Chodziłam do podstawówki we wsi, gdzie każda klasa liczyła co najwięcej 12 osób. Miałam takie „szczęście”, że trafiłam do klasy, gdzie tylko 5 osób, w tym ja, nie miało rodziny w tejże szkole. Przez całe trzy lata byłam świadkiem dyskryminacji i duszenia ambicji małych dzieci. Pewnego dnia miarka się przebrała.
Zawsze byłam pilną uczennicą i miałam odrobioną pracę domową, lecz jak wiadomo, każdemu się zdarza coś zapomnieć, i ja też zapomniałam odrobić pracy domowej. Na nic zdały się błagania, płacz (za każdą tróję lub gorszą ocenę dostawłam mega wp¡€®d0|, więc bałam się myśleć co będzie, jak dostanę jedynkę). Dostałam jedynkę.
O ironio, następnego dnia syn pani dyrektor nie odrobił pracy domowej. Co powiedziała nauczycielka? „O, Marcinku, nie odrobiłeś pracy domowej? No, Marcinek pierwszy raz nie odrobił pracy domowej, więc mu chyba darujemy, dobrze, dzieci?” Nikt się nie odezwał. Po chwili zaczęłam się śmiać, do tej pory nie wiem czemu. Zapytałam się pani nauczycielki, czemu mi wczoraj nie darowała, przecież ja też nie miałam pracy domowej po raz pierwszy. Cisza.
Nauczycielka nie wpisała jedynki Marcinkowi, a ja straciłam wiarę w sprawiedliwość.
Głupota niektórych ludzi mnie przeraża.
Sprzedaję różne rzeczy w sieci. Ostatnio jakaś dziewczyna zamówiła książkę za pobraniem. Przesyłka wróciła. Skontaktowałem się z nią przez e-mail, poprosiła, by wysłać książkę jeszcze raz. Wysłałem – znów wróciła. Dzwonię, a ona mnie przeprasza, bo ona się niedawno od rodziców wyprowadziła i nie wiedziała, że musi do skrzynki pocztowej zaglądać, bo do tej pory poczta do niej pojawiała się na jej biurku...
Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy razem z moimi znajomymi założyliśmy skromną kapelę. Graliśmy w naszej wsi, a później w miasteczkach. Rozwijaliśmy swoją pasję. Ja grałam na skrzypcach, jedna dziewczyna na pianinie, a dwóch chłopaków na gitarze. Naszym wokalistą był mój chłopak. Połączyliśmy muzykę klasyczną z popową. Świetnie się przy tym bawiliśmy, to nie była praca, to było doświadczenie.
Pewnego wieczoru, kiedy tworzyliśmy nową piosenkę, dostaliśmy maila z pewnej wytwórni z propozycją współpracy. Byliśmy w szoku, świętowaliśmy do rana. Czas do podpisania kontraktu mijał bardzo szybko, ponieważ pracowaliśmy nad nowymi utworami.
Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień podpisania kontraktu. Wsiedliśmy do samochodu. Niestety pogoda nam nie dopisała, padał śnieg i ulice były bardzo śliskie. Jechaliśmy bardzo powoli. Bałam się, że nie zdążymy na czas. Nagle dość ostry skręt. Za zakrętem wyjechał na nas rozpędzony samochód. To było tak szybko... Trzask. Hałas. Krzyki. Ból... Coś mocno przygniotło moją rękę. Coraz mocniejszy ból i... ciemność. Straciłam przytomność. Przez mgłę słyszałam jakieś głosy, światła. Budziłam się kilka razy, ale po chwili znów traciłam świadomość. Wreszcie ocknęłam się. Byłam poprzypinana jakimiś rurkami, koło mnie siedzieli rodzice. Mama, gdy mnie zobaczyła, poderwała się gwałtownie, aż zakręciło mi się w głowie. Znowu poczułam ten ból, ale oprócz bólu pustkę, jakbym straciła kawałek siebie. Nie czułam ręki, bo jej nie miałam... Straciłam rękę. Nie mogę już grać.
