#nEpGI

Korzystając z pięknej pogody, postanowiłam wybrać się na po raz pierwszy i ostatni na plażę nudystów. Dlaczego ostatni?
Schyliłam się i nagle zabolał mnie brzuch. Postanowiłam sobie ulżyć i puścić bączka. Z mojego dupska zaczęła tryskać żółta jak ser woda. Moja dupa zmieniła się w fontannę. Obryzgałam ludzi siedzących za mną :(

#U796W

Sytuacja sprzed 2 lat, miałem wtedy 18 lat.

Spaceruję sobie po pięknej dolince i podziwiam przyrodę. Przy drodze na ławeczce siedzi kobieta z wyjątkowo kudłatym pieskiem na rękach, zwróconym tyłem do mnie. Jako że moja przyjaciółka mnie zaraziła swoim zainteresowaniem zwierzętami, chciałem się przyjrzeć bliżej.
Kiedy przechodziłem obok kobiety, to chcąc obejrzeć zwierzaka wychyliłem głowę i zobaczyłem, że pani spojrzała na mnie z ogromnym oburzeniem.
Trudno jej się dziwić, bo "pieskiem" okazało się być dziecko, które miało niezwykle długie jak na ten wiek włosy, a które właśnie karmiła piersią.

Uznałem, że nie będę jej tłumaczyć, że myślałem, że to piesek (co sytuacji raczej by nie poprawiło), tylko spaliłem buraka i przyspieszyłem kroku :D

#97vsZ

Jechałam kiedyś z koleżanką pociągiem na majówkę, nocnym pociągiem. Jako że jest dzień przed długim weekendem, pociąg wypełniony po brzegi. A jeśli ktoś nie wie co znaczy "po brzegi", odpowiadam: znalazłyśmy miejsce o powierzchni łącznej mniejszej niż potrzeba na postawienie wszystkich naszych czterech stóp. Pociąg jedzie, my stoimy, trudno się nawet odkręcić, a czeka nas 6 godzin jazdy.
Po 2 godzinach pan X staje na początku korytarza w wagonie i każdemu popchniętemu i nadeptanemu pasażerowi tłumaczy, że on "do kolegów na końcu przedziału", w ręku sześciopak. Po trupach, ale jakoś przeszedł, nawet jak go nie było widać, to po jękach pasażerów można się było zorientować gdzie aktualnie jest. Pół godziny później facet wraca z tym samym tłumaczeniem, w ręku tylko 4 piwa.

Sytuacja powtarza się, Pan X coraz bardziej pijany i w coraz gorszej koordynacji ruchowej, mijając nas przygważdża moją koleżankę do ściany i ciężko na nią dyszy, więc łapię gościa za chachoły i przepycham dalej. W kolejnej edycji przejścia Pan X rzyga na dziewczynę i dostaje w pysk od jej ojca, zaczyna się jatka. Na pierwszym przystanku ludzie, którzy dopchnęli gościa go końca wagonu mówią do niego "Panie, to twoja stacja!" on na to "A to już jesteśmy w Gdyni?!" (okolice Olsztyna). "Tak, panie! Gdynia! Wysiadaj pan!" i wykopsali go z pociągu :D
Reszta trasy minęła nam bez większych ekscesów :)

#FTHG4

Klasa maturalna, natłok nauki, jako że moja nauczycielka od biologii (którą pisałem na maturze) nie należała do wybitnych, uczęszczałem na korki. Warto również dodać, że na okres klas 2 i 3 liceum mieszkałem sam w mieszkaniu, w miasteczku oddalonym od mojego domu rodzinnego około 45 minut drogi.
Pewnego dnia moja mama wpadła na mieszkanie i stwierdziła, że koniecznie musimy kupić czujniki tlenku węgla. Sam szczerze mówiąc uważałem, że to kompletnie niepotrzebne ustrojstwo i szkoda wydawać na nie pieniędzy, zwłaszcza że mieszkałem już ponad rok i nic się nie działo.
Od tego czasu minął niespełna miesiąc. Moja mama odwiedziła mnie na weekend, a jako że miała wieczorny dyżur w mieście obok, została jeszcze na poniedziałek. Tak wyszło, że w poniedziałki - przez korepetycje - kończyłem około 17. Po wyjściu standardowo wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem zapytać, czy jest jeszcze na mieszkaniu. Nie było jej, leżała w szpitalu zatruta tlenkiem węgla. Sam czujnik uratował jej życie, ponieważ alarm zadziałał jak powinien.

