#VmT8e
Chodziłem na terapię, wiem, że mam alter ego, ale je uwielbiam. Kocham Wojciecha, bo jest częścią mnie. Mój umysł stworzył go, aby przeżyć trudne chwile. Żyjemy tak razem od prawie 20 lat. Zawsze gdy chcę się poddać, odejśćć, gdy nie widzę nadziei, on przejmuje kontrolę i „naprawia moje życie”. Sęk w tym, że bywa niebezpieczny.
Kilka razy pobił kogoś, kilka razy próbował otruć, kilka razy nawet wypchnąć przez okno. Zarówno terapeuta, jak i psychiatra nauczyli mnie, jak zakończyć wspólną egzystencję, ale anonimowe jest to, że ja tego nie chcę! Kocham Wojciecha, bo jest lepszą wersją mnie – bez traumy, jest silny i gdy tracę kontrolę nad swoim życiem i psychiką, to on ją odzyskuje. Potrafi znaleźć pracę ot tak, gdy ja szukam miesiącami, jest przebojowy i niebezpieczny. Potrafi poderwać każdego, gdy ja jestem wycofany i nieśmiały. Dobrze mi z nim, ale boję się, że któregoś dnia przejmie kontrolę nad naszym życiem całkowicie... i zniknę.
Przecież za chwilę skończysz w więzieniu z wieloletnim wyrokiem. Albo za pobicie albo za zabójstwo. I nie będzie żadnych okoliczności łagodzących, bo w zeznaniach świadków wyjdzie, że jesteś agresywną osobą i to nie pierwszy raz. Za zabójstwo się siedzi 25 lat.
Serio to taka atrakcyjna wizja życia w więzieniu? Wojciech będzie tam zarywał? Będzie tam szukał nowej roboty? Poczujesz się silny w więzieniu z wyrokiem 25 lat za zabójstwo? To taka kontrola nad życiem będzie?
Masz w tej chwili wszelkie możliwości by odzyskać kontrolę nad swoim życiem: na terapii i leczeniu dostałeś instrukcje jak sobie poradzić a ciągle wybierasz dla siebie rolę pasażera w swoim życiu. Wolisz patrzeć jak ktoś je za Ciebie przeżywa. Po prostu smutne.
Tylko tak pro forma. 25 lat jest za morderstwo. Za zabójstwo na ogół mniej.
Z takimi problemami raczej wsadzą go do psychiatryka- ale tutaj może spędzić już znacznie więcej czasu. Oddział zamknięty w sumie nie brzmi wcale wiele lepiej od więzienia.
Naprawdę myślisz, że nie ponosisz odpowiedzialności za to, co robi Twój Wojciech?
Odpowiedzialność względem prawa nie jest obiektywną miarą tego, jak wiele jest winy w człowieku, ponieważ nie ma narzędzi do bezbłędnego obliczenia tego, w jakim stopniu wolna była decyzja o popełnieniu przestępstwa. Zresztą kategoria "winy" nie jest pojęciem mierzalnym jak w naukach ścisłych, ale zależy od światopoglądu.
Zatem to, że poznając samego siebie i wyrażając należne sobie współczucie z powodu Twojej traumy, uznajesz się za niewinnego, nie oznacza tego, że sędzia także wyda taki wyrok. Nie oznacza to także, że inne osoby muszą pozwalać na to, żebyś wykorzystywał postać Wojciecha do załatwiania spraw z nimi.
Osoby, z którymi chcesz mieć relacje lub wspólne sprawy, mają pełne prawo postawić Ci ultimatum: albo skorzystasz z pomocy specjalistów i pożegnasz alter ego, albo oni zrezygnują ze współpracy z Tobą. I nie będzie to brak zrozumienia Twojej traumy, ale po prostu zatroszczenie się o siebie.
Myślę, że rozumiem, dlaczego nie chcesz zrezygnować z alter ego. Współczuję Ci. Myślę też, że warto jeszcze przemyśleć, czy na pewno nie jesteś w stanie tak ułożyć sobie życia, żeby było one bardziej satysfakcjonujące niż obecne z Wojciechem.
Jeśli przyjąć chyba jakąkolwiek moralność, to leczenie się jest Twoim moralnym obowiązkiem względem osób, dla których krzywdy powodujesz lub możesz spowodować, nie lecząc się.
Jeśli siedzisz w mainstreamowym myśleniu, to może przekona Cię porównanie Twojej bierności wobec Twojego problemu, do bierności JPII wobec problemów KK. Mimo niedoskonałości porównania pod wieloma względami.
