#dDbW2

Moje wyznanie jest nietypowe i pewnie oburzy bardzo wielu ludzi, ale jako że jest się tu anonimowym, to podzielę się tym. Potwornie brzydzi mnie widok... klapek, sandałów i kapci z odkrytą piętą. Wiem, pojebane. Zwłaszcza nie lubię, kiedy oddają odgłos przy chodzeniu. Klap klap, klap klap, jeszcze jak stopa jest spocona, to słychać, że ten odgłos jest taki lepki. Widząc stopy w odsłoniętym obuwiu, czuję jakbym za chwilę miała poczuć ich zapach, co mnie strasznie obrzydza, albo to kiedy widać, że taki but jest znoszony i widnieją na nim brudne, niekiedy czarne odciski pięt, palców itp. Klapek czy sandałów na stopie nie miałam od kilkunastu lat, pomijając chodzenie w nich na działce u rodziców. Latem, gdy gdzieś wychodzę, zakładam trampki, bo z bosą stopą czuję się prawie jak naga. Wiem, że ktoś mi napisze, że przecież stopa wtedy się jeszcze bardziej poci, ale po prostu nie zdzierżę tego, że miałabym pójść np. na miasto w klapkach, a jeszcze japonkach to w ogóle... Kiedy to obuwie jest zdjęte, musi zostać schowane z zasięgu mojego wzroku, bo nie chcę go oglądać, nie mogę patrzeć się na te buty, zwłaszcza na wgłębienia po piętach, bo cały czas wydaje mi się, że taki klapek musi śmierdzieć. W ogóle nie lubię stóp, już w przedszkolu na zajęciach rytmiki, gdy trzeba było zdjąć buty, nie mogłam się na nie patrzeć, zwłaszcza na stronę podeszwową. Stopy kojarzą mi się z potem, smrodem i brudem, nieważne jak bardzo zadbane by były... A już fetyszu stop nigdy nie zrozumiem, fuj :(

#UpIag

Chciałam podzielić się czymś, co ostatnio bardzo mnie dotknęło. Przypadkiem natrafiłam na nagranie moich narodzin w internecie skopiowane z bloga (ogólnie strona ze wspomnieniami) mojej rodziny, kiedy googlowałam imię i nazwisko mojej mamy. To był dla mnie szok. Nadal pamiętam ten moment, jak zrobiło mi się gorąco, zaczęło mi bić serce i nie byłam w stanie tego dnia nawet cokolwiek zrobić. To był mój pierwszy atak paniki. Wyobrażasz sobie, co to znaczy zobaczyć tak intymny moment swojego życia? Dostępny publicznie?! Na Google drive jakiegoś typa...
Oczywiście, od razu podjęłam próby usunięcia tego filmu. Chciałam chronić swoją prywatność i godność. Niestety, to okazało się o wiele trudniejsze, niż się spodziewałam. Napotkałam opór i trudności na każdym kroku. To poczucie bezsilności i wkurzenia jest przytłaczające. Nawet „przespanie się z tym” nic nie pomogło.
Próbowałam kontaktować się z administracją Google, nie mogą z tym dosłownie nic zrobić, bo to nie YT, a czyjś Google drive, więc może mieć tam co chce, tym bardziej że pobrał to z internetu pewnie googlując nagrania porodów czy coś (natykając się na bloga). Dodam, że w nazwie pliku jest imię i nazwisko mojej mamy i data z godziną... Nawet bezskutecznie próbowałam znaleźć jakikolwiek kontakt z uploadującym owo nagranie (nie jest to nawet aktywne konto od 5 lat. Jakiś fetyszysta, mający kolekcję tego typu ohydnych nagrań). To, że tak intymny moment mojego życia może być tak dostępny dla wszystkich wywołało we mnie potężny gniew i przewlekłe napięcie, które nie daje mi funkcjonować normalnie. Już pomijam, że jest to skojarzalne z tożsamością mojej mamy, do której mam niezmierne pretensje o to, że to upubliczniła na blogu pod nazwiskiem. Gdyby ona miała więcej rozumu, to nie doszłoby do tego. Co prawda usunęła bloga kilka lat temu, bo hosting coś tam, ale ja to znalazłam na czyimś dysku upublicznionym. Na początku filmu jest napis, gdzie jest napisane moje imię i data urodzenia [narodziny X , 11.11.11 coś takiego].
Więc teraz jestem w kropce, nadal walczę o usunięcie tego materiału. Chcę odzyskać choć trochę kontroli nad swoją prywatnością. Nie mogę nocą spać myśląc, co jeśli ktoś z moich znajomych to zobaczy. To nie jest łatwa walka, ale nie zamierzam się poddawać. Po skończeniu 18 lat spróbuję podjąć kroki prawne bez informowania kogokolwiek, jeśli będzie to możliwe.
Chciałam się z wami podzielić tym, bo naprawdę nie mam nikogo do wygadania się. Ledwo skończyłam 16 lat, a życie już pluje mi w twarz. Te wakacje były serio najgorsze w moim życiu. Nikomu jeszcze o tym nie powiedziałam. Obecnie gniew ze mnie zszedł, ale niepewność nie daje mi funkcjonować. Na szczęście ów film nie pojawia się po wyszukaniu mojego nazwiska (mamy).
Nikomu o tym jeszcze nie powiedziałam.

