#Q2F81

Poszłam ostatnio do przychodni, mam problem z nerkami i lekarz powiedział mi, że jeśli ból by się nasilał, miałabym problemy z moczem, to mam przyjść. Jestem w klasie maturalnej, więc poszłam do lekarza z plecakiem, żeby później móc pójść normalnie do szkoły. I właśnie z tej okazji dwie panie w wieku ok. 60 lat zgnoiły mnie.

Czekałam w kolejce, ból rozchodził mi się aż do biodra, więc usiadłam, bo kiedy stałam, robiło mi się słabo. Po chwili do poczekalni wszedł starszy pan, a panie zaczęły tyradę pod tytułem „dlaczego dziecko nie ustąpisz miejsca?”. Dodatkowo zaczęły mnie besztać, że na pewno wagary robię, bo przyszłam z plecakiem, że szukam wykrętów od nauki, że przez takich ludzi jak ja trzeba będzie płacić większe podatki na nierobów, bo zamiast się uczyć, to wagaruję i symuluję. Cała ta litania chwilę trwała, a ja nie miałam siły, żeby się odezwać i wyjaśnić sytuację, jedynie parę razy skrzywiłam się z bólu.

Dla świętego spokoju postanowiłam wstać i ustąpić miejsca temu panu, tak żeby po prostu panie przestały mówić o mnie, w końcu i tak jeszcze tylko dwie osoby były w kolejce przede mną, więc stwierdziłam, że dam radę. Ale kiedy zaczęłam się podnosić i powiedziałam do pana, żeby usiadł, on kazał mi spokojnie siedzieć, bo widzi, że mi coś naprawdę dolega, a on tylko przyszedł po receptę i jemu miejsce nie jest potrzebne. Potem powiedział paniom, żeby następnym razem nie oceniały kogoś przez pryzmat wieku, bo każdemu może coś dolegać, a on nie chce robić z siebie świętej krowy ze względu na wiek, bo czuje się dobrze. Dodatkowo zapytał się mnie, czy rzeczywiście robię wagary, a kiedy powiedziałam, że nie, bo po wizycie wracam do szkoły, stwierdził, że ma nadzieję, że lekarz da mi zwolnienie, ponieważ powinnam odpocząć, bo widzi zmęczenie na mojej twarzy.

Ot, taka historia jak to nieznajomi potrafią oceniać innych, a inni potrafią po prostu być ludźmi.

#6ox2o

Zima kilka lat temu, taka prawdziwa: -13°C, śnieg i oblodzone chodniki. Z okazji pewnego święta przyjechał do mojej mieściny prezydent. Na rynku postawiono scenę i większość uliczek, które umożliwiały dojście do ścisłego centrum, zamknięto dla jakiegokolwiek ruchu. Mieszkam w centrum, więc dostanie się do mojego domu było bardzo utrudnione. Pech chciał, że tego felernego dnia założono mi gips do połowy uda. Kule dostałam pierwszy raz w życiu do ręki, więc nie do końca umiałam się nimi jeszcze posługiwać. Jednak do domu musiałam się jakoś dostać, a nie było mowy o podjechaniu pod same drzwi. Brat wysadził mnie jakieś 300 m dalej, czyli i tak najbliżej, jak się dało. Przejść i tak musiałam przez zamkniętą dla ludzi uliczkę.
Zrobiłam kilka pierwszych „kroków” i już wiedziałam, że łatwo nie będzie, bo lód na chodniku wcale nie pomagał mi w poruszaniu się. Bezsilność i frustracja przerodziły się w złość, którą przemieniłam na słowa, które brzmiały mniej więcej tak: „Ku*wa, ten je*any ch*j przyjechał, ku*wa, zamykają dla niego, ku*wa, wszystkie ulice i ku*wa nie można się do domu dostać. Chodzić nie umiem na tych je*anych kulach jeszcze, a wszystko jest oblodzone. Ku*wa je*bany ch*j”.
Po wypowiedzeniu tej wiązanki zobaczyłam, że z boku stał policjant, wielki jak szafa, trzymający karabin w ręce. Patrzę i widzę, że jego twarz jest biała jak ściana, dostrzegam przerażenie w jego oczach i słyszę cichutkie: „Dobrze, ja zawołam komendanta, on panią przeprowadzi i będzie mogła pani przejść”. Myślę sobie: „Przynajmniej tyle”.
Idę. Zostało mi jeszcze jakieś niecałe 100 m drogi, w którą wliczało się przejście koło sceny, na której dokładnie w tym momencie przemawiał nasz cudowny gość, zebrało się też sporo ludzi, którzy przyszli wysłuchać co miał do powiedzenia. Idę i już nie mogę. Ręce bolą niemiłosiernie. Kule cały czas się ślizgają. Miałam się poddać i usiąść na ziemi, gdy podeszli do mnie strażacy, którzy stali i podpierali z nudów ściany ratusza. „Pani, widzimy, w potrzebie, może jakoś pomożemy?” – zapytali. Oczywiście pomoc przyjęłam. Panowie wzięli mnie pod ręce i przenieśli pod same drzwi do kamienicy. Wszystko w trakcie przemowy prezydenta. Panowie strażacy jeszcze śmiali się, spekulując, jakie nagłówki pokażą się w czołówkach jutrzejszych gazet.

