Nagrywam na YouTube filmiki z PetShopami mówiącymi ludzkim głosem, to bardzo popularne wśród 8-12-letnich dziewczynek.
Z tym że ja mam 25.
Ostatnio zauważyłam, że chyba podoba mi się przyjaciółka (nazwijmy ją X), którą znam ok.8 lat (jestem dziewczyną). Mam 14 lat i nie do końca wiem co mam robić. Czytałam w Internecie, że to mogą być hormony i podczas dojrzewania czasami można czuć pociąg do tej samej płci, ale nie wiem na ile temu wierzyć. Często z nią piszę i o niej myślę.
Zawsze np. w serialach wolałam lesbijskie związki, nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. X bardzo mi się podoba nie tylko z wyglądu (a uważam, że jest piękna), ale też z charakteru. Uwielbiam spędzać z nią czas, ale niestety mieszka 40 min samochodem od mojego miasta. Uważam, że jest zabawna, piękna, mądra, czasami się z nią droczę.
Ostatnio ukończyłam szkołę podstawową i na balu spędziłam z nią bardzo dużo czasu, często patrzyłyśmy sobie w oczy, trzymałyśmy się za ręce i tańczyłyśmy ze sobą. Nie mam pojęcia, czy to coś znaczyło i czy ona też coś do mnie czuje. Nie mogę jej o tym powiedzieć, bo nie jestem pewna w 100% swoich uczuć, zawsze uważałam się za hetero i obawiam się, że może to zniszczyć naszą przyjaźń.
Nie wiem co robić. Może trochę poczekam i zobaczę, czy dalej będzie mi się podobać?
Od dwóch tygodni nie oglądam pornosów i nie biję Niemca. Samochód lśni, ogród ogarnięty...
Pewnego razu, kiedy miałam może z 5 lat, mój starszy o 4 lata kuzyn zaproponował mi „dupczenie”. Jako że nie wiedziałam co to jest, chętna poznania nowych rzeczy zgodziłam się.
Poszliśmy na ogród, między krzaki, i poinstruowana jego zaleceniami (no w końcu znał się na tym) rozpoczęliśmy nasze „dupczenie”...
Zastanawiacie się, jak ono wyglądało? Obróceni do siebie plecami, lekko nachyleni pocieraliśmy się pośladkami :D
Tak oto wyglądało moje pierwsze dupczenie :)
W wakacje po skończeniu podstawówki nabyłem – całkiem legalnie i za zgodą rodzicielki – cieniutką książeczkę o erotycznych aspektach znaków zodiaku. Mniejsza o treść tego dzieła, najbardziej interesowały mnie pikantne ilustracje.
Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć – naga niewolnica stoi przykuta do pala, obok niej umięśniony barbarzyńca z pejczem w dłoni. W swoich fantazjach umieszczałem na jej miejscu swoje koleżanki z klasy. Te nielubiane traktowałem właśnie chłostą, a lubiane... no, chyba kończyło się na wymuszaniu całowania, bo co innego można wymyślić w takim wieku.
Wiele lat później, już po studiach, miałem okres eksplorowania BDSM, a konkretnie spankingu, z pewną dziewczyną, którą też chciała spróbować, mimo braku doświadczenia. Raz podczas zabawy na zasadzie „zwiąż mnie i rób co ci się podoba” potraktowałem jej pośladki tak solidnie, że się poryczała. A że mam miękkie serce, to już nie było mowy o powtórce. Rozstaliśmy się potem z innych powodów, ale od tej pory okładanie batem już nie kręciło mnie w ogóle.
Cześć, obecnie mam 20 lat i muszę w końcu to z siebie wyrzucić, bo do dziś mam traumę. Może od początku.
W gimnazjum miałem starszą dziewczynę (ja 14, ona 17). Okazała się nimfomanką, co w tamtym czasie było dla mnie plusem.
Po jej wyjeździe do Niemiec i naszym rozstaniu, byłem strasznie niewyżyty + okres dojrzewania, miałem wtedy 15 lat.
