#Mijut
Następnych kilka dni SMS-owaliśmy i dowiedziałam się kilku smaczków, bo przez alkohol pamiętałam piąte przez dziesiąte, a on przecież był trzeźwy.
Pod moim domem staliśmy kilka godzin.
Musieliśmy też całować się dość agresywnie, bo oniemiałam, jak spojrzałam w lustro, miałam wielkiego siniaka na twarzy, szyi i jakieś malinki. No cóż, przeszłam szybki kurs internetowy, jak zakryć makijażem siniaki i polubiłam się ze swetrami z golfem. Na szczęście nikt nic nie zauważył, oprócz przyjaciółki, której sama to pokazałam.
Okazało się też, że chłopak jest kilka lat ode mnie młodszy i jest właściwie w związku z dziewczyną, która, tak jak ja, jest od niego starsza i na dodatek zostawiła dla niego męża. Nie spotkaliśmy się już drugi raz, chociaż miałam ochotę, bo w jakiś sposób romans wydał mi się mocno kuszący, aczkolwiek dobrze, że tak się nie stało, bo z drugiej strony żal mi jego dziewczyny, chociaż on sam traktował ten związek raczej luźno, a ona chyba już chciała zakładać z nim rodzinę. Taka trochę tania moda na sukces i do teraz mi wstyd.
Spoko, wyzwoliłaś sie. Tak trzymaj. Kierowca tez wyzwolony, strasznie mi sie podoba ze leci na dwa fronty, a jego kobieta zostawiła dla niego męża. Tak trzeba żyć.
To byłby otwarty związek, znowu ta katolska zaściankowość wszystko zepsuła. Nie to co w postępowym islamie, tam jak zobaczysz kostkę dziewoi to od razu masz spust, bo nic innego nie zobaczysz i musisz kozę wyrvchać.
To rzeczywiście skomplikowane. Kodeks Feministyczny ujmuje sprawę jasno: zgodnie z art. 67 musisz powiedzieć o wszystkim partnerce tego chłopaka. Ty nie jesteś winna, bo na początku nie znałaś prawdy. Dalej wszystko zależy od jej reakcji. Jeśli się zgodzi albo go rzuci wtedy możesz kontynuować tą relację. Jeśli nie - niestety musisz zrezygnować. Kobieca solidarność jest najważniejsza. A zachowanie tego chłopaka to zwyczajne puszczalstwo