#yuMer

Natchniona kilkoma opowiadaniami o rodzicach i ślubach poczułam, że czas i na mnie.

Po trzech latach narzeczeństwa uznaliśmy z przyszłym mężem, że czas ustalić jakąś datę. Kiedy doszliśmy do porozumienia, zaczęliśmy wszystko sami organizować. Wszystko szło gładko aż do momentu, kiedy o dacie dowiedziała się moja mama. Nie wiem o co chodzi z tymi ślubami, ale mojej kompletnie odbiło. Do tej pory była zawsze miła, miałyśmy dobry kontakt, ale w ten feralny dzień, moja mama przeistoczyła się w ŚLUBNEGO MATKOZAURA. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście filmiki o opętaniu i egzorcyzmach, to macie wgląd w moje życie. Moją matkę opętał diabeł.

Pierwszym problemem był termin. Mama stwierdziła, że nie będzie w stanie schudnąć trzydziestu kilogramów w trzy miesiące, a kamera dodaje kolejne pięć. Razem z narzeczonym staraliśmy się nie traktować tego poważnie, ale również nie śmialiśmy się w jej obecności, żeby jej nie urazić. Pewnego dnia drzwi do mojego domu otwarły się z takim impetem, że przez chwilę myślałam, że CBŚ pomyliło adresy. To była ona. Wtedy to właśnie zaczęła coś mówić nienaturalnie grubym głosem (co tylko potwierdziło moją hipotezę o opętaniu), a kiedy to nie pomogło, dosłownie wysyczała jak wąż, że jak to nie będzie jej koleżanek z pracy. Spokojnie wytłumaczyłam, że na ślubie chcemy widzieć najbliższą rodzinę i przyjaciół i że nie chcemy niczego wystawnego. Kiedy ukradkiem spojrzałam na mamę, ta już trzymała się za serce. Jak to takie skromne? Ja mam jedną córkę! Starałam się zmienić temat, żeby uniknąć zejścia rodzicielki, więc zaproponowałam, że pokażę jej suknię. Była ona dość prosta. Za prosta. To całkowicie przelało szalę goryczy i wtedy wreszcie to wykrzyczała: JAK TY BĘDZIESZ WYGLĄDAĆ NA TYM NASZYM WESELU? Na naszym? - odparłam. - A to ja wychodzę za ciebie?

Nie będzie zaskakującego zwrotu akcji, ale powiem wam tylko tyle, że mama bardzo źle to zniosła. W trakcie wesela przeprosiła wszystkich gości za średnie jedzenie, brak porządnej kapeli disco polo oraz welonu. Tak, jej wymarzonego. Teraz tak sobie siedzę i myślę, że niektóre mamy przechodzą dwa kryzysy w życiu. Pierwszy to odpieluszkowe zapalenie mózgu po urodzeniu dziecka, a drugi to odweselny zespół napięcia matczynego, który niejednej dziewczynie może zepsuć najważniejszy dzień w życiu. Na szczęście nam nie zepsuł, ale o ciąży jeszcze długo się nie dowie. Tak na wszelki wypadek.
bazienka Odpowiedz

"A to ja wychodze za ciebie?"- boskie <3

ZdesperowanaJestem Odpowiedz

Pamiętam jak ja powiedziałam mamie - będzie ślub, zaraz po tym jak otworzyła paczuszkę z dwoma małymi bucikami - niebieskim i różowym. Telefon później usłyszałam - ja już rozmawiałam tutaj z kim trzeba, my zaplacimy za orkiestrę. Mówię kurde jaką znowu orkiestrę... 🤦🏼‍♀️ Pod wieloma aspektami chętnie by ze mną dyskutowała ale czuje za duży respekt przed moim przyszłym mężem, a ten wyraźnie jej powiedział - organizujemy i planujemy sami. Na tym dyskutowanie się skończyło 😎

Tylkopoco Odpowiedz

Dobrze chociaż, że w miarę na luzie do tego podchodzisz. Chociaż ja nie rozumiem, jak można sobie samemu zepsuć wesele córki i przeżywanie tego dnia, bo nie pasuje ono do czyjegoś wyobrażenia...

CzerwonaRurza

Można można. Tkasz sobie jakieś wyobrażenie latami, cyzelujesz szczegóły, doprowadzasz plan do perfekcji a tu nagle takie rozczarowanie. Łatwo wtedy już kompletnie odjechać.

Dodaj anonimowe wyznanie