#fSEqD
Pracowałam w punkcie usługowym, gdzie zarabiałam najniższą krajową + jakieś śmieszne premie raz na ruski rok. Podjęłam się tej pracy na czas studiów. Utrzymywałam się z drobną pomocą rodziców (mimo że mają pieniądze i nie musiałam iść do pracy, to chciałam jak najszybciej się usamodzielnić). Co miesiąc mieliśmy 60 zł do wydania w biurowo-przemysłowym sklepie internetowym, gdzie zamawialiśmy rzeczy potrzebne do pracy: koperty, bloczki, długopisy, środki czystości, itp. I te 60 zł to było naprawdę dużo, sporo rzeczy można było za to zamówić i zawsze był spory zapas. Więc zabierałam do domu a to płyn do naczyń, a to płyn do szyb, ręczniki papierowe, artykuły biurowe. Dzięki temu mogłam co miesiąc naprawdę sporo zaoszczędzić na tych rzeczach, a brałam tego tylko tyle, żeby w pracy niczego nie brakowało. Mogliśmy też zamawiać sobie np. czajnik albo mopa, więc w to też się zaopatrzyłam.
Miałam klientów, którzy zakładali sobie u nas karty, ale często je porzucali. Później na takie porzucone karty przychodziły różne bonusy do wykorzystania. Co robiłam? Nabijałam klienta (oczywiście za jego zgodą) na kartę innego klienta (który tę kartę porzucił), brałam od niego kasę, wykorzystywałam darmowy bonus i zabierałam z kasy 10, 20, 50, a nawet 100 zł. Dla mnie to było naprawdę dużo. Kombinowałam jak mogłam.
Teraz jestem już po studiach, mam normalną, dobrze płatną pracę i nie muszę kombinować. Jednak niczego nie żałuję. Jeżeli znalazłabym się znowu w takiej sytuacji - bez wahania zrobiłabym to samo. Zarobki były żenująco niskie w porównaniu do obowiązków i wymagań wobec nas, długie godziny pracy także w weekendy i niepoważne traktowanie przez przełożonych. W ten sposób przynajmniej trochę się na nich odkułam. Zasłużyli sobie.
Nie ogarniam trochę o co chodzi z tymi kartami, w sensie na jakiej zasadzie one działały, ale te bonusy z nich jeszcze okej że zgarnialas, ale to że zamawialas na koszt firmy rzeczy do siebie na chatę ja osobiście uważam że to naciąganie, co może być równoznaczne z kradzieżą.
Chodzi o to, że nabijała rabat na zgubioną kartę komuś kto nie miał takowej. Klientowi mówiła, że ma zapłacić pełną cenę, a różnice z kasy kradła. Natomiast autorka prawdopodobnie kłamie, bo taki rabat widnieje na paragonie. Ktoś by ją przyłapał
Wystarczyłoby, że np ktoś się spieszył, zapłacił szybko i wyszedł. Wtedy autorka nabijała rabat, paragon się drukował, ona mogła go wyrzucić, a pieniądze wziąć do portfela ;)
Nie o to chodzi. Są takie karty np. w sklepach Prządka gdzie na kartę nabija się punkty w zależności od wydanych pieniędzy, ale nie wszyscy z tego korzystają, więc jeśli autorce ktoś pozwolił wykorzystać swoje punkty to nie było problemu.
kiedys w Realu jeszcze byly karty payback iz a jakas duza sume punktow np. 10 000 mozna bylo zrobic zakupy za 100 zl, placac punktami, mysle, ze to cos takiego
@bazienka teraz z Auchanie jest podobnie ;)
Nie byłaś Grażyną tylko złodziejką.
Jestem w stanie zrozumieć ludzi którzy naprawdę są pod ścianą. Nie pochwalam bo kradzież to kradzież, ale potrafię zrozumieć. Ale ty wolałaś coś ukraść zamiast poprosić o pomoc rodziców - bo z wyznania wynika że byliby ci skłonni bardziej pomóc, ale to ty tej pomocy nie chciałaś. Nie mam słów na to, jak bardzo takie zachowanie jest żałosne.
Jedno, gdybyś się obijała w pracy - to jako tako rozumiem, szefostwo Cię nie szanuje, więc odpłacasz im się gorszą pracą. Ale Ty zwyczajnie kradłaś.
Zasłużyli? A może Ty byłaś głupia zgadzajac sie na takie wynagrodzenie? Albo wręcz sama je proponując, bo często na rozmowach kwalifikacyjnych pada pytanie o zarobki jakie widzialby pracownik.Wiec niestety, ale bylas złodziejka.
