#ZDH10

Na początku pierwszej klasy liceum zmarła moja mama. Po tygodniu nieobecności wreszcie udałam się na zajęcia. Starałam się zachowywać normalnie, z każdym rozmawiałam i na pytanie jak się czuję odpowiadałam, że dobrze. Płakałam czasami – i to tylko jak nikt mnie nie widział.
Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że cała klasa stwierdziła, że nie przejęłam się śmiercią mojej mamy... Dlaczego? Bo w ogóle nie płakałam i jakaś smutna nie byłam, a czasami nawet się śmiałam! Szkoda tylko, że oni nie przeżyli tego co ja, tylko jedna dziewczyna, która się nie odzywała, też miała wcześniej taką sytuację...

#SsDZR

Pracuję w małym biurze, ma około 50 m². Toaleta jest pośrodku biura, szef i klienci siedzą z nami w jednym pomieszczeniu. Zazwyczaj jest cisza i nie mamy nawet radia. Niedawno przyjęła się do nas fajna dziewczyna... A ja mam codziennie wielkie gazy i rozwolnienia na przemian z zatwardzeniami. Męką dla mnie jest korzystanie z toalety w biurze. Każdy słyszy nawet odrywanie listków papieru. Chodzę na dwójkę parę razy dziennie. Nieraz ściany drżą od moich gazów, a na koniec i tak muszę czyścić wszystko dookoła.
Czy mam wszystkich przepraszać po wszystkim? Albo wymyślać jakiś żart sytuacyjny rozładowujący napiętą atmosferę po każdym wypróżnieniu? No ale kilka razy dziennie po załatwieniu się miałbym przepraszać? Jeszcze ten zapach roznoszący się dookoła... Czuję mega wstyd.

#KjGzS

Wracałam kiedyś z synem z galerii handlowej, już prawie pod domem zatrzymała mnie policja. Przekroczyłam dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym. No cóż, zdarza się. Zatrzymałam się, pan policjant sprawdził mi dokumenty i powiedział, że za takie wkroczenie grozi mi mandat karny w wysokości od 100 do 200 złotych. Z nadzieją powiedziałam „To może 100?”. Pan policjant „To może wcale?”. Kamień z serca mi spadł, że skończy się na pouczeniu. Pan policjant dokończył myśl, że jeszcze w życiu nie ukarał ciężarnej kobiety i życzy mi dużo zdrowia i powodzenia.

Zatkało mnie. Nie byłam w stanie wytłumaczyć, że wcale nie jestem w ciąży. To tylko efekt przejedzenia fast foodami. Tak czy inaczej nie wiedziałam, czy mam się cieszyć z tego, że mnie nie ukarano, czy płakać, że w oczach młodego policjanta jestem po prostu gruba.

#s9fTw

Moja młodsza siostrzyczka była namiętną fanką rycerza Lancelota. Dostałyśmy od taty bajkę na DVD o królu Arturze, gdzie był też Lancelot – dziecko się zakochało i przez dobre parę tygodni latało piszcząc, że jest tym rycerzem :D

Siedzimy sobie we dwie w kościele na mszy w pierwszej ławce, ona podsypia, jak to dzieci, nudziło jej się. Gdy doszło do ogłoszeń, ksiądz powiedział, że przy wyjściu można kupić gazetkę „Rycerz Niepokalanej”... Wtedy to siostra się zerwała, wstała jak natchniona i daawaj na cały kościół: RYCERZ NIEPOKONANY LANCELOT?!

Nawet ksiądz nie wyrobił :D

#szPqg

Wywaliłem ostatnio przyjaciółkę dziewczyny i jej chłopaka z mojego domu i zakończyłem naszą dłuższą znajomość. Ale od początku.

Jestem młodym chłopakiem, 25 lat, i odniosłem całkiem spory sukces w swojej życiowej karierze. Mam własną firmę, inwestuję w nieruchomości i na giełdzie oraz pomagam w firmie rodzinnej jako przedstawiciel handlowy i kierownik sklepu internetowego. Ogólnie żyje mi się bardzo dobrze i dobrze też zarabiam. Można powiedzieć, że wiele lat mojej pracy i nauki się opłaciło. Niestety wraz z tym zaczęły się dziać przykre, krzywdzące incydenty.

