#Tcdfk
Chyba wszyscy wiemy, jak na ten moment wygląda prawo aborcyjne w naszym kraju. Czy to dobrze? Niech każdy odpowie sobie sam. Natomiast hipokryzji naszego rządu, połączonego z niewydolnością systemu zdrowia, pojąć nie potrafię.
Przypadek 1.
Dziecko ogólnie zdrowe, ale wymagające stałej pracy z fizjoterapeutą i neurologiem. Skierowania na cito, wystawione w pierwszych dniach życia dziecka. Terminy? Neurolog rok oczekiwania, na fizjoterapię udaje się dostać po 5 miesiącach.
Przypadek 2.
Dziecko urodzone z wadą wymagającą operacji w 7. miesiącu życia. Okej, operacja zgodnie z programem „naprawczym” odbywa się, ale w tym samym programie ujęci są też specjaliści, którzy mają wspomagać rozwój dziecka. Szkoda tylko, że dostanie się do nich w terminie zalecanym jest niemożliwe.
Przypadek 3.
Korekta wędzidełka. Sprawa ważna pod względem spożywania posiłków, rozwoju mowy... No, ogólnie wszystkiego. Diagnoza – trzeba podciąć. Terminy na NFZ? Około roku.
Być może wygląda to tak tylko w stolicy. Rodzice wszystkich dzieci wspomnianych w tym wyznaniu są wydolni finansowo, więc z większym/mniejszym trudem ogarniają wszystko prywatnie. Ktoś może powiedzieć, że decydując się na dziecko, trzeba mieć zabezpieczenie finansowe i jasne, kompletnie się z tym zgadzam, ale wiemy, że nie zawsze jest kolorowo, a obecne czasy gnoją nas z każdej możliwej strony.
I tak sobie siedzę, myślę, że z jednej strony mamy przykaz rodzenia dziecka w każdym stanie. Od zdrowego po warzywko, którego życie to będzie marna egzystencja. A z drugiej, jeśli potrzebne jest jakiekolwiek leczenie, to zostajemy sami. KOMPLETNIE sami. Przypadki z historii, chociaż nie są drastyczne, pokazują nieudolność systemu i obnażają hipokryzję ustawodawców w 100%.
A kiedy już tak sobie siedzę i myślę, to zawsze moje myśli uciekają do rodziców dzieci, które na zbiórkach walczą o swoje życie i zdrowie. Ba, również do dorosłych, którzy giną w systemie, bo coś jest nierefundowane. Bo terminów brak. I z tego miejsca jedyne, co chcę powiedzieć, to że życzę nam wszystkim OGROMU siły.
A rządowi, nieważne kto będzie za sterami, życzę ogarnięcia tej kuwety. Chcecie, żebyśmy rodziły? To ku*wa stwórzcie warunki, w których nie będzie to postrachem.
Obrońcy życia interesują się dziećmi do momentu ich urodzenia, a potem jeżeli urodzi się dziecko niepełnosprawne, to nie ich problem.
Tak, masz 100% racji. Chciałam rozwinąć jakoś komentarz, ale właściwie nie ma nic do dodania..
Słyszę to już setny raz i powiem, że gówno prawda. Jest mnóstwo kościelnych organizacji charytatywnych, które zajmują się właśnie pomocą po narodzinach. Słyszeliście o bractwie małych stópek? Wygooglujcie chociaż to. Każdy to tak pisze nie poświęcił nawet 10 sekund, żeby to zweryfikować.
Jakoś ja mam dreszcze obrzydzenia jak pomyślę i chrześcijańskich domach dziecka i co tam się wyprawiało na przestrzeni lat na całym świecie. Od upokorzeń do morderstw.
Jakoś cały czas w mediach, czy internecie są informacje o zbiórkach na chore dzieci. I gdzie są te kościelne organizacje charytatywne? Kościół, jako cała organizacja, jest bogaty. Jak księża mogą jeździć lexusami, to znaczy, że mogą tą kasę wydać na coś bardziej pożytecznego.
Obrońców życia typu pani Godek interesuje tylko płód w łonie matki. Urodziłaś - martw się sama (i to dosłownie, bo najczęściej faceci spie*dalają), ich to już nie obchodzi.
