#flZ36

Od jakiegoś miesiąca mieszkam w nowym mieszkaniu. Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze kamienicy, bardzo ładnej, zadbanej, odrestaurowanej. Jestem zadowolona ze swojego mieszkania, jak i z widoków, mimo że naprzeciwko mam kolejną kamienicę, trochę "okno w okno", ale zawsze mogę pooglądać większe budowle, które znajdują się w pobliżu.

Niedawno odwiedziła mnie stara znajoma z którą mieszkałam w poprzednim lokalu. Gadałyśmy, wspominałyśmy perypetie związane z mieszkaniem, gadka szmatka. Nagle mnie i koleżankę zainteresował mężczyzna z kamienicy naprzeciwko. Siedział oparty, tak przynajmniej się wydawało, o jakiś stół lub biurko. Wyglądał na przygnębionego, jego ręce znajdowały się na głowie. Był to dość smutny widok, trochę nieładnie się zachowałyśmy, że w ogóle podglądałyśmy kogoś przez okno. 

Dyskutowałyśmy na jego temat, zastanawiałyśmy się dlaczego on tak siedzi. Nagle naszą zadumę nad nim przerwał moment, w którym wstał, sięgnął po papier toaletowy i wytarł swoje cztery litery. Wpadłyśmy w niezły szok połączony ze śmiechem. Widziałam to po raz pierwszy. Nie wiedziałam, że to okno od toalety, a przy oknie sedes.

Mam trochę wyrzutów sumienia, że go obserwowałyśmy, ale zastanawia mnie fakt dlaczego okno sąsiada nie jest zasłonięte. Sama teraz obawiam się o swoją prywatność i ciągle mam zasłoniętą roletę...

#IKqck

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy to nic wyjątkowego jak na kobietę.

Mam około 40 lat i nie używam prawie żadnych kosmetyków, tylko niezbędne minimum. Mam szampon, żel pod prysznic, antyperspirant i krem nivea. Codziennie wieczorem prysznic albo kąpiel. Rano tylko zęby i ręce. Pierwszy raz makijaż miałam na moim ślubie. Makijażystka kazała mi przemyć twarz płynem micelarnym. Czym? Potem kilka razy próbowałam sama się pomalować, ale za bardzo mi nie wychodziło. Zresztą nie potrafiłam przyzwyczaić się do pudru na twarzy. Nie cierpię perfum, od razu boli mnie głowa. Golę pachy dla estetyki, nogi tylko w wakacje. Nigdy nie byłam u kosmetyczki, fryzjera. Włosy nigdy nie zaznały odżywek, farby, nożyczek (są bardzo długie).
Nikt nigdy nie powiedział mi, że jestem zaniedbana. Mąż mówi, że uwielbia moją naturalność.
Ja nie czuję potrzeby upiększania siebie.

#5WhF2

Rok temu mój chłopak z którym mieszkałam oświadczył mi, że dowiedział się, że go zdradzam i że mam 24 godziny aby się wyprowadzić. Nigdy go nie zdradziłam, ale nie chciał mnie w ogóle słuchać, ani wtedy, ani potem.

Dzisiaj się dowiedziałam, że tak naprawdę to on mnie zdradzał i taki właśnie sposób sobie wymyślił aby ze mną zerwać i być z tą drugą. Czego on jednak do dzisiaj nie wie, to, że ta jego dziewczyna również go zdradza... Jednak jest jakaś sprawiedliwość na świecie.

#2Qrog

Jadę pociągiem.
Mieszkam na północy kraju, a jadę na samo południe, więc to trwa już kilka godzin. Jestem mniej więcej w połowie trasy do Częstochowy. Wsiada starsza kobieta, siada naprzeciwko mnie. Patrzy niechętnym wzrokiem, ocenia, mierzy. Odpowiadam znudzonym wzrokiem i powracam do gapienia w okno.
Kobieta wyciąga z torebki różaniec i zaczyna mamrotać.
Pomyślałam – WOW. Dalej gapię się w okno i powtarzam sobie, że to mamrotanie wcale mi nie przeszkadza. Wcale nie przeszkadza. Jakoś zasypiam.

