#wWh2n

Strasznie irytuje mnie, gdy ludzie każdego rozpuszczonego bachora mianują tytułem "ofiary bezstresowego wychowania". Dlaczego? Bo byłam wychowywana w sposób bezstresowy i chciałabym przybliżyć wam ten temat.

Od kiedy pamiętam moja mama ze mną rozmawiała. Jak z partnerem do dyskusji, nie młodym cielakiem. Odpowiadała na pytania, starała się wszystko wytłumaczyć. Gdy zachowywałam się nieodpowiednio (np. mając 5 lat miałam fazę na odkręcanie kurków kuchenki gazowej), siadała i rozmawiała ze mną do skutku, do momentu aż wyciągnęła ze mnie przyczynę takiego zachowania i wyjaśniła mi, że jest to nieodpowiednie. Nigdy też nie użyła argumentu "BO TAK/BO NIE". Zawsze, gdy mówiła mi "nie", argumentowała swoją decyzję dopóki nie zrozumiałam jej punktu widzenia. Dzięki takiemu postępowaniu nauczyłam się patrzeć na różne sytuacje z dwóch stron, zawsze potrafię znaleźć racjonalny argument i tego samego wymagam od innych.

Mama od zawsze miała (i w dalszym ciągu ma) do mnie zaufanie. Gdy miałam naście lat (17-18), pojawiły się pierwsze imprezy - mogłam iść, pod warunkiem meldowania się, powrotu o ustalonej godzinie (gdy było późno odbierała mnie ona albo tata) i zostawienia listy znajomych z numerami telefonów. I nie chciała tego po to, aby mnie kontrolować (nigdy nie zadzwoniła do żadnego z moich znajomych), lecz po to, by reagować, gdyby coś się stało. Rodzice uważali, że pierwszy alkohol powinien być spróbowany pod ich nadzorem - i owszem, tak było. Nie było problemu z wypiciem piwa (jednego, zaznaczam), gdy miałam 17 lat - argumentowali to tym, że człowiek nie staje się magicznie dorosły kończąc 18 lat i te kilka miesięcy różnicy nie robią (dzięki takiemu podejściu nigdy, przenigdy nie upiłam się do nieprzytomności, wymiotów czy utraty pamięci - po prostu alkohol nie był dla mnie "szałem").

W okresie gimnazjum przeżywałam bunt i był to zdecydowanie najgorszy czas dla moich rodziców (szczególnie mamy - w skrócie: byłam dla niej wredna). Dzielnie znosili humory. W końcu bardzo opuściłam się w nauce (nigdy nie miałam z nią problemów) i mama dała mi wybór (tak, 13-14-latce) - nie muszę się uczyć, ale muszę pracować na swoje utrzymanie albo uczę się i rodzice pokrywają wszystkie koszty tak długo, jak będzie trzeba. Hardo zdecydowałam opuścić szkołę - w tym momencie mama wręczyła mi ścierkę i płyn i kazała wyszorować wszystkie piętra bloku (a jest ich 10). Stwierdziła, że bez szkoły nic innego na mnie nie czeka i skoro to jest mój wybór, to pora rozpocząć pracę. Nie krzyczała, dała wybór. Podjęłam wtedy decyzję i obecnie jestem świeżo po obronie doktoratu, pracuję.

Zostałam wychowana w poczuciu, że do rodziców mogę zwrócić się z każdym problemem i nigdy nie zostanę odrzucona, wyśmiana, skrzyczana. Wiem, że są nie tylko moimi rodzicami, ale też przyjaciółmi. Mam nadzieję, że są ze mnie dumni.

#yTT54

Kiedy miałam 9 lat, usłyszałam gdzieś słowo "dziewica". Nie wiedziałam co to znaczy, więc spytałam się przyjaciółki. Powiedziała, że jest to dziewczyna, która nigdy się nie całowała. Długo o tym myślałam i postanowiłam przestać być dziewicą.

Wróciłam do domu i powiedziałam tacie, żeby się nachylił. On to zrobił, ja dałam mu szybkiego buziaka w usta i uciekłam. Następnego dnia poszłam do szkoły i pochwaliłam się przyjaciółce, że nie jestem dziewicą. Następnie pochwaliłam się też koledze. On natomiast powtórzył to nauczycielce. Ona przerażona bierze mnie na bok i pyta, czy to prawda. Potwierdziłam, a ona się spytała z kim straciłam dziewictwo. No to ja wiadomo, odpowiadam, że z tatą.

Wyobraźcie sobie minę taty, gdy został wezwany do szkoły...

#l6GIp

Jadę autobusem, jak zwykle wracam z moim 6-letnim autystykiem z przedszkola.

Syn zaczyna monolog w swoim jezyku "tiku taka koko kuku" (tak mniej więcej mówi, jego werbalna komunikacja nie istnieje).

Wchodzi paniusia, taka damesa odpicowana, wymalowana, z tipsami jak orzeł, siada za moim synem (ja stałam bo w autobusie tłok). I dalej do mnie, zamknij pani dzieciaka, głowa mnie boli, czego tak drze japę.

