#yK9PQ

Standardowo z okazji urodzin teściowie zostali zaproszeni na niedzielną kawę i ciasto. Złożyli mi średnio szczere życzenia (nie przepadają za mną, robią to bardziej ze względu na mojego męża – taka iluzja kochającej rodzinki dla niego) i wręczyli torebkę z prezentem. Zajrzałam do środka – pończochy i czekolada, nie tak źle, lubię chodzić w pończochach, więc nawet się ucieszyłam. Z uśmiechem podziękowałam za prezent, ale uśmiech zaczął schodzić z moich ust w momencie, jak teściowa podzieliła się pogodnie, radośnie i z niejaką dumą genezą prezentu: „Bo my nie wiedzieliśmy, co ci kupić, więc przed przyjazdem tutaj zeszliśmy do kiosku i wzięłam ci pończochy. Pani w kiosku zapytała, jaki rozmiar, więc powiedziałam, żeby dała takie na mnie”.

Niby spoko, tylko teściowa to korpulentna kobieta, która nosi rozmiar 54, a ja ogólnie drobna, nosząca rozmiar 38...
Dragomir Odpowiedz

Było jej powiedzieć, że jej kawałek ciasta pies polizał ale nie chciała wyrzucać, to w sumie dobrze że zjadła bo się nie zmarnował.

3210

Nie, było jej dać te pończochy i powiedzieć że na nią będą dwa razy za duże

3210

To znaczy na autorkę wyznania, a nie na nią czyli w domyśle na teściową 😅

HansVanDanz Odpowiedz

Gdzie w Polsce istnieją jeszcze kioski?

Dodaj anonimowe wyznanie