Historia stara jak świat. Mój (były) narzeczony zdradził mnie (wieleee razy) z moją „koleżanką”. Wszyscy pracowaliśmy sobie w jednej firmie ;) a on był naszym przełożonym.. A dałabym sobie za niego rękę uciąć..
jeba* ich pies.
Razem jeździli sobie na wyjazdy, weekendy, obiady, spacery. Od początku czułam, że coś jest nie tak, ale byłam taaaaak bardzo zakochana, tak szczerze ….
Człowiek to taka mieszanka Wszystkiego. Z jednej strony naiwność, z drugiej trzeźwość umysłu.
Komunikowali się przez maile i o ironio, zapisane hasła w przeglądarce go zdradziły. Był ostrożny, ale jeden mail się zachował.
Musieliśmy pracować wspólnie jeszcze rok, później ja byłam jej przełożoną...
Pozdrawiam.
Była jakaś impreza, osiemnastka, więc wszyscy uczestnicy konkretnie wypili. Wylądowałem w łóżku ze 3 lata starszą koleżanką. Nic takiego się nie działo, jakieś mizianie, całowanie. W pewnym momencie powiedziała.
- Gdybym się nie napiła, nie miałabym odwagi z tobą pogadać.
Na co ja rezolutnie odparłem:
- Gdybym się nie napił, to bym się z tobą nie całował.
Byłem zbyt naprany żeby na czas pojąć co mówię.
Jestem po operacji wyrostka z przemieszczeniem. Jak tylko dostałam wypis ze szpitala, mój chłopak od razu po mnie przyjechał, dokładnie mnie wykąpał, nakarmił, dbał o moje samopoczucie, przynosił wszystko jak na tacy. Był przy mnie gdy wymiotowałam po kilka razy dziennie, gdy nie mogłam wstać z łóżka. Robi wszystko byle by mi ulżyć w bólu. Jeśli nie zostanie moim mężem to ja nie wierzę w miłość.
Moi cudowni rodzice w Sylwestra postanowili oznajmić mi, że jadą do mojej siostry i wrócą następnego dnia, jak chcę to mogę jechać z nimi. Oczywiście, że nie jadę. Szybko zmontowaliśmy ekipę, każdy przyniósł jakiś alkohol i coś do żarcia.
Tylko był mały problem. Kolega nie jest pełnoletni, a jest naprawdę super. Nikomu nie przeszkadza, że jest młodszy, grunt, że jest z nim pianie, ale jego mama jak wie gdzie on jest to lubi mu robić "kontrolę" co rozwala całą sympatyczną atmosferę. Powiedział jej, że będzie u "Szoguna" czyli było pewne, że będzie tam grzecznie i nic nie wypije.
Młodego trochę poniosło, ale wydawało mi się, że rano jest już ok. Poszedł do domu ok. 9. Wtedy jeszcze wszystko ok. Po schodach też spokojnie wszedł. No i wtedy jego mama kazała mu wyjść z psem. Wyszedł... Tylko, że bez psa... I w dodatku zasnął na ławce przed blokiem. Teraz jego mama nie pozwala mu chodzić do Szoguna.
W mojej szkole z dnia na dzień szerzy się patologia. Dzieci w wieku 12-14 lat, bo to podstawówka, piją, palą, ćpają, biją się za rogiem i tylko Bóg wie, co jeszcze. Gwałtów i molestowania tylko brakuje, a mam wrażenie, że zaraz i do tego dojdzie. Dyrektorka wie, nauczyciele wiedzą.
