Zawsze kochałam nosić sukienki, ale mieszkałam sama i moim ogromnym problemem było dosięgnięcie do zamka, który był z tyłu. W końcu znalazłam rozwiązanie tego problemu. Zaczęłam chodzić na jogę.
W sumie ćwiczenia mi pomogły, ale z nich nie korzystam, bo dzięki zajęciom poznałam mojego męża i teraz to on ściąga mi sukienki.
Mam trochę ponad 19 lat.
Ojciec wchodzi mi do łazienki, kiedy się kąpię.
Co lepsze - uważa, że to normalne, a kiedy moja matka zwróciła mu uwagę, powiedział, że zawsze będę dla niego małą dziewczynką i nie widzi różnicy.
W dodatku, gdy się rozpłakałam, spytał, czy gdy szef zaproponuje mi awans przez łóżko też się rozpłaczę.
Dziś spacerowałam ze swoim chłopakiem i poprosiłam go, by powiedział mi coś miłego. Usłyszałam tylko: „Ładnie wyglądasz”, a liczyłam na coś romantycznego, więc zapytałam: „Ładnie jak...?”.
Po chwili zastanowienia powiedział: „Jak 10-kilogramowy sum”.
No tak, wędkarz... :D
Mój partner chciał namówić mnie na numerek analny, niestety ciągnie go do tego bardziej niż mnie. Jako nieprzekonana i zapobiegliwa osóbka powiedziałam mu, że owszem, zgodzę się, pod warunkiem, że sam przetestuje na sobie mój wibrator. Stwierdził, że oszalałam, a anal powinnam rozważyć, bo to nic a nic nie boli. Ot, znawca.
Przykłada się do tego od tygodnia, a ja z bananem na mordzie obserwuję jego próbne poczynania. Myślicie, że się odważy?
Poszedłem ostatnio na pocztę odebrać list (awizo w skrzynce). Jedna osoba przede mną. Dziewczyna maksymalnie 20 lat chciała wysłać jakiś list (o zgrozo, polecony). Z grubsza to rzuciła pani w okienku kopertę i powiedziała, gdzie to ma dojść. Podała nazwę instytucji. Pani wielkie oczy, kazała jej zaadresować kopertę. Ja czekam, a ta dzwoni (chyba do matki) po instrukcje i żeby jej sprawdziła adres (?!). Miała smartfona w ręce i sama tego nie zrobiła, tylko zadzwoniła do mamusi...
Byłem w szoku. Czy młodzi ludzie naprawdę nie wiedzą, jak prawidłowo zaadresować list? Nikt ich tego nie uczy?
Mam 26 lat i dziwną przypadłość. Każde nowe łóżko, w którym śpię, oznaczam, sikając na nie. Chodzi to za mną już dobre 10 lat.
Kiedyś będąc pierwszy raz u rodziny na wsi spałam z 10 lat młodszym bratem w łóżku. I oczywiście zesikałam się... W stresie nie wiedziałam co zrobić i rano zwaliłam wszystko na brata. To samo było, gdy przyjechałam poznać rodzinę mojego męża. Również „oznaczyłam” swój teren. Po przeprowadzce do nowego mieszkania „oznaczyłam” swoje łóżko.
Po sikaniu na łóżko po raz pierwszy nigdy więcej mi się to nie zdarza.
Nie wiem. Może w poprzednim życiu byłam psem?
Znacie to uczucie, gdy po raz pierwszy puszczacie bąka przy swojej drugiej połówce? Ja właśnie poznałam. A stało się to przy kichaniu. Zrobiłam to tak mocno i tak napięłam mięśnie, że głośność gazu, który ze mnie wyleciał, była większa niż odgłos młota pneumatycznego.
No cóż, wyobrażałam to sobie inaczej, ale przynajmniej było śmiesznie. Aż się biedny herbatą zakrztusił. Ale przynajmniej mam to za sobą :")
Będąc w liceum, miałam przyjaciółkę, która była ode mnie kilka dni młodsza. Gdy nadchodził czas osiemnastek, postanowiłyśmy zrobić wspólnie wielką imprezę. Prawie sto osób, wynajęty spory klub, ogromnych rozmiarów tort i litry alkoholu. Byłyśmy ogromnie podekscytowane, wszystko planowane było kilka miesięcy, żeby było dopięte na ostatni guzik.
Dzień przyjęcia, sobota. Od samego rana nie czułam się dobrze, aż w końcu po południu straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu, około godziny dwudziestej pierwszej. Było mi naprawdę przykro, że ominęła mnie moja własna osiemnastka.
Ze szpitala wyszłam dopiero po dwóch dniach obserwacji, na szczęście okazało się, że to nic poważnego, związane z lekami, które biorę. Napisało do mnie kilku znajomych z życzeniami, pytając, jak się czuję, obiecując, że zaległe prezenty przekażą mi przy najbliższym spotkaniu. Koleżanka, z którą organizowałam imprezę, przyszła odwiedzić mnie jeszcze w szpitalu, przez godzinę przepraszając mnie i żałując, że nie mogłam przyjść. Zapytałam ją o jakieś zdjęcia, powiedziała, że robił je kolega z klasy i obecnie są w trakcie obróbki.