#S2LT9

Nienawidzę swojej córki coraz mocniej. Całe dzieciństwo wiele wsparcia, wspólne wyjazdy, rozmowy, książki, malowanie, W wieku od 13 r.ż. psychiatrzy, psycholodzy, godziny w pociągach, żeby codziennie dotrzeć do szpitala psychiatrycznego bo niby depresja i cięcie się. 


A dziś 18 lat trawka piwsko, wyszydza innych na FB, czuje się lepsza, mądrzejsza, gardzi emocjonalnością i słabszymi.,. Zawsze uważałam, że każdy ma prawo ubierać się jak chce. Styl metalowy ok, ale nie tak syfiasty, że wygląda jak żul. Kilka miesięcy temu uznała, że jednak jest facetem i włóczy się z kolesiami i petem w pysku, Wybitnie inteligentna, mimo marnej frekwencji jakoś szkołę zalicza. 


Nie cierpię jej, z jej poczuciem lepszości, wyższości, z tym głosem, który obniża do męskiego i bandażowaniem cycków. Brzydzi mnie i odrzuca. Mam już w nosie jej przyszłość, dążę do jak najszybszego tylko odseparowania się od patola, Zaczynam być okrutna w słowach, ale już jej nie chcę. Nie chcę ordynarnego chłopa, miałam córkę, ale ona umarła.

#yuMer

Natchniona kilkoma opowiadaniami o rodzicach i ślubach poczułam, że czas i na mnie.

Po trzech latach narzeczeństwa uznaliśmy z przyszłym mężem, że czas ustalić jakąś datę. Kiedy doszliśmy do porozumienia, zaczęliśmy wszystko sami organizować. Wszystko szło gładko aż do momentu, kiedy o dacie dowiedziała się moja mama. Nie wiem o co chodzi z tymi ślubami, ale mojej kompletnie odbiło. Do tej pory była zawsze miła, miałyśmy dobry kontakt, ale w ten feralny dzień, moja mama przeistoczyła się w ŚLUBNEGO MATKOZAURA. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście filmiki o opętaniu i egzorcyzmach, to macie wgląd w moje życie. Moją matkę opętał diabeł.

Pierwszym problemem był termin. Mama stwierdziła, że nie będzie w stanie schudnąć trzydziestu kilogramów w trzy miesiące, a kamera dodaje kolejne pięć. Razem z narzeczonym staraliśmy się nie traktować tego poważnie, ale również nie śmialiśmy się w jej obecności, żeby jej nie urazić. Pewnego dnia drzwi do mojego domu otwarły się z takim impetem, że przez chwilę myślałam, że CBŚ pomyliło adresy. To była ona. Wtedy to właśnie zaczęła coś mówić nienaturalnie grubym głosem (co tylko potwierdziło moją hipotezę o opętaniu), a kiedy to nie pomogło, dosłownie wysyczała jak wąż, że jak to nie będzie jej koleżanek z pracy. Spokojnie wytłumaczyłam, że na ślubie chcemy widzieć najbliższą rodzinę i przyjaciół i że nie chcemy niczego wystawnego. Kiedy ukradkiem spojrzałam na mamę, ta już trzymała się za serce. Jak to takie skromne? Ja mam jedną córkę! Starałam się zmienić temat, żeby uniknąć zejścia rodzicielki, więc zaproponowałam, że pokażę jej suknię. Była ona dość prosta. Za prosta. To całkowicie przelało szalę goryczy i wtedy wreszcie to wykrzyczała: JAK TY BĘDZIESZ WYGLĄDAĆ NA TYM NASZYM WESELU? Na naszym? - odparłam. - A to ja wychodzę za ciebie?