Teraz część najważniejsza. Tlenek nie wydzielał się z mojego piecyka, ale przez zatkany komin. Jak się później okazało, ktoś stwierdził, że impreza na dachu 11-piętrowego budynku to świetny pomysł, a dla zabawy zniszczy kominy, w których jak potem się okazało zagnieździły się ptaki, blokując wentylację.
Z tego miejsca chciałem pogratulować tej bardzo inteligentnej osobie, która zatrułaby tlenkiem węgla dziesięć rodzin, gdyby nie jeden głupi czujnik.

#dJdOn

Kiedy mój chłopak miał siedemnaście lat, był zakochany w pewnej dziewczynie. To nie był typowy nastoletni związek, lecz prawdziwa miłość. Wiem to, bo kilka razy w tygodniu przynosi na jej grób herbacianą różę, bo podobno takie lubiła najbardziej.
Jesteśmy ze sobą już trzy lata, od roku mieszkamy razem. Czasami w nocy słyszę, jak Marcin płacze.
Kiedy zachorowała, cały czas był przy niej. Wyznał mi, że dziewczyna dosłownie zmarła w jego ramionach.

Kocham go i wiem, że on mnie też. Ale nigdy nie pokocha mnie tak bardzo, jak kochał ją. Dlatego odchodzę.

#wVxfu

Jestem psychopatką. Jest to zdiagnozowane i poparte badaniami. Warto wspomnieć na początku, że psychopatia nie oznacza morderstw i agresji i nie każdy właściwie psychopata to zła osoba, bowiem tak naprawdę jest to zaburzenie charakteryzujące się osłabionym lub całkowitym brakiem odczuwania emocji, brakiem kompasu moralnego, nieumiejętnością nauki na błędach i paroma innymi nieistotnymi dla historii rzeczami.

Nie jestem tak daleko w stadium psychopatii, bo odczuwam tylko gniew (nie silny) i radość od czasu do czasu, ale nic poza tym. Nie znałam więc co to znaczy mieć przyjaciela, ale oglądałam wiele rzeczy i ciągnęłam z nich informacje, a gdy już w końcu kogoś zdobyłam... okazało się, że byłam zwyczajnie toksyczna, bo źle interpretowałam emocje i wydawało mi się, że robię dobrze.

Dawno temu zdobyłam przyjaciółkę, miałam wtedy 15-16 lat. Droczyłam się z nią bardzo dużo, bo widziałam taki dominujący i towarzyski typ osobowości mnóstwo razy w różnych seriach i pasował do nieśmiałego typu, jaki reprezentowała ona. Pewnego razu namówiłam ją do napisania kompromitującej wiadomości, a potem spędziłam strasznie dużo czasu wysyłając zrzut ekranu tego komu popadnie. To był plan - myślałam wtedy, że to żarty i przyjacielskie droczenie się. A każde jej prośby bym przestała nakręcały mnie jeszcze bardziej, miałam wrażenie, że dzięki temu się zbliżamy. Po długim czasie napisała mi, że jest zakochana. Połączyłam fakty i odkryłam w kim, spytałam, czy to prawda i gdy potwierdziła, znów poleciał screen. Mówiłam, że jak wyślę to tej osobie, to wtedy będą razem w związku; robiłam to po to, bo ona się bała wyznać miłość. Płakała, bym tego nie robiła, ale to również traktowałam jak: patrz wyżej. I wysłałam. To był jej najbliższy przyjaciel, którego znała od dzieciństwa. Odmówił jej. Nie wiedziałam, w czym był problem i czemu ona płakała, to do mnie nie docierało. Kontakt się urwał i po miesiącach napisała, że byłam toksyczna i strasznie długo się psychicznie zbierała po tej relacji. Wtedy się wzburzyłam, że jak to ja toksyczna? Przecież jej chciałam pomóc i to było normalne, że druga osoba mogła odmówić! Potem przyznała mi z płaczem rację. Nie chciałam od niej odejść, bo była mi jedyną bliską osobą, więc ciągle za nią chodziłam; utwierdzałam ją przy okazji w przekonaniu, że to na pewno jej wina, ale już jest okej, bo nie jestem urażona. A później... wierzyła w każde me słowo i w siebie zwątpiła. Długo mi opowiadała o swoich innych problemach w relacjach. Zawsze, gdy się żaliła, podkreślała, że nie wie, czy sobie to wymyśla czy nie i pytała, czy znów nie jest przewrażliwiona.

Dopiero tydzień temu, po latach, zdałam sobie sprawę, co jej zrobiłam i że stała się moją psychiczną ofiarą, bez własnej wartości.
Nie czuję wstydu ani wyrzutów sumienia. Czuję tylko ten fakt, że jestem okropną osobą. Psychopaci są jak dzieci, które nie potrafią zrozumieć uczuć, choć naprawdę chciałam dobrze. Zamierzam od niej odejść.

