#JAVxb

Jestem taka szczera, że muszę się z wami podzielić moją historią. Otóż przespałam się z trzema chłopakami naraz od namiotem. To było takie nieoczekiwane, ale też takie ekscytujące. Wszystko zaczęło się od wyjazdu z przyjaciółmi na kemping. Bawiliśmy się przy ognisku, słuchaliśmy yyy... disco polo ;) i piliśmy wódkę ze szklanki (ohyda). W pewnym momencie zaczęłam flirtować z jednym z miejscowych chłopaków i nie wiedziałam, że jego kumple też są zainteresowani. Kiedy weszliśmy do namiotu, okazało się, że... oni już tam są i chcą się też zabawić. Nie znałam ich, a jednocześnie nie mogłam się oprzeć pokusie (alkohol zrobił swoje) i po prostu to zrobiłam. To było niesamowite doświadczenie i choć minął już ponad rok czasu i od kilku miesięcy mam chłopaka, to wciąż myślę, żeby tam pojechać i to powtórzyć. Nie daje mi to spokoju. Pewnie gdyby wspomnienia były złe, to nie wbiłyby mi się tak do głowy. No ale wspomnienia są takie, że powodują dreszcz podniecenia. Nie wiem co mam robić i jak to wybić sobie z głowy. A może nie wybijać? W końcu raz się żyje.

#Vw6cO

Moja przygoda miała miejsce około tygodnia temu, kiedy to wraz z swoją koleżanką wybrałam się do jednego z krakowskich klubów. Wiadomo, dwie studenki chciały się rozerwać wieczorem, więc zaczęło się od małego beforu (jak mówi słynne powiedzonko "proponuję pójść się napić zanim pójdziemy się napić"). Jedno piwko, drugie piwko i tak jakoś już dalej leciało. 

W momencie gdy skończył nam się przygotowany wcześniej asortyment stwierdziłyśmy, że w takim niedobitym stanie nie ma co wracać do mieszkania. Więc decyzja była prosta i jednomyślna: "Idziemy dalej!". Trafiłyśmy do kolejnego z lokali i tutaj już na wstępie naszą uwagę przyciągnęła bardzo kusząca promocja. Można domyślić się że na piwie się nie skończyło. 

Weszłyśmy do środka, zamówiłyśmy co miałyśmy zamówić i czas płynął dalej. Po jakiś trzydziestu minutach jak na zawołanie obie poczułyśmy nagłą potrzebę udania się do toalety - wiadomo... kobiety same nie chodzą. Największe trudności pojawiły się w momencie szukania tego pomieszczenia. Po jakże szalonych poszukiwaniach jest! W końcu jest! Ucieszone przyspieszyłyśmy kroku, kiedy zorientowałyśmy się, że stoimy przed toaletą męską, a damskiej ani widu ani słychu. Oburzone zaczęłyśmy komentować co to za lokal, posiadający aż trzy męskie toalety, a damskiej ani jednej.

W pewnym momencie zauważyłam dwie dziewczyny na przeciwko nas o tak samo zdezorientowanych i zniesmaczonych minach jak nasze. Moja koleżanka widocznie widziała to samo, gdyż patrzyła się w tym samym kierunku. W tym samym momencie zaświtał nam pomysł poproszenia o pomoc. Skoro nie we dwie to może w cztery znajdziemy tą toaletę? Bez namysłu szeptem powiedziałam do koleżanki "Ej, może te laski nam pomogą?". Po tych słowach moja koleżanka zwróciła się do dziewczyn: "Ej, sorry nie wiecie może gdzie jest damski? Trzy męskie to przesada". Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu nie padła żadna odpowiedź, stały tam dalej, rozchichotane, z minami jakby były niepełnosprytne i głuche. 

I wtedy w tych dwóch osobach rozpoznałam siebie i moją koleżankę stojące przed ogromnym lustrem. Nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. Dodatkowe lustro było ustawione pod takim kątem, że sprawiało wrażenie ciągnącego się dalej w głąb korytarza z dwiema dodatkowymi toaletami męskimi. Zrezygnowane i nie dające po sobie poznać, że rozmawiałyśmy ze swoim odbiciem udałyśmy się do baru prosząc o pomoc. Ubikacja damska okazała się być tuż za nami, a miny barmanek mówiły samo przez siebie. Prędko tam nie wrócimy...

#6tZEQ

Zawsze myślałam, że dziadek i babcia będą zawsze razem ze mną. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez nich. Ale teraz, gdy ich już nie ma, życie jest puste i smutne.

Mój dziadek zmarł nagle, nie wiadomo z jakiej przyczyny. Był zdrowym i aktywnym mężczyzną, ale jakby z dnia na dzień stracił siły. Nie mogłam uwierzyć, że już go nie ma. Był dla mnie ojcem, którego nigdy nie miałam. Zawsze między nami była wielka więź, rozmawialiśmy o wszystkim i wspieraliśmy się nawzajem. A potem, tylko miesiąc po śmierci dziadka, zmarła moja babcia. Nie mogła wytrzymać tej straty, przestała jeść i pić. Patrzyłam, jak traci siły i umiera przed moimi oczami. Nie mogłam nic zrobić, tylko patrzeć, jak umiera moja ukochana babcia.