W każdą wolną chwilę musiałem sobie ulżyć ręką przy filmach xxx.
Pewnego dnia odcięli mi internet.
Wytrzymałem 3 dni, po czym musiałem poszukać fapfolderu w domu. Po godzinach szukania byłem zmuszony to zrobić pod panią z gazetki z supermarketu.
Mijały koleje dni, było mi bardzo ciężko.
Pewnego dnia, około 12, leżę sobie spokojnie w łóżku i słyszę dziwne dźwięki z góry.
Wytężam słuch. Ktoŝ mocno zarzyna moją sąsiadkę, i to ostro, bo aż wali o podłogę i jęczy jak w azjatyckich pornosach analnych.
Generał po takim okresie suszy powstał w moment, twardość skały. Robię co muszę, czuję się spełniony.
Kolejnego dnia jakieś krzyki na klatce, wychodzę i pytam co się stało.
Okazało się, że pani Ola, po 70., wczoraj miała atak padaczki wraz z zawalem i już jej z nami nie ma.
Tak, po połączeniu faktów, trzepałem kuca do odgłosów umierającej 70-latki, próbującej zawołać pomoc...
Trochę trauma do dziś i wstyd przed samym sobą...
Pomalowałam włosy na fioletowo (taka moda ostatnio). Przy pierwszym wyjściu na miasto jakaś dziewczynka krzyknęła za mną „Wow, ona wygląda jak syrena!”. Mama szybko naprostowała swoją córkę, mówiąc „Nie, ona wygląda jakby jej rodzice nie kochali”.
Chodzę do 2 klasy liceum. Niestety w klasie trafiła mi się taka Karolina, która mówiąc krótko jest wkurwiająca. To ten typ córusi rodziców, przez tydzień rozpowiadała wszystkim, że dostała na 18-nastkę wycieczkę do Hiszpanii, ajfona 6+ i torebkę Chanel.
Okrutny los, a raczej dość pulchna kobieta, która zwie się moją nauczycielką od chemii, połączył nas jako zespół do zrealizowania projektu. Pomyślałam - trudno, dam radę.
Z racji tego, że mieszkam najbliżej szkoły, miejscem realizacji projektu stał się mój dom.
Oczywiście Karolina jak to Karolina, była mało zainteresowana projektem i klikała coś na swoim telefonie, więc cała praca spadła na mnie i na resztę osób z projektu.
W pewnym momencie naszą pracę postanowiła wesprzeć moja kicia - Arizona.
Nigdy nie słyszałam takiego dramatycznego krzyku jak wtedy. Karolinka zaczęła krzyczeć, że jak to mogę trzymać DACHOWCA w domu, skoro jego miejsce jest na zewnątrz? Nakrzyczała, że ten kot to brudas, nie to co jej rasowy Ragdoll i jeszcze <nie> daj Boże czymś się od niego zarazi, bo on ma pewnie robaki i inne świństwa.
Arizona nie dała sobie w wąsy dmuchać i wyrzygała jej kłaczka do butów :)
Opowiem wam teraz o swoich najgorszych urodzinach w życiu.
Kilka dni temu miałem urodziny. Moja dziewczyna wymyśliła, że zarezerwuje stolik w jakieś miłej restauracji i później pojedziemy do niej.
Wychodzimy z restauracji, no i ruszamy na taksówkę. Wypiliśmy dwie butelki wina, tak że zostawiłem swój samochód na mieście.
Dość mocno wstawieni wchodzimy do jej domu, następnie do pokoju. Jesteśmy razem już dość długo, więc nie mamy oporów się bzykać u niej czy u mnie, jak są rodzicie. Tak że do dzieła.