Kiedyś były inne czasy i brało się jakąkolwiek pracę, bo raczej nie było w czym przebierać, nawet mając jako takie ogarnięcie i umiejętności. Nie zmienia to faktu, ze kradła.
ano dokladnie, sama tyralam za 4,2 brutto, bo tyle sie wtedy zarabialo
dopeiro teraz za mneij niz 10 netto wiekszosc by z domu nie wszla,a le i sa tacy, co robia np. za 6-8 na czarno...
nei mowie, z erobia dobrze, ale jednak z jakichs przyczyn zgadzaja sie na wyzysk
Tu autorka
SzubiDubi, to było lata temu. Mieszkałam w mieście, w którym znalezienie JAKIEJKOLWIEK pracy graniczyło z cudem, a takiej, żebym mogła pogodzić ją ze studiami to już w ogóle. Oczywiście, że padło pytanie o zarobki, podałam tam taką kwotę, za którą mogłabym spokojnie się utrzymać bez kombinowania. Rekruter ironicznie się uśmiechnął, stawka i tak dla wszystkich była taka sama, więc to idiotyczne pytanie mogli sobie darować.
Ciekawe gdzie ty niby pracujesz, skoro dla ciebie kwota rzędu 4200 brutto to wyzysk :p
4,20 zl brutto za godzine...
Nie byłaś "Grażyną" tylko złodziejką. Nie kradłaś z głodu czy by wyżywić rodzinę. Ba, nawet nie dlatego, że Ci nie płacono. Kradłaś bo taki miałaś kaprys. Rzeczywiście- jest się czym chwalić. Brawo, zuch dziewczyna!
Kiedyś poznałam takiego "Janusza" jak Ty. Chciałam kupić słuchawkę prysznicową i zaczepiłam jakieś pracownika z pytaniem o ciśnienie i przepływ w wybranym modelu. Chłop popatrzył na mnie i szeptem powiedział:" Pani, to kosztuje 40 złotych. Da mi pani 20 złotych, to przyniosę pani taką z magazynu i schowa sobie pani do torebki". Byłam w takim szoku, że po prostu odeszłam bez słowa. Bohater jak Ty 👏
Tylko za co te minusy? Wszyscy tu mają taką alternatywną moralność? Boli, kiedy się złodzieja nazwie złodziejem?
Jezu, ale ja to mam wrażenie że w Polsce jest jeszcze pełno ludzi z takimi zaciagniecami i przyzwyczajeniami z PRL kiedy trzeba było.kombiniwac i kraść. No cóż typowo janusze i grazynki. Tylko szkoda że młode osoby też na takich wyrastają.
Kto nigdy nie wziął długopisu z pracy niech pierwszy rzuci kamieniem!
Mój pracownik na rozprawie sądowej na pytanie sędziny, dlaczego mnie okradł, powiedział, że za mało zarabiał. Sędzina skomentowała, że mógł przecież zmienić pracę. Tak dla informacji - pracował jako kierowca dostawca i zarabiał więcej od mojej zaprzyjaźnionej lekarki. Bawią mnie wyznania anonimowe złodziei, którzy jeszcze są na wolności.
W sumie to spodziewałam się, że nazwiecie mnie złodziejką. Specjalnie mnie to nie obchodzi, jednak nikt z was nie przepracował tam ani jednego dnia, więc nic nie wiecie o tym, jak nas traktowano. Mówicie, że okradałam firmę. Szkoda, że nie wiecie ile razy firma okradła mnie. Ile zakichanych premii nie wypłaciła. Ile razy nie dostałam zwrotu kosztów za delegacje. I ten tekst "byłbyś tak chętny aby oddawać swoje zarobione pieniądze człowiekowi, który po kryjomu i niejawnie, za Twoimi plecami, by Cię okradał" - boki zrywać. Ta potężna korporacja potrafiła wydawać pieniądze zarobione przez NAS na swoje chore fanaberie i takie pierdoły, że czasami zastanawiałam się czy w tym zarządzie pracują dorośli ludzie czy pięcioletnie dzieci.😉
Chwalisz się czy żalisz?
Ah, dziewczyno się przejmujesz anonimowymi. Tutaj wszyscy są wzorami moralnymi, idealni, zawsze postępują wg. Kodeksu I dziela się radami za 3 grosze, których nikt nie chcę tylko po to, by się dowartosciowac.
Każdy kombinuję jak może, a większość pracodawców to znacznie więksi złodzieje, którzy okradają I państwo (które w zasadzie również ich okrada) I pracowników, naciagajac godziny pracy, nie stosując się do KP I wyzyskujac zwyczajnie człowieka.