A co do tematu wizyt u lekarza, to tak mi się teraz nasunęło - ostatnio jak byłem z wizytą to się zastanawialiśmy dlaczego po kilka osób jest zapisywanych do specjalisty na jedną godzinę. Pani sprzątająca nas uświadomiła - NFZ, ponieważ nie potrafi poradzić sobie z brakiem terminów, postanowiło kilka osób na tę samą godzinę zapisywać, bo jak ktoś nie przyjdzie to chociaż wizyta nie przepadnie. I tak to się kręci, z roku na rok coraz gorzej.
A mnie interesuje co ma do tego aborcja? Jak nie ma terminów do specjalistów np dla 2-latkow nikt nie rozważa ich eutanazji. Ciekawe...
Oczywiście uważam, ze służbą zdrowia jest źle zorganizowana i niewydolna, ale dla mnie jedno z drugim nie ma związku.
Jeśli dziecko nienarododzone jest człowiekiem to aborcja jest zabójstwem. I tylko na tym polu można według mnie o tym rozmawiać. Czy to dziecko jest człowiekiem. Bo jeśli tak to ma prawo się urodzić, ma prawo do opieki medycznej, środków przeciwbólowych, jeśli cierpi.
Dziecko ma prawo. A rodzice muszą się poświęcić, nawet jeśli już DUŻO przed porodem widać, że samodzielne nigdy nie będzie. Ale kobieto - ródź, a później radź sobie z resztą sama!
Zgadzam się z autorką posta w tym, że leczenie na NFZ leży i kwiczy, przez co chorzy i ich rodziny mają problem. Jest to patologia systemu. Zgadzam się też z Tobą, że dyskusja powinna dotyczyć człowieczeństwa dziecka i jego prawa do życia. Zauważcie, że większość z nas nie ma problemu z powiedzeniem, że zabija muchy (akurat wolę wypuszczać, żeby żyły sobie na dworze), ale według części zwolenników aborcji na życzenie mówienie o zabiciu płodu, jest czymś niewygodnym. A przecież zabijanie oznacza uśmiercanie, kończenie życia, pozbawianie go. Dlaczego więc w temacie aborcji używa się eufemizmów? A czy płód, zwłaszcza mały, jest dzieckiem? Dzieckiem swoich rodziców - na pewno. Pochodzi od nich, ma swój własny (i co do zasady jedyny w swoim rodzaju) kod DNA. Ma zakodowane cechy wyglądu, w tym kolor oczu, cechy zdrowotne, a nawet zdolności i predyspozycje. Poczytajcie sobie, na jak wczesnym etapie wygląda niemal jak miniaturka dziecka. Nie jest całkowicie częścią ciała matki, bo czy kobieta moze mieć w sobie element, który ma inną grupę krwi, czy też męskie części rozrodcze (nie mówimy o osobach, które przez choroby genetyczne mają narządy obojga płci)? Skoro płód powstał, to ma przewidywaną datę urodzenia. Nie wiem, jak kobiety, które dokonały aborcji, albo ojcowie, którzy na to pozwolili, mogą nigdy potem nie pomyśleć o nim i tym, że gdyby żyło, może byłoby inaczej, kto wie, czy nie lepiej. Napisałam kiedyś w komentarzu, że kobieta, która dokonała aborcji, może po latach zastanawiać się, czy nie zrobiła źle. Pojawił się głos, że równie dobrze ta, która nie zaszła w ciążę może zastanawiać się, czy nie powinna była za czasów nastoletnich zajść z kimś w ciążę. Dla mnie to dwie zupełnie różne sytuacje, bo w pierwszej z nich ten płód już istniał i sobie żył w kobiecie, dopóki siłą nie zgaszono jego życia. Co z tego, że naturalnie zdarza się dużo poronień. Różnica jest taka, jak między sytuacją, w której staruszek umiera, a taką, w której ktoś go zabija, bo tak będzie lepiej.
