#ijxuY

W szkole miałem trudny przedmiot jakim jest ''elektrotechnika'', którego uczył równie trudny nauczyciel. Jako że z 28 osób w klasie 16 dostało oceny niedostateczne na półrocze, postanowiliśmy na nowe półrocze kupić od starszej klasy klucz do sali tegoż właśnie nauczyciela (nie wiem ile klas tak robiło).

Jako że wszystkie sprawdziany przed ukończeniem pracy chował do biurka, w nowym półroczu notorycznie robiliśmy ''podkłady'', tzn. pisaliśmy sprawdzian normalnie jak zawsze, po czym na następnej lekcji pisaliśmy ''gotowce'', by na przerwie można było pójść i podłożyć je we wcześniej wspomnianym biurku i wyjąć stare. Na jednej z lekcji na sprawdzianie dwóch kolegów pewnych późniejszego podkładu, w odpowiedziach pisało co im przychodziło do głowy, byleby było widać, że coś piszą. Jeden napisał cały pacierz, inny jakieś wierszyki itd.

Tego dnia ów nauczyciel po naszej lekcji poszedł wcześniej do domu z naszymi sprawdzianami. Wyobraźcie sobie jego wzrok, którym patrzył na kolegów tydzień później, oddając nasze sprawdziany :)

#6eM9T

Dziś jest zimny, deszczowy dzień, więc jedyne o czym marzę to kubek ciepłej czekolady i obejrzenie jakiegoś fajnego filmu z moją ukochaną dziewczyną przytulającą się do mnie.

Tą samą dziewczyną, która zdradziła mnie ze swoim instruktorem jogi i wczoraj wyprowadziła się z mojego domu, zabierając ze sobą telewizor...

#8sV5k

Dlaczego ludzie to hipokryci?

Moja mama pożyczyła swojemu bratu swój robot kuchenny, ten oddał go nie mówiąc dziękuję, dodając tylko, że parę przycisków przestało działać. Gdy mama otworzyła w domu pudełko z robotem była załamana - sprzęt cały brudny, większość funkcji nie działa. Oznajmiła to wszystkim domownikom i powiedziała, że tak jest za każdym razem.

Tak się składa, że brat mamy odwiedził nas w ten sam dzień, korzystając z okazji powiedziałem mu, żeby następnym razem podziękował i oddał sprzęt taki, jakim go pożyczał. Dostałem szlaban na tydzień, rodzice powiedzieli, że nie można mówić tego co myślimy, chyba że się jest po alkoholu.
Taka prosta sytuacja pokazuje jak zakłamani są ludzie.

#2gNuu

Co tu dużo mówić...

Mieszkam na 5 piętrze i na mojej ulicy są dwa konkurujące ze sobą burdele, które widać z mojego okna jak na dłoni.

Jak mi się nudzi, to wyciągam lornetkę i sprawdzam kto wchodzi lub wychodzi i robię zdjęcia twarzy, a następnie sprawdzam ich profile na Facebooku (czasem nawet liczę punkty dla każdego domu – żonaci liczą się podwójnie).

Nawet nie wiecie jaką mam satysfakcję, jak przyłapię jakąś znajomą twarz 😈

#VdeRu

Historia mojego psa i dwóch panów policjantów

A więc pewnego popołudnia, jak co dzień, udałam się ze swoim psem na spacer. Spuściłam go ze smyczy, w końcu niech się mały wybiega. Zazwyczaj się słucha i nigdzie nie ucieka, Ale akurat na tym jednym spacerze zachciało mu się porozrabiać. Nagle wystrzelił jak z procy przed siebie i zniknął w oddali. Ja przestraszona i dość mocno zdezorientowana pobiegłam za nim. 

Na końcu ścieżki, którą podążył, stał wóz policyjny. Podchodzę bliżej, widzę jak pies siedzi w samochodzie przy policjancie i już naprawdę przestraszona zaczynam przepraszać, po czym drugi z panów mnie uspokaja mówiąc:
- Niech się pani nie denerwuje, psa po prostu ciągnie do swoich.

Widać gliniarz też człowiek.

#2Ylte

Gdy miałam 14 lat, zmuszona byłam nosić aparacik nazębny, bo moje dwie górne jedynki wyglądały niczym jakieś losowe głazy ze Stonehenge. Rodzice wydali kupę kasy na konsultacje, wizyty u dentysty, regulowanie aparacika, a potem zdejmowanie kamienia nazębnego i preparaty do remineralizacji szkliwa.

