W klasie mamy zwyczaj, aby w święta dawać sobie nawzajem to, co dana osoba chce dostać. Pech chciał, że wylosowała mnie osoba, która mnie po prostu nienawidzi (typowy Seba, podczas gdy ja jestem bardziej kujonem). Zdziwiło mnie, że podszedł i zapytał, co chcę dostać. Odpowiedziałem, że jako miłośnik roślin chciałbym jakąś dostać. Uśmiechnął się i powiedział: „Nie ma sprawy”.
Rzeczywiście nie było sprawy. Dostałem od niego wsadzony w piękną doniczkę z kokardą barszcz Sosnowskiego :D Nie wiem, jak go zdobył w zimę :D Kisnę do dziś z tego, a badyl rośnie.
PS Bałem się, że mi kupi konopie indyjskie czy coś :D
Dodaj anonimowe wyznanie
To niezły troll :D