Przyznam, że w tej sekundzie mnie zatkało, bo starsza pani, która siedziała obok, śmiała sie z niego i rozmawiała i raczej dziecko nie krzyczało. I w tej sekundzie, co mnie zatkało zaczeła się awantura, ja nie zacytuje tutaj epitetów po adresem tej pani bo było ostro.

Młodzi, starzy wszyscy naskoczyli na paniusie... I kiedy nastała taka cisza chwilowa... mój syn zaczął rechotać, a żeby tego było mało odwrócił się do niej do tyłu i najzwyczajniej w świecie sie głośno śmiał.

A razem z nim cały autobus. Nie ma co, ale ma chłopak wyczucie :)

#RbSiY

Odkąd Rosja zaczęła czyhać na Ukrainę (jeszcze przed lutym), codziennie zastanawiam się, czy będzie wojna w Polsce.

Nie zadręczam się tym jakoś chorobliwie, ale mam obawy. Straszy mnie nią też dziadek. Sojusze sojuszami, ale nigdy nie było tak długich przerw między konfliktami zbrojnym na danym terenie. Zastanawiam się, co robić w razie czego.

Myślę o ucieczce za granicę wówczas, oczywiście jeśli zdążę. W 1939 też były takie nastroje, ale ludzie, jak dziś, wierzyli do końca, że nic się nie stanie. W czasach nastoletnich oglądałam "Czas honoru".

Marzyłam o walce z wrogiem i obronie ojczyzny w razie zbrojnej napaści. Nie bałam się śmierci, bo nie zależało mi na życiu. Teraz jest inaczej.

Jestem wyrachowana i wiem, że moim podstawowym obowiązkiem jest dbanie o moją rodzinę, bo nie ma osób, które mogłyby mnie zastąpić. Gdyby ludzie myśleli tak w dawnych czasach, to Polski by nie było. I obawiam się zgwałcenia.

To los dużo gorszy od śmierci.

#XOvLB

Wybrałam się niedawno na grilla do znajomych. Było sporo ludzi, nie wszystkich wcześniej znałam.

Przyszła znajoma ze swoim chłopakiem, który wyglądał dość osobliwie, przynajmniej jak na nasze polskie standardy. Poza idealnie przystrzyżonymi włosami i brodą, miał też idealnie wyregulowane brwi, delikatny makijaż i pomalowane paznokcie.

Nikt tego nie komentował, do czasu aż wspomniał, że sam się strzyże, reguluje brwi, maluje i robi paznokcie. I szczerze powiem, że zszokowała mnie reakcja ludzi. Pozytywnie :) wszyscy byli zachwyceni.

Chwalili makijaż, że bardzo mu pasuje i w ogóle jest piękny (naprawdę był, sama się tak nie umiem malować), brwi miał ładniejsze niż wszystkie obecne dziewczyny, paznokcie też świetnie zrobione. Dziewczyny zaczęły się do niego zapisywać w kolejce na brwi i paznokcie, nawet faceci chwili, że ma talent.

I tak sobie siedząc i słuchając, dotarło do mnie, że ten świat nie jest jeszcze do końca tak zepsuty. Że być może rośnie nam pokolenie ludzi pozbawionych uprzedzeń, ludzi tolerancyjnych, otwartych i zwyczajnie dobrych, którzy nie oceniają po wyglądzie.

Czytając anonimowe i komentarze pod nimi, często tracę wiarę w młodych ludzi. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego komukolwiek miałoby przeszkadzać, co noszą i jak wyglądają inni.

Skąd w ludziach tyle żółci i hejtu.
I choć wiem, że takie osoby nie znikną z tego świata, to zacytuję pewnego wspaniałego artystę: "lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat, nie zginie dzięki nim".

Nadszedł już czas nienawiść zniszczyć w sobie, moi drodzy anonimowi.

#SFQaQ

Jestem muzykiem, gram w orkiestrze na altówce.
Kiedy dyrygent wchodzi na scenę podczas koncertu, podnosi orkiestrę (to znaczy, pokazuje gestem, abyśmy wstali) wśród oklasków widowni. Tak też było tego pewnego dnia.

Koncert. Orkiestra nastrojona, cisza na sali. Czekamy na dyrygenta. Wchodzi, pokazuje gest, no to wstajemy. Ja też wstałam. Tyle że byłam z tej drugiej strony - jako widz. Mało tego, siedziałam w 3 rzędzie, więc wszyscy - włącznie z muzykami zapewne zastanawiali się, czy aby na pewno jestem sprawna umysłowo. Nie była to moja orkiestra, w której gram, więc nikt mnie zapewne nie kojarzył. Udałam, że poprawiam spódnicę i szybko usiadłam śmiejąc się z siebie.

To tak w ramach cyklu co praca robi z człowiekiem :)

#gqnuV

Moja dziewczyna jest zagorzałą katoliczką i nie zgadza na żadne akty seksualne. Zawsze odpowiada tylko, że po ślubie.

Pewnego dnia poszliśmy na spacer i dziwnym trafem trafiliśmy na drogę krzyżową. Nagle ona powiedziała, że jak chcę to zrobić, to tylko tu i teraz. Bo tylko tutaj Bóg jej wybaczy.
Najdziwniejsza chwila w moim życiu.

