Jestem basistą w zespole. Ogólnie jest taka "tradycja", żeby śmiać się z basistów i ich niby wątpliwej inteligencji, więc muszę się ciągle albo wstydzić, albo wściekać, albo bronić. Pewnego razu po próbie kolega poprosił mnie, żebym wziął z salki jego piec (wzmacniacz gitarowy), byłem tak zamyślony, że po minucie stałem przy bagażniku jego samochodu z... elektrycznym grzejnikiem.
Wychodzi na to, że wszystko co mówią o basistach to prawda.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobra wiadomość. Nie musisz się wstydzić, wściekać ani bronić. Równie dobrze możesz też się z tego śmiać i wymyślać jeszcze lepsze żarty na swój temat.
A jeśli ktoś na poważnie uważa, że z inteligencją basistów coś jest nie tak - cóż, wystawia piękną laurkę własnej inteligencji... :)
Jesteś basistą?
Hm, o basistach słyszałem jedynie, że się nie myją, a wo kolejce do dziewczyn są za wokalistą i gatrzystą zespołu, ale za to przed perkusistą. No i żeby z gitarzysty zrobić basistę wystarczy mu zamienić półkule mózgowe, a jesli operacja się nie uda i mózg będzie amputowany to zostanie perkusistą :D
moj brat byl basista i nie slyszalam takich akcji
no ale fakt, ze sa oni cenieni mniej niz grajacy na gitarze, wszak tylko 4 struny ;p
"co krzyczy basista jak wpadnie do studni?
- nic, i tak nikt go nie usłyszy " xD
Nie słyszałam, żeby coś takiego o basistach mówiono. Uwielbiam basistów. Zawsze doszukuje się w utworze ich gry. Uwielbiam patrzeć na basistów. Dla mnie to są ludzie totalnie wyluzowani, bez parcia na szkło. Sobie stoją, kiwają się, brzdękolą niby od niechcenia, czasem poślą krzywy usmieszek totalnego luzaka. Widać też jak po prostu mają frajdę z grania i nie muszą być żadnym frontmanem. I to poczucie rytmu- od nich zależy czy się kapela nie wyłoży. Jak się nie słucha basisty w zespole, to jazdy zaczyna grać po swojemu i jest totalny chaos.