Teraz jestem sama, bez nikogo, kto mógłby mnie zrozumieć i wesprzeć. Czuję się jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi i zostawił mnie samą w tej pustce. Nie wiem, jak dalej żyć bez nich. Czuję się tak bardzo samotna i smutna. Chciałabym, żeby to był tylko koszmar, ale niestety, to rzeczywistość. Nigdy już nie zobaczę ich uśmiechu, nie usłyszę ich głosu, nie poczuję ich ciepła. To boli tak bardzo, że czasami nie wiem, czy dam radę dalej żyć.

#vzRNf

Oglądałem z tatą przegrany mecz Polska - Francja i było to stresujące doświadczenie. Przynajmniej na początku. Cały czas krzyczeliśmy na telewizor, a gdy Polska straciła pierwszą bramkę, tata wpadł w panikę i zaczął kopać w wersalkę. W końcu złapał za pilota i chciał wyłączyć telewizor, ale popieprzyły mu się piloty i włączył projektor gwiazd (taki co się gwiazdki kręcą po ścianach i suficie) xd. Dostaliśmy takiego ataku śmiechu, że przestało nam już przeszkadzać jak Francuzi strzelali nam drugą i trzecią bramkę, bo mieliśmy dobry humor.

#V3h0Y

Jestem osobą niepełnosprawną i w latach 90. byłem katowany w szkole podstawowej, chodziłem do prywatnej, a potem się przeniosłem do publicznej, niestety na własne żądanie.

Pierwszego dnia grupka patoli nasrała i naszczała mi do plecaka. Ojciec wpadł do szkoły, został zaorany przez dyrektorkę i pedagog „My mamy świadków, że on sobie sam nasrał i naszczał do plecaka”. Moi znajomi też zeznawali na moją niekorzyść, bo zostaliby kapusiami, a z kapusiami nikt się nie zadaje. Potem były wielokrotne pobicia, zrzucenie ze schodów, kopanie itd. Dyrektorka z pedagog wszystko zamiatały pod dywan, a mojemu ojcu mówiono, że powinienem trafić do szkoły specjalnej, bo sam sobie robię wrogów i nie potrafię nawiązać normalnych relacji (ale jak mi ciotka załatwiła miejsce u siebie w szkole, to tam się czułem jak normalny uczeń!)

Sprawa się wydała i wylądowała w sądzie, bo na spotkaniu w Poradni Szkolno-Pedagogicznej pedagog wydobył, że w szkole się nade mną znęcają i od razu było powiadomione kuratorium. Jak do szkoły weszły osoby z zewnątrz i się wydało, że nie tylko moja sprawa była zatajana, to dziwnym trafem dyrektorka i pedagog wylądowały na wcześniejszych emeryturach. Jednego z moich oprawców już za wcześniejsze jego wybryki umieścili w lokalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym oddalonym o niecały kilometr od szkoły, więc normalnie sobie gadał przez okno ze swoimi kolegami. A ja byłem gnębiony za to, że byłem kapusiem i git koleś poszedł siedzieć za mnie. Rodzicie próbowali mnie przenieść do innej szkoły, ale się nie udało – „Nie mamy miejsca dla ucznia z takimi problemami, proszę zapisać go do szkoły specjalnej”.
Czara się przelała, jak na WF-ie (ćwiczyłem, ale byłem oceniany inaczej), zostały skradzione mi rzeczy, w których do szkoły przyszedłem. Miarka się przebrała. Wtedy z pomocą przyszła ciotka, załatwiła mi miejsce u siebie w szkole w małej mieścinie, przez co rodziców widziałem tylko w sobotę i niedzielę, bo od ciotki, u której też mieszkałem, do mnie było 50 km.

To wszystko zostawiło u mnie w głowie ślad:
– boję się obcych ludzi;
– mam napady paniki;
– mam napady agresji;
– nie potrafię nawiązać stałych więzi poprzez ciągły brak zaufania.
A stało się tak przez grupkę patoli, którzy chcieli się dowartościować, znęcając się nad dużo mniejszym i słabszym niepełnosprawnym chłopcem.

Teraz sam doradzam rodzicom dzieci, nad którymi się znęcają w szkole, ostre działania sądowe!

#RTd8m

Kupiłem na święta nowy telewizor OLED za 4000 zł (bez grosza) na 24 raty. Taki prezent dla rodziny, bo nie mieliśmy przez ostatnie 3 lata w ogóle tv.
Przykręciłem go pięknie do ściany, poustawiałem smart tv, zapłaciłem za subskrypcje Netflixa, HBO i Disneya, żeby coś było dla mnie, żony i dzieci.