Nie będzie zaskakującego zwrotu akcji, ale powiem wam tylko tyle, że mama bardzo źle to zniosła. W trakcie wesela przeprosiła wszystkich gości za średnie jedzenie, brak porządnej kapeli disco polo oraz welonu. Tak, jej wymarzonego. Teraz tak sobie siedzę i myślę, że niektóre mamy przechodzą dwa kryzysy w życiu. Pierwszy to odpieluszkowe zapalenie mózgu po urodzeniu dziecka, a drugi to odweselny zespół napięcia matczynego, który niejednej dziewczynie może zepsuć najważniejszy dzień w życiu. Na szczęście nam nie zepsuł, ale o ciąży jeszcze długo się nie dowie. Tak na wszelki wypadek.

#mrLCb

Jestem basistą w zespole. Ogólnie jest taka "tradycja", żeby śmiać się z basistów i ich niby wątpliwej inteligencji, więc muszę się ciągle albo wstydzić, albo wściekać, albo bronić. Pewnego razu po próbie kolega poprosił mnie, żebym wziął z salki jego piec (wzmacniacz gitarowy), byłem tak zamyślony, że po minucie stałem przy bagażniku jego samochodu z... elektrycznym grzejnikiem.

Wychodzi na to, że wszystko co mówią o basistach to prawda.

#EQ4SS

Pracuje w jednej z firm RTV AGD, która mi uświadomiła jak bardzo nienawidzę ludzi.

Nie wspominając o osobach, które przychodzą do sklepu tylko wydrzec na kogoś mordę, bo uważają się za kogoś lepszego.

Chodzi mi o ludzi, którzy nie szanują czyjegoś czasu, wchodzenie na sklep 5 minut przed zamknięciem z zamiarem zakupienia sprzętu do całego do domu i to najlepiej na raty, albo o takich gdzie już gasną światła na sklepie, a oni nadal usilnie nie będą chcieli wyjść.

Miejcie szacunek dla osób, które pracują po 12 godzin! Każdy z nas chce iść do domu odpocząć, a nie użerać się z kimś kto myśli, że jak przyszedł kupić kabelek to jest panem świata 🙃

#qrm51

Moi koledzy tego nie zrozumieją, więc trzymam przed nimi  w tajemnicy, że jestem facetem, który wykonuje w domu wszystkie obowiązki domowe. Pranie, sprzątanie, gotowanie – wszystko na mojej głowie. Nie sprawia mi to kłopotu, lubię porządek i gotowanie, ale kumple z pracy mają staroświeckie poglądy i uważają to za babskie prace. Żyć by mi nie dali, gdybym się przyznał, że w domu to ja myję okna, a moja żona ogląda sobie w tym czasie seriale.

#XOz0Y

Miałam kiedyś bardzo rozrywkowych sąsiadów. Hałasowali całe noce, nie dawali mi spać. Kilka razy zwróciłam im uwagę, obiecywali poprawę, ale szybko o tym zapominali. W końcu postanowiłam odpłacić pięknym za nadobne. W ramach rewanżu dzwoniłam do nich domofonem. O piątej trzydzieści, bo wtedy właśnie wychodziłam do pracy. Tak długo, aż ktoś odebrał. Jak już odebrał, odchodziłam bez słowa. Wystarczyło trzy razy i przestali szaleć w tygodniu do trzeciej nad ranem.

#1qYIm

Mam bardzo dowcipnych kumpli skłonnych do wykręcania sobie nawzajem mniej lub bardziej wyszukanych żarcioszków. Dorastałem z tymi głupkami i od ostatnich dwóch dekad obserwuję ich numery. Muszę przyznać, że skubańcy przez lata całkiem nieźle się wyrobili. No, bo kto by na przykład wpadł na pomysł zapłacenia grupie muzykalnych Cyganów, aby ci stali pod oknem ofiary i w akompaniamencie smętnych dźwięków starego akordeonu wyśpiewywali "Biełyje rozy" przez bite trzy godziny? Nie spodziewałem się jednak, że tym razem ofiarą żartów padnę ja.

