#FTTsc

Gdy miałam ok. 5-6 lat, znalazłam ślicznego, tłustego ślimaka w skorupce. Zaniosłam go do domu na rękach i zrobiłam mu domek w słoiku. Uważałam go za kochanego pupilka i nazwałam Janusz.
Pewnego razu jadłam chipsy i stwierdziłam, że mój Janusz też chce zjeść. Nie wiedziałam, że ślimak przy zetknięciu ze słonym chipsem zacznie się rozpuszczać...
Przerażona wbiłam w rozpuszczającego się Janusza termometr i stwierdziłam, że ma gorączkę. Pobiegłam ze ślimaczkiem w słoiku do mamy, wołając, że z moim pupilkiem trzeba na OIOM, ale wytłumaczyła mi, że nic mu już nie pomoże...
Widok rozpływającego się Janusza mam przed oczami  do dziś, a każde wspomnienie przyprawia o wyrzuty sumienia :/

#HDsC6

Kiedy miałem 5 lat, urodził się mój brat, a więc rodzice chcąc nie chcąc musieli się nim zajmować bardziej niż mną. Niestety był to moment budzenia niegroźnych strachów, takich jak ciemność itd. Problem w tym, że strach stawał się coraz większy... W wieku 13 lat biegałem po domu z pokoju do pokoju, bo się bałem, a wyjście w nocy do toalety kończyło się oświetleniem całego domu. Usłyszałem, że mam tak nie robić, bo jestem na to zbyt dojrzały, i powiedziano mi, że mam nie wymyślać, a strach sam minie.
Dzisiaj mam schizofrenię paranoidalną, mam ciągle wrażenie, że ktoś mnie dotyka, a każdy szmer w mych uszach brzmi jak skradanie się bandytów,  panicznie boję się ciemności, bycia samemu w domu.

Rodzice, pytajcie dzieci, czy czegoś się nie boją i pomagajcie im w zwalczaniu ich lęków, bo czasem strach z każdym dniem staje się silniejszy.

#s7RdL

Początki związku. Dzień spędzany u niego. Miła atmosfera, wszystko w jak najlepszym porządku. Idę siku, normalna rzecz, normalna procedura. Trach, buum i chlaaap! Papier toaletowy wpadł do kibla. Noż kurde. Wyciągnęłam ten papier, połowa rolki mokra. Nie wiem czemu, ale w tamtej chwili było mi tak strasznie wstyd, serce z nerwów chciało wyskoczyć, jakby ten papier stówę kosztował. Myślę i myślę... Kosza nie ma, coby go wyrzucić, nawet szafki nie było, żeby za nią schować, torebki przy sobie nie miałam... Czarna dupa. Już z 10 minut w tej łazience siedzę i siedzę. Położyłam ten papier tam gdzie był, niech leży, nie biorę winy na siebie. Nerwy trochę się uspokoiły, OK, wychodzę. Dalszy wieczór dla mnie był okraszony myślami o tym cholernym papierze! W końcu luby zauważył, że jestem jakaś dziwna. „Nie, nie, wydaje ci się, wszystko w porządku”. On na to: „Od kiedy wyszłaś z łazienki, to humor ci się zepsuł, chyba go tam zostawiłaś, hi, hi, hi”... Mnie to tak nie rozbawiło. Wieczór dla mnie nie skończył się miło, wciąż miałam przed oczami ten zakichany papier.

Do dnia dzisiejszego nie wiem, czemu mnie to tak zawstydziło, zdenerwowało, jakby to była najcenniejsza rzecz w tym domu. Teraz, po kilku latach związku, gdy pierdy wyjadacze są na porządku dziennym, golenie, sikanie, grzybice stóp nie są nam obce, wiem, że wyszłabym z tej łazienki i obydwoje byśmy się śmiali z całej sytuacji. Ale wtedy byłam tym przerażona.