Ostatnio mieliśmy apel dyscyplinujący. Pojawiły się na nim wszystkie możliwe tematy, wszystko, tylko nie picie, palenie i ćpanie. Wiem kto pije, pali i ćpa. Wiem, ale nie powiem. Boję się powiedzieć, bo mnie znajdą i pobiją za rogiem. Zniszczą mi życie. Czemu więc dyrektorka nie weźmie sprawy w swoje ręce i czegoś z tym nie zrobi? Ona wie. Gdzie są rodzice tych dzieci? Psycholog szkolny? Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Szkoła - "nasz drugi dom", przestaje nim być. "Ale on nic nie zrobił przecież" - czy ty siebie człowieku słyszysz? Usprawiedliwiasz osobę, z której połowa szkoły się śmieje, a druga połowa się boi. Osobę, która wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi. Osobę, która zaraz trafi do poprawczaka. Osobę, która pobiła mojego dawnego dobrego kolegę. I nie tylko jego.
Kiedy picie i palenie zostało tak znormalizowane w naszym społeczeństwie? Dlaczego w dzisiejszych czasach, żeby być fajnym to musisz palić, pić i ćpać? Błagam, niech to wszystko się zmieni...
Moi rodzice, na co dzień realiści, mają niesamowity optymizm w sprawach zdrowotnych. Tak się składa, że w rodzinie, po kądzieli, idzie wada genetyczna oddziałująca na aparat ruchu (pozwolę sobie ograniczyć szczegóły by zachować anonimowość). Mam do nich żal o ich niefrasobliwość. To, że też odziedziczyłam tą wadę nie było dużym zaskoczeniem, wiadomo było wcześnie ponieważ pierwsze poważniejsze objawy zaczęły występować gdy miałam około 10 lat. Z przyczyn bliżej nieznanych zostało to absolutnie olane. Dwa główne zarzuty, czy też może żal to:
1. Od dziecka pozwalali mi na uprawianie bardzo obciążających sportów. Zamiast wybrać sporty lekkie, które mogłyby nawet wspomóc organizm, ćwiczyłam dyscypliny pogarszające mój stan. Obecnie mam rozwalone kolana, bez nadziei na poprawę (mogę tylko pilnować by stan się nie pogorszył za bardzo).
2. Moja siostra też ma te same problemy, jednakże jest w dużo lepszej kondycji, mimo tego, że jest sporo starsza. Parę ładnych lat temu dostała działającą kurację. Ona pamięta tyle, że coś było, rodzice z klasycznym olewaniem nie zapisali nazwy ani nic po czym szło by ten lek rozpoznać, a z lekarzem, który go przepisał nie ma jak się skontaktować (chyba, że ktoś ma numer do dobrego nekromanty).
Jako młoda dorosła mam objawy, które powinny się pojawić za jakieś 30 lat. Prawdopodobnie przed trzydziestką trzeba będzie operować. Mam szczerze dość tego, że większość życia muszę się pilnować by nic sobie nie zrobić, nie mogłam swobodnie spędzać czasu ze znajomymi, a sporą część czasu wolnego idzie na pilnowanie by stan się nie pogorszył. I to wszystko dlatego, że łatwiej powiedzieć "zaciśnij zęby" bądź "trzeba być twardym, nie miętkim" niż aktualnie pomóc swojemu dziecku.
Nie mam stwierdzonej klaustrofobii, a jednak czasami zachowuję się, jakbym ją miała.
Był piękny poranek i jak codziennie wybrałam się do łazienki, aby odbyć codzienną toaletę. Fakt, że mieszkam z siostrą nie zawsze mnie cieszy, bo czasami zamyka mnie ona w łazience i nie chce wypuścić.
Po "oporządzeniu" się chciałam wyjść, ale nie mogłam. Pomyślałam, że to moja siostra znowu mnie zamknęła i przytrzymuje drzwi. Zaczęłam się drzeć, żeby mnie wypuściła. Ale nic się nie działo. Zapomniałam, że dzisiaj rano musiała wyjść z domu w jakiejś ważnej sprawie i zostałam sama w domu. Zrobiło mi się gorąco, ponieważ uznałam, że zatrzasnęłam się w łazience. Zrobiło mi się słabo i nie mogłam oddychać.
