Pracuję w szpitalu. Rano przyszła do mojego gabinetu pacjentka, która twierdziła, że jej sąsiadka z sali zatruła jej wodę. Urojenia prześladowcze, podtruwanie... No klasyka gatunku schizofrenii. Pokiwałem więc tylko głową i powiedziałem, żeby się nie przejmowała, że to jej nie zaszkodzi. Bardzo się upierała, a ja namawiałem do swobodnego picia tejże wody.
Wieczorem pacjentka wpadła we wstrząs, ledwo ją odratowaliśmy. Sąsiadka rzeczywiście wrzuciła jej do wody tabletki, które cholera wie skąd wzięła.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie powinieneś więc pracować w szpitalu. Nawet jak pacjentka cierpi na schizofrenię (tak swoją drogą napisałeś że pracujesz w szpitalu, nie że w szpitalu psychiatrycznym, więc skąd od razu założenie, że pacjentka ma urojenia prześladowcze? A nawet jeśli to jednak jest szpital psychiatryczny, to i tak zachowałeś się nieprofesjonalnie), to ty jako lekarz powinieneś się upewnić czy nie ma racji. Jeśli to szpital psychiatryczny, to znaczy że ta sąsiadka z sali też jest psychicznie chora, więc dlaczego z góry założyłeś, że faktycznie nie podtruwa jakoś wody pacjentki?
I dlatego ludzie nie lubią psychiatrów. Jeśli jesteś psychiatrą, bo jeśli pracujesz w zwykłym szpitalu i zamiast słuchać co ludzie do ciebie mówią, diagnozujesz u nich urojenia, to chyba powinni cię wywalić.
Profesjonalne... Pogadaj z medykami sądowymi o żonach lub mężach, którzy truli współmałżonków miesiącami patrząc im w oczy.
Rozwinę wątek. Lekarzy pytają nastolatków czy nie czują się prześladowani a w razie pozytywnej odpowiedzi próbują diagnozować nie wiadomo co. Tyle, że wielu ludzi jest prześladowanych np. w szkole. Starsi lekarze nie rozumieją, że np. gdy pacjentka mówi, że np. sąsiad wstawia jej zdjęcia do internetu do moze miec rację, a nie paranoję.
Nieraz pacjenci psychiatryczni są bici w domu, a ich rodzina wmawia lekarzom przez lata, że ofiary mają urojenia.
No de.......