Na drugi dzień syn przez przypadek strzelił z Nerfa (teraz te nowe mają kur... niezłą moc, potrafią na kilkadziesiąt metrów lecieć naboje) w ekran i pajęczyna na ponad pół ekranu. Dosłownie się popłakałem.
Gwarancja nie obejmuje takiej szkody, a nowa matryca to 80% wartości telewizora.
Na śmietnik wyrzucę go po Nowym Roku, przynajmniej popatrzę sobie jak wisi, skoro już zapłaciłem. Albo nakleję na niego zdjęcie palącego się kominka w takich samych wymiarach.
Tak, że telewizora i bajek nie będzie przez następne kilka lat, a przynajmniej do momentu kiedy nie spłacę rat.
PS. Dobrze, że go nie zarejestrowałem, bo jeszcze bym abonament płacił...

#RN8d5

Moje wyznanie dotyczy prezentu, który dostałam od Mikołaja kilka lat temu. Był to szczeniak, którego bardzo chciałam i marzyłam o nim od dłuższego czasu. Kiedy w końcu się pojawił pod choinką, byłam tak szczęśliwa, że nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Niestety, okazał się być bardzo chory i nie miał zbyt wiele czasu, by spędzić go ze mną. Walczyłam o niego, ale ostatecznie musiałam się pogodzić z faktem, że będę musiała go oddać.

To było jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu i do dziś bardzo za nim tęsknię. Mimo to, wciąż wierzę w magię świąt i w to, że marzenia się spełniają.

#n3rkU

Będąc dzieckiem, lubiłam sobie pogadać. Mam w rodzinie taką ciotkę, która jest wredna a co najważniejsze ma wielkiego wąsa. Miałam wtedy może z 5 lat, a to było dzień przed Wigilią. 

Moi rodzice jak zwykle przed Świętami obgadali większość naszej rodziny. Nie mogło się objeść bez komentarzy o "cioci z wąsem", a ja wszystkiego uważnie słuchałam.

Na drugi dzień, w Wigilię, jak wszyscy siedzieli przy stole ktoś zapukał do drzwi. Otwierają się drzwi, a tam oczywiście ciocia z wąsem. Krzyknęłam do taty "Tato, to jest ta ciotka z wąsem?".
Od tamtej pory ciotka nie odzywa się do nas.

#KgL52

Kilka dni temu wprowadziłam się na nowe osiedle. Cały dzień nie miałam czasu, by coś zjeść, więc gdy koło 22 uporałam się ze wszystkim, skoczyłam do Żabki po coś do jedzenia. Kolejka długa, ja stałam jako czwarta, a za mną kobieta około 55 lat. Klient przy kasie zrobił bardzo duże zakupy i chciał zapłacić kartą, jednak terminal przestał działać. Kasjerka kilkakrotnie próbowała od nowa pobrać należność z karty. Trwało to może około 5-6 minut, a kobieta za mną zaczęła sapać, dyszeć i chuchać mi na plecy niezbyt świeżym oddechem. W końcu zaczęła wywody typu: „O Boże, „O Jezu”, „Ile można”, „Dziewczyno, kto cię tu zatrudnił?” itp. Odwróciłam się więc i mówię do niej kulturalnie, że przecież to nie wina tej dziewczyny, a kobieta do mnie: „Wy młodzi tylko pyskować potraficie, nie macie szacunku do starszych, nic nie przeżyliście i gówno wiecie”. Już miałam jej dosadnie dowalić, kiedy z kolejki wychodzi podchmielony mężczyzna  i mówi do niej: „Ja przeżyłem 9 lat w ciupie właśnie za takie panisko-kur...isko jak ty, więc albo czekaj grzecznie, albo wypier...aj mi z tego sklepu!”.
Zamknęła się od razu.

#B92du

Na mojej zwykłej drodze do pracy trwają roboty drogowe, dlatego wczoraj wracając do domu spróbowałem pojechać inaczej. Zależało mi, aby szybko wrócić. W pewnym momencie natrafiłem na czerwone światło. Planowałem skręcić więc zjechałem do prawej krawędzi jezdni i ustawiłem się za kilkoma samochodami. Po paru chwilach światła zmieniły się na zielone, ale na moim pasie wszyscy dalej stali. Trochę się zagotowałem. Każdemu może się zdarzyć zagapić za kierownicą, ale czasem ludzie tak wolno ruszają, że na zielonym mieszczą się tylko 2-3 samochody i bardzo mnie to wkurza.

Tego dnia szczególnie nie miałem cierpliwości, więc nie żałowałem klaksonu aby wyrazić swoje oburzenie, a przez otwarte okno puściłem kilka soczystych wiązanek. Po chwili zorientowałem się, że w samochodach przede mną nie świecą się światła i nikt nie siedzi w środku. Stały zaparkowane…
Dodaj anonimowe wyznanie