Niedawno jedna czytelniczka napisała tutaj, że o mało nie zwymiotowała, czytając tutaj jeden komentarz o braku higieny.
Ja natomiast o mało się nie zakrztusiłem ze śmiechu, słysząc nazwę jednego programu telewizyjnego.
„Sylwester z dwójką”.
To znaczy co – poszedł na sylwestra i się zesrał?
Denerwują mnie telefony, gdy obcy ludzie namawiają na kupno czegoś tam. Mam kiepski charakter, nie umiem odmawiać, czuję się z tym po prostu źle. Nie potrafię po prostu odłożyć słuchawki. Co więc robię? Mówię, że w domu nie ma nikogo dorosłego.
Tylko że to kłamstwo. Mam 36 lat, jestem panią domu i wykorzystuję fakt, że mam bardzo delikatny i młody głos.
Cel uświęca środki :D
Gdy byłam mała (7-8 lat), rodzice schowali moją skarbonkę, chcąc nauczyć mnie „zarządzania” swoimi wydatkami. Myśleli bowiem, że podbieram pieniądze przeznaczone na jakąś wymarzoną zabawkę i wydaję je na słodycze.
Mając 22 lata dowiedziałam się, że to babcia regularnie podbierała mi pieniądze ze skarbonki, nigdy ich nie oddając.
Mam 23 lata i pracuję w zakładzie usług komunalnych. Ostatnio miałem za zadanie posprzątać parę placów i kilka ulic – nic w tym dziwnego, praca jak praca.
Na parkingu obok supermarketu w śmieciach leżała nowa kurtka, podniosłem ją, otrzepałem, zaniosłem ją do sklepu i poszedłem dalej robić to, co miałem do zrobienia.
Dwa dni temu otrzymałem wezwanie na komendę w charakterze podejrzanego w sprawie kradzieży tej kurtki, którą zaniosłem do sklepu.
Chciałem być uczciwy, a zrobili ze mnie złodzieja.
Mam tajemnicę związaną z infekcją intymną.
Miałam 16 lat. Na WF-ie mieliśmy basen (szkoła z basenem), i po kilku dniach jak siusiałam, to czułam, że mnie piecze, swędzi i dziwnie pachnie. Cóż, no to do lekarza. Majtki w dół i jest diagnoza – infekcja bakteryjna. Pewnie woda była brudnawa, bo moja szkoła zawsze na basenie oszczędzała.
W każdym razie lekarz przepisał mi pigułki. I problem, bo nie do łykania... OK, pomyślałam, dam radę. I znów problem – pigułka sporej wielkości, a trzeba ją włożyć głęboko. Teraz są do tego aplikatory, ale wtedy miałam do dyspozycji tylko palec...
Próbowałam i niestety, skurcz, nie dałam rady. Raz, drugi i dziesiąty i efekt ten sam, czyli zero efektu. No i co robić? Mama odpadała, bo pewnie by truła, że infekcja przez wszystko inne, a nie basen. Poszłam więc do brata... Dwa lata starszy ode mnie, ale kontakt mieliśmy dobry. Mówię mu, jaki mam problem, on lekki facepalm, ale OK. Ja na plecy, a brat podszedł do sprawy profesjonalnie – kilka dotyków dla rozluźnienia i sru, pigułka włożona.
Tygodniowa terapia i po infekcji.
Z bratem mamy tajemnicę, ale przynajmniej wiem, że zawsze mogę na niego liczyć.
Ludzie mówię, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi. Nie chciałem w to wierzyć i tak zrobiłem i to był błąd. Ale od początku.