Budzi mnie konduktor – sprawdza bilety, cykl „kto się dosiadł?”. Mój bilet już był sprawdzany, ale zerknęłam na bilet kobiety, żeby wiedzieć jak długo będę skazana na jej mamroty. Udało się zerknąć – Pszczyna. OK. Czeka mnie więc ciekawy koniec podróży, ale jadę dalej, więc i tak potem będzie spokój. Zasypiam ponownie przy akompaniamencie modlitwy.

Nagle budzę się, pociąg stoi. Patrzę na kobietę – ona śpi.
Gdzie my jesteśmy? Patrzę w okno – jakaś stacja. Nie widzę dobrze nazwy... gdzie?
O kurczę, to Pszczyna. Patrzę na kobietę. Ona śpi.
Na bilecie miała nazwę Pszczyna. Obudzić ją? I co jej powiem? Że podpatrzyłam, gdzie jedzie, bo wkurzało mnie jej klepanie łańcuszka? Ale pociąg zaraz odjedzie, a ja wiem, że ona ma bilet do Pszczyny... Nie mogę być „świnią” i potem patrzeć, jak się miota, a ja będę wiedziała, że nic nie zrobiłam.
Delikatnie dotknęłam ją, budząc. Powiedziałam: „Przepraszam bardzo, ale to jest Pszczyna, pani chyba powinna wysiąść”.
Obudziła się, wytrzeszczyła oczy w takim kosmicznym zdziwieniu. Musiałam wyglądać jak zesłanie ducha świętego. Jej spojrzenie od początkowo totalnej niechęci zamienione w totalną wdzięczność. Chwyciła torbę i wybiegła z pociągu.

A ja do końca trasy zastanawiałam się, czy może ona modliła się o to, żeby nie zasnąć i nie przejechać tej stacji? Może w taki właśnie sposób działa „niewidzialna ręka Boga”, w którego przecież nie wierzę.

#mIqLg

Pewnej nocy wróciłem do domu po dość konkretnym piciu. Byłem strasznie spragniony i na moje nieszczęście matka jeszcze nie spała, tylko czytała coś w kuchni. Postanowiłem się spiąć i nie dać po sobie poznać ile wypiłem, chcąc oszczędzić sobie wykładu na temat mojego postępowania. 

Widząc, że szukam czegoś, czym mógłbym zaspokoić pragnienie zaproponowała herbatę, gdyż woda dopiero co się zagotowała. Przystałem na jej propozycję i nalałem sobie wody z czajnika, po czym wyjąłem z szafki torebkę od herbaty i zacząłem maczać ją w wodzie. Do tej pory chyba dobrze mi wychodziło udawanie trzeźwego, jednak nagle matka zaczęła mi się strasznie dziwnie przyglądać. 

Zacząłem szukać przyczyny i moja mina musiała być bezcenna, gdy zauważyłem, że właśnie przyrządziłem sobie herbatę w talerzu do zupy.

#ZECoO

Miałem wtedy 8-9 lat. Wracaliśmy z rodzicami z wakacji nad morzem. Tata jechał trochę zbyt „sportowo” i zostaliśmy zatrzymani przez policję w nieoznakowanym samochodzie. Policjant mówi do taty coś w stylu „Przekroczył pan dozwoloną prędkość o 40 km/h, wyprzedzał pan na ciągłej i widzę, że nawet nie zapiął pan pasa”. A wtedy ja z tylnego siedzenia „Ale tata nigdy nie zapina pasa!”.
Do dzisiaj pamiętam, jaki opieprz dostałem na najbliższym postoju.