Kontynuując, dla mnie aborcja to zagadnienie przede wszystkim etyczne i filozoficzne. Na pierwszym roku studiów miałam filozofię ze wspaniałym profesorem. Rozważaliśmy zagadnienie, o którym tu mowa. Pan profesor zasugerował, że nie chodzi o metody przeprowadzania aborcji, bo można to zrobić humanitarnie, tak samo jak bez bólu można uśpić dorosłego człowieka. Nie chodzi też o to, czy jest on świadomy, bo w czasie śpiączki również można nie mieć świadomości. CHODZI O PRZYNALEŻNOŚĆ DO WŁASNEGO GATUNKU. Spodobało mi się to. Dodam od siebie, że rzecz w tym, że to jest moje dziecko i czy ja mam prawo sprawić, aby się nie urodziło. Profesor mówił, że jest niewierzący, przedstawiał nam różne aspekty zagadnień, nie było więc tam mowy o katolickiej propagandzie. Dodam jeszcze, że w temacie aborcji pomija się często prawa ojców. Wiem, że zdarzają się ojcowie nikczemni i nieodpowiedzialni, tacy którzy sami namawiają na usunięcie, ale czy jeśli ojciec chce mieć to dziecko, to czy możemy mu odmawiać tego prawa tylko dlatego, że to nie on jest w ciąży? Cała moja wypowiedź dotyczy aborcji na życzenie, na zdrowym dziecku, które powstało w normalnych okolicznościach, niewspomnianych w ustawie jako wyjątki od zakazu aborcji. Nie dziwcie się, że osoby pro - life propagują swoje poglądy, wszak gdy uważamy jakieś zjawisko za złe, chcemy z nim walczyć. Robi tak każda grupa społeczna. Co do aspektów materialnych, to chętnie pomogę osobom wychowującym dzieci, gdy będę mieć okazję, od pomocy mikroskopijnej, jak przekazanie podatku na odpowiednie instytucje, przez pomoc prawną i finansową, po pomoc sąsiedzką, jeśli zdarzy się okazja.
Mysza84 W cywilizowanych krajach w 12 tygodniu ciąży wykonuje się badania prenatalne w trakcie, których matka dowiaduje się czy jej dziecko jest zdrowe, albo otrzymuje złą wiadomość, że jej dziecko ma poważną wadę. W normalnych krajach Europy może w takiej sytuacji podjąć decyzję, że nie chce urodzić dziecka, które umrze zaraz po porodzie, albo takiego, które będzie wymagało całe życie opieki paliatywnej. Sądzę, że autorka w wyznaniu odnosi się do tej drugiej sytuacji - w Polsce kobieta nie ma prawa wyboru (w rzeczywistości może zwrócić się o pomoc do organizacji dbającej o prawa człowieka i dokonać aborcji w cywilizowanym kraju jak Czechy czy Holandia), ale przynajmniej nie ma też wsparcia w postaci wydolnej służy zdrowia jeśli zostanie zmuszona do urodzenia dziecka chorego.
PeggyBrown2022 z Twojej wypowiedzi wychodzi obraz, z którego wynika, że zaraz po zapłodnieniu kobieta ma w macicy mini człowieka (płód), a to nie jest prawda. W pierwszych dniach tworzy się zygota, w skrócie zlepek komórek, dopiero po 4 tygodniach tworzy się embrion czyli zaczynają się tworzyć pierwsze organy (w tym momencie zazwyczaj kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży jeśli miała regularny okres), a dopiero w 9 tym tygodniu zarodek zaczyna przypominać kształt dzidziusia i awansuje do miana płodu, a tak właściwie dopiero w 12 tygodniu ma wykształcony na tyle mózg i układ nerwowy, że zaczyna odczuwać np. ból i możliwe, że pojawia się świadomość. Tak więc piszesz cały czas o płodach, więc rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że aborcja na "życzenie" najczęściej nie dotyczy płodu tylko zarodka, czy piszesz pod wpływem emocji nie mając zaplecza merytorycznego tylko ideologiczny?
Mysza84: Człowiek to etykietka, tak samo jak dziecko. Z tego, czy nadamy tę etykietkę zarodkowi, czy tez jej nie nadamy, absolutnie nic nie wynika. Co to znaczy, że ma prawo się urodzić? Kto mu nadał to prawo? Czemu ma mieć jakieś prawa kosztem praw innych ludzi?
Mamy z mężem ustalone, że jak zajdę w ciążę, to usuniemy. Jest to spowodowane tym, że w ciąży miałam niepowściągliwe wymioty, które uniemożliwiały normalne funkcjonowanie i nie byłabym w stanie zająć się dziećmi. Jestem ciekawa, ilu obrońców życia przyszłoby do mnie codziennie zająć się maluchami jak mąż jest w pracy, albo zapłaciło za nianię do końca połogu. I ugotowało obiad, śniadanie oraz kolację, dla dzieci.
Tak jak piszesz - chore dziecko, które już się urodziło wymaga mnóstwo wysiłku a leczenie kosztuje. Tu już nie wystarczy drzeć japę że mordują tylko wypada działać a to już nie obchodzi tzw obrońców życia
Wychodząc z takiego założenia, pary w ogóle nie powinny decydować się na dzieci, bo a nuż okaże się, że któreś ciężko zachoruje, państwo nie będzie w stanie pokryć kosztów leczenia i co wtedy?