Winą autora jest przede wszystkim to, że się nie leczy chociaż jest świadomy konsekwencji
CentralnyMan Mówię o braku możliwości matematycznego obliczenia winy, ponieważ nie jesteśmy w stanie obliczyć tego, jak trudne i bolesne dla autora byłoby przyjęcie prawdy o sobie i podjęcie leczenia oraz w jakim stopniu w swoim aktualnym stanie zdrowia i przy aktualnym wsparciu otoczenia jest w stanie podjąć leczenie.
Nie znaczy to, że zgodnie z prawem po udowodnieniu przestępstwa nie może zostać zamknięty. Lub też uznany za winnego w rozumieniu prawa, w rozumieniu społeczeństwa itd.
I co, skończy się tak jak u Hitchcocka w Psychozie, że wykradniesz zwłoki matki, zmumifikujesz i będziesz mordował pod jej postacią?
Sorry z góry za spoiler.
gorzej jak wyladujesz w wiezieniu na dozywocie, tam ci przebojowosc Wojciecha moze nie pomoc
Umysł jest niesamowity w swoich mechanizmach obronnych. Rozumiem Twój tok myślenia, ale czy myślałeś, że skoro to TY stworzyłeś Wojciecha, to jest to aspekt Ciebie? Osobom z DID nie tylko proponuje się połączenie, ale również, gdy tego nie chcą, proponuję się wytworzenie wspólnego pola, tak, żeby osobowości się mogły komunikować. Twierdzisz, że nie masz tego zaburzenia, nie wiem, czy słusznie i co twierdzą Twoi terapeuci, ale nawet jeśli istotnie nie jest to DID, to i tak może warto poszukać terapeuty specjalizującego się w terapii właśnie takich osób, polegającej na komunikacji między Tobą a Twoim alter ego. Może Ty się nauczysz pewności siebie, działania, aseertwności i przebojowości od Wojciecha, a on od Ciebie empatii, wrażliwości, szacunku i tak dalej. Bo tak naprawdę to wszystko jest w jednym systemie, Tobie. Ty się już tego nauczyłeś, tylko rozdzieliłeś. W połączeniu może nastąpić coś fajnego, jednak przejęcie przez taka skrajność Twojego życia faktycznie może skończyć się słabo :)
Ale wiesz, że tu nie chodzi o "pozbycie się" dodatkowego pasażera, a bardziej na ponownym połączeniu się ego w jedno? To nie jest tak, że druga osobowość znika, ona na zawsze pozostaje częścią Ciebie. Jeżeli uważasz, że jest lepszą osobą od Ciebie to pomyśl o tym w taki sposób - łącząc się z nim też staniesz się lepszą osobą. Wiem, bo też przez to przechodziłem i zawsze będę pamiętał o moim alter ego, dzięki któremu jestem dzisiaj lepszym człowiekiem
Śmierdzi mi to chorobą psychiczną, jakieś rozdwojenie jaźni. Nie znam się, ale tak to wygląda.
Skończ żyć w swoim wymyślonym świecie i zacznij być sobą. Każdy na swój sposób jest wyjątkowy, to, że Twoja druga osobowość jest "silniejsza", to nie znaczy, że jest lepsza.
"Skończ żyć w swoim wymyślonym świecie i zacznij być sobą" powiedziane do osoby z DID jest jak powiedzenie "idź pobiegaj, nie bądź smutny" osobie z depresją. To są zaburzenia, które się leczy, a nie przejściowy stan czy fanaberia
A nie lepiej pozbyć się Wojtka i na terapii nauczyć się stawiania granic? Jest częścią Ciebie, to fakt, ale to jakby ktoś nie chciał wyleczyć agresywności, depresji itp. bo to część jego. Tak szczerze- czy byłbyś szczęśliwy, gdyby ta osoba, którą otruł/pobił Wojtek- umarłaby? Pewnie są osoby, które są ujami, ale TY też jesteś taką osobą- nikogo obok nie interesuje czy to Wojtek czy Ty, bo to to samo, skoro nie chcesz sie zmienić.
W sumie to wcale nie jesteś mniej złym i okrutnym alter ego od niego.
A fajnie będzie jak twój Wojtuś zrobi komuś poważną krzywdę i wylądujesz w więzieniu? Skoro się boisz to może idź do lekarza i bądź z nim szczery
Autorze, a nie boisz się, że innym razem "on" kogoś zabije?