Zaczęłam walić w drzwi, może któryś z sąsiadów usłyszy, ale nic się nie działo. Zrezygnowana, chciałam jakoś wyjść przez okno, ale zahaczyłam o klamkę od drzwi i otworzyły się one. Zorientowałam się, że waliłam w drzwi, nie naciskając klamki. A drzwi były cały czas otwarte...
Miałem męczący dzień na uczelni i wieczorem postanowiłem zrelaksować się grając w Call of Duty. Pechowo mi dobrało przeciwników, bo jednym z nich był jakiś narwany szczeniak, który kiepsko grał, ale za to co chwilę rzucał bluzgami i wyzywał kogo popadnie. Jako, że wkrótce najbardziej to ja dawałem mu w kość, to swój dziecięcy gniew skierował na mnie. I nie mam tu na myśli zwykłego “Ty ch*ju”. Młody jechał totalnym rynsztokiem.
Po jakimś czasie zauważyłem u niego zmianę. Jego rodzice musieli wrócić do domu, bo nagle zaczął wszystkie teksty na temat mnie i mojej mamy puszczać szeptem. Postanowiłem się na nim odegrać. Zacząłem w grze celowo robić wszystko, żeby tylko jak najbardziej zajść mu za skórę. Gdy już był naprawdę na skraju wytrzymałości nerwowej, a jego bluzgi stały się pół szeptem a pół krzykiem, to zacząłem mu jeszcze docinać.
Długo nie czekałem. Młody zupełnie stracił nad sobą panowanie i wykrzyczał makabryczną tyradę, co on to nie zrobi mi, mojej mamie, tacie, babci i nawet psu. Było to tak wulgarne, że nawet z gwiazdkami nie będę cytował. Ledwie skończył a w tle usłyszałem głos jego ojca. Nie był to zadowolony głos. Zbeształ młodego tak, że aż mi go było żal. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Otóż na koniec usłyszałem jak powiedział do niego “Ale czego ja się spodziewałem, w końcu jesteś adoptowany”. Nie wiem czy powiedział to do niego pierwszy raz, czy któryś z kolei, ale potem nastała zupełna cisza i chyba zaczął płakać, albo mi się tak tylko wydawało.
Wstydzę się przyznać ojcu, że zaczęłam czytać Pismo Święte. Boję się, że mnie wyśmieje i znowu nazwie moją wiarę "kłamstwami i gusłami". Rozumiem, że nie każdy musi wierzyć w Boga lub w jakąś inną religię, lecz powinniśmy uszanować fakt, że ktoś inny może wierzyć.
Wczoraj widziałem jak jakiś chłopak podrzuca samochodem dziewczynę, pewnie ze szkoły, pod domek jednorodzinny i żegnają się pocałunkiem. On miał na oko może 20 lat i już miał fajny samochód i ładną dziewczynę. Ona mieszkała w domu jednorodzinnym i była naprawdę dobrze ubrana. Widziałem amerykański sen. To co widuje się w filmach i młodzieży w USA, i to o czym marzyłem oglądając takie filmy.
Niektórzy naprawdę wygrali w życie. Jedni odziedziczyli po rodzicach pieniądze i dobre geny, a ja odziedziczyłem zakola, niski wzrost, brzydką twarz i kompletne beztalencie. Czuję się jak nieudacznik, który nic nie osiągnął. Zawsze marzyłem żeby być taki jak ten chłopak. W zamian tego w wieku 26 lat muszę liczyć każdą złotówkę, mieszkam z rodzicami i mam pracę za prawie najniższą krajową, w której traktują mnie jak śmiecia.
Dziewczyny oczywiście nie mogę znaleźć, bo jaka by chciała biednego przegrywa. Czuję, że w oczach ojca też jestem nieudacznikiem, a to boli, więc czasami wolę nawet nie wychodzić z pokoju. Życie jest brutalne.
Dodaj anonimowe wyznanie