Poznałem ją w szkole, mieliśmy po 16/17 lat. Na początku to ot, zwykła znajomość bez szans na nic większego, ale po czasie postanowiłem o nią zawalczyć. Jakoś po ok. 6 miesiącach udało się i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłem szczęśliwy, wszystko było dobrze, wspólny wypad na wakacjach, ale po ok. 6 miesiącach powiedziała mi, że to koniec i ona idzie do zakonu. Kilka dni załamania, ale pozbierałem się jakoś. Potem studia, nowi znajomi, wszystko powoli zaczęło się układać i tu nagle moja wtedy była odzywa się do mnie i prosi o spotkanie. Myślę – OK, można się spotkać. Tłumaczy mi wtedy powody rozstania i proponuje, żeby spróbować jeszcze raz. I tutaj popełniłem największy błąd... Zgodziłem się.
Na początku było świetnie, później wiadomo, jakieś sprzeczki małe czy większe, ale koniec końców oświadczyłem się i wzięliśmy ślub. Pierwszy tydzień piękny i później się zaczęło. Na początku nic wielkiego – ot, małe sprzeczki, normalne, jak się wcześniej razem nie mieszkało... Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Przez błahe powody przestawała się do mnie odzywać przez tydzień, dwa... Nieważne, z czyjej winy, i tak winny byłem ja. Bałem się cokolwiek sprzeciwiać, żeby znowu nie było kłótni. Wyzywała mnie od najgorszych, mimo że nic nie zrobiłem. Straciłem kontakt z moją rodziną, tak mnie zmanipulowała, że uważałem mojego tatę, macochę za najgorszych na świecie. Moi teściowie widzieli we mnie tylko robola, nic więcej... Tylko robić (teraz to mogę napisać) ich dom i do niczego nie mieć prawa głosu, nawet do takich rzeczy jak meble, sprzęt AGD czy armaturę, którą jako młodzi mieliśmy mieć dla siebie (drugie mieszkanie w domu). Kulminacyjny moment nastąpił, gdy moja żona zdradziła mnie – może pół roku, może 8 miesięcy po ślubie. Wytrzymałem tam jeszcze kilka miesięcy, bo chciałem to wszystko ratować, ale ona nic nie robiła, żeby było lepiej, ciągle się spotykała z tym gościem. Tak mnie okręciła wokół palca, że zgadzałem się na to, no jak to ja mogę jej czegokolwiek zabronić... W końcu odszedłem, bezgłośnie, bez żadnych zapowiedzi, po prostu wyszedłem do roboty i już nie wróciłem. Jedynie co się zainteresowała to raz zadzwoniła i tyle jej zależało. Teraz już wiem, że to była najlepsza decyzja z ostatnich lat – zostawić to wszystko i zacząć żyć. Złożyłem pozew rozwodowy i naprawdę się z tego cieszę.
Morał z tego wszystkiego dla mnie jest taki, że jak się raz już jakieś drzwi zamknęło, to nie otwiera się ich ponownie, bo to się źle kończy.
Moja historia może być przykładem na to, że przemoc jest nie tylko fizyczna, i że przemocowcem może być również kobieta.
Kiedy w 2016 roku odbywały się w Polsce Światowe Dni Młodzieży, do mojej rodzinnej miejscowości miała przyjechać na kilka dni grupa osób z Malty. Miałam wtedy 17 lat i coraz częściej otwarcie sprzeciwiałam się temu, co w kościele i na lekcjach religii jest nauczane (no związku z wiarą to serio nie miało). Moja mama nie mogła przeboleć tego, że zamieszkał we mnie szatan (jest zwolenniczką totalnego posłuszeństwa) i postanowiła również naszą rodzinę zaangażować w to wydarzenie. Zgłosiła więc, że możemy przenocować u nas dwie osoby na czas pobytu w naszym mieście. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby pogadać z kimś po angielsku, więc nie oponowałam. Poznanie młodych ludzi z innego kraju brzmiało całkiem fajnie...