Wszystko zaczęło się od momentu, w którym uznałem, że czas wydać na coś odłożone pieniądze. Długo się nie zastanawiałem, kupiłem sobie używane Porsche, sprawiłem sobie nowy komputer do grania z całym dodatkowym osprzętem plus motocykl i zmieniłem mieszkanie na większe. Moi bliżsi znajomi mi gratulowali, cieszyli się razem ze mną, ale nie wszyscy. Jeden szczególnie uprzykrzał mi życie, a konkretniej były dobry kolega, obecnie chłopak przyjaciółki mojej dziewczyny. Przy każdym spotkaniu słyszałem z pogardą, jakie to ja mam ogromne szczęście, że się w czepku urodziłem, że wszyscy wokół to muszą ciężko pracować, a mi to hajs z nieba spada i przez otwarte okno wpada do mieszkania... Tolerowałem te teksty, żeby nie robić burd przy wspólnych spotkaniach z naszymi partnerkami, ale z każdym kolejnym było coraz gorzej. Umniejszał moim wysiłkom i ciężkiej pracy, której poświęciłem prawie całą młodość, przy czym on ten czas przegrał na kompie, ledwo zdał maturę, a na studia poszedł, bo rodzice mu kazali i planów na życie nie ma żadnych. Nie mówię, że to źle i że jest przez to gorszy, ja nigdy nie zmieniłem do niego swojego podejścia, dalej traktowałem go jak dobrego kumpla z dawnych lat, za to on zaczął zwracać się do mnie i traktować mnie, jakbym był rozpieszczonym bananem, który wszystko dostaje przy zerowym wysiłku.

Miarka się przebrała, jak na ostatnim spotkaniu powiedział, że chciałby kupić mieszkanie i że chciałby, żebym się dorzucił z połowę, bo – UWAGA – mi nie zrobi różnicy, jak dam komuś 150 tys. złotych... Nie zapytał, czy może bym mu pożyczył ze spłatą w jakimś dłuższym terminie, na co mógłbym przystać. Nie, on po prostu przyszedł do mnie do domu i przy wszystkich wręcz zażądał, żebym mu te pieniądze dał. No odebrało mi mowę. Moja dziewczyna to w ogóle musiała aż wyjść z pokoju. On i jego partnerka z kolei uważali, że to jak najbardziej w porządku, bo jesteśmy „przyjaciółmi”. To już przelało czarę goryczy – wstałem, wyrzuciłem mu jego zachowanie względem mnie przez ostatnie 3 lata, powiedziałem, że nic ode mnie nie dostaną i że mają wyjść.

Od tamtej pory się nie spotykamy. Mi bardzo po tym ulżyło, mojej partnerce było trochę żal straty przyjaciółki, ale widzę, że i jej to powoli wychodzi na dobre.

#LW0bJ

Jestem córką nauczycielki, co było powodem gnębienia mnie przez całą podstawówkę. Nie żeby moja mama uczyła w tej samej szkole, ale jak się mieszka na wsi, to wszyscy o wszystkim wiedzą. Byłam wyzywana i psychicznie szykanowana, moi koledzy uważali, że dobre oceny zawdzięczam mojej mamie, która po znajomości mi je załatwia. Nie byłam kujonem, po prostu wszystko szybko przyswajałam, a później nauka stała się moim jedynym przyjacielem. Codzienne wyzwiska, wyśmiewanie ubrań, okularów, sposobu mówienia (mówię całkowicie normalnie), popychanie, niewybieranie mnie do drużyn/grup na lekcjach itp., ale jednak najgorsze było traktowanie mnie jak powietrze (wszystko to w zależności od nastroju osób z klasy). Potrafiłam nie jeść nic od śniadania aż do obiadu. Kanapki wyrzucałam do stawu, który mijałam po drodze do domu. Nauczyciele nie reagowali, bo uważali mnie po prostu za zbyt wrażliwą, tak samo jak moi rodzice – byli raz u jednej z mam, ale ona się wszystkiego wyparła. Wiele razy udawałam, że jestem chora, byle tylko nie iść do szkoły, pożyczanie od kogoś zeszytów to była katorga – potem wszyscy śmiali się ze mnie, że na pewno moja mama już zdążyła sprawdzić wszystkie błędy. Błagałam mamę, żeby mnie przeniosła do innej szkoły, ale dla niej ważniejsza była opinia innych, przynajmniej ja to tak widzę. Do tej pory jak sobie przypomnę o tych 6 latach podstawówki, to mam dreszcze. Moja mama twierdzi, że nie wiedziała, że było aż tak źle. Co ciekawe, uczniowie mojej mamy bardzo ją chwalili (chodziłam z nimi do gimnazjum) i generalnie jest spokojną i ciepłą osobą, więc nie wiem skąd ten stosunek do moich problemów.

