Poszedłem ostatnio na pocztę odebrać list (awizo w skrzynce). Jedna osoba przede mną. Dziewczyna maksymalnie 20 lat chciała wysłać jakiś list (o zgrozo, polecony). Z grubsza to rzuciła pani w okienku kopertę i powiedziała, gdzie to ma dojść. Podała nazwę instytucji. Pani wielkie oczy, kazała jej zaadresować kopertę. Ja czekam, a ta dzwoni (chyba do matki) po instrukcje i żeby jej sprawdziła adres (?!). Miała smartfona w ręce i sama tego nie zrobiła, tylko zadzwoniła do mamusi...
Byłem w szoku. Czy młodzi ludzie naprawdę nie wiedzą, jak prawidłowo zaadresować list? Nikt ich tego nie uczy?
Dodaj anonimowe wyznanie
Może to matce się nie chciało wyjść i ją wrobila w to wysyłanie nie adresując koperty? Nastolatka raczej nie ma potrzeby wysyłać listów poleconych.
Bardzo prawdopodobne. Zresztą, do instytucji to naprawdę ciężko wysłać list, więc nie dziwię się, że podpytala mamy. Adresy instytucji w necie to często zakres numerów, np. ul. Zielona 45 - 55. Więc trzeba znać dokładny adres danego działu, a często też trzeba podać numer budynku, piętra albo pokoju, żeby dotarło. Ja wysłałam do uczelni, wydawało mi się, że możliwie precyzyjnie, z nazwą budynku i sekcji, ale list wrócił, bo "kurier nie znalazł adresu" XD
Teraz już się prawie nie wysyła takich listów. No straszne że dziewczyna nie wiedziała jak zaadresować list skoro pewnie większość spraw załatwia mailowo. Naprawdę nie musisz być w szoku. Po prostu to nie jest już tak ważna umiejętność. I tak, uczą tego w szkole całkiem przystępnie, ale mogła po prostu zapomnieć. Nie stało się nic wielkiego przecież.
Może chciała wysłać list do Londynu, a na poczcie jej powiedzieli, że jest tylko Lądek Zdrój.
Listy to powoli relikt przeszłości i dziewczyna najpewniej nie miała z tym wcześniej do czynienia, więc skąd miała wiedzieć.
Może ta instytucja miała różne oddziały w różnych adresach i nie wiedziała, na jaki dokładnie adres ma trafić, dlatego nie szukała. Najprawdopodobniej ktoś ją poprosił, żeby wysłała list.
Oczywiście, że uczą tego w szkole. Tyle, że w dzisiejszych czasach młodzieży wydaje się to na tyle nieprzydatne, że rzucają to w kąt i szybko o tym zapominają.
Coo!? Od kiedy tego uczą w szkole? O tym bym nie zapomniała.
@Solange, nie jestem teraz pewna, ale ja miałam to w drugiej klasie szkoły podstawowej bodajże (po raz pierwszy). Natomiast jestem pewna, że od 3 klasy szkoły podstawowej co roku, na początku roku szkolnego na języku polskim mieliśmy zadanie, aby wykonać pocztówkę z wakacji (do szóstej klasy włącznie, na późniejszym etapach nauki już tego nie było). Nawet proste typu "Pozdrowienia znad morza przesyła X" i zaadresowane do koleżanki z klasy, czy cioci lub babci - z jakimś wymyślonym adresem.
Pisanie listów było, samo adresowanie niby też, ale wszystko to podawaliśmy jakby w treśli listu, na tej samej kartce (po prawej adresat, niżej po lewej nasze dane, niżej treść listu). Jakoś nie było niczego, co symulowałoby wysyłanie prawdziwego listu. Czy to zwykłego, czy poleconego. Nie znaczy to, że tego nie umiem, po prostu widziałam jak to wygląda, gdy listy/pocztówki przychodziły albo jak rodzice coś wysyłali (choć chyba nigdy polecony się nie trafił).
Z całą pewnością jednak (na pocieszenie) uczyłam się wypełniania PITu w liceum.
@Solange ja to na pewno miałem w podstawówce, nawet gdzieś kiedyś wygrzebałem kopertę z listem, którą "na ocenę" mieliśmy zrobić z zaadresowaniem.
@Solange, czy to pocztówka, czy list to raczej adresowanie listu się niczym nie różni. Chyba, że różnicą nazwiemy, że część osób pisze nadawcę na odwrocie koperty (tak gdzie się zakleja), a część pisze nadawcę w lewym górnym rogu.
No i w pocztówce brak jest nadawcy (chyba, że ktoś wysyła w kopercie - a też się z tym spotkałam).
@Marquise chodzi mi o to, że nie uczyli mnie jak się adresuje kopertę (gdzie to wpisać, potrzebny znaczek itd). Sam list (w środku koperty) już tak, ale pisząc prywatnie nikt nie adresuje dodatkowo treści w kopercie. Wszystkiego się nauczyłam w domu, a i tak chyba nigdy nie skorzystałam z tej umiejętności. Być może po prostu moja szkoła ten temat ominęła albo w tym roczniku już nie było (mój był nieco poszkodowany, np. do Auschwitz jechały wszystkie roczniki poprzednie i następne, ale mój nie). Ja wam oczywiście wierzę, ale wiadomo jak to jest z tą polską edukacją.
niektorzy sa tak nauczeni ze ich pierwsza reakcja to zapytac o pomoc zamiast samemu pomyslec
Nikt nie uczy, ja dalej mam dylemat z której strony adresat a z której odbiorca i szukam sobie wzór na necie 😆 ale potrafię sobie biegle szukać rzeczy w Google...irytuje mnie, że mli rowiesnicy nie potrafią prostych rzeczy wpisać w Google zamiast pisać pytanie do mnie i czekać na odpowiedz...(mam prawie 30 lat)
myśle, że to możliwe. słyszałam kiedyś jak ktos mowil, ze nie umie podróżować pociągiem.
Sam odbyłem pierwszą podróż pociągiem jak byłem niewiele po 20-stce. Po prostu nie miałem wcześniej takiej potrzeby ani za bardzo możliwości, bo nie było stacji w pobliżu a jedyne pociągi to towarowe, z ciuchcią na węgiel czyli na początku lat 90-tych zostały wycofane.