodzeństwem, które to teoretycznie jest dla mnie obcymi osobami, a praktycznie jesteśmy jedną dość sporą i trochę pozytywnie nienormalną rodzinką.
Ciężko jest ująć w słowa coś, co nigdy nie miało miejsca, tylko działo się w naszej głowie. "Skoro dzieje się w twojej głowie, nie znaczy, że nie dzieje się naprawdę" - czy jakoś tak to szło.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.
Kilka razy jak byłam dzieckiem zapytałam mamę, co się stało z Justyną i Sebastianem. Kiedy wrócą? Mama nie wiedziała o kogo chodzi, myślała, że chodzi o kuzynów i że pomyliłam ich imiona. Płakałam i bardzo chciałam, żeby wrócili, czułam się samotna.
Do 4 roku życia byłam jedynaczką. Gdy usłyszałam, że będę mieć rodzeństwo, byłam pewna, że to oni. Niestety brat był dla mnie zupełnie obcy. Tak jak reszta rodziny. Nigdy nie mogłam się z nimi porozumieć. Mieliśmy zupełnie inne charaktery. Co było dziwne, z wyglądu również od nich odbiegałam. Gdy dorosłam, wyprowadziłam się za granicę, w Polsce jestem raz na kilka lat. Kompletnie nie czuję się związana z tym krajem ani z ludźmi.
Całe życie tęskniłam za moją rodziną z poprzedniego życia. Boże... W dzieciństwie więcej pamiętałam, później wspomnienia się zatarły na kilkanaście lat i to życie teraz przypomina mi się znowu.
Chowałam się w polach, w rowach. Miałam chustkę na głowie, jak moja piękna siostra, i kilka lat. Przyszli żołnierze, ja wyszłam z kryjówki, żeby stanąć w obronie siostry i mnie zabili albo zranili. Nie mogłam się ruszyć. Pamiętam, że już było ciemno i jakieś istoty/energie uniosły mnie do góry.
Mam również strzępki innych "wspomnień".
W miarę jak dorastałam, zaczęłam poszukiwać informacji o tamtej ojczyźnie. Najbardziej mi pasuje Bliski Wschód - Syria, Turcja, Bośnia i Hercegowina, Gruzja.
Pamiętam ludzi z ciemnymi włosami i kobiety w spódnicach z chustkami zawiązanymi na głowie do tyłu.
Pamiętam, że miałam starszą siostrę, która według mnie była piękna i chciałam wyglądać jak ona.
Pamiętam, że bardzo kochałam swoją rodzinę i oni mnie. Dopóki nie doszło do wojny, byliśmy szczęśliwi.
Wydaje mi się, że agresorem była Rosja, bo pamiętam, że pokazano mi "mapę" w tym innym świecie.
Pamiętam, że za żadne skarby nie chciałam schodzić znowu na ten świat i obiecano mi, że to ostatni raz... i że w tych czasach życie jest łatwiejsze niż wcześniej.
W tym życiu niektóre przypadkowe osoby, wiadomości, krajobrazy wyzwalają te dziwne wspomnienia i uczucia.
Nie chcę się w tamto życie zbytnio zagłębiać, ale może jest tu ktoś, kto ma podobne dziwne "wspomnienia".
W czasach mojej podstawówki pewnego razu poszliśmy na plac zabaw, by zobaczyć co się stanie, gdy będziemy skakać na Nokię 3310 z huśtawki.
Jako genialny ja, zahaczyłem o huśtawkę nogą i zamiast spaść na nogi, spadłem na rękę.
Konsekwencja zabawy z Nokią?
Złamane dwie kości ręki XD
Miałem taką znajomą, z którą byliśmy w relacji friend with benefits. Trwało to jakiś czas i oboje byliśmy z tego faktu zadowoleni, do czasu aż nie poznałem jej siostry i się w niej zakochałem. Siostra, z którą planuję ślub, oczywiście nic nie wie o naszej relacji wcześniej. I zastanawiam się, czy powiedzieć jej o tym fakcie.
Gdy usłyszałam kiedyś na jakiejś lekcji jak niebezpieczne jest podawanie swoich danych w internecie, to wymyśliłam sobie imię i nazwisko, którym posługiwałam się w internecie przez kolejne 10 lat. Wymyśliłam tej osobie także masę innych danych przez ten czas. Podczas logowania się na wszystkie gry, fora, strony zawsze podawałam te same dane, profilowe (jakiejś losowej laski) i zawsze jak z kimś pisałam, to przechodziłam na ten zmyślony tryb osoby, by nigdy nie zagubić się we własnych kłamstwach. Pozwalało mi to często na robienie mega dużych głupot, wypisywanie bzdur itd. Każdy wie jak to działa, gdy jest się anonimowym, czasami powie się za szczerze albo za wulgarnie to i owo. I o wiele gorsze rzeczy...
Dziś mój chłopak uświadomił mnie, że przez ten cały czas podawałam wszędzie swój e-mail z prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
Dodaj anonimowe wyznanie