Anonimowe jest to, że prawie codziennie po szkole siadałam w pokoju i modliłam się (nie wiem w sumie do kogo), żeby oni wszyscy złamali nogę/rękę, zginęli w wypadku albo zaginęli bez śladu. Nikt o tym nie wie.

#SCHcF

Jestem jedynaczką. Miałam szczęśliwe dzieciństwo z dwojgiem dobrych rodziców. Może nie było zawsze idealnie, do bogatych nie należeliśmy i zdarzały się jakieś kłótnie czy nieporozumienia, ale generalnie miałam to, czego do życia potrzebowałam na danym etapie dorastania. Zarówno emocjonalnie, jak i materialnie. Dość wcześnie, bo już w liceum, zaczęłam sobie dorabiać jako hostessa w weekendy, aby mieć swoje pieniądze np. na kino czy kosmetyki i nie obciążać rodziców. Na studiach dziennych pracowałam już za lepsze pieniądze i pomagałam też rodzicom, bo tata wtedy pochorował się i stracił pracę. Moje relacje z rodzicami układały się zawsze OK, lepiej z mamą, gdyż jest osobą ekstrawertyczną, lubi rządzić i wszędzie jej pełno. Tata ma charakter bardziej uległy i wycofany, zawsze siedział pod kapciem mamy, a teraz na stare lata jeszcze się to pogłębiło.

Mama od kilku lat jest na emeryturze. Póki jeszcze miała życie zawodowe i inne sprawy niż tylko domowe, słyszałyśmy się przez telefon raz na jakiś czas. Od momentu zaszycia się w domu uznała, że zostanie moim doradcą, mentorem, kierunkowskazem w każdej dziedzinie życia. I wydzwania do mnie po kilka razy dziennie, w sprawach większej lub mniejszej wagi, często żeby zapytać o jakąś pierdołę, która mogłaby zaczekać. Czuje się upoważniona, aby dawać mi rady, opiniować mój wygląd (jestem szczupła, ona przy kości) lub stan moich ścierek w kuchni tudzież każdą inną rzecz, jaka akurat przyjdzie jej do głowy. Komentuje wszystko, choć wcale o to nie proszę. Mam swoje życie, męża, dzieci, obowiązki zawodowe (pracuję zdalnie) i studiuję w weekendy. Jestem zmęczona i zawalona pracą, muszę lawirować między obowiązkami, aby je pogodzić. Obraża się, jak mówię, że nie mam czasu pogadać czy przyjechać. Obraża się, jak próbuję dać do zrozumienia, że jest przemądrzała i nie powinna tak ingerować w moje życie. Wydaje mi stare ciuchy po sobie myśląc, że robi mi tym przyjemność i przysługę, a jak odmawiam, to też się obraża. Ostatnio usłyszałam, że wolę iść do sklepu i wydać forsę niż nosić coś po niej i zaoszczędzić. Komentuje moje wydatki. Pracuję, więc dlaczego nie mogę kupić sobie butów czy bluzki, które będą mi się podobać i pasować na mnie?
Nie mogę się z nią ostatnio dogadać. Boję się, że będzie coraz gorzej...

Jak temu zaradzić, czy ktoś był w podobnej sytuacji z mamą? Nie mam już sił, czuję się osaczona i kontrolowana, a mam prawie 40 lat.

#UZP6Q

Znajomy trafił przez nieszczęśliwy wypadek do więzienia w Emiratach Arabskich. Prawo szariatu jest tak rygorystyczne, że konsulat pomagał mu wymyślić plan ucieczki. Ale nie o tym będzie wyznanie.

Kolega siedział tam z dwoma mężczyznami.
Facet nr 1 został wsadzony do pierdla za pocałunek z dziewczyną w miejscu publicznym. Na rok. Nie był to wyzywający pocałunek, po prostu zwykłe buzi. Ktoś złośliwy podał go policji.
Facet nr 2 skazany na rok za... seks z piaskiem. W dobie myślenia, że Araby mają dziwne fetysze, i to wydaje się być fanaberią typową dla kultury arabskiej. Tylko że oskarżony pochodził z Anglii, a ten "stosunek" to nic innego jak... pompki na piasku. Jednak ktoś złośliwy złożył donos. Prawo nie daje wielkich szanse na wyprowadzenie z błędu wysokiego sądu.

Co ciekawe, za posiadanie alkoholu w jednym z emiratów są z automatu trzy miesiące więzienia. Za przewóz także - wszyscy pasażerowie idą siedzieć, bezwzględnie.

Ot, takie wyznanie pokazujące tę tragicznie śmieszną różnicę kulturową między UAE a Europą.
Dodaj anonimowe wyznanie