PS. Najbardziej moralna grupa - anonimowi. Żenada.
Z tymi kartami sprawa jest prosta, dziewczyna pracowała w jakimś punkcie bukmacherskim, tam żeby klienta zachęcić proponują założenie karty na którą puszcza się kupony. Po spełnieniu wymagań co jakiś czas ta karta jest doładowana jakaś kwota za którą można puszczać kupony. Jeśli jest karta porzucona bo Bukmacher sam może wrzucić tam jakaś kwotę żeby klientowi przypomnieć o niej. Wtedy właściciel karty jest o tym informowany smsem. Ale jeśli ktoś o tym zapomniał, albo zmienił numer telefonu to dziewczyna sobie korzystała. Oj nie ładnie.
Poteflon, klienci, którzy PORZUCALI karty dobrowolnie mi je oddawali i mówili, że mogę sobie z nimi robić co zechcę.
Żebyście się wszyscy nie zesrali to są przecież drobne kwoty a firma ma to wciągnięte w koszty. Te pieniądze i tak by zostały wydane. Mówimy o dużej firmie dla której takie drobne sumy nie mają znaczenia. Osobiście popieram autorke, i rozumiem postępowanie biorąc pod uwagę wyzysk pracownika przez firme.
Naprawdę? Czy gdybyś miał firmę i zatrudniał ludzi, nie robiłoby Ci różnicy, że pracownik Cię okrada? Miesiąc w miesiąc, nawet i z małych kwot, ale okrada? Co miesiąc traciłbyś te 50/100/200 złotych, bo złodziejowi się "należy". Byłbyś tak chętny aby oddawać swoje zarobione pieniądze człowiekowi, który po kryjomu i niejawnie, za Twoimi plecami, by Cię okradał? I to nie dlatego, że mu brakuje na życie, ale ze zwykłej pazerności? Nie sadzę, byś sobie na to pozwolił, choćby dlatego, że poza kradzieżą jest to brak szacunku i działanie po kryjomu. A nikt Ci nie broni założyć firmy i przez lata jej rozwijać, by ostatecznie zatrudnić złodzieji ^^
Haiku, a czy praca za wynagrodzenie, ktore nie pozwala sie utrzymac samemu i trzeba prosic rodzicow o pomoc, jest OK? Wymagaja odpowiedzialnosci, doswiadczenia, umiejetnosci ale placa tak, ze nie starcza na normalne zycie? A gdzie pasje, samochod, rodzina? Kpiny jakies. Rozumiem autorke.
Dragomir, a jakie uber kwalifikacje miała autorka? Żadne, bo nie znalazła lepszej pracy. Bez umiejętności i doświadczenia można liczyć jedynie na takie nisko płatne prace. A autorce wystarczało, po prostu chciała sobie "przyoszczędzić" cudzym kosztem. Jeśli przeszkadza Ci, że za najprostsze prace nie dostaje się kokosów, to załóż firmę i oferuj po 8 tyś. dla ciecia przy bramie czy roznoszącego pocztę po firmie. Nie? Za dużo? No cóż...
Robin Hooda czy Janosika bys pewnie podpierdzielila ;) pisala przeciez, ze musiala korzystac z pomocy rodzicow, czyli widocznie nie wystarczalo jej.
Dragomir, pomijam, że orginalne historie Hooda i Janosika znacząco się różniły od popularnych bajeczek- co ma piernik do wiatraka? Autorka kradła dla siebie. Samej siebie i nie z głodu. Oj, starczało jej. Po prostu przyoszczędzała. A zaoszczędzone pieniądze mogła wydawać na co chciała-ciuchy, wyjścia, kosmetyki. Ot, taki fundusz pracowniczy dla złodzieja. Dostawała wypłatę adekwatną do swoich umiejętności- w tym wypadku zerowych. Ale spoko, załóż firmę i płać ile chcesz pracownikom- choćby i 5 tyś dla kogoś kto będzie Ci codziennie mówił "dzień dobry". Polecam Ci też zmianę pracy na lepiej płatną, skoro Twoja pensja Cię flustruje i popierasz kradzieże. Tylko wiesz- wtedy będziesz musiał coś umieć więcej niż teraz ;)
O moje umiejetnosci sie nie martw, nie sa najgorsze. Pensja tez nie, a kiedy przyjdzie czas na zmiany to bedzie jeszcze lepiej.
Jak już wcześniej powiedziałem to większa firma i jak każda ma straty w tym przypadku drobne kwoty. Dlatego pracownicy mniej zarabiają bo z góry są skazani na to żeby pokrywać straty firmy związane z takimi np. Incydentami