W dniu kiedy zdjęto mi to ustrojstwo z paszczy, wsiadłam na rower i popędziłam w stronę boiska szkolnego, aby pochwalić się moim zdrowym uśmiechem przed koleżankami. Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam, ale uderzyłam przednim kołem o śmietnik i z wielkim impetem wyrżnęłam twarzą w chodnik. Wybiłam sobie dwie górne jedynki...

#3HTxO

Jechałam kiedyś na stopa do koleżanki. W świetnym humorze stoję na przystanku i zatrzymuję samochody. I zatrzymał się ON: facet około 40, łysy, w czarnej skórze. Nie wyglądał jakoś przyjaźnie, ale stwierdziłam, że się spieszę, a w biały dzień nie zrobi mi krzywdy.

No i wsiadam i tak sobie gadamy, jedziemy i w pewnym momencie jakiś kierowca jadący z naprzeciwka mruga światłami. I właśnie w tym momencie zaczyna się tragiczna rozmowa:
- Widziałaś? Mrugnął? Pewnie znowu stoją.
- Tak, widziałam. Na pewno.
- Ale tutaj, w takim miejscu? Chyba muszą się nudzić.
- Oni zawsze się nudzą, nieroby, zaczepiają tylko niewinnych ludzi i robią problemy.
- Tak myślisz?
- Tak! Nie lubię psów.
I właśnie w tym momencie zatrzymała nas policja.
- Dzień dobry. Starszy sierżant xxx. Komenda powiatowa policji w yyy. Kontrola drogowa, poproszę prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ubezpieczenie.

I wtedy mój wybawiciel uśmiechnął się jakoś dziwnie i zaczął szukać czegoś w kieszeni. Po czym wyjął z niej tzw. blachę i pokazał policjantowi.
- Coś jeszcze?
- Nie. W porządku. Miłego dnia, może pan jechać.

Siedziałam tam cala czerwona, pewna, ze facet wywiezie mnie na Syberię. A jedyne co wydusiłam z siebie do końca drogi to:
- Przepraszam za te psy, policja w sumie nie jest taka zła.

Nigdy więcej nie pojadę na stopa.

#tMnp9

Wczoraj moja sąsiadka o godzinie 23 zrobiła mi awanturę na klatce schodowej. I to taką, że reszta sąsiadów się obudziła i pootwierała drzwi, aby sobie posłuchać. „Jak pan oglądasz porno, to chociaż dźwięk pan ścisz! Tu dzieci mieszkają!” - darła się rozsierdzona kobieta, a ja czerwony jak cegła usiłowałem bronić się, a jedyne dźwięki, jakie wydobywały się z moich ust to ciche jęknięcia: „Ale… ale… ale…”.

No i nie udało mi się wytłumaczyć jej, że po nocach oglądam kobiece mecze tenisa, bo od tygodnia jestem trenerem lokalnej drużyny i szukam inspiracji dla naszych dziewczyn.

#x98Ds

Jestem z moją narzeczoną już 6 lat. Słysząc od naszych znajomych o niesamowitych i drogich miejscach, w których oni się zaręczyli, szukałem czegoś, czym mógłbym przebić ich wszystkich, ale nie dlatego, żeby się pokazać, tylko żeby utrzeć im nosa!
 
Jako że chciałem oświadczyć się we Wrocławiu, a nie znam go na tyle, żeby wymyślić coś ciekawego, przeszukałem internet w poszukiwaniu miejsca na to wiekopomne wydarzenie. Wszystko co znalazłem wydawało mi się oklepane i takie zwyczajne. Trafiłem na pewną stronę, gdzie poznałem studenta, który pomógł mi rozwiązać mój problem. Od słowa do słowa okazało się, że chłopak nie tylko oprowadzał po mieście, ale miał dostęp do "niedostępnych" miejsc we Wrocławiu. Ale do rzeczy.

Pewnego wieczoru zabrałem moją narzeczoną na spacer w pobliżu jednego z najwyższych budynków we Wrocławiu. Kiedy przechodziliśmy koło niego zaproponowałem jej, żebyśmy zobaczyli panoramę Wrocławia. Jakie było jej zdziwienie, kiedy udało nam dostać się na dach, gdzie na samym środku leżał koc, a na nim piknikowy koszyk, wino i kartka z napisem: Jeżeli nie zostaniesz moją żoną, to już nie wiem co mam zrobić! :D
Tak! Zadowolenie mojej żony kosztowało mnie 30 zł, pomysł i poznanie tego studenta, a miny moich znajomych, którzy dowiedzieli się jak się oświadczyłem były bezcenne :)
Dodaj anonimowe wyznanie