#QGKpE

Mieszkamy z chłopakiem poza granicami Polski. Każdemu z naszych znajomych i rodziny wydaje się, że to z automatu czyni nas bogaczami. Prawda jest taka, że żyjemy skromnie. Gdy przyjeżdżamy na urlop w rodzinne strony, każdy by chciał, żebyśmy stawiali, pożyczali im pieniądze. Nie stać nas na to. Nawet gdy mamy trochę więcej grosza, to i tak nie pożyczamy, bo wiemy, że to na wieczne oddanie. Razem z chłopakiem zarabiamy 2100 € łącznie. Gdy ktoś się o tym dowie, to sypią się komentarze, że tacy bogaci jesteśmy, że mamy 9400 złotych miesięcznie. Do nikogo nie dochodzi fakt, że to nie jest 9400 złotych, tylko 2100 €. To tak jakbyśmy mieli 2100 złotych miesięcznie. Po wszystkich opłatach i jedzeniu zostaje niewiele. Starczy, by raz na pół roku pozwolić sobie na krótki wyjazd do Polski. Dowiedziałam się jednak, że znajomi twierdzą, że jestem skąpa, bo nic im nie kupię jak przyjeżdżam. Już raz dostałam od koleżanek listę kosmetyków, żeby im kupić, bo u mnie taniej. Pieniądze miały oddać jak przyjadę. Kupiłam, wyniosło mnie to 80 €, po przyjeździe pieniędzy nie zobaczyłam. Gdy się upomniałam, to usłyszałam, że co to dla mnie takie pieniądze.

Więcej już nic nikomu nie kupię. Nikt nie rozumie, że mi z nieba nie kapie. Muszę ciężko pracować na swoje pieniądze.

#wt7eH

Kiedyś, w wieku około 15 lat, przeżyłam spory szok. Myślałam, że mam problemy z krążeniem od bioder w dół. Co jakiś czas mocno siniały mi nogi. Nie chciałam mówić rodzicom, bo bardzo nie lubiłam szpitali. Postanowiłam na razie się obserwować. Poza tym nic mnie nie bolało, palcami normalnie ruszałam, temperatura taka jak reszty ciała i dolegliwości ustępowały po ciepłej kąpieli.
Kąpiel okazała się kluczowa dla diagnozy i rzeczywiście leczyła!
Pewnego razu nalałam do wanny malutko wody (zazwyczaj w pozycji siedzącej miałam jej po pas). Piana przy nakładaniu mydełka na chore nogi zrobiła się niebieska... a moje dolegliwości spłynęły i zabarwiły także wodę.
Tym sposobem odkryłam, że farbują mi spodnie...

#npmfF

Od niedawna mam kurczaki, ale wyszło tak, że został mi tylko jeden, ponieważ moja kura stwierdziła, że ich nie chce i połowę zadusiła.
Kurczaczka mam w domu cały czas – opiekuję się nim, ogrzewam, karmię go, bawię się z nim. Chciałem pokazać go swojej koleżance, więc podekscytowany bezmyślnie zapytałem, czy chce zobaczyć, jak bardzo urósł mój ptaszek i zaprosiłem ją do domu, żeby mogła go potrzymać i się z nim pobawić... Dopiero jej zszokowana mina uświadomiła mi, jak to zabrzmiało.

PS Wyjaśniłem jej co i jak i skorzystała z zaproszenia ;)