Bzykamy się na pieska tak, że patrzymy prosto na ścianę, gdzie są drzwi od pokoju. I tutaj jak już się pewnie domyślacie, nagle do pokoju bez pukania (co przez dwa lata się nigdy nie zdarzyło) wbija teść, teściowa, babcia i dziadek (była u niej w domu jakaś impreza rodzinna, tak że wiedzieliśmy, że możemy się zająć sobą; w drodze po schodach tylko szybkie "dobry wieczór" do wszystkich). Wiedzieli, że mam urodziny i już ze śpiewem na ustach łapią za klamkę i otwierają drzwi. Zapanowała cisza i 5 sekund tępego patrzenia. Teść zostawił prezent przy drzwiach, w tył zwrot i wyszli.
Ale muszę im przyznać, że zegarek bardzo ładny mi kupili.
Aj waj! Od kilku ładnych lat mieszkam sobie w jednym z zamożniejszych krajów europejskich. Pracuję, skończyłem tu też studia uzupełniające. Jednym słowem - postanowiłem osiąść na dobre. Cztery lata temu poznałem Rachelkę - piękną, czarnowłosą dziewczynę o intrygującym spojrzeniu. Jak zawsze byłem imprezowiczem, który zamiast angażować się w poważne relacje damsko-męskie, wolał niezobowiązująco spotykać się z "koleżankami", tak teraz zakochałem się na amen (albo raczej - szalom!)
Po pierwszej randce coś między nami zaiskrzyło. Po tygodniu byliśmy już parą, a po miesiącu przyszedł czas na spotkanie jej taty (mama Rachelki niestety nie żyje). Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy moja miłość przedstawiła mi postawnego mężczyznę odzianego na czarno, z długą brodą i jeszcze dłuższymi pejsami sterczącymi spod zasłaniającej łysinkę jarmułki. Tak - zarówno tata, jak i nieżyjąca już mama byli ortodoksyjnymi Żydami. Z teściem szybko nawiązałem dobre stosunki. Okazał się przemiłym gościem z bardzo ciekawym poczuciem humoru.
Mijały miesiące, a potem lata. Pomyśleliśmy o ślubie, ale cywilnym. Rachelka, mimo że wierząca - uszanowała fakt, że ciągle szukam swojej religii. Gorzej było z jej tatą - wiedzieliśmy, że w głębi duszy marzy on o tym, abym przeszedł na judaizm. A wiązało się to z rytuałem zwanym brit mila, podczas którego rabin... utnie mi napletek. "Fuck no! Jak bardzo teścia lubię, tak nigdy nie zgodzę się, aby ktoś zgilotynował mi pędzel!" - rzekłem. Tatko zrozumiał i w sumie do tematu nie wracaliśmy.
Gdy przyszły wakacje, Rachelka wyciągnęła mnie na wycieczkę do Izraela. Jeździliśmy, zwiedzaliśmy, poznawałem etniczne korzenie mojej ukochanej. Pewnego jednak dnia, gdy zatrzymaliśmy się w hostelu w jednej z małych miejscowości, zauważyłem, że skończyły mi się czyste bokserki. Wyprałem więc te mniej świeże i postanowiłem pójść na lokalny bazar poszukać nowych. Spodnie włożyłem więc na goły zad. Odruchowo szarpnąłem za rozporek, aby go zamknąć i stało się - zamek błyskawiczny dosłownie "wciął" mi napletek. Myślałem, że skonam z bólu. Dzięki szybkiej pomocy mojej ukochanej udało mi się uwolnić z tej pułapki, ale rana była na tyle duża, że momentalnie wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy do najbliższego szpitala. Pewnie już domyślacie się, że lekarz obciął mi smętnie wiszący płat poranionej skóry. Po prostu zostałem obrzezany. Goiło się to ze dwa miesiące!
Kiedy wróciliśmy do domu, teść wielce się uradował. I powiem wam, że w tej sytuacji nawet rozważałem przejście na judaizm. Dopiero gdy dowiedziałem się, że i tak muszę wziąć udział w tymże rytuale, który teraz polegać będzie na nakłuciu mojego prącia igłą i spuszczenia z niego odrobiny krwi, rzekłem "Fuck no!". Mimo że już mamy ślub cywilny za sobą, to i tak czekam na kolejną katastrofę.
Dodaj anonimowe wyznanie