W pewne upalne lato mój organizm postanowił zrobić mi psikusa i obdarował mnie miesiączką kilka dni za wcześnie. Byłam akurat w pracy, tampony miałam, ale bielizny na zmianę już nie. W służbowej łazience zrobiłam co trzeba, wróciłam do pokoju i podzieliłam się kłopotem z koleżanką – że siedzę bez majtek w pracy (a miałam na sobie zwiewną sukienkę letnią do kolan) i że w wolniejszej chwili wyskoczę do sklepu kupić jakieś majtki. Koleżanka zamyśliła się i po pewnym czasie żartem mówi: „Jakbyś teraz zemdlała, wezwałabym pogotowie, oni by zobaczyli, że bez gaci siedzisz! No i pomyśleliby, że swoją posadę dupą zdobywałaś!”. I w tym momencie wszedł do pokoju nasz szef – gentleman starej daty, bardzo kulturalny i uczciwy człowiek. Usłyszał ostatnie słowa koleżanki i się na nią oburzył: „Pani Katarzyno, jeśli wątpi pani w fachowość pani Anny i w mój dobór współpracowników, to chyba musimy poważnie porozmawiać!”. Obie zdębiałyśmy i zaczęłyśmy mu najdelikatniej jak potrafiłyśmy wyjaśniać sytuację. Szef zrozumiał, nieco się zaczerwienił, stwierdził, że temat mu nieobcy, bo i ma żonę, i dorosłe córki, kazał mi iść do sklepu „uzupełnić garderobę”. Koniec tematu, koniec rozmowy, nie wracaliśmy do tego.
Jakiś czas później nasza pani sprzątaczka zasłabła w pracy. Przyjechało pogotowie, zabrało panią Gienię do szpitala. Szef przyszedł do nas nieco zdenerwowany stanem zdrowia pracownicy i w pewnym momencie wyrwało mu się: „Mam nadzieję, że majtki na sobie miała!”.
I wyszedł, chyba zawstydzony swoją frywolnością...
Jest jeden temat, który spędza mi sen z powiek i, odkąd zostałam matką, widzę jak duży jest to problem.
Chyba wszyscy wiemy, jak na ten moment wygląda prawo aborcyjne w naszym kraju. Czy to dobrze? Niech każdy odpowie sobie sam. Natomiast hipokryzji naszego rządu, połączonego z niewydolnością systemu zdrowia, pojąć nie potrafię.
Przypadek 1.
Dziecko ogólnie zdrowe, ale wymagające stałej pracy z fizjoterapeutą i neurologiem. Skierowania na cito, wystawione w pierwszych dniach życia dziecka. Terminy? Neurolog rok oczekiwania, na fizjoterapię udaje się dostać po 5 miesiącach.
Przypadek 2.
Dziecko urodzone z wadą wymagającą operacji w 7. miesiącu życia. Okej, operacja zgodnie z programem „naprawczym” odbywa się, ale w tym samym programie ujęci są też specjaliści, którzy mają wspomagać rozwój dziecka. Szkoda tylko, że dostanie się do nich w terminie zalecanym jest niemożliwe.
Przypadek 3.
Korekta wędzidełka. Sprawa ważna pod względem spożywania posiłków, rozwoju mowy... No, ogólnie wszystkiego. Diagnoza – trzeba podciąć. Terminy na NFZ? Około roku.
Być może wygląda to tak tylko w stolicy. Rodzice wszystkich dzieci wspomnianych w tym wyznaniu są wydolni finansowo, więc z większym/mniejszym trudem ogarniają wszystko prywatnie. Ktoś może powiedzieć, że decydując się na dziecko, trzeba mieć zabezpieczenie finansowe i jasne, kompletnie się z tym zgadzam, ale wiemy, że nie zawsze jest kolorowo, a obecne czasy gnoją nas z każdej możliwej strony.
I tak sobie siedzę, myślę, że z jednej strony mamy przykaz rodzenia dziecka w każdym stanie. Od zdrowego po warzywko, którego życie to będzie marna egzystencja. A z drugiej, jeśli potrzebne jest jakiekolwiek leczenie, to zostajemy sami. KOMPLETNIE sami. Przypadki z historii, chociaż nie są drastyczne, pokazują nieudolność systemu i obnażają hipokryzję ustawodawców w 100%.