PS. Chodzi do psychologa i ma kontakt z tym chłopakiem.

#QrJ1p

Będąc w LO opiekowałem się pracownią chemiczną. Zawsze szybko znikał nam odczynnikowy etanol (spirytus). Kiedyś się wkurzyłem i do butelki po etanolu przelałem metanol (ten alkohol, który jest toksyczny)

Parę dni później sprzątaczka umarła na zatrucie metanolem. Był to okres, kiedy w Polsce było sporo podobnych przypadków, więc każdy myślał, że kupiła gdzieś lewy na bazarze. Gdy tylko się dowiedziałem posprzątałem wszystko i wyczyściłem butle w magazynku odczynników. Prawdę znam tylko ja i kolega - choć może to tylko przypadek...

#jJNqH

O przyjaźni i lojalności.

Urodziłem się w 2001 roku, od 09.2010-06.2014 miałem przyjaciółkę. Od 2-6 klasy podstawówki byliśmy w jednej klasie. Mieliśmy oprócz naszych rodzin tylko siebie, nikt inny nas nie lubił i byliśmy największym pośmiewiskiem w szkole, mnie wyzywali od małp i goryli z powodu moich włosów na rękach i nogach, a ją od transów i babochłopów z powodu jej zainteresowań i ubioru - uwielbiała sport, a w szczególności piłkę nożną, i chodziła w dresach. Nieraz też nas bili, w szczególności ci, co nie zdali już kilka razy. Dopiero w 5 klasie się nieco uspokoiło, ale byliśmy bratnimi duszami i broniliśmy się i wspieraliśmy się nawzajem. Oboje sobie dużo pomogliśmy i wiedzieliśmy o sobie dużo, np. ona wiedziała, że nosiłem protezę górnych jedynek i że mam zespół Aspergera. Jednak chowaliśmy się po kątach i nikomu o sobie nie mówiliśmy, w szczególności przed klasą, bo jak ktoś coś podejrzewał, to były komentarze typu zakochana para lub próbowano nam wmówić, że jedno drugie wykorzystuje. Wiedziałem, że ona jeździ autobusami do sąsiednich miast szukać jakichś koleżanek, nie chcieliśmy mieć po wsze czasy tylko siebie. Ogólnie byliśmy bardzo związani z sobą i lubiliśmy się i ufaliśmy sobie bezgranicznie, a ona była naprawdę super. W 6 kl. parę razy daliśmy sobie też tak zwanego dzióbka, ale doszliśmy wspólnie do wniosku, że na bycie parą jesteśmy za młodzi, mieliśmy 12 lat.

Pod koniec 6 kl. ona nieumyślnie wywołała pożar, w którym zginęły dwie osoby. Jej nic się nie stało, ale na 3 tygodnie trafiła do szpitala psychiatrycznego. Po powrocie do szkoły ciągle wyzywali ją od morderców, kilku nawet dostało ode mnie za to w pysk. Niestety usłyszałem od niej, że nie chce kontynuować relacji ze mną, gdyż nie chce, abym patrzył jak cierpi i aby jej pomoc względem mnie nie poszła na marne; ja chciałem kontynuować relację. Na zakończeniu roku się pożegnaliśmy ze łzami w oczach. Wiem od jej brata, że w gimnazjum miała kilka prób samobójczych i w 2017 na stałe trafiła do psychiatryka. Przypadkowo w 02.2016 ją spotkałem, porozmawialiśmy trochę, powiedziała, że bardzo za mną tęskni, ale też abym o niej zapomniał.

Próbowałem ją odnaleźć, ale bez skutku, osoby o takim nazwisku nigdzie nie ma w necie, nie wiem też gdzie dokładnie mieszka/ła. Obecnie albo zaczęła wszystko od nowa, albo nadal jest w szpitalu, albo już niestety nie żyje. W ciągu ostatnich 7 lat widziałem ją raz 5 lat temu, ale każdego dnia o niej myślę, bardzo za nią tęsknię, gadam do kubka, który od niej dostałem, wiem też od jej brata, że ona też gadała w do breloczka, który dostała od mnie. Po gimnazjum z jej bratem urwał się kontakt. W każdej dziewczynie, co mi się podobała, nie widziałem tej dziewczyny, tylko ją.

Nikomu o tym nie mówiłem. Sorki, że pisane skrótami, ale to długa historia.
Dodaj anonimowe wyznanie