Powiem szczerze, nigdy nie popierałem akcji charytatywnych, na których zbierano pieniądze. Wychodziłem z założenia, że jeśli nie wiem, gdzie te fundusze trafiają, to nie mam zamiaru brać w tym udziału. Gdy jednak fundacja DKMS, jeszcze w powijakach, ale zaczynała swoje życie, postanowiłem się zapisać. Minęły może dwa lata i dostałem telefon. Jest biorca na mój szpik. Byłem wtedy w pracy. Poszedłem od razu do szefa, żeby wyjaśnić jak sytuacja wygląda. I trafiłem na mur. Dosłownie. Wyjechał mi z tekstem, że nie ma takiej możliwości, bym poszedł na wolne. Choćby nie wie co, to mi go nie da. Możliwe, że błędem było mówienie, jak się sprawy mają. Może gdybym zasłonił się sprawami rodzinnymi, wolne bym dostał. Ale postawiłem na swoim. Nie poszedłem do pracy, tylko najpierw badania, kwalifikacja lekarska do zabiegu, a później samo pobranie. W pracy nie byłem dwa dni, bo doszedł jeszcze weekend. W poniedziałek zostałem zwolniony. Na nic się zdały zaświadczenia z fundacji, które pracodawca uznać musi. Poszedłem z tym do sądu. Nie po to, by wrócić tam do pracy. Bo wracać nie miałem zamiaru. Raczej po to, by zawalczyć o swoje, o normalny okres wypowiedzenia i usunięcie z akt tego, co mój były pracodawca naściemniał. Sprawa była formalnością.
To było kilka lat temu, a na początku ubiegłego roku dostałem kolejny telefon z fundacji. Do tamtego momentu wiedziałem, że u mojej biologicznej bliźniaczki nastąpiła remisja, więc ten telefon był dziwny. Dziwny z pozoru. Okazało się, że od zabiegu pobrania minęło wystarczająco czasu i zgodnie z regulaminem fundacji jest możliwość zorganizowania spotkania dawcy i biorcy. W grudniu takowe spotkanie się odbyło. Pojechałem na nie z żoną. Fundacja, z oporami, ale zgodziła się na to. Kogo zobaczyłem po drugiej stronie? 27-letnią Francuzkę, z mężem i 3-letnim synkiem. Gdyby mogli, to pewnie nosiliby mnie na rękach. Dziękowali mi na każdym kroku. Ale za co? Poświęciłem wtedy cztery dni z życia. To niewiele. A dałem komuś szansę pokonania choroby. Całe życie za cenę raptem czterech dni to na prawdę niewielka kwota. A poczucie, że ta druga osoba zostawiła koszmar za sobą jest bezcenne. Ja za to, można by rzec, zostałem wujkiem. Bo skoro jest moją bliźniaczką genetyczną, to jak by nie patrzeć, jest moją siostrą. Więc dostałem siostrę, szwagra i siostrzeńca w pakiecie.
Nie czuję się bohaterem. Bo nie zrobiłem nic wielkiego.
Dodaj anonimowe wyznanie
I takich ludzi jak Ty na tym świecie potrzeba ;)
To się taki stań ❤
Widzę, że już pojawiają się komentarze, w stylu: "po co się chwalisz, blablabla", ale ja przyznam, że po prostu miło się czyta takie wyznania i przecież są one anonimowe. Autor nie zdradził nam jak się nazywa, a zwyczajnie podzielił się, trzeba przyznać, że niecodzienną sytuacją. Ta strona nie nazywa się wstydliwe wyznania, żeby opisywać w niej jedynie o kupach, czy wymiocinach, które sprzątał po nas nasz partner, ale również po to, żeby podzielić się z kimś swoimi wielkimi przeżyciami. Tym bardziej, że internet ma ogromny zasięg i wierzę, że niektórzy po przeczytaniu tego wyznania, zapiszą się do DKMS.
Tez mnie to dziwi. Koles sie nie chwali tylko opisuje swoje doswiadczenia. I być moze tym zacheci kogos do bycia dawca krwi/szpiku. Laska, która bierze udzial w orgii te opisuje swoje doswiadczenia, ma prawo do tego, z tym że nie ma sie raczej czym zachwycać.
Warto się chwalić dobrymi rzeczami :)
myślałam, że to będzie jakaś rodzina Twojego szefa :D też jestem w dkms już 3 lata, ale póki co mój genetyczny bliźniak ma się dobrze <3
Zawsze chciałam być dawcą, niestety wada serca mi to uniemożliwia :(
Tez chciałam, z tym, że mi astma, nawet krwi nie mogę oddac :(
Dla ciebie to nie było wielkie, ale dla niej to całe życie. Aż cieplutko się robi, że takich ludzi jak ty troszkę zostalo ;)
Też się chciałam zapisać ale nawet dawca krwi nie mogę zostać przez jedną głupia chorobę która daje mi o sobie znać raz na kilka lat i w sumie o niej zapomnialam :P ale za to mam piękne długie kasztanowe włosy, niedługo będą krótkie :D
Zobacz na dawca.pl jeśli chcesz pomóc to zorientuj się, czy możesz oddać swoje narządy po śmierci innym :)
Piękne. Warto pomagać 😊 a co do szefa to brak słów, nienawidzę takich ludzi 😬
ten pracodawca to czlowiek bez serca. mam nadzieję, że w kwestii sądzenia się wszystko obyło się bez problemów... i brawo dla Ciebie
Aż się ciepło na serduchu robi 💖
Planuję się zapisać do DKMS jak tylko będę mogła, a takie wyznania tylko wzmacniają we mnie poczucie, że zdecydowanie warto.
Miło się czytało :)