A kiedy już tak sobie siedzę i myślę, to zawsze moje myśli uciekają do rodziców dzieci, które na zbiórkach walczą o swoje życie i zdrowie. Ba, również do dorosłych, którzy giną w systemie, bo coś jest nierefundowane. Bo terminów brak. I z tego miejsca jedyne, co chcę powiedzieć, to że życzę nam wszystkim OGROMU siły.
A rządowi, nieważne kto będzie za sterami, życzę ogarnięcia tej kuwety. Chcecie, żebyśmy rodziły? To ku*wa stwórzcie warunki, w których nie będzie to postrachem.
Mamo, tato, jest coś, co chciałabym wam powiedzieć. Nie wiem, jak to przyjmiecie, ale jestem gejem. Już od dzieciństwa czułem się inaczej niż moi rówieśnicy, ale bałem się powiedzieć wam o tym. Obawiałem się reakcji, tego, że mnie odrzucicie. Ale już nie mogę dłużej ukrywać tego przed wami.
Mamo, spojrzałaś na mnie wzrokiem pełnym niezrozumienia i rozczarowania. Nie wiem, co mam ci powiedzieć, byś zrozumiała, że to nie jest wybór, a jedynie sposób, w jaki się urodziłem. Nie mogę zmienić tego, kim jestem.
Tato, ty natomiast objąłeś mnie mocno i powiedziałeś, że mnie kochasz i że będziesz mnie wspierać w każdej sytuacji. Twoja reakcja mnie zaskoczyła, ale również ucieszyła. Dziękuję ci za to, że mnie zrozumiałeś i wspierasz.
Mamo, wiem, że to trudne dla ciebie, ale proszę, przynajmniej spróbuj zaakceptować mnie takim, jakim jestem. Nie jestem inną osobą, tylko twoim synem, który kocha i szanuje Cię tak samo jak zawsze. Chcę, byśmy mogli dalej być rodziną, która wspiera się i rozumie.
Mamo, tato, bardzo was proszę, nie odrzucajcie mnie z powodu tego, kim jestem. Chcę, byście zawsze byli dla mnie oparciem i wsparciem. Kocham was, niezależnie od tego, co myślicie o mojej orientacji seksualnej.
Wasz syn Kacper.
Może to jakimś cudem przeczytacie, bo sam nie jestem w stanie Wam tego powiedzieć. Wstydzę się i boję.
No więc tak, zerwałam z chłopakiem tylko po to, żeby przespać się z jego kolegą. Chłopak, którego on uważał za konkurenta był po prostu taki przystojny, że nie mogłam się oprzeć. Oczywiście po naszej nocy miłości zostawiłam go i wróciłam do mojego ówczesnego chłopaka, który później stał się moim mężem. Ale szczerze mówiąc, to wszystko dla mnie było tylko zabawą i nie myślałam o tym, że kogoś mogę tym zranić. Na szczęście tamten trzymał język za zębami. Chociaż, z drugiej strony byłam przecież wolna, więc nikogo nie zdradziłam wg definicji. No cóż, taka jestem - zawsze szukam nowych wrażeń i nie boję się ryzykować.
Mój dziadek całe życie miał mnie w czterech literach. Nie przeszkadzało mi to, bo według mnie jest złym człowiekiem o psychopatycznych skłonnościach. Często z przerażeniem patrzyłam, ile jest w nim pogardy i nienawiści wobec innych.
W dodatku jest osobą bardzo chytrą i interesowną. Potrafi wyzywać kogoś za jego plecami, a przy najbliższej nadającej się okazji wykorzystać go, głównie w kwestii finansowej. Tak jak wspomniałam, mnie miał zawsze gdzieś, ja byłam smarkulą i nawet, gdy miałam 16 lat czasem zwracał się do mnie jak do czterolatki. Teraz mam poukładane życie, mam narzeczonego i dziecko, a dziadek już jakiś czas temu przekroczył dziewięćdziesiątkę. Nie chcę kontaktu z tym człowiekiem, nie wniósł do mojego życia nic dobrego, a wręcz gdy pojawiał się na krótki czas to tylko je zatruwał.
