#ZDH10
Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że cała klasa stwierdziła, że nie przejęłam się śmiercią mojej mamy... Dlaczego? Bo w ogóle nie płakałam i jakaś smutna nie byłam, a czasami nawet się śmiałam! Szkoda tylko, że oni nie przeżyli tego co ja, tylko jedna dziewczyna, która się nie odzywała, też miała wcześniej taką sytuację...
przezywanie zaloby nawet pomimo stadiow zdefiniowanych przez Kubler-Ross czy Kerr, nie u kazdego przebiega tak samo, mozna do niektorych stadiow wracac, na innych sie zafiksowac, mozna miec takie zamrozenie, ze proces przezywania rozpoczyna sie np. po roku
zrozumieja to tylko osoby, ktore to przezyly, bo niestety w percepcji ludzkiej jako jedyny uznawany sposob funkcjonuje chodzenie zaplakanym, nieusmiechanie sie itp.
Dokładnie. Np Robin Williams.
no tak, ubrania na czarno, a ofiara gwaltu powinna do konca zycia chodzic w workowatych golfach
Williams to akurat mial otepienie z cialami Lewy'ego, wiec troche sie nie dziwie temu, co zrobil
Trzy Pingwiny! TAAAK, jak nie nosisz czarnych ciuchów to wytkną cię palcami jak wyrodne dziecko. bo tylko ciuch się liczy. a jak mija rok, to z zegarkiem w ręku, jak wybije ostatnia godzina możesz ubrać się w pióropusz i tańczyć taniec brzucha jak Shakira. ale nie wczesniej, bo co ludzie powiedzo....
Śmierć bliskiej osoby musi być czymś okropnym. Myślę, że gdy moi rodzice kiedyś stąd odejdą, ja też to zrobię. Ich miłość to jedyny powód, dla którego wciąż tu jestem.
Trochę to przykre. Życzę Ci, by udało się jednak znaleźć jeszcze powód do życia, czy jakąś inną bliską osobę.
Wydaje mi się, że to dlatego, że w takich sytuacjach ludzie trochę nie umieją się zachować. Gdybyś była smutna i płakała, czyli reakcja ogólnie uznana za "normalną", to by uznali, że twoje zachowanie jest w normie, a oni mają ci współczuć lub/i cię pocieszać. Ponieważ twoje zachowanie troche odbiegało od ich wyobrażenia o żałobie, to sami nie wiedzieli jak się zachować i je źle zinterpretowali. Niestety, jak sama zauważyłaś, tego się nie zrozumie, dopóki się samemu nie przeżyje. Ja potrzebowałam wolny dzień w pracy na pogrzeb babci, to wiedziała o tym tylko menagerka. A zespół potem był w szoku, że nic im nie powiedziałam, że nie zachowywałam się inaczej. A ja po prostu uznałam, że praca to praca i nie chce wnosić do niej życia prywatnego.
To już koniec wyznania? A gdzie historia właściwą? Co to za bzdury?