Jeszcze kilka miesięcy temu moim problemem było, co włożyć na podpisanie kontraktu, a teraz zastanawiam się, jak żyć bez ręki.
Wszyscy moi znajomi dodają zdjęcia z wycieczek, spotkań rodzinnych i zwierząt, bo te dostają najwięcej lajków.
Ja raz zmontowałem filmik, jak jeżdżę na różowym jednorożcu, to wpadła moja matka i miałem przesrane...
To uczucie, kiedy nie wiesz, czy się cieszyć, czy płakać.
Wczoraj przyszłam do pracy bez makijażu, bo zaspałam. Szef się zerwał na równe nogi i zaproponował, że odwiezie mnie do domu. W samochodzie pytał, czy się dobrze czuję i kiedy ostatnio robiłam morfologię. Głupio było mi się przyznać, że ja tak normalnie wyglądam, więc udawałam, że naprawdę źle się czuję i muszę odpocząć. Dał mi dwa dni wolnego, żebym doszła do siebie, więc korzystam, siedzę w domu i oglądam seriale. Ale trochę smutno, że w naturalnej wersji wyglądam na chorą ;)
Zostałam u rodziców na weekend, o czym chyba zapomnieli. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy zobaczyłam ojca paradującego po domy w bieliźnie matki. Straszny widok. To był zdecydowanie nie jego rozmiar.
W podstawówce zaczęłam borykać się z problemem łupieżu i to naprawdę paskudnego. Przede wszystkim pojawiał się jako takie duże zbite kulki (nie wiem jak to inaczej nazwać) przyklejone do skóry głowy. Było to do tego nieznośne, ponieważ dość mocno swędziało. Mama wpierw próbowała pozbyć się problemu sama, ale środki dostępne w sklepach nie przynosiły żadnych efektów, w końcu zabrała mnie do dermatologa. Dopiero tam przepisano mi preparaty, które wreszcie pomogły zwalczyć łupież. Niestety nie zrobiły tego od razu i kilka osób z klasy zauważyło, że od czasu o czasu mam białe rękawy lub te duże płaty łupieżu było zwyczajnie widać na włosach. Co prawda mama zawsze starała się czesać mnie tak, by nie było tego widać, a ja pilnowałam żeby się nie drapać, nie zawsze to jednak wychodziło.
O dziwo, gdy wytłumaczyłam wszystkim, że mam taki i taki problem, nikomu to nie przeszkadzało. Aż pewnego dnia, gdy rozmawiałam z koleżanką, podbiegła do mnie Jowita, by z całej siły pociągnąć mnie za włosy. Nim zdążyłam zapytać co robi, ona zaczęła krzyczeć na cały korytarz: „Nie spada! Ona ma wszy!”. Byłam w szoku, bo wpierw nie wiedziałam o co jej chodzi. Gdy zrobiło się wokół nas małe zbiegowisko, zaczęła tłumaczyć, że jaja wesz wyglądają jak łupież i nie spadają z włosów. Zaczęłam się tłumaczyć, że na pewno nie mam wszy, ale koledzy zażądali dowodu. Kazali mi nachylić się nad czarną kartką papieru z bloku rysunkowego i „trzepać” łupież z włosów. W życiu nie czułam się tak upokorzona, tym bardziej że mój łupież nie należał do tych sypkich i rzadko coś z niego leciało na ramiona. Ale o dziwo na kartce pojawiła się całkiem spora ilość łupieżu. Myślałam, że to zakończy sprawę, ale myliłam się. Jowita dalej uważała, że jestem nosicielem tego paskudztwa, dlatego przyszła do szkoły z mamą. Gdy tylko zobaczyła mnie na korytarzu znów krzyczała na pół szkoły:
„Mamo! Mamo! To ona ma wszy!”.