Jednak on im starszy, tym coraz bardziej boi się śmierci i tym samym ostatnio postanowił sobie, że nadrobi te wszystkie lata. Zaczęło się od pogrzebu mojej babci (jego pierwszej żony), gdzie próbował wybadać, czym zajmuje się mój narzeczony, ile zarabia itp. Od tamtej pory nagle stara się być kochanym dziadziusiem, wraz z obecną żoną kupuje prezenty dla mojego dziecka. Może i bym się na to nabrała, gdyby nie to, że widzę, jak wiele w nim tej nienawiści i pogardy, jak traktuje swoją żonę, jakie ma podejście do kobiet i ogólnie do życia. Całe szczęście mój narzeczony też to widzi i rozumie, dlaczego nie chcę dziadka w swoim życiu. On jednak wciąż do mnie wydzwania, a to, że ma prezent, a to, że telefon mu się psuje i może narzeczony by mu pomógł.
W końcu przestałam odbierać telefony. Oboje pracujemy, mamy małe dziecko, nie mamy czasu stale zajmować się usterkami w telefonie dziadka. Moja rodzina jednak potępia moje zachowanie. Ciągle słyszę "oj odbierz ten telefon, dziadek jest stary". Zupełnie jakby chodziło o małe dziecko, któremu się ustępuje. Kiedy ludzie zrozumieją, że na to, jak jesteśmy postrzegani pracujemy całe życie, a nie tylko przez ostatnie lata?
W październiku obchodziłam z chłopakiem piąta rocznicę związku. Niedawno dowiedziałam się, że pisze w grze z innymi dziewczynami, sam o tym wspomniał. Dobra, spoko, to tylko gra. Po pewnym czasie zaczął pisać przy mnie na snapie i instagramie. Byłam wkurzona, ale nie zabronię mu pisać na temat gry czy zwykłego „co tam słychać?”. Nie było to dla mnie ogromnym problemem do momentu, gdy nie przeczytałam jak „koleżanka z gry” wyznaje mu miłość. Po małej awanturze wyjaśnił z nią sprawę, że chodziło o grę (tak błądziła, że nawet siedmiolatek czytając wiedziałby, że to kłamstwa. Wyznanie miłości było dość szeroko rozpisane. „Jesteś najważniejszy”, „Stawiam cię na pierwszym miejscu” itp.), a połowa wiadomości była usunięta...
Wiem, że coś jest nie tak. Perfidnie nadal przy mnie pisze z jakąś inną, zerkając, czy aby na pewno ja nie widzę. Boję się odejść, jestem mocno przywiązana. Planowałam dość daleką przyszłość z nim, a czar prysł w najmniej spodziewanym momencie i wiecie co? Mogłoby się wydawać, że po awanturze przestanie pisać, ale nie. Właśnie siedzi wygodnie w fotelu naprzeciwko i znów z kimś koresponduje. Nie mieszkamy razem, przyjechał dziś, żeby spędzić ze mną czas. Naprawdę, chłopie... Lepszego spędzania czasu nie umiałam sobie wyobrazić, jesteś cudowny, dziękuję.
Jestem prawiczkiem jestem i zakochany jestem w Sky Pierce z filmów xxx. Jestem tak żałosny, że chyba kurwa utopię się w śniegu za tydzień w swoje 40 urodziny.
Jestem tak zdesperowany i z utęsknieniem czekam na wypłatę, że nawet zacząłem słuchać w radiu reklam banków z ofertami kredytów gotówkowych. Nie wstydzę się już prosić o drobne na drodze do sklepu, bo wiem, że w końcu wypłata przyjdzie i będę mógł kupić sobie coś, na co naprawdę czekam. Moja karta płatnicza odmawia posłuszeństwa, a ja nie mogę się już doczekać, aż będę mógł się w końcu napić kawy w kawiarni zamiast robić ją w domu. Czuję się jakbym był na diecie od pieniędzy. Wszystko co kocham wydaje mi się takie drogie, a ja nie mogę nic kupić. Ku... a! Gdzie moja wypłata?!!
Jestem tu, aby przyznać się, że paliłam w ciąży paczkę dziennie. Wiedziałam, że to nieodpowiedzialne i niebezpieczne dla dziecka, ale nie mogłam tego rzucić. Nie potrafiłam sobie poradzić z uzależnieniem i nie byłam w stanie zrezygnować z papierosów. Mimo tego moje dziecko urodziło się zdrowe. Byłam ogromnie szczęśliwa i wdzięczna za to, że nie miało jakiejś wady, że nie urodziło się upośledzone, ale także bardzo zaniepokojona tym, że mogłam je skrzywdzić swoim nałogiem. Tak naprawdę strach przyszedł dopiero jak byłam na sali porodowej. Wtedy do mnie dotarło, co się może strasznego wydarzyć przez moją nieodpowiedzialność. Nawet nie czułam bólu podczas porodu, nie czułam bólu szycia, nic, bo obawa o stan dziecka była tak duża, że tylko to pamiętam z tego dnia. I ta ulga, kiedy okazało się, że wszystko jest OK...