Wyjeżdżałem na zasłużony urlop do jednego z ciepłych krajów. Tam gdzie turkusowy błękit oceanu, palma zielenią pokryta, gorący piasek, skąpo odziane tubylczynie serwujące drinki... Oczywiście te głupki postanowiły zadbać o moje pożegnanie. Przyszli na lotnisko z jakimiś transparentami, wuwuzelami i wielkim balonem z napisem "Krzysiu! Nie przywieź kiły". No, trzoda, ze ch#j!
W końcu udało mi się uwolnić od tej hałaśliwej watahy jaskiniowców i stanąłem w ogonku do odprawy. Przyszła kolej na mnie. Dupnąłem plecak na taśmę do prześwietlenia i sam poczłapałem do bramki z wykrywaczem metalu. Nic nie piknęło. (tym razem zadbałem o zdjęcie paska!).
Tymczasem coś niedobrego działo się z moim plecakiem, bo pracownicy lotniska z dziwnymi minami gapili się na monitorek coś komentując i jeżdżąc paluchami po ekranie. Zerkali to na mnie, to na wyświetlacz. W mojej głowie robiłem szybkie kalkulacje - czy w moim bagażu było coś, czego nie mógłbym zabrać na pokład? Nie. Chyba, że... Te parówy mi coś podrzuciły! Moje dumanie przerwała wielka łapa, która chwyciła mnie za ramię i odciągnęła na bok.

Stałem teraz na samym końcu taśmy dokładnie w najbardziej widocznym punkcie dla wszystkich pasażerów czekających na odprawę. Duży pan w gumowych rękawiczkach na dłoniach otworzył mój plecak i zagrzebał w jego wnętrzu, a ja obserwowałem poruszenie wśród reszty podróżnych, którzy najwyraźniej bardzo zaciekawieni byli tym "unboxingiem". Bęc! Na ladzie wylądował gigantyczny, plastikowy słój. Na opakowaniu widniała etykieta "ANAL PLEASURE FORTE". Widziałem rozchichotane mordki komentujące całe zajście. W tym momencie byłem już spocony jak pedofil koło piaskownicy. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Oto bowiem mój kat wyciągnął z mojego plecaka wielkiego, sztucznego, czarnego kutasa z równie wielkim napisem "MACIUŚ ❤".
Pan wskazał palcem na oba przedmioty i w pełni profesjonalnie, bez nawet cienia uśmiechu, rzekł: "Bardzo mi przykro, ale w podręcznym bagażu nie może pan przewozić żadnych płynów, smarów, ani cieczy. Również i sprzęt elektroniczny nie może khem, khem... przekraczać ustalonych przez lotnisko wymiarów."
A ja stałem, czerwony jak cegła wśród gigantycznego rechotu i zastanawiałem się: "Kto, do jasnego ch#ja, nazywa swój wibrator imieniem Maciuś?"

#s8A1M

Moim największym fetyszem są męskie stopy. Uwielbiam, kiedy przychodzą upały i nawet najbardziej zatwardziali panowie pokazują swoje stopy, cały rok ukryte w butach. Nie ukrywam, że często zdarza mi się zawiesić oko, gdy jakiś przystojny facet idzie po mieście w klapkach lub leży na plaży. Gdy pierwszy raz poznaję jakiegoś mężczyznę, machinalnie spoglądam na jego buty i zastanawiam się, jakie ma stopy. Oczywiście najbardziej podobają mi się stopy mojego męża. Kiedy przychodzi z pracy, po czternastu godzinach harówki na budowie, ciężko zarabiając na utrzymanie rodziny, zdejmuję jego ciężkie robocze buciory i skarpetki i z wielką przyjemnością robię mu masaż stóp. Uwielbiam też łaskotanie. Moją największą niespełnioną fantazją jest związanie i porządne wyłaskotanie jakiegoś twardziela, którego z pozoru nic nie rusza, a pod wpływem smyrania piórkiem mięknie i błaga mnie, abym przestała. Ostatnio dostałam mandat i w myślach już wymierzałam panu policjantowi karę. Podobnie miałam z szefem, gdy odmówił mi podwyżki. Na razie to jednak sfera marzeń, bo mój mąż nie jest chętny, aby oddać się na łaskotkowe tortury, choć obiecał, że przemyśli sprawę na piętnastą rocznicę ślubu.
Dodaj anonimowe wyznanie