#pxj1e

Tu autorka niedawnego wyznania o tym, że mam psychiczną blokadę i nie próbowałam używań tamponów, choćbym chciała. Pojawiły się komentarze, w których pisano, że może moi rodzice wpoili mi wstyd. Niespodzianka - nie było u mnie nikogo zdewociałego. Piszę to wyznanie ku przestrodze.

Uważacie, że dobrze jest rozmawiać z dziećmi o seksie? Ważne, aby nie przedobrzyć. Jedno z moich rodziców roztrząsało ich problemy seksualne przy mnie. Musiałam słuchać o tym, jak to ten ktoś jest pokrzywdzony, bo druga osoba z nim nie śpi i też, że oni nie mogą ze sobą spać, przeze mnie, bo nie mają czasu dla siebie. Że nie chce jeść schabowego, bo to i coś jeszcze jest na "s", a ta osoba wolałaby to drugie.
Równie udana była babka, czyli matka wyżej opisanej osoby. Gdy byłam w wieku przedszkolnym, opowiadała mi, że moja prababcia ma raka szyjki macicy i że jej leci krew. Nie pamiętam tego, bo byłam zbyt mała, ale podobno bałam się i histeryzowałam. Babunia uświadomiła mnie wcześnie, co to okres i opowiadała, jak to kiedyś zalało ją na przyjęciu. Miałam 6/7 lat, gdy opowiadała mi, że:

1. "Facet wkłada kobiecie swoją parówkę w jej bułeczkę".
2. Niektórzy faceci gwałcą kury.
3. Co to jest wibrator, że są one w różnych kolorach, pytała nawet, w jakim ja bym chciała.
4. Można malować sobie gąbeczką miejsca intymne.
5. Lubię, jak kolega, mój rówieśnik, mnie dotyka.
6. "Kobieta na plakacie w przyczepie kempingowej ma usta tak otwarte, jakby chciała, żeby facet wsadził jej swojego członka".

Wiele z tego typu tekstów padło przy moich znajomych.

Lubiłam babcię, bo potrzebowałam od czasu do czasu wyjścia do kogoś spoza grona domowników. Miała swoje dobre strony. Ale po takich rozmowach czułam, że mam moralnego kaca, choć nie potrafiłam wtedy tak tego nazwać. Czułam się bardzo źle. Nie chodziłam do niej trochę, ale potem czułam się winna, bo przecież nie wolno obrażać się na babcię. Siedzi pewnie w domu sama, biedna. No, może nie całkiem, najpierw żyła moja prababcia, a potem babka została w domu z dziadkiem, któremu wypominała, że to on do niej przyszedł, a kiedyś w ataku szału ganiała za nim z nożami. Uciekł przez okno. Nienawidził jej i unikał jak ognia.

A co na to mój drugi, normalny i bardzo dobry rodzic? Nie miał za dużo do gadania, bo mieszkaliśmy z dziadkami w bliźniaku. Gdy skarżyłam się, co ona gada do mnie, rodzic chodził ją upominać. Zdarzały się kłótnie. Przestałam do niej chodzić w piątej klasie podstawówki (11/12 lat). To była moja świadoma decyzja, pierwsza z dorosłych i nie żałuję. Moje dzieci jej nie poznają, nie zamierzam im nawet zbyt wiele o niej wspominać. Pamiętam i nienawidzę. "Dom zły". W odróżnieniu od nich jestem wierząca. Wolałabym rodzinę pilnującą mojej cnoty niż takich zboczeńców. Jestem wstydliwa, może wdałam się w pradziadków.
A, i babka uczyła w szkole i w domu kultury.

#ZPjo3

Kilkanaście lat temu, gdy miałem z 5-7 lat, moja babcia była szczęśliwą posiadaczką kibla z półeczką. Zawsze po dwójeczce obserwowałem swoje gówno, wtykałem w nie zapałki (babcia miała piec gazowy w łazience, więc zapałki były niezbędne w tym miejscu), podpalałem je i ognistego jeżyka wysyłałem na spotkanie z żółwiami ninja.

#m4S6Z

Jakiś miesiąc temu srałem w robocie. Użyłem dużej ilości papieru. Gdy spuszczałem wodę, ta nie opadała. Jej poziom przekroczył stan alarmowy. Zacząłem panikować. Próbowałem przetkać to szczotką. Na nic moje starania. Postanowiłem zwiać z miejsca zdarzenia. Poszedłem do Adriana (szefa) zgłosić, że kibel się zatkał (oczywiście nie mówiąc, że to ja). Pół godziny później chciałem zaglądnąć jak się sprawy mają. Zobaczyłem jak woda pomieszana z gównami wylewa się na ziemię, a obok tego stojącego bezradnie Adriana ze szczotką w ręku. Dwa dni kibel był nieczynny. Cała sytuacja zakończyła się wymianą całej muszli wraz z orurowaniem.
Do dzisiaj żodyn nie wie iżech to ja był. ŻODYN.
Dodaj anonimowe wyznanie