#rq1jX

Często łapię się na tym, że zazdroszczę ludziom. Wiecie czego? Relacji z rodzicami. Moje może nie są najgorsze (nawet na tym portalu opisywane są takie historie, że aż włos się jeży na głowie), ale bardzo daleko im do udanych. Mój ojciec w sumie jest w porządku, czasami nawet go lubię, można z nim pożartować, ale i poprosić o pomoc. Ma tylko jedną wadę – pije. Swoim piciem zniszczył mi dzieciństwo. Do dziś pamiętam awantury, bicie, rzucanie meblami i ten ostry, przeszywający ton głosu, na wspomnienie którego nawet teraz cała się trzęsę. Wstydu, jaki czułam idąc rano do szkoły z nieodrobionymi lekcjami, bo awantura trwała pół dnia i większość nocy nie zapomnę nigdy. Wzroku sąsiadów też. A matka? Cóż, przez całe dzieciństwo było mi jej szkoda, ojciec okropnie gnębił ją psychicznie. Bił. Miała przez niego depresję. Ale teraz, gdy wyprowadziłam się z domu, nie potrafię się z nią dogadać i dziwię się, czy cały czas taka była, czy po prostu się zmieniła. Jest czepialska, małostkowa, wredna, bez powodu wszczyna awantury, z niczego się nie cieszy i wiecznie jest niezadowolona, musi zawsze postawić na swoim, jest upierdliwa, wylicza mi pieniądze, chociaż utrzymuję się sama, i robi wyrzuty. Przestałam ją lubić, tak mi daje w kość. W ogóle jej nie rozumiem. Paradoksalnie ojca, który sprawił, że moje dzieciństwo było piekłem lubię bardziej niż ją. Jestem na siebie zła, bo wiem, że nie powinno tak być. Ale moja matka doprowadza mnie do szaleństwa. Bardzo rzadko się z nią widuję, a jeśli już, to nie wytrzymuję nawet jednego dnia w jej towarzystwie. Od kiedy mam swoje dziecko jest mi jeszcze trudniej, bo mama strasznie się wtrąca i uważa, że wie najlepiej. A najśmieszniejsze jest to, że gdy powiedziałam jej o ciąży (jestem dorosła, z ojcem dziecka jestem od 9 lat w szczęśliwym związku, od 3 jesteśmy małżeństwem, utrzymujemy się sami, niczego od nikogo nie potrzebujemy) była zła, wróć – była wręcz wkur*****. Nie rozumiem tego do tej pory. Teraz ciągle wypytuje o małego, ale jej pierwsza reakcja zwaliła mnie z nóg... nie umiem o tym zapomnieć. Wszyscy się cieszyli, a moja matka była zła i zabroniła o tym komukolwiek mówić, jakby to był wstyd. A zmierzam do tego, że jestem teraz w drugiej ciąży. I wiedzą już wszyscy – oprócz mojej matki. Boję się jej powiedzieć. Boję się jej reakcji.

#QvyRX

Niby człowiek wie, a jednak się łudzi...
Jestem facetem po przejściach, który nie ma problemu z zaadoptowaniem cudzych dzieci (wyznaję zasadę, że rodzicem nie jest ten, co spłodził, a ten, co wychował i obdarzył miłością).
Poznałem młodą wdowę z dzieckiem i na samym początku wszystko szło bardzo dobrze. Ale pewnego „pięknego” dnia dostałem wiadomość: „Musimy porozmawiać”. Oho, pomyślałem, to nie wróży nic dobrego. I nie myliłem się. Pokrótce – ona postanowiła przenieść mnie do „friendzonu” z powodu... dziecka (3 l.), które po nieudanej próbie poprzedniego związku ma „traumę” i nie chce mu mieszać w głowie, gdyby nam coś nie wyszło. Stanęło na tym, że „zawiesiliśmy” nas. Niestety, nie miała szczęścia do facetów i spotykała samych złych, przez co żadne słowa nie są w stanie jej przekonać. Stawiam więc na czyny, niestety boję się, że te nie przemówią jej do rozsądku...
Ciężkie jest życie człowieka, który ma dobre serce...

#3EsKK

Moja babcia od 7 lat wymyka się z domu i szuka mojego dziadka. Nie dotarło do niej, że dziadek umarł 7 lat temu na zawał. Jest chora na schizofrenię i myśli, że dziadek zaginął. Na każdą próbę wyjaśnienia jej, że jego już nie ma, nie reaguje. Na jego grób patrzy, ale jakby nie rozumie. Nie jest tak codziennie, ale są takie dni, kiedy jej oczy jakby zachodzą mgłą, są takie puste, jakby nikogo za nimi nie było i wtedy chodzi, szuka, nawołuje... Nawet nie wiecie, jakie to jest smutne...
Dodaj anonimowe wyznanie