Kilkanaście lat temu, gdy miałem z 5-7 lat, moja babcia była szczęśliwą posiadaczką kibla z półeczką. Zawsze po dwójeczce obserwowałem swoje gówno, wtykałem w nie zapałki (babcia miała piec gazowy w łazience, więc zapałki były niezbędne w tym miejscu), podpalałem je i ognistego jeżyka wysyłałem na spotkanie z żółwiami ninja.
Dodaj anonimowe wyznanie
Muszę kiedyś spróbować. Byle muszla nie pękła.
kolega z .liceum zrobil w kapieli kupe i bawil sie nia jak statkiem
Dziwne zabawy licealistów.
Może te żółwie ninja myślały, że to tort urodzinowy? ;D
urocze to i poprawia humor ;)