#k8pI0

Matka 3 dzieci. Siedzę cały czas sama w domu i zajmuje się domem. Nie ogarniam. Mam dosyć. Brak mi sił. Każdy dzień wygląda tak samo. Bałagan w domu niesamowity, którego nie potrafię się pozbyć... Roczny synek wisi cały czas przy piersi, nie idzie go odstawić. W nocy budzi się co 10 min. Od paru miesięcy śpi ze mną w łóżku, ponieważ nie mam sił i nie chce mi się do niego co chwilę wstawać żeby sobie pomemlal cyca.
Chodzę cały czas niewyspana. Seks? Już nie pamiętam. Nawet jak jest ochota to jak przyjdzie godz 21 to myślę tylko o spaniu. Partner - temat rzeka. Ucieka, byle nie w domu. Albo cały czas musi coś robić na dworze lub jakieś szkolenie na laptopie. A ja? Się nie liczę. Najlepiej robić swoje, a wieczorem jeszcze z ochotą się kochać. Dosłownie odkąd urodziłam syna nie mam, 5 min dla siebie. Wszystko na mojej głowie. On ma czas iść spać, to i swoje w spokoju, odpocznie wieczorem.

A ja? Ogarniam pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie z dziećmi uczepionymi nogi.
Kąpiel? 3 min mycia, bo syn się budzi. Książka? Zapomnij. TV to tylko jak prasuje. A jak dzieciaki pójdą spać to ogarnięcie Sajgonu żeby nóg nie połamać. Też tak macie? Mam dosyć.

#Np7wC

Pochodzę z biednej rodziny. Kiedyś na studiach koledzy spytali mnie, czy pójdę z nimi na piwo. Nie miałem ani grosza i spytałem mamę, czy da mi trochę pieniędzy na piwo. Ona na mnie tylko popatrzyła i od razu wiedziałem co to oznacza - że nie ma. Zirytowany nic nie mówiąc odwróciłem się na pięcie i poszedłem do kuchni, przeklinając w myślach biedę moich rodziców.

Po pięciu minutach przyszła do mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i z banknotem w ręku. Zanim cokolwiek powiedziała wycedziłem "Już mi się odechciało!". Momentalnie tego pożałowałem. Na jej twarzy nie było już uśmiechu, tylko wielki smutek. Wiedziałem, że bardzo ją to zabolało. Przeprosiłem ją, ale i tak miałem wyrzuty sumienia. Później tłumaczyłem sobie, że na pewno o tym szybko zapomniała, a ja w przyszłości będę dużo zarabiał i już nie będzie nigdy smutna.

I faktycznie, minęło trochę lat i zarabiam teraz bardzo dobrze, ale mojej mamy już nie ma. Za każdym razem jak wspominam tamten dzień i smutek na twarzy mojej mamy, to aż mnie skręca w środku!

#jWrkN

Umówiłem się na randkę z Tindera. Dziewczyna naciskała na restauracje i czułem w kościach, że mam być jedynie sponsorem kolacji, ale jednak zdecydowałem się pójść. Dziewczyna w rzeczywistości nie była zbyt atrakcyjna, zdjęcia na Tinderze były mocno naciągane, co za tym idzie fundowanie kolacji nie wchodziło w grę.

Poszliśmy, ona zamówiła to co chciała, a kiedy kelner zapytał się mnie co sobie życzę, odparłem, że poproszę na osobny rachunek to i to. Ale się dziewczyna wtedy zapaliła. Po wymianie kilku niemiłych zdań ona do mnie żebym odwiózł ją do domu. Ja na to, że już zamówiłem i jak zjem to ją odwiozę. Wstała i wyszła. Trochę mnie zagotowała, ale przynajmniej smacznie zjadłem. Bałem się jedynie, że w przypływie złości porysuje mi auto na parkingu, ale nie porysowała. Słyszałem o dziewczynach, które naciągają chłopaków na jedzenie, ale nie myślałem, że mi się to kiedyś przytrafi.
Dodaj anonimowe wyznanie