No właśnie, młodych ludzi. Ja wiem, że mówi się, że wiek to tylko liczba i młodym można czuć się w każdym wieku, ale ja się z tym do końca nie zgadzam. „Dostaliśmy” do zaopiekowania się dwóch chłopów po trzydziestce... No i mój plan pogadania spalił na panewce. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, było strasznie niezręcznie. Byli po trzydziestce, mieszkali z rodzicami i traktowali wyjazd jako wycieczkę. Ja w kontraście miałam lat 17, częściowo wyprowadziłam się już od rodziców (szkoła z internatem), latem chodziłam do pracy, twardo stąpałam po ziemi i potrafiłam sama zorganizować wyjazd na wakacje za granicą (bez biura podróży). Nie mogłam wręcz patrzeć na to, że dwóch dorosłych facetów (nie jest to dla mnie młodzież, no nie) za pieniądze ze swojej parafii jedzie sobie na kolonię grupową.
Poza tym sam fakt, że w domu jest dwóch obcych mężczyzn sprawiał, że czułam się bardzo źle, nie jest to według mnie towarzystwo dla nastolatki.
Całe szczęście dla mojej mamy również było to dziwne doświadczenie i na jakiś czas odpuściła sobie temat angażowania mnie w grupy kościelne. O ile sama wiara to kwestia, o której mogę sobie podyskutować, to grupy kościelne zawsze były dla mnie toksycznym towarzystwem.
Nigdy więcej nie przyjmę u siebie obcych, skutecznie się z takiego poznawania ludzi wyleczyłam...
Jestem dorosła, ale wciąż jak już się wykąpię i spuszczę wodę z wanny, to lubię sobie namydlić tyłek i tak ślizgać się w jedną i w drugą stronę.
Moja nauczycielka w gimnazjum, widząc kogoś z puszką coli w ręce, mówiła, że to niezdrowe. Często też brała takiego delikwenta do tablicy i powtarzała „Było kupić sobie maślankę, lepiej by ci się myślało”. Doprowadziło to do sytuacji, że piliśmy napoje gazowane tylko na korytarzach, gdzie jej nie było.
Na zakończenie gimnazjum wszyscy w klasie, bez wyjątku, kupili jej po 2 litry maślanki (smakowej). Piękny był to widok, gdy ledwo trzymając się na nogach pakowała do siatek 56 litrów maślanki....
Zemsta jest słodka, bo inni nauczyciele dopytywali, dlaczego dostała tak niezwykłe prezenty :D
Czy prywatność to aż tak dużo?
Mieszkam z siostrą, szwagrem i ich dzieckiem (chociaż z zachowania to bardziej dziecko szatana), ponieważ moja mama zmarła 1,5 roku temu. Siostra mnie szpieguje. Przeszukuje pokój, plecak, torby, gdy nie ma mnie w domu. Gdy raz nie zablokowałam laptopa z włączonym Facebookiem, przeczytała niemal wszystkie wiadomości, więc telefon i laptopa chronię jak mogę. Sprawdza gdzie i z kim chodzę. Jeśli jej koleżanka spotka mnie gdzieś na mieście, od razu jej melduje.
Ponadto jej dziecko jest koszmarnie złośliwe. Włazi do pokoju, gdy się uczę, bo ona chce ze mną siedzieć. Mnie to dekoncentruje, a wywalenie jej kończy się wrzaskiem uniemożliwiającym dalszą naukę. Wchodzi też, gdy się kąpię lub siedzę na kiblu – pod pretekstem półgodzinnego mycia zębów. Robi to złośliwie, bo specjalnie przedłuża.
Szwagier natomiast uwielbia kilkugodzinne kąpiele. Codziennie. I ma gdzieś, że jest 23.00, chce mi się siku, następnego dnia idę do szkoły i też chcę się umyć, wziąć 15-minutowy prysznic. On tak nie może.
Wszelkie próby porozumienia spełzły na niczym. Odliczam miesiące do 18. Jeszcze 10. Trzymajcie za mnie kciuki, anonimowi! :)
Dodaj anonimowe wyznanie