Wyszedł Ci całkiem przyzwoity, antynatalistyczny komentarz;)
A myślisz że dlaczego dzietność w Polsce spada i coraz mniej osób decyduje się (świadomie) na dzieci?
Myślę, że dlatego, że mamy takie czasy, że ludzi bardziej interesuje praca i hobby niż zakładanie rodziny.
maIasarenka wiesz większość ludzi ma taką pracę, co by zarabiać, a nie taką którą lubią i dla ktorej rezygnuje się dobrowolnie z reszty życia.
Rozmawiałam o dzieciach i chęci ich posiadania z ludźmi - nawet katolickie młode małżeństwo nie chce mieć teraz dziecka dopóki nie będą finansowo w stanie sobie poradzić gdyby dziecko było faktycznie chore. Bo wiedzą, że nikt im nie pomoże w razie czego. I z roku na rok odkładają decyzję. W tym państwie ludzie boją się mieć dzieci. Dlatego te wszystkie zachęty rządu nie zadziałały.
Wydaje mi się, że dyskutujemy o czymś innym. Ty piszesz o normalnej sytuacji, w której ktoś stara się o dziecko i stara się mu zapewnić jak najlepsze warunki. Wtedy rzeczywiście wstrzymanie się z rodzicielstwem jest czymś racjonalnym. Problem w tym, że nikt nie jest w stanie przewidzieć takich chorób jak w wyznaniu i trzeba by w ogóle zrezygnować z posiadania dzieci, by mieć pewność, że nikogo to nie spotka.
maIasarenka kwestia jest taka, że odkąd zakazy weszły musisz urodzić nawet płód bez głowy. Ludzie się boją i odkładają myśl o dziecku bo może cofną te zakazy.
Tak, ludzie rezygnują z posiadania dzieci ze strachu.
Bez przesady. Takie wady, jakie piszesz są bardzo rzadkie.
Chodzi o strach. Po prostu.
W moim przypadku byłby to strach o to, że dziecko doświadczy cierpienia. A każdy z nas go doświadcza, istniejąc. Doskonałość polega na braku wszystkiego, ponieważ w nieistnieniu nie ma pragnienia ani potrzeby czegokolwiek i brakuje nam zdolności do cierpienia. Bycie nieświadomym tego świata jest dla mnie tak piękną rzeczą, że myśl o tym, że kiedyś nigdy więcej nie będę musiała o tym myśleć, jest taką ulgą. Wszelkie cierpienie, przez które dzisiaj przechodzimy, nigdy by nas nie dotknęło, gdybyśmy się nie urodzili, a gdy umrzemy nie będzie miało na nas wpływu. Dlatego właśnie nigdy nie zamierzam mieć dzieci. Nie będę ich wyrywać z nicości nieistnienia, tak jak moi rodzice wyrwali stamtąd mnie.
No taak, najlepiej umrzeć. Albo jeszcze lepiej - w ogóle się nie urodzić xd Gdyby każdy człowiek myślał w taki sposób, ludzkość wyginęłaby. Na szczęście nie każdy ma takie problemy z głową. Mam nadzieję, że się jakoś leczysz...
Myślę, że problem z aborcją eugeniczną jest taki, że jeżeli uzna się życie takiego dziecka za mniej wartościowe i nieekonomiczne społecznie, to otworzy się furtkę, której nie będzie się dało zamknąć
A od tego już kilka kroków do masowej eksterminacji ludzi ze względu na cechy, na które wpływu nie mają lub mają znikomy.
Tu nie chodzi o przyrost naturalny, ale o przesuwanie granicy tego, co obiektywnie moralne.
Natomiast w wielu tych krajach zaczynają się dziać procesy, które nie są naturalne. Trzeba samemu przed sobą usprawiedliwiać podejmowanie takiej decyzji. Zaczynają się pojawiać surogatki inkubujące ciążę za bilologicznych rodziców, grzebanie w genetyce, żeby mieć dzieci o określonych cechach itp.
Może to też nie jest do końca złe, z punktu widzenia rodziców, którzy chcą mieć dziecko. Może też nie z punktu widzenia wrażliwych i współczujących ludzi.
Ale obiektywnie, to jest kolejny krok do przesunięcia tej granicy.
Za jakiś czas pojawią się nowe trendy, które będą budzić opór. I znajdą się tacy, którzy powiedzą, że dlaczego mają z tego nie skorzystać, skoro jest taka możliwość. Zostanie przekazane to, jako coś dobrego, pożytecznego.