Od tamtej chwili postanowiłam rzucić palenie i skupić się na byciu dobrą matką dla swojego dziecka. I nie zapaliłam już od 5 lat ani jednego.
Wierzę, że każdy może zmienić swoje złe nawyki i zacząć żyć lepiej. Chcę być lepszą osobą i matką i postanowiłam, że nigdy więcej nie wrócę do palenia.
Kilka lat temu, przed przeprowadzką do innego miasta, zorganizowałem ze znajomymi pożegnalny wypad nad jezioro. Wracaliśmy po 17 do miasta i jako, że byłem samochodem odwiozłem koleżankę z kolegą pod sklep, z którego mają blisko do domu. Pogadaliśmy chwilę i się pożegnaliśmy.
Podczas rozmowy w samochodzie zauważyłem, że przez ten cały czas patrzą się na mnie dwie dziewczyny siedzące na murku z 20 m od samochodu. Znajomi już poszli, to postanowiłem przed odjazdem jeszcze sobie zapalić i w tym momencie podbiły do mnie te dziewczyny. Jedna to typowa solaris z blok ekipy, a druga wyglądała na normalną dziewczynę. Jedna zapytała mnie o fajkę, oczywiście poczęstowałem ją i zaczęła się gadka, skąd mam taki samochód, gdzie pracuję itp.
Pogadaliśmy ponad pół godziny i do "solaris" zadzwonił telefon, powiedziała, że musi coś załatwić i że wróci za 30 minut. Zapytała czy poczekam razem z jej koleżanką. Zgodziłem się bo i tak nigdzie mi się nie śpieszyło. Jej koleżanka była trochę nieśmiała, ale mimo wszystko również spoko się z nią gadało. Po prawie godzinie zadzwoniła do niej "solaris" i powiedziała, że niestety nie przyjdzie bo coś tam coś tam... Zaproponowałem Ani (imię zmienione) małą przejażdżkę po okolicy, jeździliśmy sobie i całkiem sympatycznie się rozmawiało. Wyjechaliśmy z miasta i udaliśmy się nad jezioro. Gadka szmatka, jezioro, zachód słońca, siedzimy na tylnej kanapie no i stało się... Na urodziny dostałem nowy portfel, ale przez moje zapominalstwo zapomniałem przełożyć do niego gumek, ale to nieistotne, poszło bez... Po wszystkim wróciliśmy do miasta, odwiozłem ją pod sklep, przed którym się poznaliśmy, podałem jej swój numer telefonu i wróciłem do siebie do domu. Czekałem na jej telefon dzień, dwa, trzy, no i pomyślałem, że po prostu potraktowała mnie jak jednorazowe tournée. I tyle. Po dwóch tygodniach się przeprowadziłem do nowego miasta, a żadnej wiadomości nadal od niej nie dostałem.
4 lata później...
Mieszkałem i pracowałem w UK, na dwa tygodnie przyjechałem do Polski, żeby odwiedzić rodzinę. Po kilku dniach pobytu u rodziców, pojechałem do miasta gdzie mieszkałem na początku, żeby odwiedzić babcię i dziadka, pojechałem do nich na noc. Przy rozpakowywaniu rzeczy zauważyłem, że nie wziąłem ze sobą żadnych środków do higieny osobistej (żelu pod prysznic, szamponu, szczoteczki do zębów, pasty...), więc udałem się do najbliższego sklepu osiedlowego. Skleroza nie boli, ale trzeba się nachodzić. Zrobiłem zakupy, zapłaciłem, wychodzę i po wyjściu ze sklepu dosłownie mnie zamurowało. Zobaczyłem Anię z małym chłopcem. W tym momencie jeszcze nie ogarnąłem wszystkiego. Pogadaliśmy i wyszło, że przez przypadek podałem 8 cyfrowy nr tel albo ona źle zapisała... Łzy w oczach podczas rozmowy, TAK mam syna.
Żebym nie zapomniał spakować żelu pod prysznic itp. to bym pewnie nadal żył w nieświadomości.
Dodaj anonimowe wyznanie