Minęły jakieś trzy tygodnie, właściwie zdążyłam już zapomnieć o zdjęciach, życzeniach, prezentach i odżałować nieobecność. W czwartek chłopak powiedział, że w sobotę zabiera mnie na urodziny jego kolegi. Zaproponował, żebym ubrała sukienkę i szpilki kupione specjalnie na moją osiemnastkę – „coby się nie zmarnowały”. Z chęcią się zgodziłam. W sobotę wieczorem wsiedliśmy do samochodu, zapytałam o to, gdzie jedziemy, odparł, że zna tylko adres, więc nie pytałam o więcej. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zorientowałam się, że to ten sam klub, w którym miała odbyć się moja impreza, chłopak uśmiechnął się tylko, kwitując, jaki to świat jest mały.
Gdy weszliśmy do środka, zobaczyłam te same dekoracje, ten sam tort, wszystko co razem z koleżanką przygotowałyśmy na naszą imprezę oraz wielki transparent z napisem „Wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia”. Wtedy się przekonałam, że mam najlepszych przyjaciół na świecie ;)
PS Dla ciekawskich – klub należał do koleżanki mamy mojej przyjaciółki, dlatego łatwo było zmienić termin, tort robił mój tata, który jest cukiernikiem, dlatego zrobienie nowego nie stanowiło problemu. Nie miałam wtedy telefonu, dlatego nie mogłam sprawdzić żadnych snapów czy zdjęć na Instagramie z przyjęcia, toteż nie podejrzewałam, że impreza wcale nie miała miejsca ;)
Cała sytuacja miała miejsce rok temu, gdy spotykałem się ze swoją, jak wtedy myślałem, przyszłą żoną. W tym czasie, o którym piszę, byliśmy już razem prawie 2 lata i żyłem w przekonaniu, że między nami jest bardzo dobrze, pomimo że był to związek na odległość. Widywaliśmy się regularnie co weekend i odległość 150 km, która nas dzieliła, w zasadzie nie istniała. No ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i weekendowe spotkania przestały mi wystarczać. Zaproponowałem dziewczynie wspólne mieszkanie. Z radością przystała na propozycję, ale pod warunkiem, że to ja się przeprowadzę. Zgodziłem się. Ona zresztą nie mogła przenieść się do mnie ze względu na studia, które kończyła, no i inne czynniki (ale to mało ważne tutaj :)).
Dojazd do mojej roboty był średni, więc trochę w tajemnicy zakupiłem motor, coby szybciej do pracy dojeżdżać i wracać z powrotem do domu. Motor malutki, tani, taki mały bzyk, idealny na takie dojazdy. Gdy tylko udało mi się go zarejestrować i kupić te wszystkie rzeczy dla motocyklisty, tj. kask, rękawice, kombinezon itd., to bardzo podekscytowany pojechałem do dziewczyny pochwalić się nowymi zakupami. Pojechałem do niej bez uprzedzenia i sugerowania tego, że mogę się u niej pojawić. Był środek tygodnia, czyli dzień, w którym się nie widzimy. Po SMS-ach mogłem przypuszczać, że jest w domu i tak było. W pełnym umundurowaniu motocyklisty raczej średnio widać, kto jest w środku. Przyjeżdżam. Dumnie wybieram numer w domofonie, dumnie otwieram drzwi i mniej dumnie wchodzę na drugie piętro. Drzwi otwiera mi moja dziewczyna, która bardzo zdziwiona mówi: „Tomek! Przecież jesteśmy umówieni na dziewiątą! No ale jak już jesteś, to wchodź <dostaję_całusa_w_kask>”.
Nietrudno się domyślić, że ja wcale nie mam na imię Tomek. Dziewczyna jak zobaczyła, kto jest w kasku, to zapomniała, jak się oddycha.
Zdradzała mnie od roku.
A prawie się przeprowadziłem...
Jestem jednym z osobników przedstawiających zagrożony gatunek pospolitego nastolatka i choć w tym wieku powinnam raczej chodzić spać i wstawać wcześnie, to poprzedniej nocy jakoś tak wyszło, że przed ekranem posiedziałam sobie do 4 rano. Dużo snu straciłam, ale mam wrażenie, że nie bez powodu.
Kiedy już w końcu wtaszczyłam się na łóżko i zaczęłam przysypiać, usłyszałam nagłą walkę o życie.
Wstałam, zapaliłam światło, co się okazało? Ryba dokładnie o tej godzinie z jakiegoś powodu wyskoczyła mi z akwarium. Gdybym zasnęła chociażby 5 minut wcześniej, prawdopodobnie nie zdołałabym jej uratować, biedna udusiłaby się i wyschła, o czym dowiedziałabym się dopiero następnego dnia.
Przypadek? :D
Dodaj anonimowe wyznanie