Jej mama siłą zaciągnęła mnie do dyrektora, gdzie zażądała, by „odizolować” mnie od innych dzieci i sprawdzić sytuację w moim domu, ponieważ uważała, że jestem brudasem. Dyrektor zachował się bardzo w porządku, uspokoił mnie oraz sprowadził higienistkę, która potwierdziła, że nie mam żadnych wszy, tylko łupież. Nie wiem o czym dalej rozmawiał z mamą Jowity, bo kazał mi iść na lekcję. A kilka dni później po całej szkole chodziły jakieś panie, które badały włosy wszystkich uczniów. U Jowity wyjątkowo długo to trwało i nawet kilka pań oglądało jej głowę. Wtedy mnie olśniło, że ona nie chciała mi dokuczyć, tylko po prostu sama nabawiła się wszy i próbowała znaleźć winnego. Chciałam to zachować dla siebie, ale inne dzieci też się tego domyśliły, przez co jakiś czas sporo osób jej unikało, a cześć wołała na nią Wesz.
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
Mam 26 lat, a moje życie potoczyło się dziwnie ostatnimi czasy.
Miałem najlepszego przyjaciela, znaliśmy się może z 8 lat, zawsze spędzaliśmy wolne chwile razem, pomagaliśmy sobie nawzajem finansowo czy w przysłudze. Przyjaźń nie do ruszenia, można tak powiedzieć. Byłem u niego jak rodzina, jak i on u mnie, zawsze był mile widziany w moim domu. Wszystko zaczęło się sypać, jak zacząłem rozmawiać z jego kobietą. Pisaliśmy ze sobą, gadaliśmy raczej, ona głównie się żaliła na niego, jaki to on nie jest zły w stosunku do niej i do dzieci. Z jej słów wynikało, że jest tyranem, znęca się nad nimi psychicznie i fizycznie. Z początku nie chciałem w to uwierzyć, ale otworzyłem oczy, jak mi pokazała czarno na białym nagrania z nim w roli głównej. Serce mi pękało – niby znasz człowieka kupę czasu, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic.
Czasami było tak, że dzwoniła do mnie, żebym przyszedł do nich, bo on jest pijany, a jak ja jestem, to się przy mnie hamuje i jest spokojny. Przesiadywałem tam do późnych godzin, żeby dzieci w spokoju spać poszły i żeby on zasnął, wtedy wychodziłem ze spokojnym sumieniem. Raz jego dziewczyna usnęła i przetrzepał jej telefon i zobaczył wiadomości. Wściekł się i straciłem kumpla, jesteśmy teraz najgorszymi wrogami.
Czy żałuję? Nie, żałuję jedynie, że już nie mogę chronić tych dzieci, teraz to już od niej zależy.
Nie wiem co robię źle, ale moje życie seksualne jest tragiczne... Jestem z partnerem 3 lata i nigdy nie było tego razu, by móc się czuć spełnionym pod kątem seksu. Cały czas pisze i mówi, że mu się podobam, że go pociągam, a jak przychodzi co do czego, to albo wszystko trwa 5 minut, albo wcale, bo po prostu nie staje na wysokości zadania. Nie pasuje mu to, że chcę się zaspokoić jakoś sama, bo mnie aż nosi. Próbowaliśmy różnych sposobów i nic. Nie wiem już co mam robić.
Moja teściowa wiedziała, że nie znoszę zabobonów. Jednak wielokrotnie przyłapałam ją na odczynianiu złych uroków. Używała w tym celu różnych przedmiotów, ale w zeszłym tygodniu przeszła samą siebie. Najpierw było lanie wosku nad główką mojego dziecka, a potem plucie w każdy kąt domu. Dodam, że teściowa ma średnie wykształcenie i mieszka w mieście, więc kobieta niby ogarnięta.
Pewnego razu wróciłam z zakupów, a moja siostrzenica oznajmiła mi, że teściowa przetarła buzię mojego syna własną bielizną. Wzięłam, poszłam do łazienki i naszczałam jej do szamponu.
Moja noga tam więcej nie postanie.
Dodaj anonimowe wyznanie