A w rzeczywistości będzie zabijaniem jednych dla wygody innych.
Bo takie tragedie, jak w Oświęcimiu też działy się za cichym przyzwoleniem milczącej większości. I też było postrzegane jako rozwój cywilizacyjny i coś ekonomicznie przydatnego dla ogółu społeczeństwa.
Chodzi o to, czy szanujemy każde życie - stare, młode, chore, zdrowe, czarne, białe itd. czy dla kogoś robimy wyjątek. Jeżeli robimy wyjątki, to wydeptujemy ścieżkę, z której ktoś zrobi autostradę.
Widzę droga pani, że się nie dogadamy. Bo rozmawiamy na różnych poziomach. W każdym razie dziękuję za twoją wypowiedź.
Chodziło o inny poziom abstrakcji tematu. Trzymasz się kurczowo materializmu i empiryzmu. Ja prowadzę bardziej filozoficzno-etyczną dyskusję. Oprócz tematu nie mamy punktu styczności w naszej dyskusji.
Nie oceniam ani ciebie, ani twojego światopoglądu. Stwierdzam fakt.
Tak jak faktem jest również to, że genetyka jest nauką. A genetycznie płód jest człowiekiem.
Pozdrawiam serdecznie i życzę ci spokojnego Nowego Roku
Skoro płód nie jest człowiekiem, tak jak niektórzy twierdzą, to czemu kobiety w ciąży nazywają go swoim dzieckiem?
Przykre, że to samo dziecko, staje się zlepkiem komórek dla kogoś, kto chce je abortować.
Niestety To ty masz poważne braki. Człowiek jest nim od momentu poczęcia.
Z komórek zygoty rozwija się organizm ludzki. Nie kot, pies, tylko nowy człowiek. Dlatego od samego początku istnienia nadaje się jej człowieczeństwo, choć nie jest jeszcze w pełni rozwiniętym organizmem ludzkim. Można o tym przeczytać w książkach naukowych, więc radzę się dokształcić zamiast wypisywać proaborcyjne bzdury.
Jeśli coś się dzieje z zygotą, w wyniku czego płód nie rozwija się prawidłowo, mamy do czynienia z okolicznościami losowymi. Podobnie z poronieniem. To nieszczęśliwe wypadki, na które nikt nie ma wpływu i nie obwinia o nie ciężarnej kobiety. Na to czy zabije się człowieka w łonie matki mamy wpływ - nie wolno niszczyć rozwijającego się życia.
Zawsze mnie bawiła hipokryzja pro-lifeowcow pod tym względem. Nie, wróć, nie hipokryzja. Brak dogłębnego rachunku konsekwencji. Spieszę wyjaśnić. Bardzo duża ilość ciąż ulega samoistnej terminacji w pierwszym trymestrze. Spora część na na tyle wczesnym etapie że nawet sama kobieta może nie być świadoma ciąży. Tak o to część tych "ludzi" kończy w koszu na śmieci, w podpasce lub tamponie, pomylona że spóźnionym okresem. Co za tym idzie każda aktywna seksualnie kobieta o takich poglądach powinna tego typu artykuły regularnie sprawdzać by przypadkiem nie wyrzucić maluśkich zwłok swego dziecka na śmietnik.
Tak o to prawie zostałem zlinczowany przez tabun kobiet na prelekcji. Ja tylko grzecznie spytałem czemu żadna z nich tego robi :(
Taki fun fact, zapłodniona komórka jajowa (więc człowiek dla niektórych) czasami potrafi nieprawidłowo się zagnieździć w efekcie zostając... guzem nowotworowym. Ma swoje własne pełnoprawne DNA i robi co może żeby się rozwinąć. Oj robi. Do tego stopnia że zabije matkę. Co teraz? Wszak to wciąż "człowiek", każde badanie genetyczne to potwierdzi.
I słusznie zostałeś skrytykowany, bo to wypadki losowe, na które nikt nie ma wpływu. Podobnie jak na poronienie. Nikt nie obwinia o nie poszkodowanej kobiety.
Jeśli zygota zostaje guzem, nie rozwinie się z niej człowiek, więc nie jest to to samo.
Zabijanie pacjenta bo brak terminów u lekarza to kiepski pomysł i żadne rozwiązanie.
Komentarz miał być ironiczny i po prostu się nie udał czy naprawdę tak ciężko myślisz?