Chyba nigdy nie zapomnę tego dnia, pozdrawiam panów serdecznie. Szczególnie policjanta, którego przeraziły moje słowa. :D

#fZAKj

Jestem osobą tolerancyjną. Nie przeszkadza mi to, że ktoś ma inny kolor skóry, czy też to, kto z kim jest w związku. Nie robi mi to różnicy. Za to bardzo nie lubię, kiedy ludzie całują się w miejscach publicznych. Uważam to za obrzydliwe.

Historia właściwa. Na wakacjach w jednej z nadmorskich miejscowości wybrałam się do wesołego miasteczka na koło. Byłoby idealnie, jednak w tym samym wagonie co ja znalazły się dwie dziewczyny, które były bardzo sobą zajęte. Dosłownie wchodziły sobie do gardeł. Nie chciałam spędzić najbliższych 10 minut, oglądając to, więc grzecznie zapytałam, czy mogłyby przestać, ponieważ nie są tu same. Zostałam za to zwyzywana od homofobów, że jestem paskudna, obrzydliwa.

Ludzie, to, że ktoś zwraca wam uwagę w miejscu publicznym, nie oznacza, że jest rasistą czy homofobem, tylko że może mu przeszkadzać wasze zachowanie.

#n7wmX

Domówka u znajomych, wolna chata, wszystko ładnie pięknie, rodzice kolegi na urlopie, ale jako że byliśmy jeszcze młodzi (jakoś 15-16 lat), raczej nie powinniśmy byli robić takich imprez, więc rodzice w ramach kontroli dzwonili do domu codziennie późnym wieczorem, aby sprawdzić, czy na pewno wszystko w porządku.
Także i tamtego dnia kolega nie odstępował telefonu na krok, a jako że był to jeden z tych bezprzewodowych aparatów, które mają daleki zasięg, a ich bateria długo działa, zabierał go ze sobą wszędzie – do sklepu na parterze w drodze po alkohol, na papierosa i tak dalej...

Dla mnie impreza skończyła się szybko, bo nie chciałam się narażać mamie, wróciłam więc grzecznie do siebie i poszłam spać. Rano obudził mnie telefon od znajomych z pytaniem, czy nie widziałam może tego nieszczęsnego telefonu domowego kolegi. Myślałam, że robią sobie ze mnie jaja, w końcu jak można zgubić telefon domowy? Okazało się jednak, że chłopaki przesadzili trochę z alkoholem i rzeczywiście telefon zapadł się pod ziemię. Oczywiście panika, bo co powiedzieć później rodzicom? Wszyscy, którzy pozostali do rana na imprezie, wyruszyli w teren w poszukiwania. Najczęściej odwiedzanym miejscem w trakcie zabawy był oczywiście monopolowy. Wyobraźcie sobie minę ekspedientki, gdy o ósmej rano wchodzi grupka nastolatków, nieświeżych po imprezie, pytających ze śmiertelnie poważnymi minami, czy nie widziała może przypadkiem telefonu domowego.

Poszukiwania trwały jeszcze pół dnia, zguba w końcu się odnalazła... W kanapie kolegi z bloku obok. Ten nic nie pamiętał i do tej pory nikt nie wie, jak to się mogło stać.

#6qKPK

Od kilku lat jestem po rozwodzie, a życie ułożyłem sobie w nowym, nieformalnym już związku. Z poprzedniego związku mam dwoje dzieci, z którymi mam dobry kontakt, bardzo często się widujemy, oczywiście ich matce płacę alimenty itd.

Zabrałem teraz dzieci do siebie na ferie, mała wioska, więc szału atrakcji nie będzie, ale że mieszkamy blisko gór, pomyślałem o urządzeniu kilku małych wypadów w góry. Okazało się jednak, że młodszy syn nie ma butów na śnieg, więc niewiele myśląc, pojechałem do sklepu i kupiłem mu odpowiednie buty i tutaj historia właściwa. Moja obecna partnerka zrobiła mi awanturę, bo to matka dostaje alimenty i to ona powinna kupić buty, a poza tym, jeśli już, to po wycieczce buty powinny zostać u mnie. Ja stwierdziłem, że nic z tego, bo skoro już mu kupiłem, to niech korzysta, kiedy tylko będzie taka potrzeba.

Obraziła się na mnie strasznie, a ja się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak? Mam już ogromny mętlik w głowie.

#ipXod

Nie rozumiem ludzi wyśmiewających bądź takich, co mówią „ta dzisiejsza młodzież to taka bezmyślna, myślą, że jak to robią, to są fajni”, którzy mówią to o osobach samookaleczających się... Otóż się bardzo mylą. Każdy w swoim życiu napotyka jakieś problemy i jedni je lepiej znoszą, inni gorzej.

Nastolatkowie sięgają po to, bo próbują wszystkiego, byleby pomoc sobie w problemie, a jak zrobi się to raz, to już się prędko nie kończy, działa jak uzależnienie (przynajmniej u mnie tak było) i to naprawdę boli, jak ktoś widzi twoje blizny i od razu ocenia...

Każdy ma inną historię, nie oceniajmy po wyglądzie.
Dodaj anonimowe wyznanie